Wróć do katalogu

Lost

Kolejna część serii, zapoczątkowanej "First Meeting".

wampisia, opublikowano , 22 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dzień zapowiadał się całkiem znośnie. Słońce przeświecało przez rolety, w telewizji leciał jakiś film z serii „zabili go i uciekł”, a na stole stała miska ciasteczek czekoladowych, które podprowadził Ayenowi. W dodatku wszyscy wybyli na miasto. Żyć nie umierać, pomyślał Kizu, zatapiając się głębiej w fotelu i podciągając kolana pod brodę. Owszem, martwił się o Yochiego i Laela, którzy dostali jakąś supertajną misję od Lucyfera. Ale był pewien, że dadzą sobie radę. Jak zwykle. Cień padający na telewizor odwrócił jego uwagę od rozmyślań. Gdy patrzył później wstecz, dochodził do wniosku, że powinien wtedy wziąć nogi za pas i uciekać póki sił. Wielokrotnie żałował, że tego nie zrobił. Gdy uniósł oczy, ujrzał postać Gabriela w całej krasie. Zielone oczy Pana Objawień były prawie idealnym odbiciem jego własnych szmaragdowych tęczówek. - Widzę, że zrezygnowałeś z czarnych białek - mruknął Kizetsu, patrząc na postać Archanioła. - A ja widzę, że dobre maniery jakoś tu ostatnio staniały - odpowiedział Gabriel, siadając na kuchennym stołku i sięgając po jedno z ciasteczek. - Niezłe. Ayen piekł? - Czego chcesz? - Zapytał Młody, ignorując uwagę o ciasteczkach. - Obejrzeć dzisiejszy odcinek „Mody na sukces”, bo u mnie kablówka padła. A tak serio... - O, a wcześniej to żarty były? Nie wiedziałem, że masz poczucie humoru. Na ustach Kizetsu pojawił się paskudny uśmieszek. Uwielbiał wkurzać pracodawców. To chyba wynik przebywania w towarzystwie Laela, pomyślał. Przez twarz Archanioła przemknął wyraz irytacji, wykrzywiając przez chwilę jego piękne, klasyczne rysy. - Nie pozwalaj sobie, Młody. Skrzydła dałem, skrzydła mogę zabrać. - „Bóg dał, Bóg zabrał”? Coś mi tu Księgą Hioba zapachniało. No, ale skończmy już z parafrazowaniem Biblii. O co chodzi? - Twoja pierwsza misja. Razem z Soulem rozprawicie się z grupą demonów. Ukradły Zofielowi jakieś dokumenty. - Szpieg Boży dał się okraść? - Kizu z niedowierzaniem potrząsnął bordową czupryną. - Chyba świat się kończy! - Skończ już z tym sarkazmem, dobra? Głowa mnie od niego boli. - Mówiąc to wykonał lekki ruch nadgarstkiem. Kizetsu poczuł, jak jego usta zaciskają się mocno, a w przełyku poczuł coś, jakby wielką gulę. Ledwie był w stanie oddychać, zaś o mówieniu nie mogło być nawet mowy. - Tak lepiej... - Mruknął zadowolony Gabriel. Przeciągnął się na kanapie, położył nogi na stole, zrzucając przy tym pilot od telewizora, a w jego dłoni zmaterializował się kieliszek czerwonego wina. - Jak mówiłem, macie odzyskać te dokumenty, a demony zabić. Żadnych rannych. Same trupy. Macie na to trzy dni. Współrzędne misji macie tutaj. Na blacie stołu pojawiła się czarna teczka. Na jej okładce widniała pieczęć Michała oraz napis „Top Secret”. Co za błazny, pomyślał Kizetsu, starając się nadać swojej twarzy pogardliwy wyraz. Zaklęcie na niego nałożone sprawiło, że wyglądał, jakby go rozbolał żołądek. Archanioł wypił wino jednym łykiem, po czym nachylił się nad Młodym. Ujął jego twarz w dłonie i spojrzał mu w oczy. - Wiesz... Jak milczysz, jesteś całkiem uroczy. Na kościach policzkowych Kizu wykwitł rumieniec. Chłopak mruknął przez zaciśnięte usta coś, co brzmiało jak „Jestem uroczy tylko dla Yochiego”. Na Panu Objawień nie zrobiło to większego wrażenia. Potargał Kizetsu po włosach, jak szczeniaka, i wstał. Rozpostarł swoje imponujące skrzydła, strącając przy tym słoiczki z przyprawami do ciasteczek Ayena. - Pamiętaj: trzy dni. - Zamknął oczy i zniknął. Kizu poczuł, jak więzy, krępujące jego usta, puszczają.

Miało pójść jak z płatka. Przynajmniej tak zapewniał Soul. Jednak misje takie, jak ta mają to do siebie, że chrzanią się w najmniej odpowiednim momencie. Na początku wszystko szło zgodnie z planem. Namierzyli demony. Zapędzili je w pułapkę, upewniając się wcześniej, że mają przy sobie dokumenty Zofiela. Jednak Soul nie przewidział, że delikatny organizm Kizu nie zareaguje zbyt dobrze na widok zwłok Głębianina. Krótko mówiąc, czerwonowłosy był w stanie zorientować się, co Młody jadł na śniadanie. Demony tylko na to czekały. Rzuciły się na obu skrzydlatych, gryząc ich, drapiąc, kopiąc. Soul jakoś sobie radził. Rozwalał im czaszki, jedną po drugiej, nawet przy tym nie mrugając. Jednak Kizetsu nie miał takiego szczęścia. Napastnicy powalili go na ziemię, tłukąc przy tym niemiłosiernie. - Młody! - Krzyknął Soul, rzucając się na pomoc przyjacielowi. Demony widząc jego wykrzywioną ze wściekłości twarz, rzuciły się do ucieczki, pozostawiając teczkę, opatrzoną pieczęcią Zofiela, i ledwie przytomnego Kizetsu. Jego twarz przedstawiała śliczny obrazek, jeśli ktoś lubuje się w odcieniach fioletu, czerwieni i żółci. Jego wargi były całe posklejane krwią, pod okiem wykwitł pokaźny siniak barwy dojrzałej śliwki, nos był ewidentnie złamany, a na całym obliczu Młodego nie było chyba nawet jednego miejsca w naturalnym kolorze. Chciał coś powiedzieć, jednak gwałtowny kaszel mu to uniemożliwił. Strumyczek krwi popłynął z prawego kącika jego ust. - Ta... Moja pierwsza misja. - Zdołał wychrypieć, nim zemdlał.

- Sekter! Przełącz to natychmiast! To jest ohydne! - Odczep się. Ja mam pilota, ja mam władzę. - Ale... Nie musisz oglądać transmisji z operacji, gdy ja jem! Pride roześmiał się. Uraniel chwycił pierwszy przedmiot z brzegu i rzucił nim w Sektera. Dopiero, gdy to zrobił, uświadomił sobie, że była do książka telefoniczna. Z grupy tych grubych. Głuchy jęk wydobył się z ust czarnowłosego, gdy pocisk dotarł do celu. - Pożałujesz... - Wycharczał Pride, rozcierając czoło, na którym zaczął pojawiać się całkiem pokaźny guz. Uraniel spojrzał na niego z lekką obawą i rozejrzał się po salonie. Jego serce uspokoiło się, gdy spostrzegł, że w pobliżu nie ma żadnych noży i ostrych narzędzi. Jednak ostrzegawczy błysk w żółtym oku przyjaciela zapalił w jego głowie alarm. Nie czekając na najmniejszy ruch Sektera, rzucił się do kuchni. W tej samej chwili o ścianę roztrzaskał się kubek po kawie i talerz z resztkami uranielowego posiłku. Dzwonek do drzwi oderwał Sektera od poszukiwań czegoś ostrego. - Czego?! - Wrzasnął czarnowłosy, rzucając Uranielowi spojrzenie, które mówiło: „Jeszcze się policzymy” i poszedł zwymyślać przybyszów. Jednak widok Soula i zakrwawionego Kizetsu odebrał mu mowę. Na twarzy Pride’a wykwitł drapieżny uśmiech. Sięgnął dłonią do twarzy Młodego, ocierając jego usta z czerwonej posoki, i podniósł ją do ust. - Sekter, nie teraz... - Mruknął Soul. Kizu coraz bardziej mu ciążył, był zmęczony i zły, że wszystko się potoczyło w taki, a nie inny sposób. - Zanieś go do pokoju Laela. - Dlaczego tam? - Zapytał Uraniel, wynurzając się z kuchni. Tymczasowo był bezpieczny, jednak zanotował w pamięci, by uważać na Sektera. - Po prostu to zróbcie. Czy aż tak wiele wymagam?! Spojrzeli na niego ze zdziwieniem. Soul nigdy nie tracił nad sobą panowania, a teraz na nich nawrzeszczał! - Sekter, zabierz Młodego - polecił Uraniel. - A ty idziesz ze mną do kuchni i wszystko mi opowiadasz. - A o czym tu opowiadać? Wiesz, zajrzałem sobie do tych „supertajnych dokumentów”. I co?! Uraniel obdarzył go zaciekawionym spojrzeniem znad czajnika z gorącą wodą. Zalał dwa kubki herbaty - dla siebie malinową, dla Soula melisę - po czym postawił je na stole. Czerwonowłosy chwycił gorące naczynie i jednym łykiem wypił połowę jego zawartości. - Okazało się - mówił już spokojniejszym głosem - że te arcyważne papiery dotyczyły Jaśnie Oświeconego Pana Regenta i jego związku z pewną Śmiertelniczką. Omal nie zginęliśmy, bo się Gabrysiowi zachciało romansować! - Soul dopił resztkę płynu i popchnął kubek po blacie stołu. Naczynie zbliżyło się ku krawędzi i niebezpiecznie się zachwiało. Od upadku uchronił je Sekter, łapiąc je dosłownie w ostatniej chwili. - Ostrożniej, Soul. Kubki to u nas towar deficytowy - powiedział, odkładając wspomniany kubek do zlewu. - Ciekawe, dzięki komu... - Mruknął Uraniel, wpatrując się w miejsce, gdzie kilka minut wcześniej jego własny, prywatny, zielony i ukochany kubek w różowe kwiatki zakończył swoje krótkie istnienie. - Słyszałem. - Warknął Pride. Soul nagle wstał z miejsca i ruszył ku schodom. - Idę spać. - Rzucił przez ramię. - Jakby Regent wpadł, to my jeszcze nie wróciliśmy i nikt nie wie, co się z nami dzieje. Gdy zniknął, na ustach Sektera pojawił się paskudny uśmieszek. - No, Uranielku... Wiesz, co cię teraz czeka? - Zapytał, łapiąc za wałek. Uraniel nie odpowiedział. Rzucił się do ucieczki.

Kizetsu obudził się z potwornym bólem głowy. Mrowienie w ręce rozchodziło się nieprzyjemnie po całym ramieniu. Młody nie otwierał oczu. Koncentrował się na cieple, które skupiło się przy jego boku. - Yochi... - Mruknął sennie, wyciągając rękę. Pogładził ciepło i skrzywił się. W dotyku w niczym nie przypominało delikatnej skóry kochanka. Raczej... Łuski? Uchylił powiekę w momencie, gdy wielki jęzor spoczął na jego twarzy. - Laeeeeeel! Zabieraj tego gada z mojego łóżka! - Wrzasnął, odpychając od siebie bestię o pięknych, czarnych łuskach i inteligentnym spojrzeniu. Próbował się odsunąć od języka, jednak tępy ból w czaszce niemal nie pozbawił go przytomności. - Po pierwsze, to moje łóżko, nie twoje. - Do uszu Młodego dobiegł oburzony głos, pochodzący gdzieś z rogu pokoju. - A to nie jest gad, tylko miniaturowy smok piekielny, z hodowli samego Asmodeusza. Tak się składa, że dostałem go za pewną przysługę. Kizu spojrzał ze strachem na stworzenie. Miniaturowy smok był wielkości bernardyna, tak samo się ślinił, a w dodatku miał długi nabijany kolcami ogon i skórzaste skrzydła, zakończone szponami. - Więc zabierz tego... To bydle ode mnie! Wiesz, że ich nie cierpię! - Mówiąc to, nakrył się kołdrą po sam nos, patrząc na smoka z przerażeniem. - Nie rozumiem, dlaczego - powiedział Lael pod nosem, odciągając smoczka od wystraszonego chłopaka. - Jest inteligentny, piękny... - Krwiożerczy - mruknął cicho Kizu. - Słyszałem! - Lael wygonił smoka z pokoju i usiadł na skraju łóżka. Spojrzał na Młodego i cicho westchnął. - Wiesz... To przebywanie z nami chyba ci nie służy. - Powiedział, tarmosząc bordową czuprynę chłopaka. - To znaczy? - Zapytał cicho Kizu. - Stałeś się za bardzo pyskaty. - Lael parsknął śmiechem na widok zdumionej miny Kizetsu. - Ale... Ale jak to? - Chyba za dużo czasu z nami spędzasz, gdy nie ma Yochiego. Swoją drogą, ciekawe gdzie on jest... - Ostentacyjnie spojrzał na zegarek i westchnął. Nie zauważył zmiany, która zaszła w oczach Młodego. - Nie wrócił z tobą? - Spytał drżącym głosem, zaciskając pięść na pościeli. - Nie. Marudził coś, że musi pobyć sam ze sobą. Wiesz, jaki on jest. Oczywiście, że wiem, pomyślał Kizu z goryczą. Najlepiej zostawić mnie samemu sobie, bez żadnych wieści i zniknąć sobie, to tak. Jakbym nic nie znaczył. - Wiesz, Lael... - Zaczął, patrząc nieobecnym wzrokiem na sufit. - Jeszcze kilka miesięcy temu obiecywał, że mnie nigdy nie zostawi. Ciągle to powtarzał, targał mnie po włosach jak ty... - Spojrzał załzawionymi oczami na Laela. Czaiła się w nich niema prośba. Jak niedawno w Sapporo. Brązowowłosy cherubin mimowolnie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych