Wróć do katalogu

Małpionki

Rzecz o dwóch gościach w lesie.

krass, opublikowano , 10 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Kurwa, przecież to niemożliwe, żeby 10 000 lat cywilizacji tak zwyczajnie z dnia na dzień poszło się jebać.

Łaziliśmy po lesie. Ja i Hektor. Było gorąco. Co jakiś czas przystawaliśmy, żeby zebrać kilka grzybionków, czy jakieś jagódki. Nawet nie było co liczyć na dzikusa, wszystkie wyniosły się jakiś czas temu. Niedługo znów trzeba będzie ruszyć w drogę przez kontynent.

- Musiał przecież gdzieś zostać jakiś ślad - ciągnął swój wywód Hektor, nie wiedzieć czemu niespokojny jakiś dzisiaj - Choćby pod ziemią. - Może i został - przytaknąłem niechętnie - Ale co z tego?

Mój towarzysz przystanął. Położył na ziemi niezdarnie sklecony z suchych gałęzi kosz do połowy zapełniony darami lasu i ze złością kopnął w drzewo. Zaraz potem złapał się za bosą stopę i zaczął podskakiwać na jednej nodze, klnąc przy tym niemiłosiernie. Przypomniał mi się stary film - z trudem powstrzymałem śmiech.

- Chyba złamałem palika - powiedział Hektor, uspokoiwszy się po chwili nieco i usiadłszy na ziemi. - Pokaż - powiedziałem, kucając przy towarzyszu. Po krótkich oględzinach zaprzeczyłem jego przypuszczeniom. - Nie złamałeś - oznajmiłem - Ale kopnij jeszcze raz, może złamiesz.

Hektor nic nie odrzekł, tylko wstał, wziął swój kosz i kuśtykając, powlókł się dalej.

***

{i}Była sobota, słoneczny styczniowy dzień. Leżałem obok Glorii i gładziłem jej ciało końcem palca. Spała słodko, zmęczona tym, co przed chwilą robiliśmy; kąciki jej ust unosiły się jednak w zadowoleniu, gdy moja dłoń łaskotała jej skórę. Oczy zaczynały mi się kleić i najchętniej również bym zasnął, ale około szesnastej musiałem zjawić się w pracy. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i poszedłem do łazienki, żeby wziąć prysznic.{/i}

***

Hektor zapomniał najwyraźniej, że boli go noga, bo przestał kuleć i wyraźnie przyspieszył kroku.

- Ej! - krzyknąłem za nim, gdy w pewnym momencie zniknął mi między drzewami. Cofnął się i spojrzał na mnie spode łba. - Co? - No po co tak zapierdalasz? - zapytałem - Do nocy jeszcze kupa czasu, a mamy już prawie pełne kosze. - Myślałem, że podejdziemy jeszcze na rybionki - odparł Hektor, całkiem głupio. - A wędki se z chujów wystrugamy? - zdenerwowałem się - Coś ty, chłopie, jakiś dziwny dzisiaj jesteś.

***

{i}Wykąpałem się, ubrałem i poszedłem do sypialni, aby pocałować Glorię na do widzenia. Mojej dziewczyny nie było jednak w łóżku. Prawdę mówiąc łóżka nie było również. Zaskoczony rozejrzałem się po pomieszczeniu i stwierdziłem, że brakuje także kilku innych mebli i dywanu.

- Co jest? - powiedziałem na głos i w tym samym momencie poczułem, że spadam. {/i} ***

- Wracamy - zakomenderowałem, zebrawszy kilka grzybionów spod drzewa i dopełniając kosz. - Czekaj - mruknął Hektor. Spojrzałem na jego kosz - również był pełny. - Możesz tu podejść? - zapytał Hektor. Jakoś dziwnie, ale podreptałem kilka kroków w jego kierunku. - Co jest? - zapytałem i w tym samym momencie poczułem, że spadam.

***

{i}Nie było Glorii, nie było domu, nie było ulicy, nie było miasta. Nic nie było. A zarazem było dużo. Polana, las, w oddali małe jeziorko.

- Jezu - powiedziałem zdezorientowany.

Było mi zimno, nie nawykłem do nagości w środku zimy. Zacząłem wzywać pomocy i biegać, trochę bez sensu, ale przynajmniej trochę się rozgrzałem. {/i} ***

- Wyciągnij mnie stąd! - krzyknąłem z dołu. Wpadłem do jakiejś głębokiej na 4-5 metrów dziury w ziemi, ale na szczęście nic mi się nie stało. - Nie mogę - odparł Hektor. Nie widziałem jego twarzy, na tle przezierającego przez korony drzew słońca była jedynie czarną plamą. - To weź jakiś patyk! - wrzasnąłem wściekły - Albo gałąź urwij, chyba nie muszę ci mówić! - Nie mogę - powtórzył Hektor i czarna plama znikła z moich oczu.

***

{i}Biegłem przez las. Ślizgałem się bosymi stopami po śniegu, co jakiś czas upadałem. Dyszałem ciężko. W końcu, wyczerpany i przerażony padłem na ziemię, dysząc ciężko. Rozejrzałem się wokół siebie. Byłem na tej samej polanie, na której znalazłem się gdy wszystko zniknęło. {/i} ***

- Hektor! - wrzasnąłem - Hektor!

Ale mój towarzysz nie odpowiedział. Spróbowałem wdrapać się, chwytając wystające korzenie, ale zostawały mi w dłoniach. Po chwili spadła mi na twarz grudka ziemi.

- Co ty, kurwa, robisz? - zapytałem, ale już wiedziałem doskonale co robił Hektor. Zakopywał mnie żywcem.

***

{i}Leżałem na plecach i myślałem, że umieram, ale wtedy usłyszałem skrzypienie śniegu.

- Bogu dzięki - usłyszałem czyjś głos - Bogu dzięki! {/i} ***

- Z czystej ciekawości - powiedziałem próbując osłonić się przed spadającą na mnie ziemią rękoma - Kiedy wykopałeś ten dół? - W nocy - odparł łaskawie Hektor - Śpisz jak popo.

Najpierw próbowałem odrzucać ziemię do góry, w stronę Hektora. Ale szło mi marnie, tym bardziej, że zaczął sobie pomagać jednym z naszych koszy, który najwyraźniej opróżnił z grzybionów i jagodników, by dary lasu zastąpić ziemią. Później znów próbowałem się wspiąć, ale cholerne korzenie odrywały się od mokrej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych