Wróć do katalogu

Listopadowa wiwiseksja

wspomnienia z wakacji o których każdy chciałby zapomnieć

Be_be, opublikowano , 26 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Te wakacje przed dwudziestu laty zapadły mi w pamięć i do dziś dźwigam ich wspomnienie jak wór pełen kamieni. Nie pamiętam, ani miejscowości, ani nazwy jeziora nad, którym spędziłam ten czas. Nasza grupa to trzech chłopaków i dwie dziewczyny, czyli dwie pary zakochane w sobie po uszy i jeden ciągle poszukujący swojej połówki kawaler. Nie pamiętam jaka była pogoda, jak się bawiliśmy, czy kogoś poznaliśmy .... chociaż niezupełnie, jakby przez mgłę kojarzę parę z Białegostoku. Byli bardzo sympatyczni , pamiętam, że dokuczaliśmy sobie nawzajem , nabijając się nawzajem, oni z naszego akcentu a my z ich. Moja wybiórcza pamięć włącza się dzień przed wyjazdem. Pamiętam, że ostatni dzień pobytu chłopaków upłynął na wędkowaniu, co ja robiłam ? Nie mam bladego pojęcia. Major i Bodek siedzieli na środku jeziora w pomarańczowym pontonie. Gdy rozległ się triumfalny krzyk wiedziałam, że któryś z nich dokonał niemożliwego, czyli złapał jakiś super okaz. To major był zapalonym wędkarzem, Bodek raczej dotrzymywał mu towarzystwa. Ten krzyk uruchomił innych wędkarzy, którzy zbiegli się na brzeg. Gdy przybili do brzegu, Major z dumą zaprezentował wielkiego węgorza, zachwytom nie było końca. Pojawiły się też pełne wątpliwości komentarze, że to nie możliwe złapać węgorza w takim miejscu i w takich warunkach pogodowych. Gadali od rzeczy, bo węgorz był i do tego żywy jak jasna cholera. Jakoś nie podzielałam ich radości, bo krótko mówiąc ta ryba budziła we mnie obrzydzenie. Chłopaki naleli wody do pontonu i wrzucili do niej swojego nowego, oślizłego pupilka. Pojechaliśmy na dworzec odwieźć na pociąg dziewczynę Majora. Nie mogła z nami wracać , chyba wyjeżdżała gdzieś z matką, może umówiły się gdzieś na trasie, nie ważne, nie mam pojęcia. W każdym razie pojechała. Wróciliśmy na pole namiotowe. Nie jestem pewna, czy po powrocie Major uwędził swoją zdobycz, czy mordował ją w tym pontonie. Jedno jest pewne, był szczęśliwy i bardzo z siebie dumny. Wieczorem zasiedliśmy wokół ogniska. Setki tematów, jednym z nich były plany napadu na obóz harcerski, który zainstalował się po drugiej stronie jeziora. Panowie Major, Bodek i Broda chcieli popłynąć tam nocą i podwędzić im flagę z masztu. Zrobiło się chłodno , piłam wiśniówkę i słuchałam ich kretyńskich planów. Jak można zrealizować plan, który nie ma szans się powieść? Po pierwsze maszt stoi w centralnej części obozu i na pewno jest pilnowany, po drugie , w środku nocy trzech gamoni w pontonie, z czego dwóch nie umiejących pływać ? Niewykonalne. Droczyli się ze mną , mówiąc, że jak tylko pójdę spać natychmiast wyruszają po przygodę . Wściekłam się na nich i kazałam spuścić powietrze z pontonu. Nie od razu , bo jeszcze musieli mnie rozeźlić bardziej, ale w końcu obiecali , że spuszczą to powietrze. Uwierzyłam i poszłam spać . W nocy obudził mnie dźwięk otwieranego suwaka. Pomyślałam, że Bodek przyszedł i kładzie się spać. Przecież rano mieliśmy wyjechać. Gdy dostałam ostrym światłem latarki po oczach, nie zastanawiając się długo posłałam soczystą wiązankę. Usłyszałam, że mam się uspokoić i dać dokumenty. Trzy postacie zaglądały mi do namiotu. Podałam dokumenty a w głowie już miałam myśl, że idioci popłynęli do obozu harcerzy i dorwała ich policja . Bo to była policja. Ubrałam się i wyskoczyłam z namiotu. Zobaczyłam skulonego w kucki Brodę. Od razu skoczyłam na niego z wrzaskiem: „ co wy narobiliście debile” . Ale Broda nie reagował. Dziwne, bo zrobił taki gest jakby mnie przepraszał. Wtedy od policjantów usłyszałam coś co mnie wbiło w ziemię” jest podejrzenie, że twoi koledzy się utopili”. Rzuciłam się do Brody i krzyczałam „Kurwa, Broda powiedz,. że to nie prawda” Nie usłyszałam tego co chciałam , powiedział tylko” to prawda” Nie uwierzyłam. Policjanci kazali nam zwinąć obóz i powiedzieli, że pojedziemy na drugi brzeg jeziora. Zwinęliśmy się migiem, wsiedliśmy do samochodu Bodka, prowadził policjant. Jechaliśmy przez las a on przy każdej zmianie biegu tak zgrzytał skrzynią biegów, aż głowa bolała. Myślałam sobie „tylko, czekaj jak powiem Bodkowi coś ty wyczyniał z jego skrzynią biegów to cię rodzona matka nie pozna”. Siedziałam na fotelu pasażera, policjant za kierownicą przeklinał pod nosem a ja zerkałam na Brodę w lusterku wstecznym i nie rozumiałam dlaczego na mnie nie patrzy. Jakby nie chciał mieć ze mną żadnego kontaktu, nawet wzrokowego. A ja tak bardzo chciałam, żeby do mnie mrugnął, jak miał w zwyczaju, i dał do zrozumienia, że to jakieś nieporozumienie. Dojechaliśmy na miejsce, świtało. Na brzegu stała karetka i radiowozy. Wyszłam z samochodu i patrzyłam na taflę jeziora, tak spokojnego, jakby cała ta afera była wymyśloną. Broda rozmawiał z policjantami, mówił coś o „kilku metrach od brzegu”. Brzeg był porośnięty trzcinami. Stałam i nie rozumiałam jego spokoju, tego głosu bez emocji. Później dowiedziałam się , że dostał zastrzyk na uspokojenie. A mnie mózg pracował na najwyższych obrotach, co chwila wymyślałam kolejne możliwe wydarzenia i byłam pewna, że Major i Bodek zaraz wyjdą z tych trzcin. Powiedzą, że się zgubili. W pewnym momencie chciałam jechać na nasze pole namiotowe, bo wiedziałam, że się zgubili, ale jakoś tam dotarli, cali przemoczeni, zmęczeni i teraz zastanawiają się dlaczego mnie tam nie ma, gdzie są namioty, samochód? Oczami wyobraźni widziałam ich miotających się tam . Byłam pewna, że tak właśnie jest. Chciałam tam jechać , już natychmiast. Przyjechał samochód z płetwonurkami, byłam zadziwiona, jak to a oni po co tu , ładna afera się zrobiła, chłopaki za to wszystko oberwą, takie siły zmobilizować ! przecież oni zaraz się znajdą . Nadal stałam nad brzegiem, przyszedł do mnie Broda, ręką wskazał jakieś nieokreślone miejsce i powiedział „ tam ostatni raz ich widziałem”. Potwierdził moje przypuszczenia, blisko brzegu, trzciny , tylko patrzeć jak wyjdą. NIC , nic się nie działo. Zaczęłam się rozglądać wokół siebie, zobaczyłam płetwonurków, którzy przygotowywali się do zejścia pod wodę. Oni się przebierali a ja dostrzegłam ludzi, którzy stali nad brzegiem , zwykli gapie, głośno dyskutowali a ja byłam oburzona, nie mam pojęcia z jakiego powodu. Ogarnęło mnie tak duże zmęczenie, że nie mogłam ustać na nogach. Zazdrościłam Brodzie , że był na środkach na uspokojenie, był taki cichy, tylko wydawał się bardzo smutny. Mijały godziny a ja nadal nie mogłam i nie chciałam wierzyć, że to wszystko dzieje się wokół mnie. Ekipa płetwonurków weszła do wody. Myślałam „ po co to wszystko, ich tam nie ma, łażą gdzieś tu w pobliżu, zabłądzili” Ale oni weszli do wody , rozstawili się kilka metrów od siebie i znikali pod wodą . Minęło już tyle godzin, a ja z obrzydzeniem obserwowałam zbiegowisko gapiów, całe rodziny z małymi dziećmi, rządne sensacji, stali i jedli , karmili dzieci , pletli jakieś niestworzone bzdury. Jacyś ludzie podeszli do mnie i powiedzieli, że chłopaki w nocy podpłynęli na brzeg i siedzieli z nimi chwilę przy ognisku. Potem weszli do pontonu i odpłynęli. Zaczęłam się bać, a co jeśli oni naprawdę wpadli do wody? Przecież nie potrafili pływać... Jeden z płetwonurków wypłynął na powierzchnię i dał znak, że coś znalazł . Właśnie minęła trzynasta godzina od momentu zaginięcia. Z brzegu ku niemu podpłynęła łódka, zaczęli ich wydobywać na powierzchnię. Jeszcze uczepiłam się myśli, że to nie oni, że znaleźli kogoś innego, ale już widziałam ... rękę Majora z latarką w ręku i w kapeluszu na głowie. Za chwilę wyciągnęli Bodka, skórzana kurtka i wiosło w zaciśniętej dłoni. Ekipa holowała ich za łódką w trzciny a ja ... czułam taką wielką rozpacz ...jakiej w życiu nie doświadczyłam. Nagle poczułam silny ból , jakby mi ktoś uderzył mnie w plecy toporem. Wtedy trafiło do mnie, że oni naprawdę się utopili, że to prawda, że nigdy już ich nie zobaczę. Policjanci wpłynęli łódką w trzciny, niewiele było widać a tłum gapiów rósł i zachowywał się głośno, jakieś śmiechy, pokrzykiwania, a ja myślałam tylko o tym , że to bydło nie potrafi się zachować z szacunkiem. Natychmiast podjechał samochód po zwłoki, jak zobaczyłam „żuka” z odkrytą paką i ... prowizoryczne nosze , sklecone z czterech desek i siatki ogrodzeniowej, przeżyłam kolejny wstrząs. Chłopaki zostali wyniesieni na brzeg i położeni na „noszach „ Obaj byli w tych dziwacznych pozach jakby zamrożeni , Major nadal w kapeluszu naciągniętym na głowę, z latarką, która się nadal świeciła, i Bodek z wiosłem ... zapakowano ich na samochód , niczym nie przykryto, tak po prostu jak meble zostali wywiezieni do Augustowa. Siedziałam skulona na brzegu , byłam oburzona tym jak ich potraktowano. Gdzie szacunek dla zwłok? Jak tak można? Czułam się tak bardzo nieszczęśliwa ... chciałam umrzeć i ja, niech pęknie mi serce, nie chcę czuć rozpaczy, strachu to jest ponad moje siły. Policjanci poprosili nas do samochodu i zabrali na komendę , nie wiem , nie pamiętam czy nas przesłuchiwali ale chyba nie , wszystko im opowiedział Broda, tak myślę. Ja nie miałam im nic do powiedzenia. Pamiętam, że zaprowadzili nas do pokoju , wiem ,że to było na komendzie ale pokój wyglądał jak hotelowy. Kazali nam odpocząć , powiedzieli, że ktoś z rodziny przyjedzie po nas . Pierwszy raz w życiu byłam wdzięczna policjantom, za to jak nas dobrze potraktowali, jak ludzi, zaopiekowali się nami, a ich ludzkie podejście do nas ośmieliło mnie i zapytałam” ale nie będziecie im robić sekcji zwłok? Nie zniosę myśli, że ktoś ich okaleczy” . Policjant na pewno mnie oszukał, ale powiedział, że żadnej sekcji nie będzie, mam się nie martwić. Uwierzyłam mu, bo bardzo chciałam to usłyszeć. Tak dobrze mnie potraktowali, że we wszystko bym im uwierzyła. Siedzieliśmy w pokoju z Brodą , niewiele mówiliśmy. Z ledwością oddychałam , miałam zaciśnięte gardło i coś ciężkiego przygniatało mi piersi. Miałam wielkie poczucie winy. Traciłam chęci do życia, zaczęłam się bać reakcji rodziców Bodka, czułam że , całe to wielkie nieszczęście to moja wina, bo mogłam go przypilnować, powinnam go pilnować. Dzień się kończył a ja bałam się nocy. Broda zasnął, a ja czułam potworny strach , bałam się zamknąć oczy, zabroniłam sobie zasypiać. Rano przyszli policjanci i powiedzieli, że przyjechał po nas starszy brat Bodka i Brody, Stasiek. Byłam strzępem człowieka, przerażona, nieszczęśliwa, chciałam zniknąć, ale Stasiek po prostu mnie objął i przytulił. Wyszeptałam mu w ucho, że nie chcę jechać do prosektorium. Rozumiał , powiedział mi, że on się wszystkim zajmie. Nie poczułam ulgi , nie czułam nic.

Nie wiem jak długo jeszcze tam byliśmy. W końcu wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do domu. Samochód prowadził Stasiek. Siedziałam obok niego i bałam się odezwać, nawet sił za bardzo nie miałam na gadanie. Bałam się pytań. Bezmyślnie patrzyłam na drogę . Zaczął padać deszcz, pomyślałam sobie , że cały świat płacze przez to co się stało. Zauważyłam, że za każdym razem, gdy na przeciwległym pasie jechał TIR nasz samochód zjeżdżał mu pod koła. Raz, drugi, trzeci ...Widziałam Staśka, który walczył z kierownicą . Odbijał w prawo i widać było, że jest już tym wykończony. Przyszło mi do głowy, że Bodek nie chce żebyśmy wyjeżdżali, chce nas powstrzymać. Stasiek kazał mi coś mówić do siebie, bał się , że uśnie, spędził całą noc w pociągu, na pewno był zrozpaczony stracił swojego najmłodszego brata, całą rodzinę łączyła silna więź, na pewno cierpiał strasznie. Czy zaczęłam coś gadać, nie wiem, nie pamiętam, Dojechaliśmy do domu. Podwieźli mnie pod blok. Mieszkałam wtedy u babci z ciotką i wujem. Przywitała mnie cisza. Stali i się na mnie patrzyli w końcu odezwała się ciotka, powiedziała, że miał sen w którym Bodek chodził u nich po przedpokoju, kręcił się w kółko, bez sensu, jakby nie potrafił otworzyć drzwi. Bała się, że stało się coś strasznego. Oni o niczym nie wiedzieli, tylko coś przeczuwali. Powiedziałam im, że chłopaki się utopili. Wszyscy przeżyli szok. Weszłam do swojego pokoju, zamknęłam drzwi, chciałam być sama. Pragnęłam znaleźć jakąś cieniutką niteczkę , której mogłabym się uczepić i nie oszaleć. Praca! Za dwa dni musze wrócić do pracy. Babcia zajrzała do mnie i zapytała czy coś zjem, jak mogłabym jeść, nie mam prawa jeść, normalnie funkcjonować, nic mi się nie należy, nie mam żadnych praw, jestem winna. Odmówiłam. Ciotka zaproponowała mi kąpiel. Napuściła wody do wanny, weszłam do łazienki, zobaczyłam wodę i wpadłam w panikę. Woda mnie przerażała. Wypuściła wodę z wanny, ja nie mogłam tego zrobić, bałam się wsadzić rękę do stojącej wody, wzięłam prysznic, byle jak . Nic mi nie pomógł, nie zmył ze mnie wspomnień ani strachu. Wyszłam z łazienki, w przedpokoju czekali na mnie bracia Bodka. Chcieli żebym przyszła do domu ich rodziców. Nie chciałam , bałam się strasznie. Wiedziałam, że…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych