Wróć do katalogu

M jak szef rządu

Na pewno nie political fiction =:)

Depciu, opublikowano , 14 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

M jak szef rządu

Powolnym krokiem zbliżał się luty. Było zimno, śnieg który zaczął padać nad ranem, wcale nie zamierzał przestać. Sypało coraz to mocniej, tylko dziwnym trafem, nad żyrzyńską gospodą śnieg opadał powoli małymi płatkami. Miejscowi, wiązali to zjawisko z pojawieniem się w okolicy znachora, niejakiego Mikołaja Kuszenki z Padołów Bonowskich. Mało jednak kto miał do staruszka jakiekolwiek pretensje. Ku uciesze barowiczów, zawiało komisariat miejscowej glinażerii, nawaliło w podjazd wójtowi i w drzwi budynku gminy; okolica tonęła w żywej bieli. Kuszenko podkręcił nieco głośność radia stojącego na bufecie. Spiker truł coś o nieograniczonych możliwościach ludzkiego umysłu, zachwalał telepatię mnożąc i dzieląc przykład za przykładem. - A wy, dziadku – barman postawił przed Mikołajem szklankę piwa, – dalibyście rade zrobić coś telepatolologicznie? Łowca uśmiechnął się do swoich wspomnień. W osiemdziesiątym piątym, na weselu w Bałtowie, telepatycznie roztrzaskał biesiadny stolik. No, prawie telepatycznie… Tak naprawdę to ździebko się urżnął i w czasie potańcówy zawadził niechcąco o blat stolika, a że ten był plastikowy, pękł z łatwością. Mimo tego faktu, staruszek doszedł do wniosku, że telepatia wywodzi się przecież z głowy, tak więc swój wyczyn uznał za połowiczny sukces. - Jakby tak się skupić… - uniósł nóż na wysokość oczu. Wpatrywał się… Wpatrywał się… Wpatrywał… I wpatrywał… - No zegnij się cholero! Uparte żelastwo za nic nie chciało złożyć łowcy pokłonu. - A idź że w cholerę! – zdenerwował się niedoszły telepata. - Dupa, nie magik - zarechotał pijaczyna opodal wyjścia. – Stary, głupi i … Nie dokończył. Rzucone przez Mikołaja barowe krzesełko skutecznie uciszyło delikwenta. Jego kompani zaraz poderwali się z miejsc. Kuszenko już był miedzy nimi. Gumowym szlauchem wyszarpniętym z nogawicy spodni rozłożył dwóch osiłków chybiając trzeciego który zdołał się uchylić, jednak zaraz oberwał w gębę obuchem siekiery Toporka. Kompani znachora wparowali do knajpy. Pielgrzym, odgrażając się obitym żelazem bejzbolem rozgonił towarzystwo. Gromada wyjących wieśniaków w kilka sekund przerobiła stoły i krzesła na poręczną broń. - Spadajmy, he? – powiedział Maciejas i poturlał w tłum granat hukowy. Eksplozja ogołociła okna z szyb. - Trzeba było tym debilom kilka wilkołaków oszczędzić – warknął Paweł. Znachor nabrał w ręce trochę śniegu. Wybełkotał niezrozumiałą formułkę zaklęć i rzucił pigułą prosto w drzwi baru. Po chwili łowcy podziwiali jak bar znika pod zwałami śniegu. - Do wiosny! – rzucił wesoło Maciejas odpalając silnik nyski. - Słabo, chłopaki – jęknął Toporek, - coraz mniej roboty. Albo zło wyginęło, albo mocna konkurencja. - Toporek ma rację – zgodził się Pielgrzym. – To jedyne zadanie od miesiąca. - He, i jedyne za które nam zapłacono… Mikołaj przekartkował notes. Ostatnia sobota stycznia. Akcja likwidowania wampirów koło Frampola. Wraz z Maciejasem wepchnęli do stodoły jakąś beczkę z benzyną, podłożyli ogień. Potem budowla zmieniła się w niezidentyfikowany obiekt latający. Od wysadzonej stodoły zajęły się trzy inne gospodarstw. Ucierpieli cywile… Eliminowanie wilkołaków z Kodnia też niezbyt miło utkwiło mu w pamięci. Była noc, Paweł, usłyszawszy wycie dobiegające z autokaru wrzucił tam granat dymny. Walnęło, zjechała się policja, saperzy… Skąd mogli wiedzieć że w podejrzanym autobusie grupa dewotek umilała sobie śpiewem pielgrzymkę… - Nowy wóz strażacki by się we wsi przydał – rozmarzył się hipis. – ta stara szambiarka już nieco przecieka. - Kościółek też by się wyremontowało – dodał Paweł. Po tym jak ostatnio ksiądz odpadł od ściany wraz z amboną, ludzie zaczęli omijać świątynię z daleka. Snucie planów przerwał im idący środkiem szosy Grzegorz Opoczka, stary znajomy z Kępin. Władował się do furgonu i zatrzasnął za sobą drzwi. - Co tacy smutni? – zagaił. – Roboty nie ma? Łowcy pokiwali tylko głowami. - A dupa! – klasnął w dłonie. – Po sąsiedzku się coś znajdzie. W Józefa coś wlazło. Tego z Siekierek. - Wiesz że zapuszczanie się w tamte tereny to niezbyt rozsądne – powiedział Kuszenko. - Józef nie jest z nimi spokrewniony… - Teraz, po tylu latach nikt nie wie kto nasz a kto… - Mikołaj spojrzał w niebo. – A kto zielony… - Kuria ma ponoć egzorcystę tam posłać. Żona Józefa gadała z księdzem… - Gdzie egzorcystę? – krzyknął znachor. – Tu? Na mój teren? Maciejas, kurs Siekierki! Jazda!

…

Nyskę zostawili w kryjówce; przesiedli się na motory. Śnieg był twardy, drogi przejezdne, ale gdyby narazili się jakoś miejscowym, furgon byłby łatwym celem dla rakietnicy. Wrota stodoły otwarły się leniwie i trzy motocykle ruszyły zaśnieżoną łąką w stronę Siekierek. - Śnieg tu topnieje… - zauważył Maciejas. - Promieniowanie – wyjaśnił Mikołaj. - Myślicie że dalej kombinują z tym statkiem? – Paweł uważnie rozglądał się wokoło. - U Borowiaka zginął rozrzutnik gnoju – przypomniał sobie Maciej. – Ale może to nie oni… - Jak ginie coś z żelaza, to tylko oni – odezwał się Pielgrzym. – Cholerni Złomiarze! Minęli właśnie kilka wraków samochodów, i zdemontowany rozrzutnik przy którym uwijało się paru tutejszych typków. Miejscowi splunęli na widok łowców i zaśmiali się machając wyklepanymi na sztorc sierpami. Maciejas pokazał środkowy palec. Trzy ostrza ze świstem prześcignęły motocykle. Dodali gazu, gdy kilka sztachet musnęło tył pojazdów. - Ale dzicz – warknął znachor. Przecięli stara część wsi, i skierowali się w stronę nowego osiedla, gdzie stały nieliczne, murowane chałupy. Przy wjeździe na terytorium Józefa czekał na nich nastoletni Rafał, wnuk Józefa. W obu rekach chłopak trzymał ciężką siekierę. - Dziadek trochę zdziwaczał – wytłumaczył, wprowadzając łowców do mieszkania. – Jest cały blady, ma wciąż otwarte oczy. Od ośmiu godzin siedzi na kanapie przed telewizorem i ciągle się ślini… Józef, faktycznie wyglądał nieszczególnie ciekawie. Wargi sine, oczy szeroko otwarte i mocno przekrwione. Wydawał się być całkowicie pogrążony w oglądaniu jakiegoś kabaretu. - Siły nieczyste – rzekł Maciejas. Wahadełko wyraźnie wygięło się w stronę Józefa. - Musiało wyleźć z telewizora – ocenił Kuszenko. – Chochlik mentalny, zupełnie nie groźny. Pożywia się radością żywiciela… Wideo działa? Rafała zdumiała taka szybka zmiana tematu. - Tak… - przytaknął niepewnie. - Wpadnij do Roniszków – Mikołaj nabazgrał coś na kartce, złożył na pół, i podał chłopcu. – Powiedz że ja o to prosiłem, Roniszkowa na pewno pomoże. Dobra? - Jasne. Ale do czego ten spis? - Do egzorcyzmu – powiedział Pielgrzym, - Mikołaj wie co robi. Wrócił po dwudziestu minutach z reklamówką wypchaną kasetami…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych