Wróć do katalogu

List znaleziony w ..bucie

noc z poniedziałku na wtorek, zamiast spać to ja spisuje jakieś bzdurne wizje. Ale na tyle ciekawe że mogę się nimi podzielić.

i ty zostań kanibalem, opublikowano , 12 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wojna. Kto by pomyślał. Ja osobiście od urodzenia żyłem w przeświadczeniu nieuchronnie zbliżającej się apokalipsy. Wielkiej wojny zamieniającej cały glob w pustynie pełną psychopatów mknących na jakiś dziwnych pojazdach o poubieranych zgodnie z duchem mody złomowiska samochodowego. Od kiedy pamiętam miałem wizje przyszłości, krótkie błyski tego co miałem zobaczyć na własne oczy za wiele lat. Sen nad ranem którego po przebudzeniu już prawie nie pamiętam. Uczucie deja vu, jak by ta sytuacja miała mieć, miejsce.. kiedyś. Zbyt gorąco dzisiaj. Tak to się zgadza. Jest słonce i jest już prawie pustynia. Po mającym miejsce „Przełomie” jak to zostało nazwane, rodzima roślinność systematycznie wymierała. Ludzie są tacy głupi, dam sobie rękę uciąć że pasażerowie w autobusie jadącym prosto w przepaść umarli by kłócąc się o to kto ma zahamować. Pamiętam jak byłem mały to naukowcy głosili „uwaga bo zniszczymy klimat”, później jak dorosłem już ciszej „zniszczyliśmy klimat”. A potem jak dorosłem jeszcze bardziej. To Ostrzegali przed wojną na biegunie. Tak tak, na biegunie północnym wybuchła wojna! I to atomowa w dodatku. Najgłupsza wojna jaka świat widział. Rosja z zachodem prowadziła prawdziwie zimną wojnę o złoża jakiegoś tam materiału który rzekomo miał się znajdować na dnie oceanu. Samo określenie „zimna wojna” wywoływała uśmiech na twarzy. Dwie wielkie armie stanęły naprzeciw siebie na polach armagedonu. Pamiętam że pierwszy raz jak usłyszałem o tym to stanął mi przed oczami obraz atomowych wybuchów na lodowym polu. Dobrze przyprawiony barowymi aktywnościami byłem w stanie uchwycić i zrozumieć całą wizje. Nie pamiętam kiedy wstałem, ale pamiętam zdziwienie po tym jak usłyszałem własny głos: „O Boże! Zaczęło się! Trzecia wojna światowa!” . Pamiętam że koledzy popatrzyli na mnie z zażenowaniem, ktoś rzucił upomnienie zebym nie bluźnił. I to w sumie tyle. Pierwsze miesiące rzekomej trzeciej wojny upłynęły z dala oczu świata. Czasami w wiadomościach ukazywała się wzmianka o żołnierzach stacjonujących gdzieś tam. Krótkie reportaże o najnowszych czołgach w polskiej armii które w warunkach Grenlandii sprawiają się nadzwyczaj dobrze, albo lepiej niż inne. I to tyle. Trwało to tak długo że zdążyłem już zapomnieć o incydencie w barze. Jednak koło historii wcale nie przestało się toczyć, krok po kroku miało zmiażdżyć naszą rzeczywistość i jak wielka maszynka do mięsa przemielić ją w coś innego. Problemy zaczęły się stopniowo. Ale jednak z taką prędkością ze wszyscy wiedzieli że z takiego pikowania już nie wyjdziemy. Najpierw oczywiście paliwa, ceny ropy naftowej rosły tak szybko że nie miały wpływu np. na ceny towarów i usług. Z dnia na dzień okazywało się że cena transportu przewyższa marżę. Nikomu nie chciało się wierzyć w wynikające z tego ceny. Nikt nie chciał cebuli która kosztowała tyle co zegarek. Firmy padały z dnia na dzień, w sklepach panowały pustki. Wszyscy mieli pełne portfele, oszczędności. A mimo to nikt nic nie mógł kupić. Nic nie było. To jeszcze nie jest moment w którym wybuchają zamieszki. Szybko podjęto w miarę rozumne kroki. Zapasy towaru zostały racjonalnie wydawane. Poza tym w tym czasie na szczęście duża część samochodów dostawczych jeździła już na rzepaku. Po prostu w ciągu niespełna dwóch miesięcy sielski obrazek pełen kolorowej młodzieży, zamienił się w klimat przypominający maturę. Piękny dzień, słońce świeci ale nikt tego nie dostrzega. Wszyscy nerwowo chodzą i obgryzają paznokcie. A luzacy trzymający ręce w kieszeniach mimo wszystko też zdradzają zdenerwowanie które chociażby udziela im się od kolegów. Ale nie było na razie powodów do narzekań. Prąd był, woda była. Ba nawet internet działał jak by normalnie. Więc zamieszki zdarzały się tylko jako sporadyczne jedno osobowe wygłupy.

Rozmawiałem z kumplem, właśnie wrócił ze służby na biegunie. Tam żadnej wojny nie ma. Wszyscy piją, Anglicy, Polacy, Czesi. A jak zabraknie bimbru to można nawet jechać do rzekomego wroga i odkupić trochę bimbru od nich. Albo zaprosić, to przywiozą z sobą. Zero wrogości. Kumpel wrócił do polski, kupił mieszkanie. I Jakoś się to potoczyło I w taki sposób minęło trochę czasu. Żyło się pomiędzy zastanawianiem się jak wielka będzie stopa inflacji, do jak niewielkich rozmiarów stopnieją nasze oszczędności. Jak wielkie napięcie wytrzyma scena polityczna.

Na świecie gadające głowy wygrażały sobie palcami z oficjalnych przemówień. Równolegle internet zalewały fale przerobionych wersji tych przemówień, od szczekania psów do przenajrużniejszych tłumaczeń. Jakoś się żyło. Chodziłem do pracy. Robiłem zakupy. Robiłem pranie. W zasadzie zwracałem na świat zewnętrzny tyle samo uwagi co zawsze. 4:27 Środa, Obudziły mnie syreny za oknem i lamenty sąsiadów zza ściany. Włączyłem internet żeby zobaczyć co się dzieje. Wojna. I to nie byle wojna. Właśnie wojna atomowa. Zaczęło się od użycia atomowych bomb głębinowych gdzieś na oceanie północnym. Potem rakiety taktyczne, a potem cały łańcuszek. Obrazy które oglądałem na ekranie były tymi które uchwyciłem wtedy w barze. No to teraz mamy z grzywki. Pamiętam ze wtedy przyszła do nas sąsiadka, młoda dziewczyna z córeczką, której mąż czy chłopak podział się nie wiadomo gdzie. Pretensje oczywiście że z nią flirtuje. Tego dnia siedzieliśmy do południa i słuchaliśmy wiadomości. Doniesienia z frontu. Nie było frontu. Nikt nie walczył. Były nawet przypadki ze jednostki przeciwnych stron nawzajem sobie pomagały. Ktoś rzucił hasło w internet „no to od teraz prezentów już nie dostaniemy, fabryka zabawek wyleciała w powietrze” Świat chyba poczuł się jak dziecko które bawiąc się śrubokrętem w kontakcie zrobi zwarcie. Coś strzeliło, błysło, w uszach

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych