Lesio w opałach
nie wolno podejmować zobowiązań ponad miarę
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Szła po woli leśną ścieżką. Zastanawiała się nad tym, ile to już lata ją przemierza, aby ludziom przynieść słowa lasu, który szumi ludzkimi historiami. Pomyślała, że to już wiele lat, tak, że już jej skroń przyprószyła się srebrem. Z gracją i bez pośpiechu usiadła przy ognisku. Wszyscy zwrócili wzrok ku niej. Czekali na kolejną jej opowieść. Bajda rozejrzała się po zgromadzonych ludziach i uśmiechnęła się. Zobaczyła zaciekawione oczy, czekające na jej słowa. Zaczęła cicho i spokojnie. - Historia ta toczyła się w zamierzchłych czasach, kiedy to na Ziemi panował legendarny Bóg Świętowit, a losami ludzkimi rządziła bogini Dodola. Obok niedaleko rzeki Warty stała osada, a w niej mieszkali Polanie. Na skraju wsi stała chatka. Dach był strzechą kryty, z którego wystawał komin. Mieszkała w niej Domiła ze swoją córką Żywią. Domiła samotnie wychowywała swoją córkę. Mąż jej opuścił wioskę i w pogoni za lepszym losem wypłynął w morze, aby szukać bogatszych krajów. Nigdy już nie wrócił. W domu nie było biednie. Domiła była zaradną kobietą. Przędła piękne dywany, kilimy, na które miała kupców. Znała się na ziołach. Potrafiła wyleczyć niejednego człowieka z niejednej choroby. Żywia była wysoką i smukła dzierlatką, a jej czarne długie, kręcone włosy okalały jej ramiona. Niebieskie oczy dodawały jej uroku. Przy swojej niezwykłej urodzie pogodnego była usposobienia i życzliwego serca. Tak, że lubili ją w wiosce niemalże wszyscy. Niejeden kawaler spoglądał w jej stronę, ale wydawało się, że Żywia nie odwzajemnia ich zalotów. Toteż Domiła patrzyła na córkę z troską. -Żywio masz już osiemnaście lat. Czas ci za mąż już iść. - Mateczko, a czy ja ci przeszkadzam w domu? - Nie, ale kiedy zamknę oczy z kim ty zostaniesz? - Jeszcze nie zamykasz. - Nie, ale coraz bliżej mi na odejście do tamtego świata. - Nie chcę o tym rozmawiać. Tatko zginął, gdy byłam mała, to chociaż ty żyj ze mną do moich późnych lat. Nie myśl o umieraniu. - Myślę o tobie moje kochane dziecko. Nie masz rodzeństwa. - Ano nie mam. Kawalera też nie mam. - A ten Bolko co tak zerka na ciebie, gdy idziemy na targ. - Ja go nie chcę. - Aha. A kogo chcesz? - Nikogo. Tylko ciebie mateczko. - Ja swoje, a ty swoje. Tak nigdy nie dojdziemy do porozumienia. - Mateczko jest w wiosce jeden, co mi miły, gdy na niego patrzę. - Kto? - Witosz. - O nim zapomnij. On bogaty, a ty nie. Jego rodzice nie zgodzą się na ciebie. - My też nie jesteśmy biedni. - Ale nie tak bogaci jak oni. Mieszkamy w niewielkim domku, a oni w wielkim dworze. Niebo i Ziemia nie złączą się nigdy. Dla niego rodzice swatają bogatą pannę z sąsiedniego grodu. Zapomnij o Witoszu, a to unikniemy i nieszczęść. Żywia nie powiedziała matce, że spotykała się z nim nad rzeką. Tam ją zapewniał, że ją miłuje, a teraz żeni się inną. Posłuchała się matki i starała się nie myśleć o Witoszu. Zapadł jednak głęboko w jej serce i chociaż starała się odganiać myśli o nim, to serce na jego widok szybciej biło. Miłowała go, to i zapomnieć o nim było trudno. Wkrótce po wiosce rozeszły się wieści o ślubie Witosza z Mileną. - O widzisz powiedziała matka. Mówiłam, że nie ty jesteś jego przeznaczeniem. Czy zapomniałaś o nim? - Tak, ale nie tak jak ty matulu tego chciałaś. Czasami jeszcze myślę o nim, ale schodzę mu z drogi i spotkań nie szukam. Jeno trudno wyrzucić go z serca. - Wyrzucisz. Tylko czasu trzeba. Ślub Witosza z Jowitą – panną z sąsiedniego grodu był okazały. Ksiądz, gdy udzielał im ślubu zobaczył czarną pręgę nad głową Witosza. Pomyślał, że to zły znak, ale nie śmiał o tym powiedzieć dla pana ze dworu. - Nie powiem Igorowi, bo może zrozumieć opacznie i mi się wtedy dostanie za złą wróżbę. Panowie są kapryśni i mściwi, gdy nie idzie po ich myśli. Wesele dla elity było we dworze. Dla wieśniaków stoły zostały rozstawione w sadzie. Pili, jedli i tańczyli do samego rana. Jedynie Żywia nie radowała się, tylko czasami ocierała łzę z policzka. Matka z troską patrzyła na córkę. Nie wiedziała, jak jej pomóc w tym trudnym dla niej momencie. - Moje drogie dziecko nie rozpaczaj. On nie dla ciebie, a ty nie dla niego – mówiła tuląc córkę w ramionach. - Dobrze mówić, ale trudniej zapomnieć i uspokoić żal. - Wiem, wiem. Chodźmy już do domu. Jestem zmęczona. - Dobrze. W domu Żywia siadła do krosna i zaczęła tkać. - Pójdę mateczko spać. Już późno – przerwała jej Żywia - Sen ci dobrze zrobi. Jeszcze dokończę ten kilim i też się położę. Dobranoc córeczko. Kiedy Żywia oddaliła się do swojej sypialni Domiła przerwała tkanie i zamyśliła się nad niedolą swojej córki. Ona kiedyś kochała ojca Witosza, ale też musiała o nim zapomnieć i też trudno było. Wyszła za mąż za ojca Żywii, ale nigdy go nie kochała. Był dla niej dobry, opiekuńczy, ale ona ciągle tęskniła za innym. - Może Jędrzej domyślał się wszystkiego i dlatego wyjechał. Może to dla niego było ciężarem. Teraz Żywia podziela mój los. Muszę wezwać Dodolę. Może ona coś zaradzi. Nazajutrz uplotła wieniec z konopi i lnu, prztykanego miętą i schowała go do torby. Nie żegnając się z nikim ruszyła do lasu. Zatrzymała się dopiero przy białodrzewie. Wieniec położyła u podnóża drzewa. Swoje małe ręce położyła na pniu drzewa i zastygła w bezruchu. Modliła się, aby Dodola przybyła. - Czego mnie wzywasz i kim jesteś, że masz odwagę mnie przywoływać? – zapytała Dodola. - Jestem prostą kobietą. Nie mam wielkiego majątku. Mój mąż przed laty pozostawił mnie z maleńką córką. Dziś jest już piękną panną na wydaniu. - To chyba jesteś szczęśliwa. - I tak i nie. Wydaje mi się, że powiela ona mój błąd z przeszłości. - Dlaczego? - Kochałam kiedyś ojca mężczyzny, którego teraz miłuje moja córka. - Rozumiem. Czego oczekujesz ode mnie? - Pomocy. Tylko ty możesz temu zaradzić. - Mogę zmienić przeznaczenie, ale to będzie kosztowało. - Co chcesz za to? - Życie. - Moje bierz. - Wybiorę czyje, gdy nadejdzie czas. Z tym wiankiem przyjdę do Ciebie i oddam ci go, a ty w zamian oddasz mi życie. Zdesperowana matka nie miała wyboru. Zgodziła się na warunek bogini. Wiedziała, że Dodola nie ugnie się, aby zmienić swoją decyzję. W skrytości serca miała nadzieję, że to ona będzie tą, która odda życie dla Dodoli. - Będę gotowa, gdy przyjdziesz. - To nie będzie takie proste, jak myślisz. Domiła wracała do domu z mieszanymi uczuciami. Kiedy opadły emocję uświadomiła sobie, że nawet nie wie o jakie życie chodziło. Miała nadzieję, że skoro wyzwoliła Żywię z obciążenia swoją przeszłością, to układ z Dodolą dotyczy jej. O swoje życie nie stała. Chciała tylko, aby jej córka była szczęśliwa. - Jestem już stara, więc i żegnać się z tym światem nadchodzi powoli czas - pomyślała. Nagle zrobiło się jej zimno. Poczuła chłód. Przestraszyła się, gdy zza drzewa wyłonił się wilk. - Już po mnie – krzyknęła i zamarła. - Nie bój się. Nie zjem ciebie. - . Czym sobie zasłużyłam, że nie zjesz mnie? - Słyszałam, jak rozmawiałaś z Dodolą. Niedobrze się stało. Będziesz tego żałowała. Nie można szafować życiem, nawet swoim. - Nawet jeśli tak, to teraz już niczego nie cofnę. Chciałam córkę uwolnić od złego losu. - Wiem, ale zrobiłaś błąd, za który zapłacisz. Twoja córka teraz jest wolna, ale to nie koniec zmartwień. - Możesz mówić jaśniej. - Przyjdzie czas, gdy zrozumiesz, i będziesz żałowała tego co zrobiłaś. - A możesz mi pomóc? - Nie przeciwstawię się Dodoli, ale ci pomogę. Dam ci kłos. Zanieś go do domu i zamknij go w drewnianej szkatule. Nie otwieraj jej aż do mojego przyjścia. Bacz też, aby nikt nie zajrzał do niej. A teraz już wracaj do swoich. Nic więcej ci nie mogę powiedzieć. Mijały dni, tygodnie, miesiące i wszystko wracało do równowagi. Żywia już nie myślała o Witoszu. Przestała za nim tęsknić. Wydawało się, że problemu już nie ma. Jej wzrok przykuwał inny młodzieniec - czarnowłosy Lasota. Do niego jej serce biegło. Chodzili razem na spacery nad rzekę, często rozmawiali w sadzie. Tak czule patrzyli na siebie, że serce Domiły radowało się. W końcu Lasota oświadczył się Żywii i został przyjęty. Na Świętego Jana wzięli ślub. Młodzi zamieszkali w domu Domiły. Żywia nie chciała zostawić matki samej. Rano młodzi szli pracować na polu, a Domiła zostawała w domu. Strawę przygotowała na wieczerzę, sprzątnęła izby i tkała swoje kilimy. Kiedy wracali młodzi wszystko było gotowe. Wspólnie siadali przy stole i gawędzili do późnego wieczora. - Mateczko, musimy ci coś ważnego powiedzieć. - Tak? - Jestem przy nadziei. - To dobra wiadomość – powiedziała do córki, ale po chwili zasępiła się. - Coś cię trapi mateczko? Nie jesteś zadowolona? Domiła przypomniała o żądaniu Dodoli. Usłyszała jej dziki i szyderczy śmiech. Wzdrygnęła się. - Jestem. Dzieci wnoszą do domu dużo radości. Tylko tak trudno uwierzyć, że będę już babcią. To oznaka starości. Tym się trochę zasmuciłam. - Oj. Nie będziesz miała czasu na smutne myślenie o starości. Pomożesz Żywii przy dziecku, to i złe myśli rozpierzchną – powiedział Lasota. - Może i macie rację. Starość nie musi być ciężka. Z całego serca raduje się, że będę babcią. A tym czasem pójdę i dokończę tkać kobierzec, bo lada dzień przyjadą po niego. Nie tkała dywanu. Tylko rozmyślała. Ręce jej drżały, serce mocno biło. Walczyła tak dzielnie o szczęście swojej córki, a teraz zastanawiała się, czy nie sprowadziła w ten sposób nieszczęścia na swojego wnuka. - Posiedźcie sobie jeszcze, jeśli chcecie, a ja tymczasem pójdę kilim tkać. - Mateczko jest już późno. Czas spać. - Tak córeczko zaraz idę. Tylko go dokończę. Mam już niewiele. Natomiast ty musisz teraz dbać o siebie. Jest was dwoje. - Dobrze, Tylko nie siedź za długo. Mamy teraz dosyć pieniędzy, aby nie pracować po nocach. Spichlerz zapełniony. Czas mateczko na odpoczynek. - Dobrze. Już idę. Dobranoc córeczko. Noc minęła na niepokoju. Nie spała mateczka tej nocy wcale, tylko troskała się o losy swojej rodziny. Nad ranem, kiedy kur zapiał dopiero zasnęła. Śniło się jej, że stoi na szczycie góry i patrzy na siebie z wysoka. I nagle je twarz zmieniła się. Rozpoznała ją. - Pomnij coś mi obiecała. Przyjdę, jak nadejdzie czas. - Pamiętam. Będę gotowa jak przyjdziesz. Usłyszała dziki śmiech i wszystko znikło. Wstała. - Najlepiej zajmę się pracą. Przy niej zapomnę choćby na chwilę. - Nie mateczko. Dość ślęczenia nad krosnem. Dobromił idzie w pole, a my do lasu zbierać jagody. Na zimę będzie, jak znalazł. Tobie trzeba pooddychać sosnowym lasem. Coś ostatnio źle wyglądasz. A i mnie z dzieckiem przyda się i spacer i sosnowe powietrze. Tak mnie kiedyś uczyłaś. - Widzę, że próżno bym tylko z tobą się spierała. Dobrze nie siądę dzisiaj przy krosnach. Odpocznę. Wyszły zaraz za Lasotą. Szły, zbierając jagody i poziomki. Żywia zebrała zioła. - A te mateczko, to od czego? -To Kocimiętka. Ma szerokie zastosowanie. Jej liście można parzyć i pić na wszelakie bóle, na niestrawności żołądkowe. A te? - To dziki ślaz. Dobry na kaszel. - A te? - To lwia paszcza. Jest dobra na odtrucie organizmu, jak i na okłady na trudno gojące się rany. - Musisz mateczko mnie jeszcze poduczyć. - Jeszcze pobędę na tym świecie, to i będę miała czas wszystko ci przekazać, ale teraz wracajmy do domu. - Czas wieczerzę ugotować, a to Lasota przyjdzie i będzie głodny. Dni mijały szybko. Tak, że na wiosnę Żywia urodziła chłopczyka. Dali mu na imię Lesław, a wołali na niego Lesio. Rósł Lesio na pociechę rodzicom i babci. Miał trzy latka, kiedy po raz pierwszy Żywia wzięła go na spacer do lasu. Dobromiła została w domu, jak zwykle siedząc przy krosnach. Lesio biegał, skakał był pełen energii. Poznawał świat. Tutaj robaczek, tutaj muszka i ptaszki tak pięknie śpiewały. - Lesiu, nie oddalaj się. Nie biegnij tak szybko. Zgubisz mi się jeszcze. Lesio tyko śmiał się i dokazywał dalej. Aż za drzewem akacji zobaczył dziwną postać. Stanął. Zamilkła. - Będziesz ty mój – rzekła i znikła. Lesio rozpłakał się. - Co się stało? - Tam. Pani była taka straszna. - Nikogo tam nie ma Lesiu. Uspokój się. Mama jest przy tobie. Po powrocie do domu opowiedziała matce dziwne zdarzenie. Domiła zasępiła się. Pamiętała jaki układ zawarła z Dodolą. Zastanawiała się, czy powiedzieć o nim córce, ale odrzuciła tę myśl. - Sama to muszę rozstrzygnąć. Nie oddam swego wnuczka. Pójdę jeszcze raz do Dodoli i ubłagam ją, aby mnie wzięła, a zostawiła Lesia w spokoju. Jak postanowiła, tak i zrobiła. Wczesnym rankiem wstała i po cichu wyszła z domu. Wzięła pięknie utkany szal z jedwabnych nici i ruszyła w kierunku lasu. Na podwórzu było jeszcze ciemno. Noc co prawda już chyliła czoło przed dniem, ale jeszcze uparcie trwała. - A dokąd tak wcześnie idziesz? Nie czas jeszcze na wstawanie. Jeszcze nie kołatałem, żeby zbudzić ludzi. - A muszę coś odnaleźć drogi Milanie. - A jak po nocy znajdziesz? - To czego szukam świeci z daleka, więc i odnaleźć nietrudno. - Nie boisz się sama. Może ci potowarzyszę? - Nie, ale dziękuję za troskę. Przywykłam już do samotnych spacerów. - Jak uważasz. Rozstali się bez gniewu. Milan wrócił do swoich obowiązków. Jak tylko zacznie świtać, on musi obejść osadę i kołatką stukając zbudzić mieszkańców, aby czym szybciej ruszyli do pracy. Jeszcze raz obejrzał się za Domiłą, ale w końcu dał spokój. - Wróci, jak zawsze – powiedział i poszedł dalej. Domiła doszła do drzewa, w którym po raz pierwszy wezwała Dodolę. Na gałęzi białodrzewu zawiesiła szal i zaczęła przywoływać Dodolę. - Dlaczego mnie wzywasz? - Przyniosłam ci szal w podarku. - Piękny. Nie dajesz mi go za darmo. Czego tak naprawdę chcesz? - Przestraszyłaś mojego wnuczka. - Przyjdę po niego w swoim czasie - Nie – krzyknęła Dobromiła. Weź mnie. Jestem już stara. - I dlatego ciebie nie chcę, Na co mi się przydasz? Na nic. Lesio podrośnie i będzie moim sługą. A Żywia będzie miała inne dzieci. - Nie. Co chcesz w zamian. Mów. - Nie ma nic w zamian. Chcę jego. Dasz mi jego, albo życie twojej córki zmienię tak, że wpędzę ją w nędzę i straci wszystko. - Jesteś niesprawiedliwa, - Tylko odbieram zapłatę. Zgodziłaś się na nią. - Tak, ale teraz proszę cię, abyś ją zmieniła. Lesio powinien dorastać przy swoich rodzicach. - Będzie dorastać przy mnie. - Zmień proszę – powiedziała Dobromiła i rozpłakała się. Tak głośno i rzewnie płakała, że usłyszano ją w niebie. I wtedy z nieba zszedł Świętowit. - Kto tutaj tak lamentuje, że aż spać nie można? - Ona – Dodola wskazała na Domiłę. - Uspokój się kobieto, a to cały las od twego płaczu drży, ptaki się chowają. Powiedz Dodolo co się stało. Dodola opowiedziała jakiego targu dobiła z Domiłą. - Czy w chwili, gdy zawierałyście układ było dziecko już na świecie? - Nie. - A zatem, kiedy on przyszła do ciebie, to nie wiedziała, że chodzi ci o jej wnuczka. - Nie, nie wiedziała. - Ale ty wiedziałaś. - Tak. - To ten układ nie do końca jest uczciwy. - Tak uważasz? Dlaczego? - Bo ona myślała o swoim życiu, a ty podstępnie to wykorzystałaś. - Układ jest układem. Ona mogła zapytać o jakie życie chodzi. Nie zrobiła tego. Dalej uważam, że mam prawo do Lesia i nawet ty Perunie nie możesz tego zmienić. Nagle nie wiadomo skąd zjawiła się sarna. Przeszła spokojnie obok Żywii i zatrzymała się przy Dodoli. - Co tutaj robisz sarenko? – zapytała Dodola. - Jestem, aby pomóc. Świętowicie możesz utrudnić Dodoli zrealizowanie kontraktu. Żywia zapytała Dodolę, czego chce w zamian. Mam propozycję. Dałam kiedyś Żywii kłos. Leży w szkatule. Ile ziaren zostało na kłosie tyle rzeczy może zażądać Dodola w zamian za Lesia. - Dodolo? - Nie mam chyba wyjścia, skoro wy stoicie przy niej. Ale obiecuję, że zemszczę się okropnie. - Żywio, przynieś jutro szkatułę. Będziemy na ciebie tutaj czekali. Nazajutrz Świętowit, Dodola i Dziewanna otworzyli szkatułkę. W szkatule było pełno ziarenek, ale na samym kłosie było tylko cztery. - Teraz mogę żądać. - Tak, wszystkiego poza życiem. - Każdej niedzieli przyjdziesz do mnie, aby spełnić moje życzenie, a później odejdziesz do domu, jeśli taki będziesz jeszcze miała. Tak…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mesue
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…