„List w butelce. Poziom pierwszy”
Krótkie opowiadanie lekko straszne.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Chłodne, wrześniowe powietrze uderza mnie w twarz, kiedy z całych sił pędzę wprost przed siebie. Pedały stawiają nieznośny opór zmęczonym już nogom. Nie zastanawiając się, hamuję i zsiadam z roweru; kątem oka dostrzegam, że Adam, mój najlepszy przyjaciel, idzie w moje ślady i zatrzymuje się. - Czy coś się stało? - pyta. Kiwam jedynie głową, obejmując wzrokiem otaczający nas krajobraz. Stare pole, należące niegdyś do wdowy Gillespie jest miejscem zabaw i spotkań dla całej okolicznej młodzieży i dzieci. Podziwiam je, porośnięte dziką trawą i krzakami, skąpane w blasku jesiennego słońca. Nagle słyszę za sobą krzyk Adama. Odwracam się gwałtownie, zastanawiając się, co mogło wyprowadzić z równowagi mojego, zazwyczaj spokojnego i opanowanego, przyjaciela. W jego oczach dostrzegam iskry ekscytacji i blask niezrozumiałego niepokoju, kiedy podbiega do przecinającego równinę strumyka, zaledwie kilka metrów przed nami. Dołączywszy do niego, dostrzegam, co zwróciło uwagę kolegi. Wśród mułu i kamieni tkwi bowiem szklana butelka, a w jej wnętrzu wyraźnie widać zwiniętą w rulon kartkę. Czuję, jak moje serce gwałtownie przyspiesza, kiedy Adam wyciąga znalezisko. - Karolu…. - zaczyna nieco drżącym głosem i wyciąga do mnie dłoń z naczyniem. - O nie! Ty to otwórz! - uśmiecham się zawadiacko, ale przyjmuję od niego szklaną manierkę. - Boisz się? - rzucam łobuzersko wyzwanie, lecz poważnieję, kiedy Adam wwierca we mnie wyczekujące spojrzenie. Sięgam dłonią do korka, jednak nim otwieram flaszkę, waham się chwilę. Ogarnia mnie podłe przeczucie, że na zwitku papieru może być napisane dokładnie wszystko i zaczynam rozumieć obawę przyjaciela. W końcu jednak odkorkowuję butelkę i rozwijam kartkę. Obaj pochylamy się i mrużymy oczy, bo odczytać pochyłe, zamazane pismo. Pośród nieznanych nam znaków, widnieje jedno zdanie, które zdolni jesteśmy odszyfrować. „Kruk zakrakał: Nigdy już.”. Dreszcz przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa, kiedy z moich własnych ust rozbrzmiewają tak dobrze znane słowa. Adam podnosi wzrok znad kartki; brązowe tęczówki pokrywa szkliste bielmo, oczy lśnią mu jak w gorączce, kiedy zachrypniętym głosem recytuje: „Lękiem się o serce otarł szelest purpurowych kotar, Grożąc cieniem, mrożąc drżeniem, które niosło się przez gmach” . Nie wiem, czy to przez sposób, w jaki mój przyjaciel mówi ten znany mi fragment, czy też dlatego, że powietrze przeszył chłodny powiew, ale mam wrażenie, że nagle coś się zmienia, coś jest inaczej. Wpatruję się w pergamin, a dłonie drżą mi z każdą chwilą mocniej. - Adamie Mansonie – szepczę - Przerażasz mnie. Chłopak uśmiecha się szelmowsko, przeczesując dłonią burzę kasztanowych włosów. Ten gest przypomina mi, że to wciąż jedynie mój przyjaciel, że nie mam czego się bać - Uczyłem się tego na kółku teatralnym - rzuca. Przewracam oczami, ze świstem wypuszczając powietrze z płuc. - Napędziłeś mi stracha - stwierdzam z wyrzutem, mnąc kartkę w dłoni. –Czy rozumiesz w ogóle, o czym jest ten wiersz? - prycham, wbijając w chłopca pytające spojrzenie. Powoli kiwa głową w zaprzeczeniu, a ja przybieram tryumfalny uśmiech, dumny, że przynajmniej jeden raz mogę zabłysnąć wiedzą. - Opowiada o powolnym popadaniu w szaleństwo. Rysy twarzy Adama gwałtownie tężeją, poważnieje, jakby w jego głowie zrodziła się jakaś niebanalna myśl. Pomysł, który, nie wiedzieć, dlaczego, ale musi być bezwzględnie zrealizowany. Odwraca się w kierunku miasteczka. - Gdyby butelka płynęła z nurtem, nie zatrzymawszy się, trafiłaby do sadzawki w ogrodzie pana Addamsa - stwierdza, marszcząc brwi tak mocno, iż niemal schodzą się nad nosem. – Jednakże…. gdzie ten strumyk się zaczyna? – mówiąc to, wzruszam ramionami, a dłonie bezładnie opadają mi wzdłuż boków; rozumiem, o co chodzi mojemu przyjacielowi: tam, gdzie strumyk ma swoje źródło, tak ktoś musiał wrzucić doń butelkę. - Chyba sięga aż do sąsiedniego miasteczka - sugeruję po chwili niepewnym tonem. – Czy byłeś tam kiedyś? - mój przyjaciel wydaje się być nieobecny, zadając to pytanie a wzrokiem wodząc wzdłuż rzeczki. Nie odpowiadam mu, to zbędne. Obaj doskonale wiemy, że nikt nigdy nie zapuszcza się w tamtą stronę. Chłopak wyszczerza zęby w wilczym uśmiechu, nie musi nic mówić, bym zrozumiał, co ma na myśli. Mam ochotę zaoponować, jednak jakiś nieznany dotąd instynkt nakazuje mi zgodzić się, ze wszystkim, co zaproponuje. - Co masz w plecaku? – pyta Adam. Zastanowiwszy się chwilę, zaczynam wymieniać: kanapki, ciastka, wodę, trochę pieniędzy, latarkę, bilet autobusowy. Zdaję sobie sprawę, że moja lista nie jest zbyt imponująca, jednak mój kompan wydaje się w pełni usatysfakcjonowany. Z aprobatą kiwa głową, po czym odsuwa się parę kroków i podnosi z ziemi swój rower. Dołączam do niego, dorzucając kartkę i butelkę do mego wąskiego ekwipunku, wciśniętego w oliwkową kostkę. Skinieniem głowy daję koledze do zrozumienia, by jechał pierwszy. Zadowolony rusza, a ja zaraz za nim. Nie mija więcej niż dwadzieścia minut, gdy przed nami pojawiają się pierwsze budynki otoczone drzewami; strumyk wiedzie nas wzdłuż spękanej drogi, przez las. Niemal wpadam Adama, gdy ten, ni stąd ni z owąd, zatrzymuje się przede mną. Odwraca się do mnie i wskazuje palcem na ledwo widoczny między drzewami drogowskaz. Brudne, najprawdopodobniej niegdyś białe litery zlewają się z ciemnozielonym tłem znaku tak, że z trudem udaje mi się odczytać nazwę. „Ciche Wzgórze”. - Chwytliwa nazwa dla miejscowości turystycznej - zagaduję, jednak kompan, nie odpowiadając, ponownie rusza przed siebie. Wzdychając ciężko, podążam za nim. Wpatrując się w plecy jadącego przede mną Adama i rozmyślając o sprawach…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Jaz008
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…