Wróć do katalogu

list

W stylu Lovecrafta...mam nadzieję ;P

hydrant, opublikowano , 15 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Piszę ten list, ponieważ pozostało mi niewiele czasu. Nie wiem jak długo jeszcze będę w stanie utrzymać pióro w ręce, a chciałbym żebyś wiedział co mnie spotkało. Prawdopodobnie i tak potraktujesz to, co mam ci do przekazania, jak majaczenia człowieka u progu śmierci, ale na to nie mam już wpływu. Wydarzenia, które bez wątpienia ostatecznie doprowadzą do mojej śmierci, miały miejsce dwa tygodnie temu. Jak zwykle kiedy jest ładna pogoda, mój syn Michał, o którym ci już wielokrotnie pisałem, wyszedł pobawić się z innymi dziećmi na dwór. Zbliżała się już godzina szesnasta i zacząłem się niepokoić, dlaczego jeszcze nie wrócił. Kiedy wyszedłem żeby go poszukać, spotkałem kilku kolegów Michała. Jak to zwykle z dziećmi bywa okazało się, że poszedł z innymi chłopcami bawić się w parku. Strasznie mnie to zaniepokoiło, w parku tym znajduje się stary cmentarz, zaniedbany i w znacznym stopniu porośnięty trawą, a co jak nie cmentarz może przyciągać do siebie żądną wrażeń młodzież. Ja jednak nie mogłem znieść myśli, że mój syn zakłóca spokój zmarłych swoimi wygłupami. Udałem się więc czym prędzej na miejsce. Szybkim krokiem przemierzałem alejki parkowe, zapuszczając się głębiej w starszą część parku, w której coraz rzadziej słońce przeświecało przez korony drzew, a śpiew ptaków cichł z każdym krokiem. Po kilku minutach zbliżałem się już do granicy cmentarza, gdzie wilgotne i przesycone wonią starych drzew powietrze robiło się coraz chłodniejsze. Nagle przystanąłem słysząc jakiś szelest. Po chwili usłyszałem głosy- niewątpliwie należące do Michała i jego kolegów. Wolnym krokiem wszedłem między porośnięte mchem i trawą nagrobki, starając się przypadkiem nie wejść na jakieś zapadnięte miejsce pochówku. Rozejrzałem się i ze zgrozą spostrzegłem, jak Michał wchodzi przez szczelinę do jakiegoś dużego, rozpadającego się grobowca. Ruszyłem najszybciej jak mogłem w tamtą stronę, nie krzycząc jednak do syna, gdyż obawiałem się, że może pośliznąć się i spaść. Otwór przez który wśliznął się do grobowca znajdował się na wysokości około półtora metra, czyli gdzieś w połowie wysokości budowli. Swoją drogą już wtedy mogłem spostrzec niepokojące płaskorzeźby, które choć częściowo zatarte, zdobiły ściany krypty ze wszystkich jej stron. Jednak nie zaprzątałem sobie wtedy głowy takimi detalami, bo przecież bezpieczeństwo dziecka jest dla mnie najważniejsze. Szczelina znajdowała się tuż nad niskimi drzwiami, które choć drewniane, oparły się próbie czasu i nie udało mi się ich sforsować. Pozostało mi tylko przejść tą samą drogą, którą wszedł mój syn. Kiedy wdrapywałem się po występach w murze usłyszałem hałas, jakby strop budowli się zapadał, a ze szczeliny buchnął fetor, jak ze świeżego grobu. Zawołałem syna ale odpowiedziało mi tylko echo mojego głosu, więc czym prędzej wpełzłem przez otwór do środka. Wylądowałem zwrócony twarzą do śliskiej, jakby czymś oblepionej posadzki. Mój wzrok powoli przyzwyczajał się do mroku panującego w grobowcu. Wokół panowała niczym niezmącona cisza. Wnętrze nie było duże. Kryptę zbudowano na planie prostokąta, z kilkoma wnękami na sarkofagi po obu stronach. Wszystkie wnęki były pełne. Pomiędzy nimi, na ścianach, dostrzegłem w półmroku jakieś wyryte znaki. Mniej więcej w dwóch trzecich długości pomieszczenia widoczne było zawalisko. To część sufitu runęła pokrywając posadzkę odłamkami kamienia. Pomimo gorączkowych poszukiwań nie znalazłem syna którego jeszcze raz zawołałem, co jednak nie przyniosło rezultatu. Na końcu krypty dostrzegłem jednak coś jakby ołtarz, czy też może jakiś podest pokryty szalonymi rzeźbieniami, kształtem przypominającymi zdeformowane postacie ludzkie zgromadzone wokół czegoś, lub może kogoś. Nad podestem znajdowało się wielokątne okienko o dziwnym, dość niepokojącym kształcie. Wszystko wskazywało na to, że Michał wydostał się tamtędy na zewnątrz, gdy usłyszał jak kamienie się osuwają. Ostrożnie wdrapałem się po podeście do okienka i wyjrzałem na zewnątrz. Z otworu buchał jeszcze intensywniejszy odór zgnilizny niż z krypty. Na cmentarzu widocznym przez okno było wyjątkowo ciemno, ale też cicho zarazem. Poczułem się dość nieprzyjemnie i ciarki przeszły mi po plecach. Paradoksalnie przyjemniejsza wydawała mi się perspektywa pozostania wewnątrz grobowca, a najlepiej wyjście z niego tą samą drogą, którą wszedłem. Jak ci jednak wiadomo, zawsze staram się zachować jasność umysłu i nie poddawać się irracjonalnym lękom, toteż chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, czy z dzieckiem jest wszystko w porządku, wydrapałem się na zewnątrz przez to małe, przeklęte okienko. Cmentarz na zewnątrz wydawał się z pozoru taki sam, a jednak coś ledwo uchwytnego się zmieniło. Kiedy teraz staram się przypomnieć sobie tamte wydarzenia, wydają mi się nieprawdopodobne i gdyby nie mój stale pogarszający się stan, gotów byłbym przysiąc, że to wszystko było tylko snem, czy też halucynacją. Wstając z cmentarnej ziemi i otrzepując ubranie spostrzegłem, że jest o wiele ciemniej niż zanim wszedłem do krypty. Drzewa wydawały się starsze, schorowane i dziwnie powykręcane. Najgorsze było powietrze. Stęchłe i tak przesycone tym nieznośnym smrodem, że zdawało mi się iż wdycham jakiś gęsty szlam. Zacząłem gorączkowe poszukiwania. Wokół mrok gęstniał, a złowroga cisza wskazywała że prócz mnie nie ma w okolicy nikogo. Po pewnym czasie dotarło do mnie, że kręcę się po cmentarzu bez celu, jakbym lunatykował. Kiedy się nad tym teraz zastanawiam, logika nakazuje stwierdzić że to stres i atmosfera cmentarza spowodowały u mnie takie zachowanie i rozchwianie emocjonalne. Powtarzam ci jednak, mój stan jest dowodem, przynajmniej dla mnie, że było to coś więcej. W końcu zmusiłem swój umysł do normalnej pracy. Doszedłem do wniosku, że Michał słysząc że ktoś za nim idzie, pomyślał że to ktoś obcy i chłopcy uciekli do domu. Ruszyłem więc w stronę wyjścia z parku. Poruszałem się dość powoli, gdyż prawie nie widziałem już ścieżki. Woń zgnilizny jakby zelżała, albo to mój zmysł węchu już się do niej przyzwyczajał. Park dookoła wcale się jednak nie przerzedzał. Dostrzegałem zarys tych samych, dziwnych, wykręconych jakąś chorobą drzew. Poczułem, że w woń gnijących ciał wdziera się jakiś słodkawy zapach kadzidła. Park nagle się skończył, jakby część ktoś wykarczował. Spostrzegłem że jest już całkiem ciemno. Ku memu zdziwieniu na niebie ujrzałem przedziwne konstelacje gwiazd. Nigdy specjalnie nie interesowałem się astronomią, ale niektóre układy gwiazd są zbyt charakterystyczne, żeby ich nie znać. Poza tym jak wytłumaczyć, że księżyc był zabarwiony na czerwono? Największą grozą napawał mnie mimo wszystko krajobraz widoczny po wyjściu z parku. Zamiast znajomego osiedla dostrzegłem niczym nie porośnięty bezmiar udeptanej, suchej ziemi. Byłem pewien, że gdyby był dzień, nie dostrzegłbym na tym pustkowiu niczego aż po horyzont. Jednak mniej więcej na środku mego pola widzenia na jałowej ziemi, widoczny był regularny, ciemny kształt. Sięgał chyba dość wysoko, ponieważ odcinał się na tle nieba zakrywając część gwiazd. Cała sytuacja powodowała coraz większy zamęt w mym umyśle. Ruszyłem niepewnym krokiem w stronę budowli. Chciałem jak najszybciej dotrzeć do domu, ponieważ martwiłem się o dziecko. Poza tym doszedłem do wniosku że po prostu zabłądziłem. Po chwili zastanowienia jednak uznałem że to śmieszne, bo przecież o takiej anomalii jak to pustkowie, wiedziałbym już od dawna. Z każdym krokiem…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych