Wróć do katalogu

MASKA BŁAZNA.

inspirowane legendą pewnego zamku

Stan21, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

MASKA BŁAZNA.

Wchodząc do tego pomieszczenia nie sądziłem, iż przywoła ono moje najskrytsze, najczarniejsze wspomnienia. Nisko sklepiony sufit, ozdobiony drewnianymi kasetonami przypominał wieko mahoniowej trumny. Trupio-blade ściany odstraszały. Zawieszone na nich nieliczne gobeliny ilustrowały najbardziej makabryczne biblijne opowieści: potop, wygnanie pierwszych rodziców z raju, czy zbrodnię Kaina. Wszystko to przytłaczało goszczące tu osoby, które podobnie jak i ja zostały zaproszone przez nowego biskupa na jego urodzinowe przyjęcie. Poprzedni Biskup nie pozwalał sobie na podobne ekstrawagancje, być może był zbyt skromnym, bogobojnym człowiekiem by odważyć się na świętowanie własnych urodzin. W ogóle nie często pokazywał się szerszym rzeszom. Umarł podobno także w samotności.

Znałem to miejsce. Byłem tu. W pierwszej chwili nie uświadomiłem sobie tego lecz powoli, niespiesznie szczegóły architektoniczne pomieszczenia zaczęły odżywać, skrywane do tej pory gdzieś głęboko w zakamarkach mej jaźni. Ten prosty kominek, ten niewielki podest przy końcu sali, wreszcie wielki, kryształowy żyrandol zwisający po środku pomieszczenia. Wszystko to było zbyt niecodzienne by moja pamięć myliła się. Gdy uświadomiłem sobie to, czas jakby zatrzymał się w jednej chwili. Wszystkie dostojne osoby otaczające dostojnego jubilata zlały się w jedną wielobarwną masę... Oparłem się o ścianę... Zrobiło się ciemno, bardzo ciemno... Usłyszałem tylko głos dobiegający gdzieś z mroku... -Ojcze! Ojcze Tomaszu!!!

Noc była wyjątkowo ciemna. Księżyc był w nowiu a w dodatku napęczniałe, deszczowe chmury nie pozwalały gwiazdom na rozświetlenie jesiennego nieba. Właśnie po wieczornym nabożeństwie szykowałem się do snu, gdy z dworu dobiegł mnie głos wikarego. -Ojcze! Ojcze Tomaszu!!! – Stukot sandałów na schodach poprzedził pukanie do drzwi mej komnaty. – Ojcze to ja, czy mogę wejść? - Oczywiście synu. – Odpowiedziałem bez namysłu narzucając na siebie byle jaką szatę. Wikary wpadł do komnaty jakby się paliło. - Ojcze posłaniec! – Dyszał, zmęczony biegiem po schodach. – Posłaniec, z karocą czekają przed opactwem! Uniosłem dłoń by trochę uspokoić wikarego. - Co się stało synu? Mów powoli. - Proszą o ostatnią posługę ojcze dla umierającej. - Ruszajmy więc. – Odparłem bez zastanowienia. Chwilę potem siedzieliśmy w wygodnej, zdobionej złotem, czarnej karocy. Pojazd zaprzężony w dwa kare rumaki przecinał mrok nocy pędząc na złamanie karku. Stukot kopyt wyliczał kolejne pokonywane przez nas kilometry. Przez chwilę wydało mi się, że płynę. Płynę przez ciemność na rozkołysanej łodzi... Karoca zatrzymała się nagle jak gdyby wrosła w trakt. Woźnica otworzył drzwiczki pojazdu i wręczył nam czarne opaski. - Mości panie, a po co to? – Zapytałem zaniepokojony. - Proszę ojca proszę nie protestować. Mój pan zażyczył sobie byście mieli zawiązane oczy gdy wkroczycie do jego posiadłości. - Toż to obraza! Ojcze nie zgódź się by tak cię poniżano! – Wikary był wyraźnie oburzony prośbą, czy raczej ubranym w kurtuazję rozkazem woźnicy. Podniosłem dłoń by uciszyć młodzieńca. - Zgadzamy się na prośbę twego pana, lecz wiec że czynię to tylko z poczucia obowiązku jaki nakłada na mnie sakrament ostatniej posługi. Jedzmy już! – Założyłem opaskę podobnie postąpił wikary, na którego twarzy wymalowała się skrucha.

Dalsza część podróży minęła szybko, oślepieni czarnym materiałem zdaliśmy się na los woźnicy. Za niedługo pojazd zatrzymał się ponownie. Tym razem stukot kopyt ustał na kamiennym podłożu. Powoli, uważnie woźnica i inne towarzyszące mu osoby pomogły wysiąść nam z karocy. Następnie poprowadzono nas jak ślepców wskazując stopnie, zakręty i przejścia w budynku, do którego wkroczyliśmy. Droga ta wydawała mi się niesamowicie dłużyć, być może rozwlekał ją strach, który nagle mnie ogarnął, potęgowany jeszcze przez mą nienaturalną ślepotę. Zatrzymano nas. - Możecie zdjąć opaski. – Dobiegł mnie stłumiony, gruby głos mężczyzny niosący się jakby zza kurtyny. Zdjąłem przesłonę z oczu. Przez chwilę mocne światło panujące w pomieszczeniu oszołomiło tak mocno mój narząd wzroku by ograniczyć jego działanie. Po chwili jednak źrenice przyzwyczaiły się na tyle, iż zacząłem rozglądać się dookoła. Jak się okazało widok był niezwykły. Przede mną o jakieś dwadzieścia kroków, na niewielkim podeście stał złoty tron, przepięknie zdobiony roślinnymi motywami. Zasiadał na nim zgarbiony, stary mężczyzna. Jednakże wieku jego nie mogłem być pewny, gdyż twarz jego skryta była pod złotą, wykrzywioną maską naśladującą błazna. Po jego prawej stronie stał barczysty,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych