Wróć do katalogu

Losux- Śmierć

To opowiadanko powstało jakiś czas temu, ale niedawno je odkopałem. Powstało jako prezent dla PFreaka autora internetowego komiksu LOSUX. Wrzucam bo niektórych może zainteresować. Tych którzy nie czytali komiksu prosze o powstrzymanie się od ocen, gd

Indyk, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

LOSUX

Śmierć

Gdy zadzwonił dzwonek Sven właśnie był w trakcie internetowej partii Worms World Party. - Proszę byle nie do mnie, byle nie do mnie- powtarzał w myślach, sprawdzając jednocześnie siłę wiatru w grze. - Sven, do ciebie kochanie!- krzyknęła jego matka. - Za chwilę przyjdę- odpowiedział i skupił się na monitorze- spokojnie Sven, tylko spokojnie. Jego przeciwnik miał jeszcze dwa robaki, on już jedynie jednego. Jednak oponent nie wiedział, że Sven był w posiadaniu bomby super bananowej, którą mógł zakończyć za chwilkę rozgrywkę. Starczył jeden dobry rzut. Już szykował się żeby nacisnąć spacje i uwolnić granat, kiedy drzwi do jego pokoju otworzyły się z trzaskiem. Sven podskoczył ze strachu na krześle, a kciukiem niechcący nacisnął przycisk. Nie sprawdzając nawet kto wszedł do jego pokoju, patrzył otępiały na ekran, przyglądając się żółtemu bananowi leżącemu tuż obok jego robaka. - Tylko spokojnie, tylko spokojnie. - Sven! Pomocy! Sven! Ja umieram!- Jak na potwierdzenie tych słów z głośników dobiegł głośny wybuch i ostatnia glista Svena poszybowała daleko w chmury. Chłopak odwrócił się gwałtownie, po czym wstał z krzesła i spojrzał na stojącego naprzeciw Bałwana. Jeszcze rok temu, nie uwierzyłby, że w jego pokoju będzie stała gadająca kupa śniegu (gwiezdnego smalcu- poprawił się w myślach), ale od kiedy poszedł do liceum nic już nie było w stanie go zaskoczyć. - Umrzesz to zaraz. Czy wiesz z kim grałem? To był Mister Kaszanka, nikt go jeszcze nigdy, nie pokonał. A mi starczył jeden banan i chwila spokoju!- patrzył na Bałwana wściekłym wzrokiem- Chwila spokoju czy tak trudno to zrozumieć? - Ale ja umieram!- oponował przybysz- Topie się. - Przecież jesteś z gwiezdnego smalcu. Ty się nie topisz! - No to kurwa spójrz na mnie! I przy okazji daj trochę wody bo zaschło mi w gardle. Sven spełnił prośbę i spojrzał na kolegę. Faktycznie wydawał się niższy niż zwykle, a dolna kula z której był zrobiony znacznie się spłaszczyła. Za Bałwanem ciągnął się szeroki tłusty pasek, na którym Sven poślizgnął się i o mało nie upadł na wieże, która odtwarzała nowy album Green Day. - No i co kurwa? –zapytał wściekle bałwan, patrząc jak chłopak próbuje złapać na powrót równowagę- Potknąłeś się na moim smalcu! Dawaj mi tu tę wodę, natychmiast! - A może być ta od kwiatków- powiedział Sven podając koledze z klasy brudną plastikową butelkę wypełnioną do połowy wodą. - Przecież wiesz że to nie robi.- odparł bałwan i wypełnił płynem swój magiczny kubek, zamieniający każdą nalaną do niego ciecz w wódkę- No to chlup!- powiedział i bezceremonialnie pochłonął zawartość naczynia, nie krzywiąc się ani na moment. - A może to przez te dredy?- zapytał Sven prześmiewczo. - Ty się kurwa nie śmiej!- odpowiedział Bałwan- bo walne ci flakonikiem z moczem nosorożca w twarz. Sven wykrzywił się zniesmaczony. Raz czuł już mdlący zapach zawartości buteleczki noszonej przez kolegę, więc groźba wydała się mu jak najbardziej przerażająca. - To przez co? Może grypa albo coś w tym rodzaju? - Czy to wygląda na grypę? –zapytał bałwan trzymając w ręce grudkę smalcu. W jego węgielku, tym nie zasłoniętym przez piracką przepaskę malowało się przerażenie- Masz jakiś pomysł co to może być? Nagle z korytarza ponownie dobiegł odgłos dzwonka. Chłopak i bałwan zamarli w oczekiwaniu aż w końcu, odezwał się głos mamy: - Sven do ciebie! - Ja właściwie przyszłam po bałwana- wyjaśniał tajemniczy przybysz. Usłyszeli odgłos zamykanych drzwi a potem mamę Svena: - To te drzwi naprzeciwko pani, z plakatem SUM41 na szybie. - Kochanie kiedy będą gotowe jajka?- odezwał się tata chłopaka. - Już gotuje! A pani, proszę śmiało wchodzić. Bałwan i jego kolega z napięciem wpatrywali się w klamkę. W końcu drzwi się otworzyły. Do pokoju weszła gnijąca kobieta w czarnym płaszczu. W rękach trzymała potężną kosę. Bałwan skoczył natychmiast za Svena, przy wtórze odgłosu smalcu ściekającego z niego obficie na podłogę. - Sven błagam, ratuj mnie! Proszę! Śmierć wyjęła z kieszeni swojego czarnego płaszcza kartkę i przyjrzała się jej ze skupieniem. Następnie odwróciła swoje przegniłe oczy w stronę cofających się powoli do rogu pokoju kolegów i zapytała grobowym tonem: - Który z was to Jednooki Bałwan z Kosmosu? - To on- krzyknęli jednocześnie wskazując na siebie palcami. Sven spojrzał na bałwana oskarżająco, ten tylko rozłożył bezwładnie ręce, jakby chciał powiedzieć- trudno stary takie jest życie - Mieliśmy bal przebierańców i przebraliśmy się za siebie nawzajem- mówił Bałwan, a Sven przyglądał mu się bezwładnie. - Czy to prawda?- zapytała Śmierć. - Nie- Sven wreszcie doszedł do głosu- ten za mną to Bałwan, chyba dosyć łatwo poznać. - Nieprawda! Nieprawda! Stanowczo zaprzeczam! - No cóż jest chyba jeden sposób, żeby się przekonać- stwierdziła Śmierć. Licealiści uważnie ją obserwowali równocześnie próbując cofnąć się do tyłu. Pomimo, że za nimi znajdowała się już jedynie ściana. Śmierć stała w miejscu, a ostrze jej kosy zaczęło świecić ostro prosto w ich oczy. Koledzy zamknęli powieki, a gdy otworzyli je ponownie, stała przed nimi: - Tara Patrick! Weź mnie teraz!- krzyczał bałwan wpatrujący się w przepiękną brunetkę w czarnej szacie- Weź mnie tu! Sven przez chwilę także nie mógł oderwać wzroku od pełnych kobiecych kształtów rysujących się pod czarną szatą. Po chwili jednak odzyskał nad sobą panowanie. - Czekaj!- krzyczał, próbując złapać kolegę- To jest iluzja! To nie jest ona! - Tara! Tara! Weź mnie teraz!- z podniecenia Bałwan upadł na podłogę i czołgał się w stronę Kostuchy- Weź mnie! Jestem twój! - W to nie wątpię- powiedziała, a jej głos był tak samo mroczny jak poprzednio, zupełnie nie pasował do jej nowej formy- Ups- poprawiła się, głosem miękkim, pożądliwym- Przepraszam. To ty jesteś Bałwanem? - Ja! Ja!- krzyczał w ekstazie posiadacz ciała ulepionego z gwiezdnego smalcu, do kiedy Sven nie zasłonił mu ust i przejął inicjatywę- To nie on! - W takim razie kto?- Śmierć podrapała się po głowie wypinając wdzięczne swoje nagie, oliwkowe piersi. - To ja! To ja!- próbował krzyczeć bałwan, lecz Sven uderzył go w głowę i powiedział za niego- Zaraz po niego zadzwonię. Nie ma go tu, ale przedzwonię i pewnie wpadnie. - A mi zdaje się, że to twój kolega- powiedziała wskazując na bałwana, który całował zachłannie jej stopy. - On tak reaguje na każdą kobietę, która nie ma dwóch metrów w barkach.- Sven próbował poprawić tragiczną sytuacje. - Nie to ja!- Bałwan sabotował i tak nieudolne próby kolegi.- Weź mnie! Tara weź mnie! - Idota, kompletny idiota! Śmierć już chciała zamachnąć kosą, aby skrócić przylegającego do jej stóp gwiezdnego przybysza, gdy Svenowi przyszła do głowy szalona myśl. - Czekaj a prawo gry? Przecież można z tobą zagrać o życie. Prawda? Śmierć spojrzała na niego zawiedziona, a potem ponownie zaczęła przyjmować swój pierwotny kształt. Jej cera, stawała się trupioblada, a piękne oblicze gwiazdy porno zapadło się odkrywając beżowe kości czaszki, ubrane jedynie w strzępy starej, przegniłej skóry. - Kurwa nekrofilem to ja nie jestem!- krzyknął Bałwan odskakując, od przeobrażającej się istoty.- Chociaż, może jednak. Cycki bardziej blade, ale zawsze coś.- nagle jednak biust Śmierci zapadł się do środka, odsłaniając nagie żebra, co utwierdziło Bałwana w przekonaniu, że najlepiej będzie się cofnąć parę metrów. -No nie, musieliście o tym pamiętać.- jęknęła Śmierć- No dobra, wybierzcie grę. - Wormsy!- rzucił bez namysłu Bałwan. - Robaki- podchwyciła Śmierć, z której oczodołu wyszła jakaś demonstracyjna stonoga- uwielbiam robaki. Sven potrząsnął jedynie ramionami: - Jak chcecie, wasz wybór. – mówił patrząc jak zgrzybiałe ręce dotykają jego klawiatury- Może mogłabyś przybrać swoją poprzednią postać? - Dzeciaki- warknęła Śmierć, a zaraz potem na powrót przeistoczyła się w gwiazdę porno.- Odsuń się odemnie zboczeńcu, albo zetnę ci głowę na miejscu. Bez żadnej gry!- krzyknęła zaraz potem jak Bałwan, zaczął na powrót całować jej stopy. - Spoko, spoko po co te nerwy- mówił Bałwan z żalem oddalając się od jej nóg w celu zajęcia miejsca przed monitorem. - To może się czegoś napijemy?- zaproponował Sven. - Chętnie, tez zmiany struktury astralnej wzmagają moje pragnienie- stwierdziła Śmierć - Poproszę wodę. - Bałwan słyszałeś podaj pani wodę.- nakazał Sven, a potem dodał mrugając do kolegi porozumiewawczo- w twoim kubku. - W życiu! Lepiej skocz do kuchni i sam coś przynieś! Mojego kubka nie dam dotknąć nawet samej Terze Patrick! - A właśnie, że dasz w swoim! - Jeb się na ryj! - Idioto- krzyknął Sven uderzając się w głowę- Zrób tak ja ci karzę. - Nie to już nie trzeba- Śmierć wtrąciła się ostrożnie do rozmowy.- już mi się nie chce. - Bałwan, rób jak ci mówię! Tym razem jednak zamiast się sprzeciwiać, Bałwan ostrożnie podał śmierci wypełnione po brzegi magiczne naczynie. Kobieta trudniąca się na co dzień odbieraniem ludziom życia, przyłożyła brzeg niebieskiej porcelany do swoich warg i wypiła jednym haustem. Jej twarz wygięła się w dziwnym grymasie, a zaraz potem zaczęła się głośno krztusić. - Co to było? Prosiłam o wodę- wyglądała jakby chciała ściąć im głowy tu na miejscu, a na końcu przeciąć również własną, oliwkową szyję- To miała być woda! - Darmową wódkę ci nalałem i narzekasz?- zirytował się Bałwan, napełniający ponownie kubek, który dostał od Mikołaja. - Nie to znaczy,- Śmierć poczuła jak zaczyna jej kręcić się w głowie i zapomina co chciała powiedzieć- Możesz mi trochę jeszcze polać? Bałwan wahał się chwilę, potem niechętnie, podał jej naczynie. Śmierć grzecznie podziękowała, a następnie pochłonęła całą porcję wódki. Tym razem nie zakrztusiła się ani na moment, czym zaimponowała obu licealistom. - To w co mieliśmy grać?- pytała, podając Bałwanowi kubek do napełnienia. - Kurwa- zamarudził i już chciał go jej wyrwać, ale zmrożony wzrokiem Svena grzecznie nalał wodę. Śmierć natychmiast wlała w siebie płyn, a potem czknęła radośnie, potrząsając kubkiem. - To ja

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych