Wróć do katalogu

Magiczna przepowiednia (rozdział I)

przeczytajcie sami:) pisane dawno: prawie dwa lata temu wiec wybaczcie niedociągnięcia:)

guska91, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Gdy zaczyna się ta opowieść jest ciemna, burzliwa noc. Takie noce są rzadkością Latem. Wracałam do domu po dość długim pobycie u znajomej wróżki. Rodzice pojechali, jak już wspomniała, na urlop, wiec mogę robić to, na co mam ochotę. Na przykład mogę chodzić gdzie chcę, jeść, co chcę i wracać do domu o godzinie, w której przyjdzie mi na to ochota, nie martwiąc się o to, ze w domu czeka mnie kolejna długa rozmowa na temat: „Czy ty wiesz jak ja się o ciebie martwiłam?”. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku. Miałam dużo do przemyślenia, wiec nie szłam zbyt szybko. Wróżka powiedziała mi, ze mogę się spodziewać znaczących zmian w moim życiu: „, Gdy noc nastanie, a po nocy dzień przyjdzie, to, czego się obawiasz, lecz w innej formie nastąpi. Przyniesie cos bardzo nieoczekiwanego. Coś, co na zawsze zmieni twoje życie.” Na tym się skończyła przepowiednia. Zapłaciłam za usługę 5 dolarów i odeszłam. Nie wiedziałam, co to może oznaczać. Jednak czegokolwiek to miała być zapowiedz, musiałam się dowiedzieć jeszcze przed czasem, gdyż w przeciwnym wypadku zżarłaby mnie ciekawość. A przypuszczam ze nie było by to zbyt dobre posuniecie, gdyż nie mogłabym Wam opowiedzieć do końca tej historii, a poza tym troszkę głupio na początku książki trącić główną bohaterkę, prawda? Idąc przez opustoszałą dzielnicę mojego miasteczka, mogłam się spokojnie zastanowić nad obecną sytuacją. Bardzo mnie ciekawiły słowa wróżki. Nawet nie spostrzegłam, gdy stanęłam przed drzwiami domu i zaczęłam szukać kluczy. Po chwili weszłam do obszernego pomieszczenia, które służyło za hol. Z niego przeszłam szybkim krokiem do dużego salonu, usiadłam w wygodnym fotelu, wzięłam do ręki pilota od telewizora i włączyłam to hałaśliwe pudło. Przeleciałam krytycznym okiem po rozkładzie stacji telewizyjnych i zatrzymałam wzrok na programie, który wydal mi się interesujący. Niestety znudził mnie dość szybko, wiec wyłączyłam telewizor i poszłam do łazienki. Po wyjściu z niej byłam już umyta, wiec położyłam się spać. Kiedy się obudziłam, było jeszcze ciemno, wiec postanowiłam ze jeszcze chcąc na chwile zamknę oczy. Ponownie otworzyłam oczy chwile po godzinie 10. Zapowiadał się kolejny, bardzo nudny dzien., Jak co rano podeszłam do sporego lustra, które wisiało w holu i zaczęłam się bacznie przyglądać mojemu odbiciu. I (jak można było przewidzieć) zobaczyłam to samo lico, co wczoraj, dwa dni temu i tak dalej. Chciałam by cos się wreszcie zmieniło! I, jak na zawołanie, na mojej gładkiej dotąd twarzy, zaczęły się pojawiać pryszcze! Najpierw jeden, a po chwili już było ich sześć! Tak się przestraszyłam ze o mało nie wyskoczyłam ze skory! Ale na domiar złego, na koniec na samym czubku mojego ślicznego noska, wyskoczyła wielka brodawka! Pobiegłam natychmiast do łazienki, i rozpoczęłam rozpaczliwe poszukiwania pomocy w przyborach toaletowych mojej mamy. Przecież ona tez, od czasu do czasu, musi mieć jakiegoś pryszcza, a co za tym idzie również cos do ich zwalczania. Moje poszukiwania trwały dość długo, gdyż moja mamusia ma bardzo przestronna i pojemną kosmetyczkę oraz dwie szafki wypełnione po brzegi rozmaitymi flakonami i pudełeczkami. Buszowanie w ich ogromie niestety nie dało żadnych rezultatów. Czyżby wyjeżdżając zabrała wszystko ze sobą? Ależ miała przecież tylko trzy walizki! Moja cierpliwość skończyła się po godzinie poszukiwań. Na domiar złego, pryszcze zaczęły okropnie swędzieć i ledwo się powstrzymałam przez rozdrapaniem własnej twarzy. Nagle mnie olśniło. To na pewno jest uczulenie. Może cos zjadłam albo miałam kontakt z jakimś alergenem? Jedno jest pewne, musze zażyć wapno, a wszystko wróci do normy. Niestety wapno mi nie pomogło, a to, co się zaczęło dziać było straszne. Pryszcze jakby się mnożyły w tajemniczy sposób. Jeszcze trochę i zaczną strzelać. Musze zadzwonić po lekarza, może to jakąś choroba - przeszło mi przez głowę. Telefon był bez ustanku zajęty. Stanęłam przed lustrem zrozpaczona. Tego było już za wiele. Żałowałam, ze tak gorąco zapragnęłam, by cos się zmieniło w moim wyglądzie. Teraz już chciałam, by nic się nigdy nie zmieniało. Po jakiejś minucie wszystkie pryszcze i brodawka zaczęły na szczęście znikać. A po godzinie nie było już po nich śladu. I cale szczęście! Przypuszczam, ze długo bym jeszcze stała zaskoczona przed tym lustrem, gdyby nie to, ze usłyszałam dźwięk telefonu. Pobiegłam szybko do aparatu. W słuchawce brzmiał głos mojej najlepszej przyjaciółki, Lucy Mc’Mill. -Cześć Janet!- Usłyszałam na powitanie- Czy chciałabyś pójść dzisiaj ze mną do tego nowego sklepu na drobne zakupy? -Witaj Lucy. Z chęcią wybiorę się z tobą. Może sobie tez cos kupie? Musze sobie poprawić nastrój. Wiedziałam, co dla Lucy znaczy termin „drobne zakupy”. Ona uważa ze drobne zakupy, to

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych