Magellan
Stefan poszukuje Magellana.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Magellan Stefan spacerował z Magellanem. Była ładna pogoda, świeciło wiosenne słońce. Na deptaku panował duży ruch. Wielu ludzi spacerowało. Parami, trójkami, liczniejszymi grupami. Dochodziły od nich dźwięki zadowolenia, radości, śmiechu. Słychać też było odgłosy płaczu, zwątpienia, rozpaczy. Stefan starał się nie spuszczać oka ze swego Magellana, bał się mu zginąć. Jednak tego dnia ruch na deptaku był wyjątkowo duży, jak żadnego innego dnia. I Stefan nie opacznie oddalił się, zapatrzył się w bogato przystrojone okno wystawowe. Handlarz zachęcał, zapraszał, objaśniał, gestykulował, uśmiechał się. Stefan wszedł do środka. Rozglądał się ciekawie po zapełnionych półkach, z zainteresowaniem słuchał objaśnień sprzedawcy. Był wesoły i beztroski. Dopiero po czasie stwierdził, że kogoś brakuje, że kogoś obok niego nie ma. Z trudem oderwał wzrok od kolorowej reklamy, od kuszących świecidełek i przyjaznych pomrukiwań sprzedawcy. Wyszedł natychmiast ze sklepu. Obrócił się, Magellana już nie dojrzał. Zniknął w tłumie spacerujących, śpieszących się, biegnących. Wokół nieznane, obce twarze. Stefan stanął na palcach, rozglądał się niespokojnie na wszystkie strony, ponad głowami wypatrywał znajomego kształtu filcowego kapelusza. Ani śladu. Nigdzie. Tylko ludzie, których nie znał. Nikt z nich nie zwracał uwagi na podenerwowanego Stefana. On się przeląkł, przestraszył. Roztrącając energicznie idące osoby przebiegł kilka metrów do przodu, obracał głową w różnych kierunkach. Nie ma. Nie ma. Zatrzymał się, zawrócił. Dotarł do tego samego okna wystawowego. Kupiec uśmiechał się nadal, ponownie zapraszał do wnętrza. Stefan wypatrywał. Przed tym sklepem się rozstali, tu się widzieli po raz ostatni. Powinien się tu zjawić, powinien czekać. Magellana nie było. Stefan spocił się, ciało zadrżało, niepokój ścisnął serce. Został sam. "Co będzie dalej, gdy go nie odnajdę?", pojawiła się myśl. Odrzucił ją gwałtownie. "Niemożliwe. On musi gdzieś tu być, nie mógł tak niezauważenie przepaść. Na pewno też mnie szuka". Trochę spokojniej przeszedł na drugą stronę deptaka, oczami lustrował napotykane twarze. Ujrzał mężczyznę w kapeluszu. Ucieszony podbiegł natychmiast do niego. Odchylił kapelusz, przyjrzał się uważnie. Nieznane spojrzenie. Nie, to nie on. To nie on. Mężczyzna zapytał. - Kogo szukasz człowieku? - Zgubiłem Magellana. - To szukaj, szukaj. Przecież musisz go znaleźć. - Tak, muszę - odpowiedział Stefan. Szedł przed siebie. Zatrzymywał ludzi, zaglądał im w oczy, odkrywał zasłonięte twarze. - To pan? To może pan? - zapytywał gorączkowo. - Nie. Nie. Nie - odpowiadali zniecierpliwieni, obcy ludzie. Stefan nie ustawał w poszukiwaniach. Biegł do przodu, cofał się, podążał raz w lewą, raz w prawą stronę, tracił orientację. "Gdzie on jest? Gdzie mógł się podziać?", myślał rozpaczliwie. Zatrzymał przechodzącą kobietę. - Nie spotkała pani mężczyzny w filcowym kapeluszu? - Młody? Stary? Wysoki? Niski? Powiedz dokładnie jak wyglądał - kobieta wypytywała o szczegóły. Stefanowi trudno było określić wygląd Magellana. Nigdy mu się tak dokładnie nie przypatrywał, nie był ciekaw. Wystarczało, że on był w pobliżu, obok niego. Ale na pewno by go poznał. Gdyby tylko mógł go zobaczyć. Zastanawiał się. - Nie wiem. Nie przypominam sobie. - To jak ty biedaku teraz go znajdziesz? Jak będziesz żył bez niego? - kobieta współczuła. Odeszła na swoją trasę. Stefan stał zakłopotany. Spuścił głowę, zbierało mu się na płacz. Przechodzący obok ludzie spoglądali obojętnie na niego. Nagle usłyszał gwizd. Krótki gwizd. Podniósł głowę, wytężył słuch. Gwizdnięcie powtórzyło się. Jeszcze raz. Jeszcze. Poznawał. Poznawał znajomy dźwięk. Pośpieszył w kierunku skąd on nadchodził. Gwizd ustał. Stefan zatrzymał się. Słyszał wyraźnie oddechy spacerujących ludzi. "Nie może przestać, nie może przestać, inaczej go nie znajdę", gorączkowo myślał. Dźwięk powtórzył się znowuż kilkakrotnie. Stefan odetchnął. "Zaraz go odszukam. Wszystko będzie tak jak dawniej. Teraz go znajdę", biegł w tym kierunku, wypatrywał znajomej sylwetki. Podbiegł do człowieka, który stał i gwizdał. Równocześnie z nim podbiegło kilku innych ludzi. Stanęli zawiedzeni. - To nie on! - wykrzyknął rozczarowany Stefan przyglądając się uważnie starszemu mężczyźnie. Inna myśl pojawiła się. "A oni, ci obok mnie? Też samotni, zagubieni? Też szukają niecierpliwie? Aż tylu ich?". Młoda kobieta rozpychała stojących, zawiedzionych, odwracających głowy. Grymas wykrzywiał jej twarz, obłąkane oczy, spocona. Ujrzała gwiżdżącego mężczyznę. Nienaturalny, krótkotrwały okrzyk wyrwał się jej z gardła. Wyraz ulgi złagodził ostre rysy jej twarzy. Naprężone jej członki rozluźniały się, drżące ciało uspokajało się. Osunęła się na ziemię, obejmowała mężczyznę za nogi, nie pozwalała mu się wyzwolić ze swego uścisku. On próbował ją podnieść, nie udawało się. Usiadł na ziemi, przy niej. Trzymali się kurczowo nawzajem, jakby bojąc się ponownie rozdzielić, znów rozłączyć, by potem szukać się rozpaczliwie. Teraz byli szczęśliwi. Byli razem. Zajęci sobą nie zwracali uwagi na stojących obok. Ci początkowo przyglądali im się zazdrośnie, później odwracali głowy nie chcąc być świadkami spotkania. By samemu nie czuć się nieszczęśliwym. Spoglądali nieufnie na siebie, którzy przybiegli zwabieni gwizdem. Przepraszali za swą natychmiastową gotowość, za szybkość odpowiedzi, prędkość odzewu. Zawstydzeni swą samotnością spuszczali oczy, odstępowali czym prędzej, odchodzili, mieszali się z tłumem spacerujących. Nie pragnęli dłużej przebywać w swym towarzystwie. Stefan odszedł od szczęśliwej pary. "Co robić? Co robić?", niepokoił się. "Jak dalej żyć bez niego?" Czas mijał. Ruch na deptaku zmniejszał się. Zapadał zmrok. Stefan usiadł na parapecie okna. Obcy człowiek przysiadł się. - Od dawna go szukasz? - spytał życzliwie. - Od popołudnia. Skąd pan wie? - Stefan zdziwił się. - To widać po tobie. Po twarzy, po oczach. Po twoich ruchach. - A pan? - Ja swojego nie szukam. Odszedłem, wyzwoliłem się. Jestem sam. - To tak można? Samemu? - Nawet lepiej. Bił mnie. Prześladował. A ja składałem ręce do niego. Kopał. Znieważał. A ja przed nim klękałem. Chciał ze mnie zrobić niewolnika. Zbuntowałem się, odszedłem. - Ja tak nie chcę. Brakuje mi jego. Pragnę być razem z nim. - Teraz tak mówisz, bo dopiero co go utraciłeś. Na początku jest ciężko. Ja to przetrzymałem. Teraz jestem wolny. Jest mi dobrze. Ty też spróbuj. Nie szukaj go więcej. - Boję się. Sam. Nigdy nie byłem sam. Zawsze on mi towarzyszył. Zawsze z nim. Podpowiadał, ostrzegał, wskazywał. Każdy spacer z nim. Nigdy sam. Jego myśli były moimi myślami. Jego odczucia były moimi odczuciami. Przyzwyczaiłem się. Nie wyobrażam sobie by mogło
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Gomez
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…