Łódka Charona
Co byś zrobił, gdyby Śmierć przyszła po Ciebie… dzień za wcześnie? Niepokojąco zabawna opowieść o tym, jak spędzić ostatnie 24 godziny – z własną śmiercią u boku.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Łódka Charona.
Mówią, że letnie burze mają dużo wspólnego z kłótniami kochanków. Są gwałtowne, choć krótkie, a potem przychodzi cisza i oczyszczenie. Po tym wszystkim, co działo się ostatniej nocy, czego jak czego, ale Miasto z całą pewnością wymagało oczyszczenia. Połamane drzewa i poprzewracane wiatrem śmietniki bardziej przypominały krajobraz po bitwie, niż metropolię o świcie. Ktoś, a może coś musiało nieźle wkurzyć Zeusa, bo rzucał swoimi piorunami gdzie tylko popadło. Teraz było cicho. Obudziła go upierdliwa mucha, która z jakiegoś powodu doszła do wniosku, że jego policzek jest wyśmienitym miejscem na śniadanie i odpoczynek. Trzecia próba odpędzenia jej stamtąd, podobnie jak poprzednie, spełzła na niczym. Za chwilę znów tam była. – Mucha! Spieprzaj dziadu!! – wykrzyknął uderzając się z całej siły w policzek. Spudłował, a raczej nie trafił muchy. Policzek dzielnie przyjął wymierzony cios. – Aaała! Mucha kolejny zamach na swoje życie chyba uznała za koniec przerwy śniadaniowej i odleciała w kierunku okna z zamiarem przebicia się przez szybę. On też już wiedział, że dłużej nie będzie spał. Teraz tylko leżał w łóżku wpatrując się w nierówności na suficie. – Znów spałem w ubraniu – powiedział, ale odpowiedziało mu tylko bzyczenie muchy. Ziewnął i przeciągnął się – Aaaee! No! To weekend oficjalnie uważam za rozpoczęty. – Podobnie jak poprzednio, odpowiedziała mu tylko konsekwentnie próbująca zrealizować swój plan mucha. Wstał, wziął leżącą na stole gazetę, zwinął ja w rulon, podszedł do okna i tak skonstruowaną bronią zaatakował bezbronną muchę. Efekt? Mucha poległa w nierównej walce pozostawiając po sobie malowniczy ślad rozsmarowanych na szybie wnętrzności – Kurde! Teraz musze to ścierać – powiedział i z głupkowatym zadowoleniem z zemsty za utracony sen poszedł po papierowy ręcznik i płyn do mycia okien. Zabrał się za ścieranie tego co zostało z przeciwnika. – No… – powiedział po dłuższej chwili – jako tako. Papier i zwłoki przeciwnika postanowił wyrzucić do kibla. – Ciekawe, czy budząc się czuła, że to jej ostatni dzień życia? – Powiedział spuszczając wodę. – A ty? Nieoczekiwanie postawione pytanie, aż nim zatrzęsło. Odwrócił się natychmiast w kierunku z którego dobiegał głos. W drzwiach łazienki stała naga czarnowłosa piękność. – Co ja? Kim pani w ogóle jest?! Co tu robisz!? Proszę wyjść! Dopiero po pewnej chwili zorientował się jak głupio, w tej sytuacji, brzmiały jego słowa. Ale za nic nie mógł sobie przypomnieć, żeby wczoraj miał jakiś gości. – Bo nie miałeś, a przynajmniej mnie tu wczoraj nie było. Odpowiedziała tak, jakby słyszała jego myśli. – To co tu robisz? – Powiedział, a potem znów pomyślał, że to chyba jednak nie za mądre zadawać tego typu pytania nagiej kobiecie. W jego głowie w bólach rodził się plan łączący w sobie elementy ataku nieznajomej stojącą niedaleko szczotką do kibla, szybkiego numerka na podłodze łazienki i panicznej ucieczki z wołaniem o pomoc. – Jestem Śmierć – powiedziała po dłuższej chwili ciszy, którą rozpraszał tylko dźwięk napełniającego się rezerwuaru. – To imię, nazwisko, czy pseudonim artystyczny? Zapytał. Zaczął żałować, że nigdy nie palił zielska, łatwiej mógłby wytłumaczyć sobie tą całą sytuację. – Raczej…zawód, choć też nie do końca. Trudno to wyrazić słowami. – Aha – powiedział po dość długiej chwili potrzebnej na przeanalizowanie tego co usłyszał. – Czy ja umrę? – zapytał i natychmiast sam siebie opieprzył za zadawanie głupich pytań. „Nie no skąd!? Ta miła pani wpadła na kawę i ciasteczko!!” – Tak – odpowiedziała spokojnie – a za kawę i ciastko dziękuję. Jeszcze chwile temu wydawało mu się, że jego twarz nie jest już w stanie zrobić jeszcze głupszej miny… jak to się w życiu można pomylić. – Eeee…yyy… Próbował ubrać w słowa swoje zdziwienie. – Eeee – Tego języka nie znam. Możesz to powiedzieć w innym? – Yyy… skąd… skąd wiedziałaś o czym myślę? Tych kilka słów wyraźnie wyczerpało jego siły umysłowe, bo myśli znów zamieniły się w jedną niekształtną masę. – Jestem Śmiercią słyszę twoje myśli. Jej odpowiedź przypomniała mu jednego z kumpli, który też twierdził, że słyszy ludzkie myśli. Skończył w psychiatryku. Z każdą chwilą coraz usilniej zastanawiał się czy jego rozmówczyni też tam powinna się znaleźć. – Nie potrzebna mi pomoc psychiatryczna, tobie z resztą też nie. Odpowiedziała, jakby na potwierdzenie tego o czym mówiła wcześniej. – Jestem tu po to, żeby cię zabrać ze świata żywych. – To czemu jeszcze żyje? – zapytał. Powoli wracała mu świadomość. Zawsze był odporny na stresy. Czuł, że nie da się już niczym zaskoczyć. Szok minął znów mógł trzeźwo analizować, wyciągać wnioski. Znów był panem sytuacji…chyba. – No w tym jest problem. Jestem 24 godziny za wcześnie. A wszystko wina wczorajszej burzy. Nigdy nie było takiego bałaganu w papierach jak teraz. Twoja teczka niemal zupełnie się zniszczyła. Zostało tylko nazwisko i godzina. Mogło być jeszcze gorzej. Mało brakowało, a byłbyś nieśmiertelny, ale bez obaw wszystko jest już pod kontrolą. Jej zapewnienia jakoś go nie uspokoiły. Czuł się jakby oglądał wiadomości w telewizji. „Co to kurwa ma być? Na każdego jest jakaś teczka?!! Służby kurwa specjalne zaświatów czy co do cholery?! Jaki jest numer na pogotowie?!” – Pogotowie nic ci nie pomoże. Jutro o tej porze umrzesz i nie jesteś w stanie tego zmienić. – Przestań czytać w moich myślach! Powiedział coraz bardziej poirytowany całą tą niedorzeczną historią. – Dobrze, jeśli to dla Ciebie takie ważne. Wydawała się w ogóle nie poruszona jego podniesionym głosem. Ten ciągle jednostajny ton słów był przerażający. Jakby nic nie czuła, jakby była automatem. Przez dłuższą chwilę stali bez słowa. Uspokajał się, choć ciągle czuł jak serce bije z taką siłą, że tylko cudem nie wyrwie się z klatki piersiowej. Próbował pozbierać myśli. – To czemu, mówisz jesteś za wcześnie? Miał nadzieję złapać ją na kłamstwie. Znów był czujny uważny i skoncentrowany. Węszył za nieścisłościami, jak komisja śledcza. – Twoje, powiedzmy… papiery zniszczyły się w trakcie burzy – powtórzyła cierpliwie swym monotonnym głosem. – Pamiętam mniej więcej, kto i kiedy jest przewidziany do drogi. To co jest w teczkach jest dla pewności że nikt się nie pomyli. Dopiero, gdy udało mi się dotrzeć tutaj dotarły do mnie dane co do czasu przejścia. Inaczej straciłbyś jeden dzień. – Ciekawe co by się stało gdyby więcej tych twoich „teczek” się zniszczyło. Zakpił i uśmiechnął się, witając dawną pewność siebie. – Słyszałeś kiedyś o epidemiach dżumy? Nic nie odpowiedział. Dopiero teraz uświadomił sobie, że ciągle stoją w łazience. Zaprosił ją do pokoju. Zaproponował, żeby usiadła. Przez chwile zastanawiał się nad absurdalnością tego obrazka. Siedziała przed nim naga kobieta, a on nic. W głowie przewijały mu się kadry z „Seksmisji”. „Żeby chłop nie mógł w windzie z gołą babą…”. Ale…nie było to teraz jego największym zmartwieniem. W głowie miał tysiące pytań. Teraz miał szanse na uzyskanie na nie odpowiedzi. Tyle pytań i tylko doba na ich zadanie. Które wybrać jako pierwsze, które są ważne, które nie. Strach przed nieuniknionym jutrem mieszał się z fascynacją możliwości dotykania tajemnic o których inni nawet nie mają pojęcia. – Myślałem, że śmierć to kostucha z kosą – nawet nie chciało mu się komentować bezdennej głupoty tego pytania. – Przychodzę do ludzi pod postacią czegoś co jest dla nich przyjemne. Łatwiej wam wtedy zaakceptować fakt, że to już czas. Pomysły na mój wygląd biorę od was samych. Zrobiło mu się trochę głupio, ale jego zmieszanie nie trwało długo. Jak nigdy wcześniej czuł każdą uciekającą chwilę. Każda sekunda przybliżała go do chwili kiedy nie będzie mógł już o nic zapytać. – Jak umrę? Sam nie wiedział czy chce to wiedzieć, ale ciągle miał nadzieję, że uda mu się z tego jakoś wywinąć. – Tętniak mózgu. – Jej słowa zabrzmiały jak wyrok. – Pęknie jutro o 513. Zabiorę cię o 518. Nie ma sensu, żeby teraz odchodzić, wiec zostanę z tobą do jutra. – Mówisz to tak jakbyś opowiadała o rozkładzie jazdy autobusów. – Powiedział z lekką pretensją w głosie. Nie mógł się ciągle pogodzić z tym wszystkim. – A co zrobisz jeśli teraz zadzwonię na pogotowie i powiem im, że potwornie boli mnie głowa? Zrobią mi tam jakieś badania i wykryją tego tętniaka. Nie boisz się, że ucieknę przed tym co mi szykujesz? – Ucieczka? Nic z tego. Jeśli nie tętniak, to co innego. Nie liczy się to jak odejdziesz... – No chyba tylko dla ciebie!! – przerwał jej nagle. – Chodzi mi o to – mówiła niewzruszona jago podniesionym głosem – że nie jest ważne jak to się stanie. Ważne jest to, że musisz odejść, bo przyszedł twój czas. Nie ma w tym żadnej złośliwości. Tak po prostu już jest. Wszystko co żyje musi kiedyś umrzeć. – Mówisz o tym tak… – szukał odpowiedniego słowa – obojętnie. Nic cię to nie obchodzi, że zabijasz? – Ja nie zabijam – odpowiedziała spokojnie. – Jestem tylko narzędziem. Zabieram was stąd i prowadzę tam. – A co jest „tam”? – Nie wiem. To nie moja sprawa. Nie znam ani tego, ani tamtego świata. Jestem granicą miedzy bytem a niebytem. Łódką Charona, mówiąc bardziej obrazowo, bo tak jak łódka transportuję coś przez rzekę, ale nie obchodzi mnie to jak to znalazło się na jednym brzegu i nie wnikam co stanie się z tym na drugim. Rozumiesz teraz? – Tak – skłamał, ale nie chciało mu się już więcej wysłuchiwać wyjaśnień, których i tak nie będzie w stanie pojąć. – Czyli nie wiesz czy jest tam jakieś inne życie? – Nie – odpowiedziała krótko – a czy brama wie co dzieje się poza jej murami? Znów nic nie rozumiał. – Czyli… – postanowił wyciągnąć jakieś wnioski z tego wszystkiego co usłyszał – mam tylko dobę życia przed sobą… – Już nie całą dobę. Zamiast jej odpowiedzieć cokolwiek rzucił tylko okiem na budzik, który pokazywał już prawie dziewiątą rano i dalej zanurzył się w myślach. Był jak stary komputer, który próbował przetrawić za dużo danych. Całość powoli, ale konsekwentnie nabierała jakiegoś kształtu. W końcu zdecydował się odezwać – Czyli… – zaczął ostrożnie, jakby bojąc się, że jego myśl ucieknie, jak spłoszone zwierze. To były jego jedyne słowa. Nieoczekiwanie poderwał się z fotela, podszedł do szafy, z której wyciągnął kilka ubrań. – Wybierz sobie coś z tego. – Powiedział, kładąc rzeczy na wersalkę. – Nago zbytnio będziesz się rzucać w oczy. – Co? – spytała. Pierwszy raz w całej swojej karierze musiała pojąć decyzję. Pierwszy raz miała prawo dokonania wyboru. Nie wiedziała jak z tego prawa skorzystać. – No jakieś pasujące spodnie, koszulę…spokojnie tylko do najbliższego sklepu. – Uśmiechną się. – Tam wybierzesz sobie coś co ci się spodoba. A potem… potem coś wymyślimy. Świadomość, że jest jednym z niewielu ludzi, którzy poznali własne przeznaczenie napawała go…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dezinformatyk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…