Wróć do katalogu

Magia i nieznajomy

Historia spotkania z tajemniczym nieznajomym w ciemnej nocy.

jaroslaw.juszkiewicz, opublikowano , 8 min czytania, 2,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Niebieski ekran prostokątnego monitora wyglądał tego dnia szczególnie złowieszczo. Mały napis w lewym górnym rogu, stworzony typowo kanciastą czcionką obwieszczał wyraźnie że pod nim znajdzie się zaraz rozdział pierwszy. Jednak kto miał odwagę zajrzeć nieco niżej mógł zobaczyć tylko pustkę. Pustkę od pomysłów i totalnie wypranie autora powyrzucawszy słów z jakiegokolwiek pomysłu. Siedziałem tak sztywno od jakiejś solidnej chwili, nie potrafiąc napisać nawet jednego słowa więcej. Wbrew pozorom pierwsze słowa są dla twórcy jednym z najważniejszych osiągnięć, stojących u podwalin każdego wiekopomnego dzieła. Prawy kciuk ześlizgiwał się stopniowo z długiego klawisza spacji żeby zaraz powrócić na poprzednie miejsce. Mocno podirytowany zaistniałą sytuacją wstałem gwałtownie z krzesła i nerwowo wytarłem obie dłonie o niebieskie Jeansy. Oprócz nich miałem na sobie również niebieską koszulkę polo z żółtymi pasami na kołnierzyku. Spojrzałem na zegarek, który miałem na ręce i stwierdziłem że jest pół do jedenastej. Odruchowo rzuciłem okiem za trzyczęściowe okno za którym widniała już ciemność, przerywana światłem pobliskiej latarni ulicznej. nie ma co – stwierdziłem znużony w myślach i skierowałem się w stronę na poły otwartych drzwi od pokoju. Zawsze mnie one denerwowały ponieważ były podobnie jak niejaka wykładzina, którą wyścielono całą podłogę w pokoju. Niebieska wykładzina i trupo blade drzwi, wykonane ze sklejki potrafiły nieraz popsuć mi humor na długie godziny i wprawić w ogólno pojęte przygnębienie. Pewnie dlatego że były nijako świadectwem starych czasów, w których gnębiło się intelektualistów, a władza robotniczo - chłopska panoszyła się po ulicach. W wytłoczonych wzorkach na szybie w nieszczęsnych drzwiach odbijało się słabe i niebieskie świtało ekranu monitora. Dopiero teraz uświadomiłem sobie że nie wyłączyłem komputera. Jednak stwierdziłem że nie chcę go wcale gasić. Wiedziony niemal że zawodowym instynktem dziennikarza, któremu nie zupełnie udało się obronić pracę magisterską szarpnąłem za plastikowa klamkę, która przez lata naciskana różnymi rękoma tymczasowych lokatorów wyrażanie już obwisła. Przedpokój był prawie o połowę mniejszy niżeli pomieszczenie z komputerem, ale za to o wiele lepiej się w niej czułem. To za sprawą morze nie wysokiej jakości, ale za to o wiele atrakcyjniejszych dla oka desek równo ułożonych wzdłuż każdej ze ścian. Doskonale pasowały do ciemnego dywanika, który niczym jego czerwony odpowiednik w Hollywood ciągnął się do niemal że bliźniaczych drzwi na przeciw pokoju biurowego. Gdzieś mniej więcej na środku jego krótkiej trasy docierała do jego bocznej krawędzi następna odnoga, prowadząca prosto do wyjścia. Zastanowiłem się przez chwilę co robić dalej. Noc była stanowczo za młoda żeby iść spać. Zawsze przecież byłem nocnym markiem. Dlatego zwinnym ruchem zwiesiłem niebieską kurtkę letnią z ogromnymi kieszeniami na piersiach i zamaszyście zarzuciłem materiał na grzbiet. Gdy schylałem żeby zawiązać lewego buta zegar wiszący na ścianie nieopodal mnie wybił punktualnie północ. - północ, godzina duchów i łowców weny - mruknąłem do siebie gdy zamykałem obite z zewnątrz drzwi. Przekręciłem klucz w zamku i wcisnąłem przycisk przywołania windy, której stalowe drzwi znajdowały się w środkowej części długiego korytarza. Ściany niegdyś pomalowane na żółto teraz z rzadka świeciły farbą w takim właśnie kolorze. Ponieważ dzielnica nie cieszyła się szczególnie dobrą opinią gdzieniegdzie widać było napisy wykonane tanim sprayem, albo mazakiem.

Ostatnia przeszkoda w postaci dwóch skrzydeł drzwi do bloku została pokonana, a moje gumowe podeszwy zetknęły się w końcu z chropowatą powierzchnią pierwszej płyty chodnika. Rozejrzałem się w około, ale jak zawsze o tej porze ulica świeciła pustkami. Wyjątkowo ciemna noc całkiem udanie rozproszona przez liczne latarnie uliczne dawała poczucie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych