Wróć do katalogu

Mara

jak większość moich tekstów jest to historia osadzona w nieistniejącym świecie - zastanawiam się czy miłość i nadzieja mogą wygrać z wyuczonym ich brakiem

obsydian, opublikowano , 52 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kodeks Zakonu Mary 1.Myśl to podstawowa jednostka magii Zakonu 2.Wiedza to umiejętność. Jest talentem Rozumu. 3.Skutkiem Wiedzy jest władza, skutkiem Jej braku jest strach. 4.Wiedzę rozwijać mogą tylko wybrani. 5.Potrzeba stoi na przeszkodzie do doskonalenia Wiedzy. Dla Mnicha Mary, Jej Elementu, na drodze do Wiedzy nic, ani nikt, nie może stanąć. Inne imię potrzeby to marzenie, pragnienie, prośba. 6.Podstawowa Wiedza opiera się na 12 Filarach magii: Miłość to skutek czaru zaślepienia. Wiara to skutek czaru przekonania. Nadzieja to skutek czaru zmylenia. Szczęście to skutek czaru nieświadomości. Przyjaźń to skutek czaru naiwności Zaufanie to skutek czaru otumanienia. Pewność to skutek czaru przeświadczenia. Odwaga to skutek czaru zuchwalstwa. Respekt to skutek czaru postrachu. Wierność to skutek czaru groźby. Pogląd to skutek czaru sugestii. Ideały to skutek czaru wpływu. 7.Każdy wyjątek potwierdza Filar. Inne imię wyjątku to zwyrodnienie. Są one wynikiem złego wychowania i luźnego życia. Należy je tępić i badać. 8.Celem Zakonu jest pasterzowanie nieświadomemu i grożącemu autozagładą światu. 9.Posłuszeństwo jest bezwzględne i obowiązujące. Za Jego złamanie grozi bezapelacyjnie śmierć. *** Anja wracała nieobecna duchem. Nie myślała już nawet o konsekwencjach swojego, kategorycznie zabronionego, wypadu poza Właściwe Miasto. Ferra Wilk jeszcze nie wrócił, przynajmniej nie Wilczym Traktem. Nie żeby się tym przejęła… Bzdura! Już od tygodnia umierała ze zmartwienia. Tydzień spóźnienia to dużo, nawet jak na niego. *** Szedł szybko, zamyślony, ze spuszczoną głową. „Myśl to podstawowa…” – recytował kodeks próbując rozwiać wątpliwości. Jego myśli błądziły wśród uliczek Podgrodzia, szukając bezpiecznego, niezabezpieczonego przejścia do Właściwego Miasta. Nie mógł wejść jawnie. Sprawa była zbyt delikatna. W każdym innym miejscu byłaby zwyczajna, wręcz zaszczytna. W każdym innym miejscu, ale nie tu. Myśli te zaprzątały całą jego uwagę. Kodeks cytował podświadomie. *** - Uważaj jak chodzisz! – fuknął nieznajomy w szarym płaszczu. W myślach natychmiast nadała mu przydomek – Wróbel. Skojarzenie przyszło samo – może to ten dziwnie znajomy, buro-szary płaszcz? - To nie moja wina. Chodzisz jakbyś był sam jeden na całym świecie – odrzuciła nieco mniej uprzejmym tonem niż ten, który próbowano jej wpoić od najwcześniejszego dzieciństwa. - To wyłącznie twoja wina – powiedział pewnym i twardym głosem. Anja poczuła lekkie zawroty głowy. To dobrze znane z najmłodszych lat uczucie wyzuło ją w jednej chwili z jakiegokolwiek szacunku dla przypadkowego Wróbla. Warknęła na niego i brutalnie zerwała mu kaptur z głowy zmuszając przy tym do klęku. Jednak w momencie, gdy zobaczyła oczy przechodnia, nieopatrznie nazwanego Wróblem, nałożyła mu jego kaptur z powrotem, naciągając tak głęboko jak tylko się dało. - Co ty tutaj robisz?! – syknęła ostro, ale już mniej wrogo. Jednocześnie odsunęła się kilka kroków, żeby jej nieoczekiwany towarzysz mógł wstać. Rozejrzała się dookoła po ulicy, na której rozegrała się cała ta scena. Pusto, nie miał kto na nich zwrócić uwagi. - Tak witasz brata? – głos miał płynny, wyuczony, ale jakoś słaby. Jak długo musiał podróżować? Nie tylko ludzie z Wiecznego Miasta są nieprzyjaźni Mnichom Mary, cały podległy teren traktował ich jak banitów. Z takim wyglądem nie mógł odpocząć, we w miarę ludzkich warunkach, przez wiele dni. - Na powitania jeszcze będzie czas, Kajlu Niedźwiedziu. Najpierw kilka pytań. Co cię sprowadza? - Muszę dostać się do Właściwego Miasta. Nierozpoznany. - Masz na myśli sytuację, kiedy nikt nie rozpoznaje twojego szarego płaszcza i płynnego tonu głosu, szczegółów tak charakterystycznych dla Elementu? Kiepsko ci to idzie. Tutejsi są całkiem odporni na twoje sztuczki. - Nie ćwiczono mnie w pozorach. - Jakoś śmiesznie to brzmi w twoich ustach, Kajl – odpowiedziała twardo. Nie było jej wcale do śmiechu. Strażnikom raczej nie będzie przeszkadzało, że ten Element jest bratem ich Księżniczki. Przyrodnim bratem. Wręcz przeciwnie, zbrodnia będzie tym większa, że Element pochodzi z Wiecznego Miasta. - Nie ćwiczono mnie… - Tak, to już słyszałam. Więc co tutaj robisz? - Działam z ramienia Zakonu. - Domyśliłam się, że nie jest to twój pomysł, żeby wpaść w odwiedziny do domu. Ale wciąż nie rozumiem, po co to twoje ramię Zakonu pcha się w moje granice. - Kiedyś ten kraj był wierny… - To było dawno i nie prawda. Czego tu szukasz? - Domu. - Chrzanisz, Kajl. Ale powiedzmy, że ci wierzę. Przedostanę cię przez Mur, ale mam swoją cenę – Kajl spojrzał w oczy Anji zsuwając nieco kaptur z twarzy. Wzrok miał lekko zamglony. W tym stanie naprawdę była gotowa mu uwierzyć, że jedyne, czego pragnie, to znaleźć się w domu – miejscu przyjaznym, z miękkim łóżkiem i ciepłym posiłkiem. – Ale o długach później. Chodź, zaraz będziemy w domu – wzięła go pod ramię i delikatnie, a mimo to stanowczo pociągnęła za sobą. Przebiegli przez rynek, gdzie Anja zakupiła kilka jabłek. Dwa z nich wręczyła Kajlowi, który pochłonął je w niesamowitym tempie. Skręciła w prawo za świątynią Jednego Boga. *** - Po co? – wydusił pomiędzy jednym sapnięciem a drugim, gdy zeszli na drogę prostopadłą do Muru. - Bo jest odpowiednia godzina – nigdy nie lubiła zdradzać swoich ścieżek. A zawsze chadzała nimi sama. Nikt nie mógł jej śledzić, nikt by nie zdołał. Czasami w dzieciństwie miał wrażenie, że nadano jej niewłaściwy przydomek. Powinno być Kocica, nie Sowa. Kazała mu narzucić kaptur. Zbliżali się do Muru. Z tego, co pamiętał znajdował się tu jeden z bocznych posterunków. Idealny wręcz do niezauważonego wniknięcia do, lub, w przypadki Anji, wymknięcie się poza Właściwe Miasto. Idealne, o ile nie było na nim strażnika. A taka sytuacja była praktycznie niemożliwa. Boczne posterunki Muru były strzeżone podwójnie, na taki właśnie wypadek. - Stać, kto idzie?! - Ciszej, głowa mnie boli Miszaju Tygrysie. Nie musisz się tak wydzierać – strażnik oparł się na metalowej konstrukcji swojego łuku. - A ty tu przez czysty przypadek, hm? Co będzie, jeżeli w końcu powiem matce o twoich wypadach na Podgrodzie? – jego ton był raczej żartobliwy niż karcący. Anja uśmiechnęła się ujmująco, tylko ona tak potrafiła. Zniewalający uśmiech. Nigdy jej tego nie powiedział, ale jej uśmiech zaczarował nawet samego Ferrę Wilka. Dlatego przy niej zawsze zachowywał się jak ostatni gbur. - Nie powiesz, braciszku. Znamy się od lat, od pewnego czasu jesteśmy jedną, wielką, szczęśliwą rodziną. Nie powiesz chociażby dlatego, że to ty mnie wypuszczasz i wpuszczasz, Tygrysie. - Za dobrze mnie znasz Anju – Miszaj również się uśmiechał. – Masz rację. Puszczę cię kolejny raz i nic nie powiem. Ale przejdziesz tylko ty i nikt więcej. Mogę sobie pozwolić na małe nagięcie mojego kodeksu w twojej sprawie, ale nie mam zamiaru tłumaczyć się z biednych bezdomnych szwendających się po Właściwym Mieście. *** - Wpuścisz mnie… - szepnął płynnie Kajl unosząc lekko dłoń, aby wykonać nią okrąg w powietrzu. Zatrzymała go jednak zanim zaczął, chwytając za nadgarstek. - Nie tak, Kajl. Nie tak – szepnęła. W tym samym momencie strażnik poderwał się i wycelował broń w stronę Kajla. – Nie, Miszaj! To nie tak. - On jest cholernym Elementem! - Między innymi… - Nie ma żadnego między innymi, Anja! Oni są po prostu Elementami. To już po szkoleniu nawet nie ludzie! - To jest mój brat, Miszaj. Poznajcie się. Miszaj Tygrys, Kajl Niedźwiedź. - To wielka strata dla społeczeństwa Wiecznego Miasta, strata syna tak szanownego człowieka, jak ojciec Kajla. Cieszyłbym się z takiego spotkania każdego dnia innego niż dzisiejszy – Kajl pochylił głowę przytakując Miszajowi. - Więc nie wpuścisz mnie? – zapytała Anja poważniejąc na dobre. - Tylko nie próbuj na mnie żadnych swoich sztuczek, Księżniczko. Nauczyłaś mnie przed nimi się bronić, pamiętasz? Anja zamilkła na chwilę, jakby mierząc strażnika. - Nie miałam zamiaru, Miszaju. Powiedz mi tylko czy Ferra wrócił. - Nie – on też już się nie śmiał. Sytuacja była trudna. – Ale przybył umyślny z wynikiem negocjacji, którym przewodniczył. To nie musi tak się skończyć. Oni go tylko wysłuchają, Anju. - Wysłuchają! Czy ty w ogóle słyszysz, co mówisz, Miszaj?! Bo ja chyba źle słyszę! To jest mój brat! A ty chcesz go im po prostu wydać? Wysłuchają? A wiesz, jakich metod oni używają?! Nie pozwolę na to! A jeżeli ceną za to jest rezygnacja z władzy i ciepłego mieszkanka we Właściwym Mieście, to trudno, jakoś to zniosę! - Ale mój brat nie – zza pleców Miszaja wyłoniła się dziewczyna w długiej, chabrowej sukience. – Witaj Anju Sowo. Minęło wiele dni. - Witaj Kirano Sokolico, minęło wiele dni – uśmiech wrócił na chwilę na zaciętą twarz Anji. Podały sobie dłonie przez posterunek, żadna nie przekroczyła granicy. *** - A więc to jest Kajl? Kajl Niedźwiedź? Witaj. - Witaj, Kiro, minęło zbyt wiele dni – skinął jej głową Kajl zdejmując kaptur. - A więc studiowałeś magię Mary. Ślicznie. Nie podejrzewałabym cię o to – kolejna figura na szachownicy. Ją też musi ominąć, jeżeli ma wygrać tę partię. Ale Kirany nie może skrzywdzić. To podpowiadał mu ten uparty głos, który był także źródłem jego wątpliwości. Kajl wyprostował się, choć kosztowało go niemało energii z tych skromnych zapasów, jakie mu zostały. - A co miałem zrobić? Pozwolić zabić ojca – jedyne utrzymanie trójki dzieci? - Samuel powiedział, że pojechałeś dobrowolnie… - zaczęła Kira, ale zawahała się. Jej oczy błądziły po jego twarzy. Czuł to nazbyt wyraźnie. Był świadomy, że przestał panować nad mimiką twarzy. Ostatnie, co zapamiętał przed utratą przytomności, to strach w jej oczach. Strach i troska. *** Lecący Kajl przygniótł Anję, która ze swojej strony przed utratą świadomości poczuła ostry ból z tyłu czaszki i usłyszała krzyk Miszaja. *** Otworzyła oczy. Kręciło się jej w głowie, ale była cała. Pod sobą czuła miękką pościel. Po rodzaju materiału przypuszczała, że nie jest to jej własne łóżko, ani prycza więzienna. Ale to wcale nie pomagało w ustalenia jej położenia, oprócz tego małego faktu, że znajduje się we Właściwym Mieście, na który wskazywał charakterystyczny głos Dzwonu Ognia – samego serca Wiecznego Miasta. Wciąż pamiętała przysięgę, którą złożyła temu sercu. Wyryła się ona niegdyś głęboko w jej sercu:. „Na pamięć wszystkich, którzy byli przede mną i dla wszystkich, którzy po mnie nastąpią. Ich wszystkich i każdego osobno, wzywając po imieniu na światków tej przysięgi. Uroczyście ślubuję. Nigdy nie poddać się bezduszności i nie kierować się swoim dobrem wcześniej niż dobrem powierzonego mi ludu. Kierować się mądrością i Ogniem, który noszę w sercu. Zawsze dostrzegać człowieka, nawet tam, gdzie inni go nie dostrzegają. Ślubuję wierność Wiecznemu Miastu, jako jego córka i władczyni.” Wierzyła, że w sprawie Kajla postąpiła zgodnie z nią. Ktoś otworzył drzwi, miękki krok. - Wiem, że się obudziłaś, Anju – miękki krok należał do Kiry, ale zaraz za nią wkroczyły dwie kolejne postacie, jedną z nich był Miszaj, drugą Ferra. Otworzyła oczy i podciągnęła się na poduszkach. - Pozdrowienie – Ferra wysunął się przed siostrę i Miszaja. - Witaj Ferro Wilku, minęło wiele dni – Anja skinęła głową. - Wita cię słońce, przyjaciółko – Kira usiadła obok Anji, Ferra zatrzymał się w połowie drogi między drzwiami a łożem. Miszaj nie ruszył się z progu. Miał założone ręce i spuszczoną głowę. - Jak długo spałam? Gdzie jest Kajl? – patrzyła na każde po kolei, powoli przenosząc wzrok z jednego na drugie. Jeżeli jest dzień… Spała ponad dziesięć godzin. - Słońce zwróciło swą twarz na Wieczne Miasto i jego krainy trzy godziny temu – jedenaście godzin. - A Kajl? - Dobrze się czujesz, Księżniczko? – próbował zmienić temat Ferra. - Poczuję się lepiej, jeżeli mi powiecie, co z Kajlem. - Nie denerwuj się… - próbowała ją uspokoić Kira. - Jestem spokojna – jej głos był twardy i kilka tonów głośniejszy niż zazwyczaj. – Żądam odpowiedzi! - Nie jesteś jeszcze zdrowa, Księżniczko – głos Ferry był dziwny, jakby pierwszy raz próbował mu nadać podobny ton. Ale to tylko podnieciło zaniepokojenie i wzburzenie Anji. - Gdzie jest mój brat!? - Księżniczko… - Dosyć tego! – krzyknął Miszaj. – To nie szkło! To tylko rozwydrzony dzieciak – podniósł głowę, w jego oczach malował się ogromny gniew, zły ogień. – Kajl został zabrany. Przez ostatnią dobę wysłuchują go sędziowie. - Dobę?! Jak długo spałam?! - Ponad półtora obrotu planety, Anju – Kira spuściła głowę. W jej oczach zaszkliły się łzy. - Przypuszcza się, że Element przybył w celu stanięcia u twego boku, Księżniczko – dodał Ferra piorunując wzrokiem Miszaja. - Na serce tego Miasta, Ferra! To nie żaden Element, to mój brat! To Kajl Niedźwiedź, towarzysz naszych zabaw w dzieciństwie! - Dla mnie to tylko Element sto trzeci. Tym razem nie wypuścimy go z naszych rąk – fuknął Miszaj odwracając się napięcie i wychodząc. - Tygrysie! Bracie… - głos Anji załamał się. A co z przysięgą – chciała dodać, ale nie zdążyła, kroki strażnika oddalały się coraz bardziej, a ona nie mogła na to nic poradzić. Ferra obejrzał się na nie tylko raz i podążył za Miszajem. Kira ukryła twarz w narzucie i dała upust swoim łzą, Anja też przestała je powstrzymywać. Wpatrywała się tylko w okno otwarte na wieżę z bijącym Dzwonem. W ustach czuła słony smak. Kojarzył się jej on z cierpieniem odkąd tylko pamiętała i tym razem również je ze sobą przynosił. *** Kajl obudził się pokrzepiony snem. Bardzo mu tego brakowało. Jednak to był jedyny komfort, na jaki mu pozwolono. Gdy tylko się obudził zabrano go i postawiono przed sędziami. Oni pytali, on nie odpowiadał. Na zewnątrz panował nad sobą wręcz nienagannie. Przełożeni byliby dumni z takiej postawy. Ale spokój panował tylko na zewnątrz. Wewnątrz, cudem chyba, zasiano mu wątpliwości. Nie było to dzieło sędziów. Oni potrafili tylko bić i zadawać pytania. Wątpliwości miały inne źródło. Nie pamiętał, kiedy ostatnio ktoś się o niego troszczył… Pytania sypały się jak grad. Ani razu nie nazwano go człowiekiem, Kajlem, czy nawet Mnichem Mary. Dla sędziów był tylko Elementem. Wrogiem, może nawet większym od ostatniego Mnicha, który zasiadał na tronie Wiecznego Miasta – ojca Anji. Do pokoju, w którym wysłuchiwano jego niemego zeznania dolatywał nieco tłumiony głos Dzwonu Ognia. Kiedyś miało to coś znaczyć. Poruszać serce? Teraz ten dźwięk tylko drażnił rozdarte myśli Elementu sto trzeciego. Przesłuchanie trwało bez mała osiemnaście godzin, zmieniali się tylko sędziowie. Pytania i odpowiedzi na nie, a raczej ich brak, pozostawały niezmienne. Odprowadzono go do celi i pozwolono przespać się kilka godzin. Dano mu skromny posiłek i znów zabrano, aby wysłuchać. Nieświadomi głupcy. Próbują go pokonać jego własna bronią. To tak nie działa. *** Nikt, ani nic, nie mogło powstrzymać Anji przed podniesieniem się z łóżka i przeniesieniem do Pałacu. Gdy przejeżdżała konno między domem Kiry a Pałacem towarzyszyło jej serce Dzwonu swoim mocnym głosem. W tym momencie złożyła mu kolejne przyrzeczenie. Odzyska Kajla. Chociażby na przeszkodzie miał jej stanąć sam Zakon. Musiała do niego dotrzeć, do tego, co zostało z dawnego Kajla. To był jedyny sposób. Kira przeniosła się wraz z nią. Nie odstępowała jej na krok. Była sekretarką, pielęgniarką, posłańcem i przyjaciółką w jednym. Cały ten dzień był pełen pracy, sen po nim przyszedł momentalnie. Obudziły ją otwierane drzwi i miękki krok. - Wita cię słońce, przyjaciółko – Kira usiadła na jej łóżku. - Witaj Kirano. Jak długo spałam? – Anja podciągnęła się na poduszkach. - Słońce dopiero wstało. Ale prosiłaś, żebym zawiadomiła cię bezzwłocznie, gdy tylko sędziowie wznowią wysłuchiwanie Kajla. - Ustalili już pełny skład sędziowski? - Nie, nadal wysłuchują go niżsi rangą urzędnicy. Skład wciąż jest jedynie wstępny. - Dziękuję. Poproś Ferrę, żeby przyszedł za godzinę. - Tak, moja Księżniczko – Kira wstała, pokłoniła się i z gracją odwróciła ku drzwiom. - A i Kirano – Anja również wstała. Kirana na dźwięk jej głosu zatrzymała się nie odwracając ponownie. – Uratujemy Kajla. Przyjaciółka skinęła głową i wyszła zamykając delikatnie drzwi. *** Kajl obudził się przed wschodem słońca. Sędziowie zaczynają po wschodzie, ma więc jeszcze kilka godzin na opracowanie strategii. Dotknął rozciętej skroni i opuchniętej wargi. Póki co nie miał większych obrażeń. Kilkanaście siniaków i parę rozcięć to nic w porównaniu ze szkołą, jaką przechodzą kandydaci Mary przez pierwszy rok. Mnisi muszą być twardzi, muszą umieć znosić ból fizyczny. Tutejsze metody wpływu na psychikę są wręcz prymitywne w stosunku do tego, czego uczył się przez ostatnie pięć lat. Nic z niego nie wyciągną. W końcu musi im się to znudzić. A wtedy albo skażą go na śmierć, albo wypuszczą. Tak czy inaczej Zakon się zemści, a miasto zostanie ukarane. *** - Pozdrowienie, Księżniczko – Ferra skłonił się stając przed Anją. - Pozdrowienie, Ferro Wilku. - Wzywałaś mnie? - Tak. Chcę wiedzieć, kto wejdzie w skład trybunału w sprawie Kajla Niedźwiedzia. - Jeszcze nie ustalono ostatecznego składu, Księżniczko – Ferra znów się skłonił. - Kto ma do niego wejść? Wstępnie. - Miszaj Tygrys ze straży, ja jako przedstawiciel Wielkiego Trybunału, Malakai Mustang z twoich doradców, Księżniczko… - A kto czwarty? - Nie ustaliliśmy jeszcze czwartego… - Ferra wydawał się być nieco zakłopotany. - Czy przyjmiecie moją kandydaturę? - Twoją, Księżniczko? - Masz coś przeciwko? - Nie. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – znów się pokłonił. - Nie mów tak, rozważ z Miszajem i Malakajem moją kandydaturę i przyślij mi umyślnego. Proszę o odpowiedź przed południem. - Tak jest – zawsze wydawało jej się to niezmiernie dziwne, że ten twardy mężczyzna potrafi zachowywać się tak pokornie w rozmowie z nią. Było to tym dziwniejsze, że zanim ogłoszono ją oficjalnie Księżniczką Wiecznego Miasta traktował ją gorzej niż śmierdzące powietrze. Goniec przybył dwie godziny później ze zgodą i oświadczeniem o pełnym składzie trybunału w sprawie Elementu sto trzeciego. Wysłuchania zaczną się w południe. Pierwsze należy do Malakaia, drugie, cztery godziny później do Miszaja. Jutro z samego rana pierwsze zeznanie Element sto trzeci złoży przed Ferrą. W południe dnia jutrzejszego został wyznaczony czas dla Anji Sowy, Księżniczki Wiecznego Miasta. Trybunał zbierze się w wyżej wymienionym składzie jutro na godzinę przed zachodem słońca. *** W południe, podczas pierwszej zmiany sędziów do pokoju, w którym umieszczono Kajla wszedł wysoki, ciemnoskóry mężczyzna w stalowym mundurze doradcy. Przedstawił się i oświadczył, że został utworzony trybunał. Wreszcie! Doradca zadawał mu nieco inne pytania. Opierał się na własnych przypuszczeniach, sugerując różne warianty wydarzeń, oczekiwał potwierdzenia lub zaprzeczenia. Nic nie zyskał. Kajl tylko patrzył w jego ciemne oczy z kamienną twarzą. Później przyszedł Miszaj. Był brutalny. Nie oczekiwał odpowiedzi. Szukał przyznania się do winy. Popastwił się kilka godzin i wyszedł poprawiając mundur, a w oczach świeciła mu jeszcze większa nienawiść, niż gdy tu wchodził. Minął kolejny dzień. *** Tuż przed południem kolejnego dnia Anja stawiła się w siedzibie Wielkiego Trybunału, gdzie wysłuchiwano Kajla. W drzwiach pokoju zeznań minęła się z Ferrą. Zanim weszła kazano jej zostawić przed drzwiami wszystkie ostre narzędzia i biżuterię. - Może Księżniczka coś z niego wyciągnie. Już czwarty dzień milczy jak zaklęty – powiedział strażnik otwierając przed nią drzwi. Skinęła głową z tajemniczym uśmiechem, który zmienił się w pełną powagę wraz z wejściem do pokoju. *** - Dlaczego przystąpiłeś do Zakonu? – zapytała po długim, ponad godzinnym milczeniu. - Od zawsze chciałem zostać częścią Mary. Podziwiałem twojego ojca – nie zdziwiło jej, że odpowiedział. Rozmawiał z nią już wtedy po drodze, a teraz nie miała zamiaru wypytywać go o Zakon, czy jego cele. Czuła, że to i ta cisza uspakajają jego zmysły i umysł. - A ja pamiętam, że marzyłeś o zostaniu strażnikiem, strażnikiem Wiecznego Miasta i żeby ślubować kładąc dłoń na Dzwonie Ognia. Chciałeś być rycerzem, Kajl. - Nie pamiętam. - Bo wypruli z ciebie marzenia. - Marzenia są złe. - Nie, braciszku. Marzenia są kawałkiem raju Boga tu na ziemi. - Nie istnieje żaden Bóg, a jeżeli nawet, to tu go nie ma. A rajem może być to miasto pod władzą Mary. - Marzenia są dobre. - Zabijają wiedzę. - Nie, Kajl. Otwierają horyzonty. - Twój ojciec otwierał horyzonty tego miasta. - Mój ojciec doprowadził tę krainę do upadku, z którego podnosi się do tej pory. Dwanaście lat. Twoim zdaniem to jest dobre? - Złe jest to, że został zamordowany. - Katował mnie i moją matkę! Kiedy przestała działać na nas magia Mary zaczął posługiwać się siłą. A po za tym to był zawał. - Był wielkim magiem, jego potencjał był nieograniczony. - Był stary i zgorzkniały. Nie potrafił cieszyć się życiem, zatracił się w celach Mary i to go zabiło, Kajl. Zabrakło w jego życiu szczęścia. - Całym sobą był oddany zakonowi i jego Wiedzy. To pełnia szczęścia. - Oni ci to wmówili, Niedźwiedziu. - Nie będę z tobą o tym rozmawiał. Wiesz za mało, żeby zrozumieć moje racje. - Brak wiedzy nadrabiam sercem. W przeciwieństwie do ciebie. Ty masz wiedzę, ale twoje serce jest chyba z lodu, Kajl. W nic nie wierzysz? - Wiara jest monetą władzy. Jeżeli rozwiążesz mi ręce to udowodnię ci, że wiara nie jest niczym więcej. - Nie znasz mojej wiary – wstała gwałtownie. – Jeszcze się zobaczymy. Bądź zdrów, Kajl – skierowała się ku drzwiom, strażnik otworzył je bez słowa i zamknął zaraz za nią. *** Odpowiadał na jej pytania tak po prostu, jak dawniej, zanim jego całym życiem stał się Zakon. Nie używała metod sędziów. Ani sztuczek Zakonu. Rozmawiała z nim tak po prostu. I to było najdziwniejsze. Ona musi być wyjątkiem, zwyrodnieniem… *** Anja opadła zmęczona na wysokie krzesło w Sali Przyjęć. Oprócz sędziego Kajla wciąż była Księżniczką Wielkiego Miasta. Na szczęście dziś niewielu ludzi miało do niej jakąś sprawę. Całe miasto było zajęte procesem Kajla. Podobnie zresztą jak jej myśli. Po obiedzie odwołano dwie audiencje i przeniesiono je na inny dzień. Była wolna i mogła udać się na wyczekiwany odpoczynek. - I jak? – Kira weszła do sypialni Anji tym swoim tanecznym krokiem. W jej oczach ukrywały się jednocześnie strach i nadzieja. Zatrzymała się w połowie drogi od drzwi do łoża Księżniczki i pochyliła głowę. - Jest dobrze – powiedziała uspokajająco Anja siadając na łóżku i wskazując jej miejsce obok siebie. Może to, co powiedziała nie stanowiło całej prawdy, ale mogło podnieść jej przyjaciółkę na duchu. W prawdzie udało jej się przekonać resztę współsędziów do nie wydawania od razu ostatecznego wyroku, ale do ich pełnego przekonania jeszcze daleka droga. Najbliżej jej poglądów był chyba Malakai, znał Kajla od kilkulatka i wciąż pamiętał jako inteligentnego, wesołego chłopaka, ale nawet Mustang nie widział w nim do końca człowieka. A to bolało. Najbardziej zawiódł ją jednak Miszaj. Kiedyś ślubował, tak jak ona – stał się wtedy strażnikiem. Podobnie jak ona i Kajl, wierzył w te same ideały, a teraz zachowuje się, jakby nie rozumiał sensu tych słów. Był rozzłoszczony, brutalny i pochopny. W jego sercu zagościła nienawiść. - Jutro wysłuchamy go znowu, tym razem w parach. - Nie zginie? - Miej nadzieję w sercu. - Będzie potrzebna? - Tak bardzo jak nasza modlitwa, przyjaciółko. I nasza miłość, Kiro. Moja – siostry i twoja… *** Pierwszeństwo mieli Malakai i Miszaj. Pierwszy wyszedł do głębi dotknięty metodami drugiego, drugi zaś zbulwersowany łagodnością tego pierwszego. Szybkim krokiem i bez słowa mięli w drzwiach Ferrę i Anję. - Chcesz ustalić jakąś strategię? – spytała swojego towarzysza przed wejściem. Ten spojrzał na nią pytająco. - Masz jakąś, Księżniczko? - Siedź obok mnie i nie przeszkadzaj. Jeżeli już coś musisz mówić, to mów o pogodzie. Możesz się z nim drażnić, ale nie bądź brutalny. - Mam się nie odzywać? – popatrzył na nią z niedowierzaniem wymieszanym z pogardą. On z doświadczeniem trybunała miał się słuchać jej, na własnym polu bitwy? - Jesteście zbyt podobni, Ferro Wilku. Postaraj się traktować go jak Kajla, nie jedynie Element sto trzeci. On też ma swoje uczucia, chociaż głęboko ukryte – skończyła swój wywód, bo właśnie strażnik otworzył przed nimi drzwi. - Apteczka! – zawołał za strażnikiem Ferra, gdy tylko przestąpili próg. Anja stanęła jak wryta. *** Kajl jak przez mgłę zobaczył dwie kolejne postacie wchodzące do pokoju. Chciał się zasłonić przed kolejnymi uderzeniami, ale zapomniał, że miał ręce i nogi boleśnie przywiązane do stołu. Z rozciętej skroni krew zalewała mu jedno oko, drugie już zdążyło spuchnąć, miał wybite prawe ramię i skatowane plecy – każdy ruch sprawiał niemiłosierny ból. Stracił przytomność. *** Otrzeźwiała natychmiast, gdy tylko strażnik wszedł z apteczką. Uklękła przy Kajlu i zaczęła rozplątywać drut, którym jego nogi zostały przywiązane do stołu. Robiła to najdelikatniej i najszybciej, jak tylko umiała. Ferra uwijał się z rękoma. Po twarzy Anji leciały łzy, które ta natychmiast ocierała rękawem, żeby nie sprawiać bratu jeszcze większego bólu. Podczas opatrywania odzyskał przytomność tylko na krótką chwilę – spojrzał niewidzącym wzrokiem w jej stronę i wyszeptał coś, co brzmiało jak linijka wyjęta z Kodeksu Zakonu: „Posłuszeństwo jest bezwzględne…”. - Tak, braciszku. Tylko, dlaczego nie chcesz zrozumieć, że oni nie są warci twojego posłuszeństwa? – z tymi słowami pomogła przenieść go na nosze, delikatnie gładząc jego policzek. Gdy już go zabrali wybuchła płaczem na dobre. Nie miała siły już więcej być odważną, nogi pod nią o mały włos się nie ugięły. Poczuła tylko mocne ramiona i głos należący, jak przypuszczała, do Ferry. Objęła ramionami jego szyję i wtuliła się tak mocno w twardą pierś mężczyzny, za którym zawsze tęskniła. Czuła jego wzburzenie. On też ją mocno obejmował. *** Obudził się w jasnym pokoju z kratami w oknie i na drzwiach. Ściany były zielone, łóżko miękkie, światło przygaszone. Pierwszy raz od szeregu dni widział niebo. Na dworze panował mrok, ale jemu to nie przeszkadzało w tej chwili zachwytu nad ogromem i pięknem sklepienia niebieskiego. Nie czuł bólu, raczej otumanienie, jak po środkach narkotyzujących. Był podłączony do kroplówki, na czole

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych