Lucius & I, Part III
„Po co ona mnie tam ciągnie??!!”- myślała ze złością. „ Mam dosyć szwendania się po drętwych imprezach, a imprezy charytatywne w ogóle mnie nie podniecają” – Przy drzwiach wyczekująco stała mała, ubrana w czerń, dług
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
„Po co ona mnie tam ciągnie??!!”- myślała ze złością. „ Mam dosyć szwendania się po drętwych imprezach, a imprezy charytatywne w ogóle mnie nie podniecają” – Przy drzwiach wyczekująco stała mała, ubrana w czerń, długowłosa dziewczyna. Jej zielone oczy błyszczały niepokojąco, obserwując, zbyt powolne jak dla niej, ruchy przyjaciółki. „Co mnie obchodzi jakiś sponsor???!!!” – kobieta krzątająca się po mieszkaniu wyraźnie się nie spieszyła, jak gdyby w nadziei, że stojąca przy drzwiach się rozmyśli i pozwoli jej zostać w domu. „Ktoś w ogóle widział tego faceta? Co się stało z tymi fotoreporterami?? Żeby, żadnego porządnego zdjęcia nie umieć zrobić i to komuś rzekomo tak ważnemu??? Phi...też mi coś...” – kontynuowała myślowy monolog - „Hmm...No tak , Anna go widziała kiedy sponsorował otwarcie nowego oddziału noworodków w ich szpitalu. Ale żeby się zaraz tak podniecać tylko dlatego, że gość ma kasę i gest??? Bez sensu.” - Mae! Pospiesz się! Nie sądzę, żeby On tam czekał specjalnie na nas!- ponagliła stojąca przy drzwiach Anna. - Idę. –odparła Mae niechętnie i z ociąganiem ruszyła w stronę drzwi. –„Ciekawe co on ma w sobie takiego, że ona tak się napaliła???”- pomyślała przekręcając klucz w zamku.
Nastały już pierwsze przymrozki a na dzisiejszy wieczór zapowiedziano pierwsze opady śniegu. Dziewczyny otulone w ciepłe kurteczki weszły na teren ośrodka w którym odbywało się przyjęcie z udziałem wielu wpływowych i znanych z mediów osobistości. Ośrodek był obiektem zamkniętym, więc nie obawiały się zimna wewnątrz. Przy drzwiach czatowały rozentuzjazmowane fanki w oczekiwaniu na swoich sławnych ulubieńców. Wymalowane jak papugi i ubrane najbardziej skąpo jak tylko pozwoliła aura, żeby bardziej się rzucać w oczy. Anna i Mae nie chciały rzucać się w oczy. One chciały patrzeć. Jednak po około pół godziny krążenia wśród tych wszystkich ludzi, mimowolnie zawarły kilka znajomości. Trudno uniknąć konwersacji przy szwedzkim stole czy wśród krążących kelnerów z tacami pełnymi przepysznych drinków. Starczy, bardzo miły Pan aczkolwiek lekko podchmielony zaprosił Annę i Mae do mniejszej nieco sali, do której wejścia broniło dwóch gigantów w czarnych garniturach. Pan machnął przepustką i wprowadził dziewczyny do jak się okazało sali dla VIPów. Annie zalśniły oczy i zniknęła w tłumie gdzie podobno wypatrzyła Czarka Pazurę. Wróciła po godzinie, podczas której Mae zwiedziła zawrtość szwedzkiego stołu, cała w rumieńcach i pełna zachwytu dla dowcipu „Pana Cezarego”... Podchmielony starszy pan zasnął w fotelu koło okna i nie budziły go nawet wystrzały z korków od szampana tuż nad uchem. Mae była znudzona. Gadanie o polityce i stanie kont poszczególnych ludzi nie bawiło jej w ogóle, jej konto miało w najlepszym wypadku same zera. Anna wychylała właśnie kolejną lampkę czerwonego wina kiedy zegar wybił godzinę 18:00. Wtedy przy wejściu na salę zrobił się ruch. Anna skamieniała i kurczowo ścisnęła Mae za ramię. - To ON - wyszeptała ochryple Anna – To ON... Mae podążyła za jej wzrokiem i serce ścisnęło jej się gwałtownie. Może nawet przestało bić na dość długą chwilę, po czym uderzyło tak mocno jakby miało wyrwać się i uciec w przerażeniu.
W wejściu na salę teraz jasno oświetlonym stał mężczyzna w czarnym płaszczu, z długimi prawie białymi włosami i laską zwieńczoną głową węża. To był mężczyzna z baru!!! Dzieliła ich zaledwie odległość 7 metrów. Mae zaczęła dyskretnie cofać się w kierunku przeciwnego wyjścia i wtedy ON spojrzał prosto na nią. Poczuła coś przedziwnego. Jak gdyby wessało ją światło odbijające się w jego spojrzeniu. Sala przestała szumieć, ludzie przestali ją otaczać. Widziała tylko te oczy. Czuła jak ją przyciągają. Chciała się cofnąć ale nie mogła się ruszyć. Przerażenie i pożądanie. Te dwa uczucia ją zdominowały. Nierzeczywistość tej chwili znikła równie nagle jak się pojawiła i Mae poczuła ,że odzyskała zdolność ruchu. Nie oglądając się za siebie i nie patrząc więcej na mężczyznę przy drzwiach, wybiegła na mroźne powietrze. Stała na obszernym tarasie z którego kilka schodków prowadziło do niedostępnego dla „zwykłych gości” parku. Oddychała szybko jak po wyczerpującym biegu. Niebo czerniło się nad nią, krew pulsowała jej w skroniach a na rozpaloną twarz zaczęły spadać pierwsze płatki śniegu.
********
Lucius był zły. Od tygodni chodził co wieczór do tego ohydnego baru i nie mógł spotkać tej wstrętnej mugolki. Barman nagabywany o informację na jej temat zaczął być niemiły i nawet zagroził wezwaniem mugolskiej służby interwencyjnej...tej...no...policji. Mógł wydobyć z tego mugolskiego wora na piwo wszystko co chciał ale to by wzbudziło podejrzenia. Głównie w Ministerstwie Magii. Nie, to trzeba było rozegrać inaczej. Nie lubił zmieniać planów. Nie chciał szukać nowej, na tyle „odpornej” mugolki. Ta była dobra. Gdzie ONA DO CHOLERY JEST!!?? Klął w myślach i wyżywał się na domowych skrzatach z wściekłości. Pod przykrywką „dobrego sponsora” zaczął organizować akcje charytatywne, w nadziei, że to ją przyciągnie do niego. Mugole lubią takie imprezy i wystawne przyjęcia. Otoczył się kilkoma dodatkowymi zaklęciami. Ochroną przed mugolskimi wynalazkami typu kamery filmowe i aparaty i czymś co nazwał przewrotnie zaklęciem „Amas Veritas”. Pierwsze zaklęcie powodowało, że na wszystkich mugolskich kliszach wychodził bardzo niewyraźnie o ile w ogóle, lub co najlepsze zawsze tyłem, natomiast drugie zaklęcie powodowało, że każda mugolska kobieta która choć raz spojrzała mu w oczy stawała się natychmiast uległą i w pełni mu oddaną. Zaklęcie wzbudzało tak wielkie pożądanie, że żadna nie potrafiła się samodzielnie uwolnić. Zarzucił sieć. Teraz czekał aż zdobycz sama w nią wpadnie. Czekał, czekał a kobiety które przychodziły, były przeróżne. Piękne, brzydkie, bogate, biedne, panny, mężatki, wdowy....wszystkie, poza tą jedną, która jakimś sposobem ciągle umykała z pułapki. Zaczął już obmyślać nowy plan kiedy to się stało. Kolejna, nudna, mugolska impreza charytatywna...tłumy rozgrzanych do czerwoności kobiet,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Maelen
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…