Wróć do katalogu

Loteria marzeń

Targani wiatrem, kąsani zimnem do ostatniej, niewyraźnej sylaby, walczą o życie w sekrecie zmroku. Zbyt szaleni, by przetrwać.

jolsokolowska079sokopublikowano 9 sierpnia 20187 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Można było uratować Tomka Mackiewicza. Należało to zrobić natychmiast" — mówi Elisabeth Revol, uratowana przez czterech polskich himalaistów.

Nie mogę uwierzyć temu, co widzę i słyszę.

Nanga Parbat, dziewiąty, co do wielkości szczyt świata, kolejne życie wykreślił z rejestru. Zamazane zdjęcia, komunikaty na gorąco, międzynarodowe konferencje — nie widać ich końca, ani tego, co odszedł. Rzeczywistość wirtualna zastępuje tę konkretną. Serdeczny pogrzeb trwa. Słowa przywierają jak klajster. Znaczą tak wiele, szumiąc, robią z głowy pudło rezonansowe.

Mam dosyć, odrywam wzrok od ekranu telewizora, snuję się z pokoju do pokoju. Silny podmuch wiatru poruszył koronami drzew. Myślę o miejscach niedostępnych, o tym jak wiele tego świata - jest pozornie - po nic. Mam wrażenie, że przez cegły i tynki przenika obraz zbocza w płaszczu wiecznego śniegu. Ponury pejzaż, zastygam w jego ramach - na wysokości 7400 metrów tuż śniegową kopułą ich dwoje. Jawią się jak znamiona na białej skórze góry. Targani wiatrem, kąsani zimnem do ostatniej niewyraźnej sylaby, walczą o życie. Zbyt szaleni, by przetrwać. Choroba wysokościowa i śnieżna ślepota kładą tamę wszystkiemu. Złowroga, lodowa szczelina studzi nadzieję, miesza z rozpaczą. Cisza. Wszystko ustało, tylko śnieg przesypuje się pod ciężarem zmarłej samotności.

Dar, który niczemu nie służy. Nie trzeba się spieszyć z umieraniem, krzyczą litery książki Erica- Emanuela Schmitta. Myśli stają się coraz bardziej natrętne, obezwładnia strach przed czekającą próbą, a przecież chcę tak mało: zostać starym człowiekiem, mieć starego męża...Ten świat jest niedorzeczny!

Pcham kolejne podwójne drzwi, nie przytrzymując ich za sobą. Staję przy oknie. Pusto i głucho na ulicach. Paryż śpi. Adam siedzi, jakby zamienił się w kamień. Nieprzenikniony, z jedną skarpetką na nodze, drugą w ręku. Nic mówi, nie musi. Wstaje z krzesła, odstawia na bok filiżankę. Porcelanowe cacko ciaśniej przylega do spodka, pamięta lepsze czasy. Czym jest szczęście żony himalaisty? Niepokojem, polem bitwy, ciągiem bezsennych nocy, pytań, dręczących wątpliwości. Szlabanem, który się podnosi i opada. Milczysz? Moje wspomnienia to jak pocztówka sprzed lat, wyciągnięta z ciemności pawlacza.

Pamiętasz? Był koniec tygodnia, ostatnia październikowa sobota. Niebo pojaśniało, w okamgnieniu wyschły chodniki. Marche de la Porte de Vanes, niezwykły targ staroci w Paryżu, pod gołym niebem, przyciągał niczym magnes kolekcjonerów na pudłach. Gdzie okiem sięgnąć rozsiadły się przeróżne drobiazgi. Niespeszone starością, błyszczały zalotnie, kusząc bez reszty, aby tylko zawładnąć czyjąś duszą. Wiele było tego chodzenia. Wyzwolona z ciała zatrzymałam się przed kartonowym stołem uginającym się pod porcelanowymi cudeńkami.

Niespodziewanie, przypadkiem spostrzegłam was razem. Trzymał cię czule w ręku. Nie mogłam oderwać oczu. Zupełnie znikąd, zjawiła się myśl: muszę cię mieć za wszelką cenę.

Wysoki, przystojny chłopak w skórzanej kurtce i rozchełstanej koszuli poczuł, że się przyglądam. Stałam, a nieznajomy wykrzyknął:

— Ta filiżanka jest tobie przeznaczona.

Co on mówi? Czy to na pewno do mnie?, przebiegła myśl.

Podszedł, lekko dotknął ramienia.

— Muszę wiedzieć, kim jesteś.

Zaprotestowałam gestem, wbrew sobie.

— Jestem, Adam. Już lepiej?

Uśmiechnęłam się niepewnie. To miły chłopak, bardzo miły, coś podpowiadało.

Spacer o zmierzchu, to nie był mój pomysł.

— Śnię o niczym i nic nie śnię — wyszeptałam oszołomiona, podając mu…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych