Mały Aniołek
Powieść. Dziewczyna o imieniu Andżelika przyjmuje pod swój dach sierotę z Japonii. Jest to dopiero początek, więc proszę o opinie, czy mam zamieścić ciąg dalszy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1. List Był piękny, lipcowy dzień. Andżelika wracała z uczelni, pełna najlepszych myśli. Promotor powiedział jej, że może oczekiwać na obronę w przeciągu dwóch tygodni. Jakby tego było mało, wystawił jej na pracy piątkę. Może to i było oczywiste, ale jej promotor lubił stawiać dobre oceny za pracę, a o jej pracy powiedział, że jest bardzo piękna. To było ciekawe, bo praca dotyczyła rozwoju reklamy w mediach i miejscami wydawała się trochę nudna, zwłaszcza w początkowej części, gdzie Andżelika pisała o teorii reklamy. Mimo to promotor ocenił jej pracę bardzo wysoko i pochwalił ją, że przebrnęła przez całe studia bez problemów, no i zapowiedział, że podczas obrony będzie jej bezustannie pomagał. Tak, Andżelika miała prawo być szczęśliwa. Za około dwa tygodnie będzie magistrem, a potem wyjedzie na wakacje, ostatnie w jej życiu. Pełna radosnych myśli wracała do domu. W domu czekali na nią rodzice. Tak, pomimo dojrzałego wieku, Andżelika nie przestała z nimi mieszkać. Pojutrze miał przyjechać do niej Tomek, jej chłopak, aby zabrać ją na kolejną randkę. Jak widać, dziewczyna miała piękne plany na przyszłość. Z Tomkiem znała się od początku studiów; chodzili ze sobą jednak dopiero trzeci rok. Mimo to Andżelika była zadowolona. Przez pierwsze dwa lata poznawała tego zabawnego, choć szarmanckiego chłopaka, który za życiowe motto stawiał sobie słowa: „Dżentelmeni nie są gatunkiem na wymarciu.” Ale wola Boska, która ma najdziwniejsze pomysły i to nie zawsze zgodne z pomysłami ludzi, szykowała jej ogromną przemianę w życiu. Może wydać się to przypadkiem, lecz w przyrodzie czegoś takiego nie ma, że Andżelika tego dnia wracając do domu zaczęła rozmyślać o ślubie i o tym, że zostanie matką. Takie myśli wydają się całkiem na miejscu, ale Andżelika planowała ślub dopiero po znalezieniu pracy. Tak więc ta myśl, jakkolwiek od niej jeszcze odległa, dopadła ją tego dnia na ulicy. „Ciekawa jestem, jak to jest być matką” – rozmyślała. „Przecież trzeba wyrzec się tylu przyjemności, znosić wszelkie problemy z uśmiechem... Najpierw trzeba wziąć ślub, a przecież wiadomo, że to dość ciężka sprawa. Potem przez dziewięć miesięcy trzeba znosić wszelkie niewygody, bóle kręgosłupa, żylaki, poranne mdłości... Następnie urodzić w bólach to dziecko, a potem znosić jeszcze gorsze tortury, jak na przykład wstawanie o trzeciej nad ranem, by nakarmić maleństwo. Ciekawa jestem jak kobiety to znoszą? W życiu nie chciałabym przechodzić przez coś podobnego! Może za parę lat, ale nie teraz!” Tak myśląc, uśmiechnęła się do siebie. Przecież Tomek nawet się z nią jeszcze nie zaręczył, ba, nawet o tym nie wspominał! A jej takie myśli krążą po głowie! „To głupie” – pomyślała. „Czemu naszło mnie teraz na takie rozmyślanie? Andżeliko, czuj duch! Za dwa tygodnie będziesz miała obronę, jeśli nie wcześniej! Skup się najpierw na tym, potem na znalezieniu pracy! Na dziecko i rodzinę przyjdzie jeszcze czas!” Tak rozmyślając, doszła do domu. W domu czekali na nią rodzice. Ojciec – jak zwykle – siedział przed telewizorem i oglądał jakiś teleturniej, w którym padały pytania równie beznadziejne, co prowadzący. Mama siedziała w łazience i wyciągała z kosza brudne koszule ojca, który – jak zwykle – nie kwapił się, by jej pomóc. -Hej! Wróciłam! Ojciec oderwał wzrok od telewizora i rzucił okiem w stronę przedpokoju. -Cześć. Co tam na uczelni? -Nic nowego, z wyjątkiem tego, że mam za około dwa tygodnie obronę. Mama wyjrzała z łazienki. -O, to dość szybko! -No. Promotor sam zapowiedział, że będzie mi pomagał w czasie egzaminu. -Czyli masz już ustalony skład komisji? – pytał ojciec. -Nie, to dopiero będę wiedziała na obronie. Ale pytania mam już od miesiąca opracowane. -No to w porządku. – odrzekł ojciec, wracając do oglądania telewizji. Mama natomiast wzięła koszule i wrzuciła je do pralki. Następnie przeszła do kuchni. Andżelika zdjęła z siebie plecak i podążyła za matką. -Pewnie jesteś głodna, co? -Owszem, rozmowa z promotorem trochę mnie wyczerpała. Co dzisiaj na obiad? -Leczo. Matka podniosła pokrywkę patelni, a Andżelika wzięła z szafki talerz i dwie pałeczki, które dostała od Tomka, miłośnika kultury japońskiej. -Dziecko, czy ty nie możesz normalnie jeść nożem i widelcem, tylko tym? -Mogę, ale skoro umiem tym, to czemu nie? -Niech ci będzie. Tomek to fajny chłopak, ale chwilami jego pomysły zwalają mnie z nóg. Któregoś dnia przywiezie ci kimono i powie, żebyś je nosiła. -W domu akurat będę chyba mogła? Przecież w tym nie wychodzi się na ulicę. Żartowałam! – zawołała rozbawiona, widząc minę matki. Oczy rodzicielki też się uśmiechnęły. -No dobrze, wsuwaj. A jak już zjesz, to przeczytaj list, który do ciebie przyszedł. Andżelika zdziwiła się. -Do mnie? List? -Też byłam zaskoczona. W sumie kto mógłby do ciebie – oprócz Tomka – pisać? A list przyszedł z zagranicy. -Skąd? -Z Japonii. Andżelika spoważniała. Nikt do niej nie pisywał listów, z wyjątkiem Tomka. O co więc może chodzić? Tym bardziej, że nie miała w Japonii żadnych znajomych. -Dzięki, mamo. – I zabrała się do jedzenia.
2. Zaczynają się kłopoty Po posiłku, Andżelika, jak na dobrze wychowaną dziewczynę przystało, wrzuciła talerz do…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kazuja
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…