Wróć do katalogu

Las nocą z elementem baśniowo balladycznym

Tekst z dedykacją dla Mictlantecutla. Czemu? Temu, że kiedy przeczytałem opis do Jego nowego tekstu, a później sam tekst, postanowiłem napisać coś krótkiego w stylu grozy. Co z tego wyszło? Jeśliście ciekawi, sprawdźcie sami. Lorano, cierpliwości.

hic_est, opublikowano , 11 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Podobno w czasie zimowych miesięcy, podczas wyjątkowo zimnych nocy, w lasach dzieją się dziwne rzeczy. Kiedy mróz schodzi poniżej 20 stopni Celsjusza, drzewa wydają dźwięki. Czasem zdarza się, że pękają a wtedy dźwięk ten rozchodzi się daleko, bo głucha cisza panuje wokoło. Wilki błyskając żółtymi ślepiami podnoszą uszy i wstrzymują oddech próbując wyłapać to, co być może nie jest słyszalne dla człowieka. Kręcą się później niespokojnie i odwracają łby w stronę Księżyca w pełni by wydać przeciągłe wycie. Zrywają się po tym i biegną nie wiadomo gdzie. Sowy odwracają głowy i pohukują by po chwili zerwać się z gałęzi i odlecieć, bynajmniej nie po to by upolować zające. Te zaś zasłyszawszy trzask, przystają na moment, ruszają szybko nosami i odbiegają, podobno zawsze w przeciwnym kierunku z którego przyleciał dźwięk. Tak reagują wszystkie zwierzęta. Podobno. Również człowiek, mimo swych niedoskonałych zmysłów, coś wyczuwa. Przeważnie reaguje na to niepokojem, czasem panicznym strachem, rzadko ciekawością i rozwagą. Nieraz zdarzało się, że znajdywano głęboko w lesie zamarzniętych ludzi, zawsze leżących twarzą do ziemi, którzy zostawiają ślady kilkumetrowego czołgania się. Wszyscy mieli otwarte oczy i wyrazy twarzy, na których widok odwraca się odruchowo wzrok. Ten schemat powtarza się zawsze. Mróz, pełnia, samotny człowiek w lesie i pękające drzewo…

Śnieg trzeszczał pod stopami. Na niebie nie było widać gwiazd, bo Księżyc będąc w pełni skutecznie zaćmiewał ich światło. Drzewa i krzewy wyglądały bajecznie. Wszystkie rośliny okrywała półtoracentymetrowa warstwa śniegu. Powietrze było diabelnie zimne i rześkie przez co podszczypywało odsłonięte części ciała, najczęściej nosy i policzki. Dla dodania sobie otuchy młody człowiek podśpiewywał cicho. Las przed nim zdawał się być białą ścianą. Droga na skrót biegła właśnie przez las. Piękna noc. Czemu by więc tędy nie pójść? Człowiek wpychając głęboko ręce w kieszenie i chowając szyję w ramionach skierował się zasypaną drogą w stronę lasu. Świecący światłem odbitym Księżyc dodawał człowiekowi odwagi. Widoczność była bardzo dobra. Śnieg iskrzył się tysiącami światełek. Przyjemnie szło się w tej iście bajkowej scenerii, niemalże oczekując, że za chwile usłyszy się tętent końskich kopyt a potem zobaczy jeźdźca na karym koniu. Światło dobije się od jego miecza, futrzana czapa zakrywać będzie głęboko osadzone oczy, a zarośnięta, kwadratowa szczęka i szerokie bary znamionować będą wielką siłę. Koń puszczać będzie z pyska kłęby pary, przygryzać lejce i rozdymać chrapy.

„Przy ogniu siedząc, rozmyślam sobie o rzeczach, które zoczyłem, kwiecistych łąkach, motylach cudnych, o wiosnach, które przeżyłem.

O żółtych liściach i babim lecie, jesieniach mych minionych, o mgle porannej, srebrnym słońcu, włosach na wietrze zmierzwionych.

Siedzę przy ogniu i myślę sobie, jakie też świata oblicze, gdy zima przyjdzie, a po niej wiosna, której do swych nie doliczę.

Rzeczy tak wielu jeszczem nie widział, tak licznych tych rzeczy wcieleń; wszak każdej wiosny w każdym lesie odmienna się rodzi zieleń.

Siedzę przy ogniu i myślę sobie, o tych, co żyli w przeszłości, i tych, co na świat będą spoglądać, który już mnie nie ugości.

Kiedy tak jednak siedzę i dumam o czasach dawno minionych, to przecież uszu ciągle nastawiam na rozgwar głosów znajomych.”

Recytował człowiek pobudzając wyobraźnię. I szło mu się wyjątkowo raźnie, wesoło, szczęśliwie niemal, bo raczył wzrok widokiem pięknym, wiersz miłe dawał doznania, zaś perspektywa dalszej drogi wydawała się przyjemną i ciekawą, tym bardziej, że u celu drogi czekało na niego ciepło, towarzystwo przyjaznych mu osób i oczy wesoło się w niego wpatrujące. Nie rozglądał się wokół siebie. Wesołe myśli krążyły mu po głowie i coraz bardziej go zaprzątały. Wyobrażał sobie chwilę dotarcia do celu. Będą się mu dziwić, że szedł sam przez las tyle kilometrów. Był odważny. A jakże. Samotrzeć byłoby milej, ale i samemu dla siebie trzeba być dobrym kompanem. Wilków po drodze nie spłoszył jakowyś? A widział ślepia żółto świecące i wycie do Księżyca słyszał, wszak dziś pełnia, że od patrzenia na śnieg oczy bolą, ale w razie czego to kij jakiś pod ręką zawsze się znajdzie. A ona? Ona pewnie udawała będzie, że go nie zauważa i zajęta rozmową z koleżankami nie będzie umiała ukryć należycie spóźnionej o niego obawy. Wtem usłyszał trzask i w ciągu chwili spostrzegł i zrozumiał, że jest sam i że jeszcze długa droga przed nim. Uderzyło go to i zaniepokoiło. Rozejrzał się wokół siebie. Z każdej strony otaczały go drzewa okryte białą szatą. Stanął nie wiedząc czemu to robi. Nasłuchiwał chwilę po czym ruszył dalej. Dźwięk zgniatanego pod stopami śniegu wydał mu się dziwnie głośny. Nie podobało mu się to, bo cisza była mu bezpieczniejszą. Zbyt łatwo można go usłyszeć. Przyspieszył kroku chcąc mieć las już za sobą. Oddychał przez usta a mroźne powietrze drażniło mu gardło. Zdawało mu się, że ktoś go obserwuje. Jakiś irracjonalny strach wbił mu się w głowę. Niemal fizycznie czuł, że ciężki wzrok pada na jego plecy. Przyspieszył krok jeszcze bardziej. Niewidzialny wzrok jakby zmienił punkt z którego patrzy i teraz wydawało mu się, że czuje go na swojej twarzy. Nie śmiał spojrzeć wprost przed siebie. Uporczywie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych