Magazyn
Widok samotnych, starych magazynów, gdzieś na obrzeżach miast popchnął mnie do napisania tego a'la horrorku:)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Robert głośno odetchnął. Wybicie godziny szesnastej oznaczało dla niego koniec pracy. Sprzątanie wielkiego magazynu było zajęciem ciężkim oraz dość monotonnym, jednak comiesięczna pensja zasilająca jego konto z nawiązką rekompensowała włożony w pracę trud. - Co, Robert, koniec już na dziś, no nie? Pan Stefan był dozorcą tego budynku. Jedyną istotą, która poza Robertem tu pracowała. Nie wiadomo było dokładnie od jak dawna pan Stefan pełnił funkcję dozorcy. Ten sympatyczny, wysoki, lekko przygarbiony i zasuszony staruszek zdawał się być tutaj od zawsze. Robert niejednokrotnie próbował wyciągnąć coś ze starca o nim samym, jednak ten uparcie milczał. Po paru próbach chłopak ostatecznie się poddał, choć jego ciekawość cały czas płonęła. - No koniec. Trzeba w końcu trochę odpocząć po robocie, no nie? - Kiedyś trzeba... – odparł dozorca z dziwnym uśmiechem. Robert wyszedł z magazynu i zbliżał się do swojego samochodu. Dostał go na osiemnaste urodziny. Czarny, odremontowany Volkswagen Golf był jego największą dumą oraz skarbem. Większość swojej pensji wkładał w modernizację samochodu. W drodze do niego Robertowi towarzyszył dozorca. - A właśnie Panie Stefanie, mam pewne pytanie. Mogę? - Wal chłopcze, ale nie gwarantuję, że odpowiem. - Pracuję już tu jakiś czas, a nie widziałem nikogo innego tutaj poza nami. To dość duży budynek i nie powinni tu być jeszcze jacyś ochroniarze, psy stróżujące, albo alarmy? Pan Stefan zatrzymał się. Na jego twarzy pojawił się dziwny grymas połączony z kpiącym uśmieszkiem. Robert zdziwiony taką reakcją też przystanął. - Nie ma tu żadnych ochroniarzy, żadnych psów ani żadnych alarmów. Nigdy nie było, i jak sądzę nigdy nie będzie. - Co? Dlaczego? - Bo to całkowicie zbyteczne – na twarz staruszka powrócił dobrotliwy uśmiech. – Nie zaprzątaj sobie tym głowy. No, to ja już idę. Miłego weekendu – dozorca pozdrowił Roberta dłonią, po czym udał się do swojej stróżówki. Chłopak jeszcze przez chwilę stał przy samochodzie rozważając dziwaczne słowa oraz reakcję dozorcy. Wzruszył ramionami w końcu, i zasiadł za kierownicą swojego ukochanego samochodu by wrócić do domu. Staruszkowi zapewne odbiło z samotności, choć wygląda to na nieszkodliwego szmergla. Nie było, co się tym martwić, dziś czekała go nieźle zapowiadająca się impreza z paczką. Zero problemów – to lubił. ***
- Pierdolisz? Zero zabezpieczeń? – Guma pociągnął solidnego łyka piwa z pokalu opróżniając go przy tym do połowy. - No tak jak mówię – zupełne nic. Sam się zdziwiłem – Robert zaciągnął się głęboko papierosem. Reszta paczki w milczeniu słuchała. Większość z nich była tym typem ludzi, których się na ulicach unika, szczególnie, gdy jest ciemno, a wokoło nie ma żywej duszy. Robert poznał ich przypadkiem, gdy jeden z jego znajomych poprosił go o dostarczenie niewielkiej paczki pod pewien adres. W efekcie trafił do mieszkania Gumy, gdzie w najlepsze trwała impreza. Alkohol lał się obficie, w efekcie, czego coraz więcej par dawało się ponieść hormonom. Do kompletu brakowało tylko narkotyków, ale okazało się, że dostarczając paczkę, rozwiązał ten problem. Z wdzięczności Guma zaprosił Roberta do dołączenia do imprezy. Wtedy też pierwszy raz Robert poczuł odlot narkotykowy. Do domu powrócił nad ranem, ale było warto. Potem jeszcze kilka razy podrzucał im dragi, przez co udało mu się wkupić do grupy. Byli razem silni. Robert – chudzielec, tchórz oraz drobny cwaniaczek miał poczucie siły będąc z grupą. Nikt go nie zaczepiał, nie popychał – inni go szanowali, dlatego starał się robić, co mógł, aby pozostać w grupie Gumy. - No dobra, kurwa – Guma przechylił się przez stół w kierunku Roberta. – Nie wiadomo, co jest w skrzyniach, nie ma żadnych alarmów, pałkarzy i innych gówien, a całego obiektu pilnuje jeden zasuszony dziadek. Ponadto cały ten magazyn jest położony na głębokim zadupiu poza miastem. Powiedz no mi, co byś powiedział jakbyśmy sobie tam weszli i dokładnie sprawdzili, co tak naprawdę tam jest, co? Reszta grupy potwierdziła pomysł zgodnym pomrukiem. - Coś tak zbladł Robert? Nie chcesz sprawdzić, co dziadek tam chowa? – Guma przybliżył się tak bardzo, że Robert czuł na sobie jego cuchnący piwem oddech. – Pękasz? - Nie, ja...hmm, cóż... a jeśli cos się komuś stanie? Odpowiedzią był głośny wybuch śmiechu. Cała grupa rechotała w najlepsze, jakby usłyszeli świetny żart. - No, co Ty, idziemy przecież tam tylko obejrzeć sobie skrzynki, nie? Przecież nie ma tam żadnych ochroniarzy – tak, więc nie ma nawet, komu wpieprzyć. A o staruszka się nie martw. Unieruchomi się go tylko trochę, nie chcemy przecież żadnych poważnych kłopotów, nie? Robert nie wiedział, co odpowiedzieć – z jednej strony, jeśli by odmówił mogliby go po prostu wyśmiać i wyrzucić z grupy. Z drugiej zaś, cholernie się bał, że może mieć potem przesrane jak nigdy. Policja, więzienie... Ale był częścią grupy, był silny. Poza tym Pan Stefan mógł mu powiedzieć, co jest w skrzyniach, wtedy nie było by żadnego problemu. Tak...właśnie...żadnego problemu. - Idę z wami. Jasne, że idę. Jesteśmy razem, nie? ***
Księżyc świecił jasno jak nigdy przedtem się nie zdarzało. Było jasno, przez co magazyn był doskonale widoczny. - Dobra, pamiętajcie – zero niepotrzebnego hałasu, wszystko tak jak uzgodniliśmy – Guma przypomniał wszystkim. Plan był prosty: jeden z nich ogłusza i krępuje dozorcę, reszta wchodzi na teren magazynu przez dziurę w ogrodzeniu. Do wnętrza budynku dostają się bocznymi drzwiami. W środku, sprawdzają skrzynie, i
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Jgbart
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…