Wróć do katalogu

Łowca Wampirów

Opowiadanie o człowieku, który zmęczony swoim dotychczasowym życiem, pod wpływem wydarzeń postanawia wszystko zmienić

MeijiZ, opublikowano , 44 min czytania, 3,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I

Dym powoli wydobywał się z ust stojącego w cieniu mężczyzny. Papieros był dla niego niejako rytuałem, czymś bez czego nie mógł rozpocząć żadnego poważniejszego działania. Przed akcją zawsze lubił stanąć gdzieś na uboczu i w spokoju zapalić, niektórzy myśleli, że się wtedy modli, ale Bóg… Bóg był gdzieś daleko, przynajmniej on tak uważał. - Hej Gregor! – zawołał w jego kierunku średniego wzrostu, dobrze zbudowany, łysy mężczyzna – Kiedy zaczynamy? Jest zimno, chłopaki marzną…jeszcze musimy ustalić dokładnie szczegóły. Postać powoli wyłoniła się z cienia. - Zaraz, jeszcze chwila stary… - odpowiedział wyrzucając niedopałek na śnieg – jeszcze chwila…Bolo - Chodź na bok, musimy pogadać.. Oboje odeszli kawałek, tak aby reszta nie mogła ich słyszeć. - Wszystko w porządku Gregor? Ostatnio jesteś jakiś dziwny. Rozumie, każdy się denerwuje…Ale chłopaki, oni na ciebie liczą…, ty jesteś naszym dowódcą, jeśli nie czujesz się na siłach powiedz, zrozumiemy… - Dzięki Bolo, ale ze mną wszystko ok., poradzę sobie…Może masz rację, ostatni jestem trochę zmęczony – odpowiedział i spojrzał na pozostałych członków ich zespołu. Wiedział, że część z nich podziwia go – człowieka silnego, zdecydowanego…bezwzględnego – taki kiedyś był. Lecz teraz w wieku 34 lat Grzegorz – bo takie było jego imię – był inny. Od 9 lat należał do organizacji, wiele razy ocierał się o śmierć, wiele razy też był świadkiem śmierci innych. Kiedyś, gdy był młodszy podniecało go niebezpieczeństwo, adrenalina napędzała go, cały czas testował siebie, swój organizm. Rzeczy uległy zmianie 5 lat temu…kiedy to podczas nalotu on i jego koledzy zostali dosłownie rozniesieni. Z 10 osobowego oddziału przeżyły 4 osoby…Wtedy to Grzegorz zaczął się zastanawiać nad sensem tego wszystkiego co robi. Często wracał myślami to tamtych dni. Od tego czasu bardzo się zmienił… - Bolo, zawołaj tu wszystkich – zwrócił się do łysego mężczyzny - Już – odpowiedział i podbiegł do pozostałej szóstki – chodźcie tu, musimy omówić szczegóły akcji. Po chwili cała siódemka zgromadziła się przed Gregorem oczekując detali, które miał im przedstawić. Dzisiejsza grudniowa noc była dość zimna, przed chwilą zaczął prószyć śnieg powodując wszechobecne złudzenie spokoju i ciszy. Grzegorz rozglądnął się po reszcie zespołu, wszyscy byli silnymi, wysportowanymi chłopakami. Byli zuchwale odważni, tak jak on kiedyś, i pewni siebie. Przez chwilę pomyślał czy wszyscy dożyją poranka. - Dobra zaczynam – jego nieco podniesiony głos rozległ się lekkim echem po okolicy, postanowił mówić ciszej – jak wiecie, nasi informatorzy powiedzieli nam, że w willi, do której właśnie zmierzamy znajduje się krwiopijca, czyli inaczej Wampir, prawdopodobnie jeden, ale nie wiemy nic, ani o jego wieku, ani sile. Rezydencja jest otoczona murem wysokości 230cm i jestem pewien, że mają zamontowany system monitoringu. Informatorzy podają, że w dzień i w nocy domu pilnuje 8 strażników, nie wiadomo ilu pilnuje wnętrza, czyli jak zwykle atakujemy w ciemno – krótki śmiech rozległ się wśród słuchających, Gregor kontynuował – to są informacje ogólne. Rozmieszczenie budynku i wszelkie ważniejsze punkty wyglądają tak jak na zdjęciach, z którymi zapoznawaliśmy się w naszej siedzibie. Do budynku dostaniemy się przechodząc przez mur na tyłach domu. Pamiętajcie, ze jest śnieg, starajcie się pozostawiać jak najmniej śladów. Jak już będziemy na terenie rezydencji wtedy się rozdzielimy. Ja wezmę Nowego, Świra i Krisa – na twarzach tych trzech pojawił się jakby grymas satysfakcji – i zaczniemy od piwnicy, Bolo razem z Tomasem, Długim i Marem będą ubezpieczać teren. Jak skończymy z piwnicą Bolo dołączy do nas na parterze i sprawdzimy resztę domu, nie musze wam przypominać, że jak coś mi się stanie on przejmuje dowodzenie. Kolejna sprawa, macie komunikatory, wiec będziemy w kontakcie przez cały czas. Nie zgrywajcie bohaterów, uwierzcie mi można spotkać naprawdę silnych kozaków tam, jeśli nie będziecie dawać rady po prostu wezwijcie pomoc, pamiętajcie bohaterowie umierają młodo. Teraz jeszcze coś o czym wszyscy wiedzą, ale przypomnę. Wampir – wśród zgromadzonych rozległ się jęk znudzenia, Grzegorz przypomniał sobie, że kiedyś też tak reagował – jest istotą bardzo silną, prawie odporną na zwykłą broń, szczególnie starsze osobniki. Jest bardzo wrażliwy na światło, ale i tak nie możemy z tego skorzystać bo atakujemy w nocy. Dlaczego atakujemy w nocy kiedy to krwiopijcy są silniejsi? Bo działanie naszej organizacji jest tajne i musimy taić ją przed światem. Co prawda ta willa znajduje się na uboczu ale takie mamy metody pracy. Wampiry się ukrywają ich zabójcy też. Jak można zabić?.. - Odciąć głowę – wtrącił Kris – można też oddać kilka strzałów w łeb, ale to nie zawsze skutkuje. - Dobrze – kontynuował Grgor – są jeszcze Ghule, czyli słudzy Wapirów… - Ghule to ludzie, którzy pijąc Wampirzą krew, stają się silniejsi i osiągają długowieczność, bardziej odporni niż zwykli ludzie, ale tak samo można ich zabić – wyrecytował jak regułkę Nowy, który był najmłodszy z całej grupy. - Dokładnie – potwierdził Grzegorz – ale pamiętajcie, że oni mogą być naprawdę potężni, nie możecie ich lekceważyć. I jeszcze jedno nie wiemy kim jest ten Wampir więc, bądźcie naprawdę ostrożni. Dobra to mniej więcej wszystko, sprawdźcie swoje bronie – rozległ się głuchy trzask przeładowywanych pistoletów i karabinków półautomatycznych – i komunikatory czy wszystko działa. Mniej więcej po pięciu minutach wszyscy byli gotowi do rozpoczęcia działań. Śnieg zaczął już sypać na dobre, wielkimi płatami spadając na czarne ubrania członków zespołu. Gregor spojrzał po wszystkich i stwierdzając, że są w pełni przygotowani zadecydował rozpoczęcie marszu w dół w stronę willi. W nocnych ciemnościach biel śniegu dawała jakby znikomy blasku, który umożliwiał poruszanie się bez latarek. Z polany na której się znajdowali, musieli przebyć jeszcze niewielki lasek a potem już tylko kolejna polana i rezydencja. Niektórzy jak Grzegorz szli w milczeniu, inni cicho rozmawiali i śmiali się, przez co dodawali sobie otuchy, ale wszyscy czuli tą niepewność i napięcie, które zawsze wisi w powietrzu przed akcją.

5 lat wcześniej

Chłodny jesienny wiatr, co chwile przypominał im, że mimo iż jest ciepło lato już dawno minęło. Budynek starej fabryki wyraźnie rysował się na tle zachodzącego, październikowego słońca. Dziesięcio – osobowa grupka mężczyzn rozmawiała co chwile spoglądając w kierunku fabryki. - Ciekawe jak dziś pójdzie?? – zagadał masywnie zbudowany osobnik z wąsem – mam nadzieje, że nie napracujemy się zbytnio, he he. - A co? Boisz się Grobel? – spytał z uśmiechem wysoki, długowłosy blondyn – ja to pieprze, rozwalę parę łbów i będzie po sprawie! - Przestańcie! Znowu te głupoty, nie mogę tego słuchać – przerwał im mężczyzna, który wyglądem wyraźnie odstawał od reszty, nosił okulary a sylwetką przypominał raczej naukowca niż mięśniaka. - Mózgu uspokój się, he he – Grobel był rozbawiony, zwrócił się do blondyna – uważaj żeby ciebie ktoś nie rozwalił Rudi, ale serio, to myślę, że to będzie zabawa… - To tyle nie myśl – wtrącił lekko siwiejący, dużo starszy od reszty człowiek, wyglądał na dowódcę reszty – jak tak będziecie się zachowywać to ani ty, ani Rudi nie dożyjecie ranka, trochę pokory panowie.. W tym czasie trochę z boku średniego wzrostu, dobrze zbudowany brunet palił papierosa. - To cię wykończy Gregor – zaśmiał się krótkowłosy mężczyzna z trzydniowym zarostem – założę się, że nie rozwali cię żaden wampir ani Ghul tylko umrzesz na raka, he he. - Masz rację, stary – roześmiał się palacz – fajki mogą mnie zabić, bo nie sądzę, żeby dał mi radę jakiś krwiopijca, he he. Kto jest najlepszy? - Wilku i Gregor!!!– krzyknęli wspólnie. - Cicho, zgłupieliście czy co – starał się zgasić ich ekscytację niski łysy brodacz – chcecie żeby nas nakryli? Zachowujecie się jak jakieś głupie dzieciaki, idę po Góre, Iwana i Rzeche, a wy idzcie do Starego, bo zaraz zaczynamy… - Przepraszam Mały – nabijał się Wilku – już idziemy do Starego. Łysy mężczyzna chciał coś jeszcze powiedzieć, ale nic mu nie przyszło do głowy i odszedł machając na nich ręką. Po chwili wrócił w towarzystwie trzech kompanów i z nimi skierował się do dowódcy. Kiedy już cała dziewiątka zebrała się przy siwym mężczyźnie ten rozglądnął się po nich i zaczął mówić: - Jak wiecie tam w tej starej fabryce prawdopodobnie znajduje się krwiopijca inaczej Wampir, tak przynajmniej twierdzą nasi informatorzy. Wampir to istota… - pozostali zareagowali jękiem znudzenia na te słowa, wyglądali na rozbawionych, lecz wewnętrznie każdy z nich przygotowywał się do akcji…

II

- Nowy to twoja pierwsza akcja, trzymaj się blisko mnie i nie wychylaj się za bardzo – ściszonym, ale stanowczym głosem powiedział Gregor – może tam być gorąc. - Dobrze – uśmiechnął się młody – ale na szkoleniu dobrze sobie radziłem, nie musisz się mną zajmować. - Pamiętaj, to już nie są ćwiczenia, kule są prawdziwe i umiera się na prawdę… - Wiem, jestem na to gotowy Grzegorz spojrzał na niego badawczo, jakby chciał mu powiedzieć: „nie bądź taki pewny.. czy naprawdę jesteś gotowy na śmierć?”, ale milczał. Tymczasem z przodu dobiegł ich głos Bola informujący, że już widać wille, do której zmierzają. Na ten sygnał wszyscy zwolnili kroku a Gregor wysunął się na przód oddziału. Wytężył wzrok i przez padający śnieg i mrok zdołała zauważyć słabe światełko dobiegające z oddali, po chwili dojrzał kontur muru i budynku. Dał sygnał ręką, pokazując reszcie żeby się zatrzymała. - Kris, jeśli mają kamery, zakłócisz ich sygnał na 30 sekund aż wszyscy zdążą przejść przez mur, potem wyłączysz alarm, tez na krótko. Dasz rade? – zapytał Grzegorz oczekując, właściwie znając odpowiedź. - Jeśli mają jakikolwiek sprzęt, z produkcji seryjnej, to da się zrobić – odpowiedział szczupły młodzieniec wyciągając małych rozmiarów komputerem – niech ktoś sprawdzi czy mają kamery… Długi i Maro powoli zbliżyli się do ściany muru. Długi wykorzystując swój wzrost oparł się na kolanie Mara i powoli wyglądnął za krawędź. Chile rozglądał się w jedną i drugą stronę po czym cichutko zeskoczył na ziemię. Szybko podbiegł do reszty. - Dwie Kamery, tradycyjne modele, nie powinno być problemu – poinformował pozostałych – widziałem też dwóch strażników, każdy wyposażony w kałasznikowa, chodzą po całym tereni więc, śnieg jest wydeptany, nie trzeba się martwić o ślady… - Często chodzą? – spytał go Gregor. - No dość często, widziałem dwóch w przeciągu 30 sekund – odpowiedział Długi - Czyli zakładając, że nie wszyscy patrolują teren wokół domu, mamy ok. 15 sekund żeby dostać się do środka – głośno rozmyślał dowódca oddziału – zmieniamy plan, Kris zostajesz tutaj i stad będziesz, drogą radiową zakłócał sygnał kamer, spróbujesz zneutralizować alarm jeśli taki jest. Myślisz, że się da? - Kamery na pewno się da zneutralizować, z alarmem to już trudniejsza sprawa – odpowiedział Kris – szczerze powiedziawszy, mam nadzieję, że nie mają alarmu przy tak licznej ochronie… - Też mam taką nadzieję…, w każdym razie, Długi podsadź mnie, musze wyglądnąć za mur. Gregor podszedł do ściany i stawiając nogi na barkach Długiego wyjrzał za krawędź. Pierwsze na co zwrócił uwagę był dość wysoki mężczyzna spokojnie przechadzający się wzdłuż budynku – z pewnością był to jeden ze strażników. Grzegorz dokładnie policzył czas od zniknięcia jednego z patrolujących do pojawienia się następnego, wyszło 14 sekund, nie było to dużo, ale powinno wystarczyć aby chociaż część oddziału dostała się do środka. Tak jak mieli zaplanowane podeszli do domu od strony tylniej i tak jak na zdjęciach dało się zauważyć, małe okienka, przy samej ziemi, które prawdopodobnie prowadziły do piwnic. - Dobra, słuchajcie – zaczął Gregor, reszta pospiesznie zebrała się wokół niego – mamy 14 sekund żeby przebyć około 8 metrów i dostać się do budynku, pamiętajcie, naszym celem jest zlikwidowanie Wampira, a nie strzelaniny ze strażnikami, musimy się przedostać niezauważeni. Przygotujcie się, załóżcie tłumiki na broń, Kris przygotuj się do zakłócenia sygnału, jak wszyscy będą przy murze to dam ci sygnał i zaczniesz działać… - Zrozumiałem – Kris pośpiesznie zmontował urządzenie wyglądem przypominające antenę, po chwili wziął do ręki swój komputerek i zaczął wstukiwać szereg komend – za chwile będę gotowy, możecie się ustawiać. Gregor rozpoczął rozstawianie ludzi: - Nowy, Świr i ja wchodzimy pierwsi. Bolo z Tomasem, Długim i Marem wejdziecie w następnych 14 sekundach, będziecie mieli łatwiej bo my już otworzymy okienko, dobra gotowi?? Cały oddział kiwnął głowami na znak potwierdzenia. Grzegorz opierając się na barkach Długiego wyglądnął za krawędź muru, kiedy strażnik zaczął się zbliżać się do rogu budynku, dał ręką znak Krisowi. Ten wcisnął jakiś przyciska na klawiaturce i pokazał, mu że może ruszać. W tym samym momencie cała trójka przeskoczyła przez mur starając się robić przy tam jak najmniejszy hałas. Pierwszy biegł Gregor, przez chwilę zastanawiał się, czy kamery na pewno nie działają, ale teraz nie było to już ważne. Dopadł ściany budynku, za moment byli przy nim już Świr i Nowy. Ten drugi schylił się i grzebiąc nożem przy piwnicznym okienku po chwili zdołał je otworzyć. Błyskawicznie wskoczyli do pomieszczeni. Gregor spojrzał na zegarek – 12 sekund. Teraz należało tylko czekać na resztę, powinni się tu pojawić za około 10 sekund, jeśli oczywiście strażnicy nie zainteresują się zepsutymi kamerami. Jak zwykle w chwilach napięcia czas mijał bardzo powoli. W końcu przez uchylone okienko zobaczyli cztery sylwetki ich kompanów szybko zbliżające się w ich kierunku. Wreszcie cała siódemka była w komplecie. Dopiero teraz Gregor dokładnie rozglądnął się po pomieszczeniu. Było prawie całkiem puste, tylko gdzieniegdzie leżały kartonowe pudła. Z dworu dobiegały odgłosy kroków strażników, dalej miarowe i spokojne, pewnie nie wiedzieli nic o awarii kamer…Grzegorz pokazał reszcie żeby pozostali na miejscu a sam podszedł do drzwi. Były otwarte. Lekko uchylił je i wyjrzał na zewnątrz. Przed nim rozciągał się nieoświetlony korytarz długi na około piętnaście metrów, po obu stronach korytarza znajdowały się trzy drzwi, na końcu usytuowane były schody prowadzące na górę. - Na końcu korytarza znajdują się schody, Bolo będziesz je ubezpieczał razem z Marem i Tomasem– Gregor zwrócił się do swojego zastępcy, w ciemności jego łysina była dobrze widoczna – ja z resztą sprawdzimy pozostałe pomieszczeni. Nie sądzę żeby coś w nich było niebezpiecznego, ale jesteśmy w budynku wroga więc kontaktujemy się przez komunikatory i zachowujemy się cicho. Jak ktoś z was znajdzie skrzynkę z bezpiecznikami, jeśli w ogóle taka się znajduje w piwnicy niech mnie poinformuje. Zrozumiano?? - Tak – stłumionymi glosami odpowiedziała reszta. - Więc ruszajmy – zarządził dowódca. Powoli wyszli z pomieszczenia, w którym się znajdowali. Bolo wraz z Marem i Tomasem podeszli do schodów i czujnie stanęli przy nich gotowi zareagować na każde zagrożenie. Grzegorz, Nowy, Świr i Długi rozdzielili się i każdy z nich wszedł do najbliższych drzwi. Gregor rozglądnął się po pomieszczeniu, blask jego latarki rozświetlił ciemności. Starał się dojrzeć coś konkretnego, coś co może okazać się przydatne, ale nic takiego nie znalazł. „U mnie nic nie ma” – Grzegorz usłyszał głos Świra przez komunikator. „U mnie też czysto” – odezwał się Długi. „U mnie czysto” – wtórował im Nowy. „Dobrze, zaraz do was dołączę” – odpowiedział im dowódca. Gregor obrócił się i podszedł do drzwi, jeszcze raz odwrócił się i poświecił latarką po pomieszczeniu. Przez chwilę wydawało mu się, że coś błysnęło w podłodze. Zbliżył się do tego miejsca i zauważył, że w posadzce znajduje się klapa. Otworzył ją i poświecił do wnętrza latarką. Blade światło ukazało głęboką wnękę i drabinkę umożliwiającą zejście na dół. „Znalazłem jakieś przejście prowadzące niżej pod ziemie, może trzymają tam jakąś broń albo inne rzeczy, Nowy przyjdź do mnie zejdziemy na dół” – Grzegorz przez komunikator poinformował pozostałych – „reszta niech dalej sprawdzi pokoje i potem czeka aż wrócę, będziemy się kontaktować prze komunikator, zrozumiano?” „ Zrozumiano” – rozległy się głosy członków oddziału w słuchawce dowódcy. Po chwili do Gregora dołączył Nowy. Chwile rozglądnął się po pomieszczeniu, zaglądnął do otworu i spytał : - Ciekawe co tam jest? - Myślę, że nic – odpowiedział mu Grzegorz wpatrując się tępo gdzieś w dal – może mają tam jakąś składnice, a może jest to po prostu zejście do kanałów, trzeba to sprawdzić. Nowy chwilę stał jakby przygotowywał się do zejścia na dół. - Gregor mogę cię o coś spytać? – zagadał dowódcę. - Jasne, pytaj – odpowiedział Grzegorz spoglądając na niego. - Wiesz…- Nowy wahał się – nie chce być wścibski, bo słyszałem, jeszcze jak byłem w obozie na szkoleniu, mówili, że nie lubisz o tym rozmawiać. Chodzi o to, żebyś mi opowiedział jak to było…Jak to było wtedy, w tej fabryce 5 lat temu… Gregor starał się udawać, że te pytanie nie zrobiło na nim żadnego wrażenia, ale niezbyt dobrze mu to wychodziło. - Po prostu nie ma o czym mówić..- odpowiedział szorstko – o czym mam opowiadać? O tym jak kumple ginęli obok mnie? O tym jak strzelali do nas jak do kaczek? - Spokojnie Gregor – Nowy był zaskoczony jego reakcją – nie chciałem cię zdenerwować.. - Przepraszam stary – przerwał mu dowódca – po prostu to było piekło. Nie chciałbym tam wrócić nigdy, nie chce tam wracać nawet w myślach. Ghule tego wampira były bardzo silne, nie mieliśmy szans, byli doskonale uzbrojeni i wyszkoleni…Wiesz, ostatnio na szczęście nie dzieją się już takie rzeźnie, ale zawsze trzeba uważać. – Gregor chwile milczał – straciłem wtedy najlepszego kumpla… Piotrek, ksywa Wilku… - Piotr Wilczkowski, zastępca dowódcy, w chwili śmierci siedmioletnie doświadczenie w działaniach w terenie.. – wtrącił Nowy - Tak, on – przytaknął zamyślony Grzegorz - Jedna z legend organizacji, odważny, doskonale wyszkolony, były żołnierz, dla nas jest bohaterem, wszyscy go podziwiają.. - Nowy… mówiłem ci już, że bohaterowie umierają młodo? - Tak… Oboje chwile stali w milczeniu, po czym Gregor dał znak Nowemu, że będą schodzić przez otwór w podłodze. Grzegorz był zaskoczony, że drabinka schodziła tak nisko, prowadziła około siedem metrów w dół. U jej podnóża rozciągał się ciemny, słabo oświetlony korytarz. - Pójdziemy do końca tego korytarza, sprawdzimy co jest i wracamy na górę, nie możemy tak spowalniać akcji – dowódca zwrócił się do Nowego - Dobra, załatwmy to szybko – odpowiedział mu towarzysz.

5 lat wcześniej

Grobel zorientował się, że akcja może być trudniejsza niż zakładał, gdy poczuł przeszywający ból w okolicy brzucha. Spojrzał w dół i z przerażeniem odkrył, że w jego ciele pojawiła się wielka, poszarpana dziura. Krwawiła mocno. - Rudi dostałem – wycedził przez zaciśnięte zęby – ale się trzymam… Rudi pospiesznie odwrócił się w jego kierunku. W tym samym momencie głowa Grobla została roztrzaskana przez lecący pocisk. Długowłosy blondyn przez chwilę tępo patrzył się w ciało kompana. Oprzytomniał gdy kolejna kula niebezpiecznie blisko przeleciała obok niego i trafiła w ścianę. Sięgnął po krótkofalówkę. „ Tu Rudi, Grobel nie żyje, walą w moim kierunku jak pojebani, przyślijcie mi tu kogoś, prawe skrzydło fabryki, szybko!!” „Zaraz u Ciebie będę” – w głośniku odezwał się głos Góry. Rudi odłożył krótkofalówkę i wziął do ręki karabinek. Starał się nawiązać walkę z wrogiem, ale ich przewaga była zbyt duża. Przy kolejnym pociągnięciu za spust zorientował się, że magazynek jest pusty. Kątem oka zobaczył podbiegającego z boku Górę, w tym samym momencie gdzieś z tyłu usłyszał wystrzał z broni. To była kula przeznaczona dla niego. Rudi padł martwy. Góra wycofując się oddał parę strzałów trafiając przeciwnika. Pospiesznie wrócił do Iwana i Małego, gdzie razem zajmowali środkową strefę budynku. - Rudi i Grobel…zabici – krzyknął głośno do nich, żeby usłyszeli go pośród huku wystrzałów – przejebane, jak reszta? - Stary dostał, chyba się nie wyliże – odkrzyknął mu Iwan chowając się za skrzynie i przeładowując karabin – jest z nim Rzecha, nie wiem co u Wilka i Gregora, nie mamy z nimi łączności… - Kto teraz dowodzi?? Wilku?? – spytał Mały – nie mamy z nim kontaktu, sami musimy podjąć decyzję… „Stary zmarł, chyba będziemy się wycofywać, to jest jakieś piekło” – z ich krótkofalówek odezwał się głos Rzechy „Rzecha, przedostań się do nas!” – krzyknął do mikrofonu Góra „To nie taki proste, o kurwa…idzie tu dwóch, a….” – reszta usłyszała stłumione strzały dobiegające z ich odbiorników. - Dobra spadamy stąd – zarządził Mały - to już nie ma sensu. Mam nadzieje, że Wilku i Gregor też się wycofają. Ruszamy się!! Cała trójka powoli, dokładnie się rozglądając i strzelając dla zasłony zaczęła kierować się w stronę wyjścia. Mały cały czas głośno popędzał swoich kompanów starając się przekrzyczeć panujący wokoło hałas. Kiedy dobiegli do jednych z bocznych drzwi, odwrócił się jeszcze na chwilę żeby oddać serię w stronę goniących ich napastników. Z gradu kul, które posypały się w jego kierunku kilka trafiło celu. Iwan chciał jeszcze wrócić by pomóc dogorywającemu towarzyszowi, ale powstrzymał go Góra. Obaj najszybciej jak mogli oddali się z fabryki do miejsca gdzie czekał Mózgu. W tym samym czasie Gregor i Wilku, schowani za starymi maszynami starali się odpierać ogniowe ataki przeciwników. - Dalej nie mam kontaktu z resztą! – krzyknął Grzegorz – chyba zepsuła się ta cholerna krótkofalówka, pieprzone gówno!. Po tych słowach rzucił nadajnikiem o ziemie. - Chyba będziemy musieli się stąd wynosić – zawołał Wilku – nie mamy szans w tej walce.. Gregor spojrzał w jego kierunku. Wiedział, że to była poważna sytuacja, jego przyjaciel rzadko decydował się uciekać z pola bitwy. Chciał mu cos odpowiedzieć, lecz spostrzegł, że do jego kompana skrada się z boku jeden z nieprzyjaciół. - Uważaj!!! – krzyknął i rzucił się na napastnika. Zaskoczony Wilku

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych