Wróć do katalogu

LAST DIED( ROZDZIAŁ DRUGI)

zgadnij kto...

ZEFIR, opublikowano , 9 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział drugi

Patrząc na martwego chłopca rozciągniętego na zielonym dywanie w kałuży krwi, Oran miał niemiłe wrażenie, że już kiedyś spotkał tego dzieciaka. Te kruczoczarne włosy splecione w kucyk oraz piegowata buzia wydawały mu się dziwnie znajome. Może zamknął go za jakieś drobne kradzieże?? - Mam wrażenie, że gdzieś już tego chłopaka widziałem- podzielił się swoimi spostrzeżeniami z kolegami, którzy pracowali nad zabezpieczeniem śladów z miejsca zbrodni. Policjanci, którzy zajmowali się śladami daktyloskopijnymi ( między innymi odciskami palców) spojrzeli po sobie ze zdziwionymi minami, lecz nic nie odpowiedzieli. Ich szef był tak zwariowany, że można było się po nim dużo spodziewać, więc nie wzięli na poważnie tego stwierdzenia. Stojąc w drzwiach oddzielających kuchnię od pokoju, w którym policja znalazła martwego chłopaka, Oran miał dziwne przebłyski zdarzeń, które rozegrały się właśnie w tym mieszkaniu. Przez ułamek sekundy widział jakąś kobietę. Za jej plecami chował się mały chłopak, mniej więcej w wieku zamordowanego. Kobieta coś krzyczała, lecz nie wiedział, co. Oran potrząsnął głową, jakby się pozbywał nieczystych myśli. Co się ze mną u licha dzieje?! Zapytał siebie w myślach Oran. Gdy nie otrzymał satysfakcjonującej odpowiedzi postanowił obejrzeć mieszkanie. Nie było duże. Raczej wielkości garażu. Miał tylko jeden pokój, kuchnię i łazienkę. W kuchni zauważył resztki niedojedzonego jedzenia oraz dzisiejszą gazetę leżącą na blacie stołu. Po paru minutach zwierzania domu wrócił na miejsce zdarzenia. - I co macie coś?- Zapytał spoglądając wyczekująco na najbliższego współpracownika. - No cóż. Może ujmę to w ten sposób. Wiemy ja ofiara się nazywała. To Jim Norwid. Lat 12. Zamieszkały przy Mitra Cross 6. Wychowywała go samotna matka. Ojciec zginą w wypadku samochodowym w 1987. Jak widać na załączonym obrazku- Frank Lee wskazał na Jima- chłopak zmarł w wyniku ciosu zadanego nożem kuchennym. Napastnik zadał cios i uciekł, zostawiając narzędzie zbrodni. Nasi technicy zabezpieczają już odciski palców z noża. - Powiadomiliście już matkę? - Tak. I jest jeszcze coś. - No mów. - Na drzwiach nie ma śladu włamania. Więc albo chłopak miał klucze. Albo przyszedł tu razem z mordercą. Teraz nasuwa się pytanie do pierwszego stwierdzenia: Skąd chłopak miał klucze do tego mieszkania- Popatrzył wyczekująco na kolegę. Oran zamyślił się. Od dłuższego czasu zdarzało mu się przyłapać siebie na tym, że myśli o swoim nieżyjącym synu Joshua. Teraz też się przyłapał. Ocknął się dopiero wtedy, gdy Frank nim potrząsnął wykrzykując jego imię. - Oran! Oran, do cholery, co się z tobą dzieje. - Nic zamyśliłem się- zaczerwienił się prosząc o powtórzenie pytania - Pytałem, w jaki sposób chłopak zdobył klucze do mieszkania. - Na kogo zarejestrowane jest to mieszkanie??- Starał się mówić przymilnym głosem. Wiedział, bowiem, że Frank jest na niego wściekły. Już nie raz kolega musiał go wyciągać z głębokiego zamyślenia. - Na niejakiego Marka Shelie. To stary recydywista. Karany za kradzieże, napady z bronią w ręku, sutenerstwo. Obecnie przebywa na zwolnieniu warunkowym. Wyszedł jakieś dwa tygodnie temu. - A gdzie jest teraz? - Jeszcze nie wiemy. Sprawdzimy to jak najszybciej. - No mam taką nadzieję, że szybko się z tym uwiniecie. Frank zrobił urażoną minę. Przez dwanaście lat pracy w policji zawsze się starał robić wszystko jak najszybciej i z zawodową perfekcją. Oran tej urażonej miny przyjaciela nie zauważył. Albo też nie chciał jej widzieć. Przyjaźnił się z Fankiem od dziesięciu lat, ale do tej pory nie lubił oglądać jego miny, gdy się zdenerwuje. Oran zostawił przyjaciela, gdy ten powrócił do pracy nad zabezpieczaniem śladów. Sam zaś, nie chcąc nikomu przeszkadzać w pracy, wyszedł na świeże powietrze. Ulica była teraz zatłoczona ludźmi, którzy wracali z pracy bądź ze szkoły. Stali za żółtą taśmą oddzielającą ich od miejsca zbrodni; w tym wypadku od kamienicy w głębi starej uliczki. W pewnym momencie poruszenie tłumu wzrosło. Ktoś próbował dostać się do pilnujących policjantów. Przepychał się robiąc ogromne zamieszanie i słychać było głośne obelgi pod adresem tego kogoś. W końcu udało się jej, bo to była kobieta, dotrzeć do taśmy. Chciała się dostać do środka kamienicy. - Przepuśćcie mnie!! Tam jest moje jedyne dziecko!!- Strasznie krzyczała, a jej rozhisteryzowany głos…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych