Wróć do katalogu

Ludzie, ludzie, ludzie 2

O człowieku, o ludziach...

pharynx, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Są chwile, kiedy mamy dość. Kiedy wydaje nam się, że zrządzenie losu jest tak cholernie złośliwe, wymierzone wprost w nas... Są chwile, kiedy rezygnacja narasta w postępie geometrycznym. Są chwile, w których... Ma się dość egzystowania. Nie, to była by przesada... -Ty! Widzisz to? – obdartus wskazał skinieniem na igłę trzymaną w łapie – z HIV-em jest. Nie chciałbyś się zakuć, nie? He, he... O żesz... -W sumie to mam w dupie. Ja mam AIDS od kilki lat, więc... Wiesz.... – nie miałem nic do stracenia, postanowiłem łgać. Mam cię. Jego twarz wydała się jeszcze bardziej koślawa. Taki grymas zaskoczonego idioty. -AIDS? – zrezygnowany opuścił igłę. -Nooo... – powiedziałem przeciągle i udając, że kicham parsknąłem na niego... -Co ty robisz człowieku?! -Zarażam... – Co się menda jeszcze głupio pyta???- Spierdalaj! – ryknąłem rzężąc potwornie. Wiecie co – nie zwiał. Usiadł i się na mnie gapił. W międzyczasie schował igłę, wytarł łapę w jakąś, równie obdartą jak on sam szmatę i wyciągnął do mnie rękę. Najpierw niepewnie, ale z minuty na minutę coraz odważniej. Uśmiechał się, ale patrzył również z szacunkiem. -Jareczek jestem. Wow! Los daje mi poznać jakiegoś krańcowo walniętego Jareczka w szarym płaszczu na futrze, a przecież był czerwiec(!), łażącego po tramwaju z igłą z HIV. Normalnie chyba zaczynam mieć szczęście... Odmiana... Postanowiłem być mocno antypatyczny: -Jestem Wojtek. Idź sobie – powiedziałem jakoś tak bezdźwięcznie. -Coś ty, chłopie. Nie widziałem jeszcze żadnego człowieka z AIDS. Muszę się napatrzyć. -Słuchaj świrze... -Nie, nie jestem świrem. Chociaż mów do mnie jak chcesz. Nie wiadomo ile życia ci jeszcze zostało... Ooo... Zapasowa Matka Teresa jakaś! -Nie widziałeś chorego? A ta igła z HIV? -Dupa, nie HIV. Igła z apteki – dopiero co otwarta. Nówka. -Aha... Napatrzyłeś się już? -Prawie. Masz pół godzinki? -Nie. -Bo chciałem cię pokazać kumplom. -Nie. -Na pewno chcieliby... -Odejdź! -To już niedaleko... -Spadaj – ja tu wysiadam. Nie łaź za mną, dobra? Mam taką prośbę jako umierający. -... Wysiedliśmy obaj na przystanku Centrum. Wszedłem do podziemia przy Centralnym. -Czekaj... – Jareczek trzymał mnie za ramię. -Chodź ze mną 30 kroków, a zrobisz kilkorgu ludzi ogromną przyjemność. Niestety kasy z tego nie będzie, ale nic się nie bój... Dam ci spokój, ale chodź... Ktoś szturchnął mnie ramieniem. Nie dam głowy, ale chyba coś wyszeptał... Zupełnie jakby w moim kierunku. Nieistotne. -Dobra. 5 minut. Ale potem... -Pójdziesz gdzie będziesz chciał, słowo Jareczka! Poszliśmy w kierunku Śródmieścia. Obfitość zapachów podziemia drażniła nozdrza. Słodkie bułki, kwiaty, galanteria skórzana mieszały się z wonią szczyn i brudu. Chłopak podszedł do grupki na oko bezdomnych, zostawił mnie w tyle i coś im klarował. Ekstra. Jeszcze mnie tu napadną albo zgwałcą... A co? Nie nadaję się?! -Chodź. To jest Olek. Wacek. Natka. A ten w kącie to pan Wiesio. – pan Wiesio łypnął na mnie tak jak kryminalista emeryt – wydawał się bowiem mocno zaawansowany wiekiem. Grupka pięciu osób... Ale wyglądali jak jedno. Ten sam zapach: smród. Ten sam wygląd: przydymieni kominiarze w bardzo chłodną zimę. Podobne zainteresowania: kontemplacja życia z perspektywy krawężnika. Jeden cel: kasa na butelkę. Byłem obserwowany z zainteresowaniem. Może bez entuzjazmu typowego dla Jareczka, ale... Każdy na swój sposób robił to oryginalnie: pan Wiesio z dystansem, Natka (pewnie Natalia) ze smutkiem, Tomek z aprobatą. I... Wacek? Wacek chyba był najbardziej nijaki w swym patrzeniu. A Jareczek nawijał – jak się poznaliśmy i jacy to z nas kumple. Skończył. Olek powiedział jako pierwszy przerywając ciszę: -Umierać to trochę tak jakby nie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych