Lucyfer
historia biblijna opowiedziana w inny sposób
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jęk skrzydeł anioła odbił się głuchym echem po obskurnych ścianach celi. Tuman kurzu uniósł się powodując przerwanie świetlnych promieni księżyca wpadających przez małe zakratowane okno martwego pomieszczenia. Kajdany zadźwięczały. Cichy szloch, a potem głośny płacz przerwały ciszę. Skrzydła uderzyły po raz drugi, zahaczając o wilgotne ściany. Alabastrowe dłonie unosiły się w górę. Kiedyś niebiesko srebrna szata dziś, kawałek szarego materiału, zaświecił w migotliwym świetle. Niezwykle smukła sylwetka zamajaczyła na tle ściany i wspięła się ku oknu. Za grubymi kratami wyjrzała na świat, ku największemu szczytowi. Wznosił się tam majestatyczny pałac. Anioł, gdyż tak należałoby tytułować uwięzioną istotę, uniósł twarz. Po policzkach płynęły mu srebrne łzy. Miał cudowną twarz, idealne rysy skapane w złotych lokach, przetykanych srebrem. Długie rzęsy, idealnie podkreślały miodowe oczy pełne miłości i oddania. Nagle ciężkie metalowe drzwi skrzypnęły. Stał w nich kolejny, równie a może nawet wspanialszy, anioł. Miał płomienistą szatę. Duże, czarne oczy, rozwichrzone, rude włosy. U boku miecz, misternie rzeźbiony, błyskający mocą ognia wewnątrz ukrytą, groźnie zwisał do samej ziemi. Postać stojąca pod oknem, odwróciła się. Patrzyła długo na milczącą sylwetkę nie mówiąc ani słowa. Gość wszedł do celi, ruchem dając znać żołnierzowi, by ten zamknął je za nim. Jego skrzydła zaszeleściły dźwiękiem ognia, krzykiem ofiar, był to przykry dźwięk, który trudno byłoby znieść nawet demonom. Więziony skrzywił się z bólu. Cofnął lekko, nie chcąc zbliżać się do Bożego Generała i zwierzchnika karzącej ręki Boga, czyli Uriela. Anioł podszedł wolno wysuwając dłoń do przodu, na której lśniła, mała srebrna skrzyneczka. Złotowłosy drżącymi dłońmi wziął je. - Uriel – wyszeptał więzień. Posłaniec miał zimne oczy, zaciśnięte usta. Jego rude włosy okalały beznamiętną twarz. - To wszystko, co mogę dla ciebie zrobić – usłyszał zimną odpowiedź. Odwrócił się, by wyjść, nie chciał pozostawać w celi śmierci ani chwili dłużej. - Co z Jezusem? – Krzyknął zatrzymując go złotowłosy. Uriel zatrzymał się, nie patrząc za siebie. Nie chciał mówić. - Czy go kiedyś jeszcze zobaczę? – Jęknął znów, melodramatycznie odwracając się ku oknu więzień. – Czy kiedyś usłyszę jeszcze jego głos? - Aż nad to. – Odparł Uriel - Nasza miłość powinna wtedy… nie poddam się. Archanioł nie wytrzymał odwrócił się ze złością i uderzył więźnia. - Ty nadal nic nie rozumiesz? Posunąłeś się za daleko! Poniesiesz konsekwencje. To nie jest zabawa w ideały, to jest bardzo prawdziwe, a co najgorsze bolesne. Anioł o złotych włosach upadł na kolana pod wpływem gniewu Uriela, skrzynia uderzyła z trzaskiem o zimną posadzkę. Uriel spojrzał ostatni raz na niego i wyszedł. Minął się w drzwiach z Archaniołem Michałem. Skinął mu na powitanie i wyszedł siejąc zamęt wśród więźniów. Michał podbiegł do klęczącego i przytulił. Uklęknął wycierając mu twarz, odgarniając włosy. Patrzył w ubóstwiane i poważane przez wszystkich oczy. Przytulił go. Ten powoli się uspokajał. Niczego nie żałował. Wysunął dłoń i dotknął głowy, jak mu się wtedy wydawało, jedynego przyjaciela. Michał poczuł ciepło, które napełniało spokojem i wiarą wielu ludzi, a jego dotknęło zaledwie muśnięciem. Czy kiedykolwiek Abraham dowie się, kto dał mu tyle siły? A Mojżesz? A ktokolwiek ze staro – testamentowców? Teraz nadchodzi nowa era, nowy testament, w którym ci, co naruszyli wolę Pana, płacą za to. Uniósł głowę. - Jezus... – szepnął anioł, przytulając się do silnej piersi Michała. Archanioł nie był w stanie wypowiedzieć nawet słowa, spuścił wzrok. - Znasz jego ojca – przemówił dławiąc w sobie bezradność. - Nie! – Stanowczo zaprzeczył Anioł odsunąwszy się od Michała. Wstał wzburzony. - Zapytaj Metatrona, jak nadal tego nie pojmujesz. Byłem tam, widziałem… Michał również powstał otrzepując brud z anielskiej sukni. - Nie godzi mi się tego słuchać. - Nakłoń ku mnie się swe uszy i bój się prawdy – gwałtowny ruch jaki towarzyszył słowom powalił Michała na ścianę. Więzień przypadł do niego i zastygł z twarzą tuż obok oblicza archanioła. Michał spojrzał w dwa niebieskie bezdenne oblicza, naznaczone ciemną pustką i bezkresną rozpaczą nie spotykaną u aniołów. - On was mami, ułudą szczęścia – zacisnął dłonie na torsie archanioła. – Pozbawił was wolnej woli. Jezusa wcielił w siebie i wyciął ze swych wnętrzności jak wycina się sęki z drzew. - Jesteś szalony… Anioł roześmiał, a śmiech ten dziwnie zadudnił w ścianach więzienia. Spłoszony Michał cofnął się, czuł ogarniające go przerażanie. - Ty się boisz. Jesteś przerażony tym co się ma stać. I ty jesteś ”podobny Bogu”, Ty! – wykrzykiwał przyjaciel, coraz bardziej złorzecząc Najwyższemu. Michał wpadł w złość, wyrwał się z objęć anioła. Stanął przy drzwiach gotowy wyjść, oddech miał szybszy, dłonie mu drżały, nie panował nad głosem. - Jesteś szalony, Lucyferze! Straciłeś zmysły. - Nie będę patrzył bezmyślnie jak robi z was ślepców. Dam wybór! Pokażę wam, że można inaczej. Można być wolnym. - Jestem wolny – Michał zakończył rozmowę pchając drzwi. – Ale ambitny i ślepy, zawsze chcesz więcej i bardziej. To zawsze była Twoja słaba strona. - Gdy wychodził słyszał kpiący śmiech. Nie powinien tam wchodzić, nie powinien. Stan przyjaciela pogarszał się. Myśl o dniu egzekucji wydawała mu się kojąca. Szybko jednak ukarał się za ten egoizm. Ten dzień będzie kojący tylko dla obserwatorów.
Pałac Martwego Oddechu. Stara część nieba, do której prowadziła wąska dróżka, zwana oczyszczeniem. Na niej gnieździły się ułomności, strachy, namiętności, ułuda, kłamstwo. Bóg z sobie tyko znanych powodów nie kazał jej zniszczyć, gdy opanował niebo wyganiając z niego dawnych bogów. Boska ani anielska noga nie stąpała dróżką od czasów wygnania z Pałacu Martwego Oddechu boga Shiwy. Ten bożek miał genialny zmysł architektoniczny. W niebie przekazywano sobie szeptem niezliczone cuda jakie mogły być w pałacu. Podobno Shiwa otoczył pałac ogrodem, który w momencie jak jego pan został wygnany przybrał kolor czerni przeplatający się bielą. Kolory te nabrały piętna żałości, żałoby i tęsknoty. Wszyscy w niebie wierzyli, że ogród tęskni za swym panem. Żaden anioł nigdy nie widział pałacu, gdyż aura panująca w nim odbierała siły witalne, ta niewiedza nie przeszkadzała snuć różnorakich domysłów. Gdy Lucyfer był jeszcze dzieckiem, małą energią błąkającą się u stóp Pana, często bawił się przy ścieżce oczyszczenia. Zazwyczaj Lucyfer bawił się z Michałem i Gabrielem, ale był z nich wszystkich najsłabszy i zawsze Jezus musiał stawiać w jego obronie. Tamtego dnia Jezusa nie było. Ojciec wezwał go do siebie. Trzej aniołowie bawili się sami. Gabriel wymyślił zabawę, w która polegała na przebiegnięciu ścieżki oczyszczenia do pałacu i z powrotem. Aniołowie zadowoleni z nowego pomysłu zaczęli się przygotowywać. Lucyfer wahał się, ścieżka mówiła do niego, pałac wyciągał po niego swe mgliste dłonie. Strach ogarnął jego wątłe ciało. Michał i Gabriel źli, że zabawa się nie uda zmusili Lucyfera do biegu. Mały anioł bał się. Już pierwsze dotknięcie stopą ziemi leżącej na ścieżce podpowiedziało mu, że za mały jest by odkryć wszystkie swe namiętności i ambicje, które go przeraziły swą siłą i nienasyconością. Słyszał z tyłu krzyki i gwizdy, więc przełknął ślinę i ruszył do przodu. Nie dobiegł do końca ścieżki, gdy namiętności zdławiły jego srebrzysty oddech, zachłanność w sercu pulsowała domagając się uwagi, wady, których nie spodziewał się odnaleźć zaatakowały jego świadomość. Trudno mu było iść więc bieg. Dopadł stalowych bram ogrodu. Spojrzał w kielichy martwych róż, czarnych drzew, czerwonej rosy. Cofnął dłoń z żelaznej kraty. Wiedział, czuł, znał to czego poznać, poczuć, zobaczyć nie powinien. Odwrócił się i pragnął wrócić. Biegł w stronę wyjścia i wiedział, że już nic nigdy nie będzie takie samo. Namiętność rodząca się jego umyśle znów szalała, każdy krok na ścieżce sprawiał, że serce bolało coraz bardziej. Już wiedział, że nigdy nie stanie się takim archaniołem jakim będą jego przyjaciele, wie i rozumie więcej, bardziej. Nogi jak z ołowiu nie chciały go nieść, skrzydła traciły swą dawną lekkość. Ból rozpierał pierś, tęsknił do siebie sprzed wejścia na ścieżkę, rozpaczał, bo nigdy już nie będzie tak jak było… Umierał. W połowie drogi, widział jak Gabriel z Michałem stoją u wyjścia i wyciągają do niego dłonie. Coś pełzło po jego policzkach, podniósł dłoń ku twarzy i przetarł ją. Na placach pozostała dziwna maź, niebiesko – srebrna iskrzyła się wśród cieni dróżki. Anielska krew. Ból znów przeszył jego duszę. Utracony, szeptało nad ni stado wron. Padł zemdlony. Jego różowa twarzyczka z chwili na chwilę przybierała coraz bardziej alabastrowy kolor. Skrzydła zatracały swą biel. Dwaj czekający na niego krzyczeli, głośno, płacząc i krzycząc w złości jednocześnie. Alarm podniesiono zdecydowanie za późno. Odratowano Lucyfera, ale jego twarz i skrzydła nigdy nie wróciły do śnieżnobiałej barwy pozostały przeźroczyste. Jego wzrok na zawsze skrywał już tajemnicę, a jego serce znało swoje ciemne zakamarki. Świat przestał być czarno biały. Lucyfer uderzył dłonią o zimny mur więzienia. Ból znów targnął nim, po policzkach spłynęły łzy. Uderzał jednostajnie, starając się ból wewnętrzny zabić zewnętrznym. Po chwili jego wzrok padł na srebrną skrzynkę przyniesioną przez Uriela. Uniósł wieko. Zamarł gdy ujrzał jego zawartość. Złość wzburzyła nim jeszcze głębiej. Spojrzał w kraty okna zaciskając pięści. - Nie doczekanie wasze…- wysyczał z trudem łapiąc oddech. - Będziecie musieli sobie z tym poradzić w pełnym świetle waszej i mojej obłudy. Nie ułatwię wam zadania. Nie pozwolę wam umyć sobie rąk o moją duszę. Zamknął wieko i odsunął od siebie skrzynię, która nęciła swoją zawartością, obietnicą ucieczki od kary.
Na największej górze w niebie, z okna jednej z pałacowych komnat wynurzyła się blada twarz mężczyzny. Jego czarne włosy rozwiały się na wietrze, a ból skrzywił twarz. Opadł na kolana głośno dysząc, łapiąc powietrze by nie stracić przytomności, nie miał siły krzyczeć. Źle znosił przemianę w śmiertelnego człowieka. Po chwili w oknie pojawił się wysoki anioł, delikatnie położył dłoń mężczyźnie na ramieniu. - Jezu… Mężczyzna odwrócił się i nim tamten zdążył zareagować uderzył go prosto w twarz . Delikatne usta przybysza pękły pozostawiając smugę krwi na dłoni Jezusa, krwawy ślad na twarzy anioła. Archanioł upadł na podłogę, dotykając ust. Po chwili nie było już rany, ale uderzenie pozostało. - Przepraszam – wydyszał, rozmasowując dłoń, nienaturalnie obolałą. - Nigdy nie byłeś godnym synem! – Wyrzucił mu Archanioł leżący na podłodze, ocierając twarz z niebieskiej mazi. - Narwany, nieokrzesany. Zawsze robiłeś to, co chciałeś, nie czułeś odpowiedzialności w byciu Synem Boga. Jezus spojrzał na wstającego Gabriela, jednym kopnięciem znów powalił go na ziemię. Był osłabiony, ale też sfrustrowany, a to dodawało mu sił. - Czekaj aniołeczku, od kiedy to możesz nazywać Go po imieniu? - Nie twoja sprawa – Gabriel usiłował się podnieść, ale Jezus doskoczył do niego i przydusił go do ziemi, następując na skrzydło. Ból był nie do zniesienia, obaj zdawali sobie z tego sprawę. Ostre skrzydła Gabriela wpijały się w delikatne ludzkie dłonie Jezusa, ale też kolana wysokiego mężczyzny sprawiały ból archaniołowi. - Nie? – Pytanie padło jak nóż wbijany w skrzydło. – Proszę, właśnie stoję na twoim skrzydełku, mogę go złamać? Chyba tego nie chcemy? Gabriel poczuł skurcz, Jezus zrobiłby to, złamałby mu skrzydło, degradując go jako archanioła. Przecież Archanioł nie może mieć złamanego skrzydła. Jęknął milcząc. - Gabrysiu, kochany, skąd masz przyzwolenie? – Ból szarpnął aniołem. - Mam obwieścić twoje narodziny na ziemi! – Wykrzyknął, prawie płacząc z bólu. Jezus puścił skrzydła patrząc przerażony, nadal na nich stał. - Ojciec chce się mnie pozbyć z nieba – wyszeptał lekko zdezorientowany, po chwili Gabriel znowu poczuł ból. – Dlaczego? - Nie wiem!- Krzyknął. - Łżesz! – Ryknął następując na skrzydło nogą. Gabriel zwinął się pod silnymi nogami Jezusa, ból szarpnął ramieniem i sprawił, że ramię bezwładnie leżało na podłodze. Z trudem łapał oddech, czuł smak krwi w ustach. - Chce wysłać Lucyfera do Pałacu Martwego Oddechu. Chce ci oszczędzić tego widoku. Jezus uderzył głową archanioła o posadzkę, wybijając mu część zębów. Każdy z Archaniołów może Najwyższego Bogiem nazywać przez dokładnie jeden ludzki dzień. Znaczy, że nie ma już czasu. Zawodzenie Lucyfera nadal przerywało ciszę nocy. Teraz w oknach pobliskich domów stało więcej twarzy. Ten dzień będzie na długo w świadomości każdego mieszkańca nieba. - Nie chce mi oszczędzić tego widoku. On wie, że nie pozwolę na to co się będzie działo, nie teraz, nie w ten sposób, nie… - Miałem ci powiedzieć, że za dwie godziny masz przejąć całkowicie ludzką postać na ziemi – Gabriel wstał sepleniąc przez szybko regenerujące się zęby. Jezus spojrzał na niego, ale nie uderzył go. Choć miał ochotę. - Nie zakończyłem przemiany – wyszeptał patrząc w stronę więzienia, wiedział, że to nic nie znaczy. Właśnie przegrał wielką bitwę o jedność nieba. - Mam zostać i pilnować byś nie robił głupot – archanioł rozłożył skrzydła. Jezus spojrzał na niego morderczym wzrokiem. - W takim układzie użyłbym dużo boskiego świtała podczas spotkania z dziewicą, bo możesz zmienić kanony postrzegania aniołów… - Syknął zaciskając pięści. Gabriel cofnął się. - Nie ośmielisz się. - Nie zmuszaj mnie bym ci pokazał ile we mnie śmiałości. Gabriel cofnął się do drzwi. - Odpowiesz za to! - Jasne – Jezus szedł w jego stronę. - Mamy plan, misję… - Jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa. Zapominasz, że kiedyś byłem Najwyższym, co? Gabriel zbladł. Nic nie zapomniał. Wycofał się z komnaty. Jezus został sam. „Nie chce bym tego widział” dyszał podchodząc do okna. Był coraz bardziej zmęczony, przemiana w człowieka nie przebiegała zbyt pomyślnie. „Nie chce mieć niewygodnych świadków, nie może mi spojrzeć w oczy. Od kiedy podzieliliśmy się na trzech, robi coraz więcej głupot.” Syknął gdy ból przeszył jego ciało. Kaszlnął zakrywając usta, gdy odsunął dłoń, była na nich krew. Usiadł wycierając dłoń o śnieżnobiałą szatę. „Nie. Nie przeprowadzi planu równowagi tak gładko jak mu się wydaje.”
Ten, którego imienia nie godzi się wypowiadać stał na wysokości odnowionego pałacu. Spojrzał na robotników. Pracowali dumni ze swego działa i było zaiste piękne. Ogród idealnie wykończony, piękne rośliny, pałac z mnóstwem rzeźb. Wszystko było gotowe oprócz służby. Najwyższy spłynął z wysokości na dół i zajrzał głęboko w dusze robotników. Podział był równy. Pół na pół. Jego dłoń uniosła się ku bramie otwartej na Ścieżkę Oczyszczenia. Brama zamknęła się z trzaskiem. Anioły przerażone spojrzały na swego Pana. On znów górował nad nimi. Nagle ból rozwarł im ciała. Skrzydła odpadły. Podniósł się lament, który teraz miał na stałe tu gościć. - Dlaczego? –Słychać było krzyk i płacz. Ciała kiedyś pięknych aniołów zamieniały się w czarne groteskowe odwłoki, połączenia zwierząt, demonów, stworów, jakich nikt nie widział. Nowa moc napełniała członki każdego z nich. Czerń napełniała otaczający krajobraz i każdy z nich zobaczył swój grzech. Mądrość była wielka, bo oto ujrzeli swe dusze. W duszach tych wypisana była niesprawiedliwość do tego, co się działo, chęć buntu przeciwko Panu. Widzieli siebie w przyszłości. Widzieli wielką bitwę. Ich spojrzenia zwróciły się ku Bogu, a ten zobaczył swój żal i zapłakał. Wzniósł się wyżej i wyżej. Obdarzył anioły wiedzą. Wiedza, która uczyniła mu wrogów. Wyprostował się i spojrzał na demony, które stworzył, na nienawiść, której był przyczyną. Serce boleśnie zakołatało w piersi. Demony rozpłynęły się po swoim nowym państwie ignorując siłę, do której…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kidzia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…