Wróć do katalogu

Matka mordercy

O rodzicach, którzy dają dziecku wolną rękę i nagle okazuje się, że wcale go nie znali.

nanako, opublikowano , 42 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Tamara robiła wszystko, aby rozśmieszyć przyjaciółkę. Żeby Mariola choć przez chwilę nie martwiła się o syna i nie myślała nad sobą, uważając, że jest złą matką. Nie umiała wychować dziecka. Od lat dawała synowi wszystko. Nie rozumiała gdzie popełniła błąd. Siedziała z przyjaciółką przy stole. Tamara ściskała w rękach filiżankę ciepłej kawy. Za oknem pojawił się pierwszy zimowy śnieg. Mariola westchnęła. -Może wyjdziemy na spacer?- Tamara przerwała męczącą ciszę. Przyjaciółka nie odpowiedziała, wciąż wpatrywała się w jeden punkt- mały żółty kwiatek wyrysowany na czerwonej ceracie. -Chodź, ten raz- kontynuowała kobieta.- Będzie jak kiedyś, w szkole, kiedy chodziłyśmy na wagary. Pamiętasz? Patrzyła na zmizerniałą czterdziestolatkę, zamyśloną i smutną. Odgarnęła z twarzy blond włosy. Mariola podniosła wzrok. Jej duże czekoladowe oczy zdawały się przeszywać Tamarę jak ostre noże. Odezwał się zegar z kukułką, wybił czternastą. -Nie chcę- stwierdziła Mariola, po czym znów zamilkła i wbiła wzrok w ceratę. -Wiesz, dzisiaj jest impreza u Darka- zauważyła Tamara. -I? -Chodźmy, rozerwiesz się. -Nie, naprawdę. -To może… -zastanowiła się.-Wiem, twoje ulubione lody waniliowe. -W zimie?- zakpiła Mariola. -Tak, w domu jest ciepło. Odrobina ci nie zaszkodzi. -Nie, przestań. -Dlaczego? Zróbmy cokolwiek. Mariolka… -Po prostu nie chcę i już!- zakrzyknęła.- Chcesz mnie zabić?! Przecież wiesz, że mam cukrzycę. Zresztą daj mi spokój. Najlepiej wyjdź!- zakomunikowała, wstała od stołu i podeszła do okna. Odsłoniła różowe zasłonki. -Pamiętam jakby to działo się dziś. Dwadzieścia lat temu stawałam przy tym samym oknie i obserwowałam ludzi na ulicy- odezwała się spokojniej.- O tej porze kładłam Patryczka spać. Nie budził się przez kilka godzin. Kiedyś padał identyczny śnieg- powolne drobne płatki. Stałam i myślałam. W tej chwili Patryk zaczął się dusić. Główka dziecka zaplątała się w kocyk. Nie zwróciłam uwagi. Trafił do szpitala. Miał trzy miesiące. Nigdy nie bałam się o niego równie panicznie, jak wtedy. Do dziś- wyznała półszeptem, nie patrząc na Tamarę. -To zrozumiałe, jesteś matką- wtrąciła dziewczyna. -Trzy lata temu też stałam przy oknie… -urwała. -Chwilę przed tym, jak policja weszła do domu. Tamara podeszła do przyjaciółki, westchnęła. Przytuliła Mariolę. Z oczu kobiety spłynęły kolejne łzy. Nie ruszała się, niczym kamienna figura pełna gracji i klasy. Wspomnienia wróciły: -Długo jeszcze?- zapytała wysoka niebieskooka blondynka, usiadła na asfalcie. Wybrała się z przyjaciółką na rowery. Mariola jechała przodem, dobrze się bawiła. Stanęły pod lasem, miały tam swoje ulubione miejsca. -Co, już nie możesz?- zaśmiała się Mariola, zsiadając z roweru. -Słaba jesteś. -Ty też powinnaś zwolnić- odburknęła dziewczyna.-Jeździmy już od godziny. Mam dość. -Wracamy- zakomunikowała jej przyjaciółka.- Ale następnym razem nie będę taka dobra. -Czy ty nigdy się nie poddajesz? -Nigdy- odpowiedziała pewnym głosem. Poprawiła kucyk z długich kasztanowych włosów. Wsiadła na rower. -Jedziemy -dodała. Tamara posłuchała. Wiedziała, że nie wygra z przyjaciółką. Mariola potrafiła uprzeć się przy swoim i nigdy nie rezygnowała. Zawsze wspierała Tamarę- zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Ta odpłacała się dobrocią, zaufaniem. Choć spokojniejsza i zrównoważona, zawsze znajdowała wspólny język z Mariolą. Lubiła jej poczucie humoru i wolę walki, troskę, radość życia. Podziwiała odwagę przyjaciółki i godziła się na jej fanaberie. Nie lubiła jeździć rowerem, a przy Marioli polubiła nie tylko rower, ale i pływanie, choć zawsze bała się wody. Po piętnastu minutach dojechały do domu Marioli. Zaprosiła Tamarę na kawę. Nie wypadało odmówić. Lubiła przesiadywać u przyjaciółki, patrzeć na jej męża i siedemnastoletniego syna, przystojnego młodzieńca. -Gdzie Patryk?- spytała przy stole. -U kolegi. -Ostatnio często wychodzi. -Młodość musi być w ruchu- stwierdziła Mariola. -Ma dziewczynę, Karolinę. Spędza u niej dużo czasu- dodała. -Muszę już iść- zauważyła Tamara.- Umówiłam się z Martą. -Którą? -Starą koleżanką z klasy. Później ci opowiem. Mariola potaknęła, uśmiechnęła się. -Przyznaj, że spotykasz się z Krzyśkiem- rzuciła podjudzająco. No policzkach Tamary pojawił się rumieniec. Zawsze samotna, głównie z wyboru, a nagle pokochała mężczyznę spotkanego w miejscowym barze i od początku znajomości opowiadała przyjaciołom o przystojnym kawalerze. -Rozumiem, leć już- zgodziła się Mariola. Tamara wyszła. Mariola stanęła przy ulubionym oknie. Cieszyła się, że Patryk dorasta, znalazł swoją „Julię”, życie Tamary zaczyna się układać, a ona sama wciąż cieszy się miłością. Zasługiwała na nią. Zamyśliła się. Z bujania w obłokach wyrwał ją dzwonek do drzwi. Ledwo je otworzyła, wysoki policjant machnął przed oczami kobiety złotawą odznaką. -Komisarz Mariusz Płoszajski, szukam Patryka Wielińskiego. Pani jest jego matką?- spytał ciężkim niskim głosem. -Tak- odparła po chwili.- O co chodzi? -Mamy podejrzenia, że ukrywa pani zbiega- stwierdził i wtargnął do domu Marioli. Za nim weszło kilku uzbrojonych policjantów. -Panowie, to jakaś pomyłka!- zawołała, kiedy zaczęli przeszukiwać dom. Funkcjonariusz wręczył jej nakaz rewizji. -Mamo, już jestem!- zawołał w progu Patryk. Natychmiast go skuto. Oszołomiona Mariola nie ruszała się z miejsca. -Jest pan aresztowany pod zarzutem…- zaczął komisarz. W tej chwili Mariola poczuła gorąco, przypływ złości. -Zostaw mojego syna!- zawołała, rzuciła się na Patryka, próbując wyrwać syna z rąk policji. Policjanci szybko obezwładnili drobną szarpiącą się kobietę. Płakała, próbowała gryźć, wpadła w histerię. Komisarz wyprowadził Patryka, Mariolę zabrano do drugiego radiowozu i zawieziono na posterunek. Po drodze patrzyła w szybę i powoli się uspokajała. Była skołowana. Coś ją osłabiło, nie pozwoliło się bronić- zawiodła przez nerwy i chorobę. Dodatkowo ból głowy, łzy płynące z oczu. Nie wiedziała co myśleć, o co chodzi. Zamknięto ją za kratami- o dziwo- samą w celi. Zawsze myślała, że wszelkie więzienia są przepełnione. Tkwiła na posterunku, wciąż miała ochotę krzyczeć, ale milczała. Czekała na adwokata. Kiedyś musiał się zjawić. Czas mijał, dochodziła dwudziesta. Mariola obserwowała młodego strażnika samotnie stojącego na nocnym dyżurze. Po raz kolejny dziwiła się na widok systemu policyjnego- inaczej wyobrażała sobie komisariat, więzienie. Twierdziła, że zamyka się ludzi i zostawia ich samych. Zaczęła trzeźwo myśleć. -Halo!- zawołała.- Jest tu ktoś?! Proszę… Strażnik podszedł do krat. -Potrzebuję leków, jestem chora- powiedziała. -Nie kłamię- dodała szybko.-Źle się czuję. -Przyślę pani lekarza- stwierdził. -Nie, chwileczkę! Musi mnie pan zaprowadzić, nie mam już siły stać- kontynuowała. -Natychmiast, zaraz zemdleję- dorzuciła. Młody strażnik spanikował. Kobieta udała, że mdleje i upadła na podłogę. Otworzył celę, wziął Mariolę na ręce. Trząsł się jak galareta, pierwszy raz widział coś podobnego. Przerażony z krzykiem ruszył w stronę gabinetu komisarza. Plan Marioli miał minimalne szanse powodzenia. Wiedziała, że może skorzystać z naiwności i braku doświadczenia młodego strażnika. Chłopakowi nie przyszło do głowy, że Mariola może udawać. Wyrwała się w pobliżu wyjścia. Mijali je w drodze do komisarza. Puściła się biegiem, strażnik zaczął krzyczeć, wywołał zamieszanie. Zanim komisarz zorientował się, że kobieta uciekła, Mariola biegła ulicą w stronę mieszkania Tamary. Nie zatrzymywała się i nie oglądała. Adrenalina sprawiła, że czuła w sobie siłę. Dotarła na klatkę schodową, do drzwi przyjaciółki, zapukała kilkakrotnie z całej siły. Tamara otworzyła z ręcznikiem na głowie. -Mariolka!- zakrzyknęła zaskoczona. Nie zdążyła powiedzieć nic więcej zanim Mariola zemdlała przed progiem. -Wiesz do czego mogłaś doprowadzić?- usłyszała spokojny głos Tamary, kiedy otworzyła oczy. Rozejrzała się. Nie poznała miejsca, do którego trafiła, miękkiego łóżka, zdziwiło ją również, że jest jasno. Pamiętała ciemną noc, bieg ulicami miasta. -Wiem- rzuciła. -Gdzie jesteśmy? -W starym domu mojej babci. Przywiozłam cię tu, kiedy byłaś nieprzytomna i wezwałam mojego lekarza. Załatwił wszystko bez zbędnych pytań. Mało brakowało do śpiączki. Wiesz ile miałaś cukru we krwi? Czterysta siedemdziesiąt osiem, sama wiesz, że to bardzo dużo. Co ci strzeliło do głowy?!- podniosła głos.- Uciekłaś z więzienia? -To był odruch, muszę ratować Patryka. Skąd o tym wiesz? -Marcin mi powiedział- stwierdziła.- Zaraz tu będzie. Mariola ucieszyła się na wieść o swoim mężu. Poczuła ulgę, wiedząc, że wkrótce ją obejmie i dopomoże. Przytuliła głowę do poduszki, milczała. -Jak się czujesz?- spytała Tamara. -Nie wiem… Dobrze. Nic mi nie jest. Przyjaciółka zaśmiała się. -Jak zwykle nic ci nie jest?- spytała z drwiną w głosie. Mariola zawsze powtarzała to samo i kroczyła przed siebie jak czołg, który sunął do przodu i nie patrzył na przeszkody. Do domu wszedł Marcin, uścisnął żonę. Wtuliła się w jego ciepłe ramiona, chciała trwać w bezruchu, w pewnym uścisku; bezpieczna i kochana. Trzymał ją w objęciach tak mocno, że ledwo łapała oddech. Wbijał wzrok w podenerwowaną Tamarę. Miała w oczach coś na podobieństwo strachu, wyrażały niepewność. -Musisz wrócić do więzienia- zakomunikował.- Zapłacimy kaucję i wyjdziesz, później znajdziemy dobrego adwokata i wyciągniemy Patryka. Mariola potaknęła. -Zawiozę cię- dodał Marcin. -Jutro- wtrąciła Tamara.- Jest jeszcze słaba. -Poczekamy. Postąpiłaś bardzo głupio, kochanie- powiedział poważnie. -Tu chodzi o Patryka!- oburzyła się Mariola.- To również twój syn. Nie było cię przy tym, więc nic nie wiesz. Do domu wkraczają obcy ludzie, zakuwają ci syna, nie wiesz co się dzieje i masz czelność mówić mi, że głupio postąpiłam?! -Mariola ma rację, to był odruch, każda matka ratuje swoje dziecko- zauważyła Tamara. Marcin umilkł. Po raz kolejny uścisnął żonę. -Już dobrze- szepnął na ucho. Ledwie zrozumiała. Uspokoiła się. Marcin nie spuszczał Marioli z oczu. Czekał aż wydobrzeje. Kiedyś musiała wrócić do więzienia. Następnego dnia spakował najpotrzebniejsze rzeczy i wsiedli w samochód. Tamara pomachała im na pożegnanie jakby wyjeżdżali do rodziny, z miasta, na długi urlop. Marcin z bólem serca oddał żonę w ręce policji, patrzył jak zakładają jej kajdanki i oskarżają o napaść na funkcjonariusza. Natychmiast zadzwonił do adwokata. Jak najszybciej wpłacił kaucję za żonę. Wrócili do domu z najlepszym adwokatem we Wrocławiu, jakiego znalazł. Mariola postawiła na stole kawę, spojrzała w błękitnozielone oczy starszego mężczyzny i usiadła z nim przy stole. -Czego zdążył się pan dowiedzieć?- spytała. -Proszę mówić mi po imieniu, Zenon- przedstawił się adwokat. Potaknęła. Marcin dosiadł do stołu. -Sprawa jest skomplikowana- zaczął Zenon.- Patryka oskarżono o morderstwo. -O co?!- ożywiła się kobieta, spojrzała na męża. -Wyjaśnię- rzekł adwokat.- Dwa tygodnie temu zamordowano trzy kobiety z Ukrainy. Napastnicy obiecali im przeprawę przez Nysę do Niemiec, bez dokumentów- na lewo. Ukrainki nie zapłaciły i zginęły. Państwa syn był na miejscu. Mariola zamarła. Nie znalazła słów, które mogłaby wymówić. Doznała szoku. Czuła gorąco i zimno na przemian, ciało przeszywały dreszcze. -To nie znaczy, że mój syn zabił- odezwał się Marcin. -Do tego zmierzamy- udowodnić niewinność- poparł go adwokat.- W mojej pracy nie jest ważne kto zawinił, jestem obrońcą i bronię swojego klienta, nie dociekam winy, może pan na mnie liczyć- stwierdził. Mariola słuchała z niedowierzaniem, kiedy Marcin dopytywał i nie rezygnował z nacisku na niewinność Patryka. Dowiedziała się, że jej syn rzekomo zadawał się z przemytnikami, wspólnie zabili pięć kobiet. Trzy z nich znaleziono na wsi, w stawie, z kamieniami przywiązanymi do rąk i nóg, dwie kolejne nieopodal, zamordowane w identyczny sposób, wcześniej dotkliwie pobite. Ich ciała z trudem udało się zidentyfikować. W pewnej chwili Mariola poczuła, że zaraz zwróci, wyszła do sypialni i zadzwoniła po Tamarę. Kobieta zjawiła się po kilku minutach. -Mój syn jest niewinny- stwierdziła Mariola.- Patryk nie skrzywdziłby nawet muchy. Mówiąc to, płakała coraz głośniej. Nie potrafiła powstrzymać łez. -Wiem o tym- zapewniła Tamara.- Chodź tutaj- dodała i przytuliła Mariolę jak troskliwa matka- próbując pocieszyć i uspokoić. Czuła potrzebę opieki nad przyjaciółką. -Możesz na mnie liczyć. Przyjdę na rozprawę, Patryk nie pójdzie do poprawczaka- zapewniła. -Zadzwonię za kilka dni, kiedy będę wiedziała coś więcej- powiedziała spokojnie Mariola i stanęła przy oknie. Umilkła. Chciała niczego nie czuć, pozbyć się emocji. Zawsze miała to, czego sobie życzyła. Dziś nie potrafiła opanować drżenia rąk. Przerażała ją myśl o morderstwie, Patryk mógł być w nie zamieszany. Nie wierzyła, że jej grzeczny syn mógłby skrzywdzić człowieka. Chciał studiować, żyć z Karoliną, kiedyś mieć dzieci i własne pieniądze. Stwierdziła, że ktoś go wrabia. Musiała walczyć, uspokoić się i myśleć racjonalnie. Nie rozumiała samej siebie- zawsze silna, teraz nie wiedziała co robić i jak się nie poddać. -Ustalili termin rozprawy- powiedziała do słuchawki domowego telefonu. Dzwoniła do Tamary.- Trzynasty listopada, za dwa dni. -Dobrze, przyjadę jeszcze dzisiaj. Tamara odłożyła słuchawkę. Westchnęła zrezygnowana, zabrała torebkę i wsiadła w samochód. Wiedziała, że jest potrzebna jak nigdy wcześniej. Nie mogła zostawić Marioli. Coraz mniej podobała jej się cała sytuacja. Zaczynała wierzyć, że Patryk jest winny. Nie wydawano zgody na widzenie, co jeszcze bardziej załamywało obie kobiety. -Nie mam już siły- powiedziała przyjaciółce. -Mariolka… Powiem ci coś, trochę filozofii: jeśli spadać, na samo dno. Z wysoka. Kiedy skakać, aż pod niebo. Gdy przyjdzie czas wojen, nie ustępować, dopóki nie wygramy. Sama to mówiłaś. Pamiętasz? Walczyć do końca i rzucać się na głęboką wodę. Wmawiałaś mi, że trzeba żyć pełną parą i nigdy się nie poddawać, a sama poddałaś się już na początku. -Wierzyłaś we mnie? -Dziwisz się? Jestem twoją jedyną przyjaciółką. Mariola spuściła głowę. Zrozumiała. Zawsze mówiła, że najgorszą rzeczą poddać się bez walki, tymczasem zabrakło odwagi, by przeżyć kolejny dzień. -Karolina!- krzyknęła.- Wiem! -Jak to?- spytała zaskoczona Tamara. -Była dziewczyną Patryka, ona udowodni jego niewinność. Na pewno- ucieszyła się Mariola.- Pójdę do niej, może powie mi prawdę. -Nie sądzę. Pewnie się boi. -Jest naszym jedynym ratunkiem- stwierdziła i wyszła. Tamara została w sypialni przyjaciółki. W duchu przyznała jej rację. Mariola traciła pewność, zbliżając się do domu Karoliny. Wyruszyła ze wsi do pobliskiego miasta i zastanawiała się czy dobrze robi. Nie wiedziała jak rozmawiać z osiemnastolatką. Chciała pytać o ważne tematy, usłyszeć zeznania. Karolina mogła coś wiedzieć. Niestety milczała nawet przed policją. Lub tym bardziej przed nimi. Mimo to Mariola wiedziała, co robi. Zapukała do ciężkich jasnobrązowych drzwi na drugim piętrze. Wejście na klatkę schodową pozostawiono otwarte na oścież; nie pomyślała o domofonie. Zastukała po raz kolejny. Wkrótce otworzyła jej tęgawa kobieta w średnim wieku. Zdjęła z głowy jeden wałek, zostało jeszcze kilkanaście. -Karolina nie rozmawia z policją- powiedziała, zanim Mariola zdążyła otworzyć usta. -Nie jestem z policji- poinformowała, przytrzymując ręką drzwi, aby kobieta nie zamknęła ich przed jej nosem. -Jestem matką Patryka, chłopaka Karoliny. Dźwięk imienia „Patryk” podziałał na kobietę jak czerwona płachta na byka: poczerwieniała ze złości i natychmiast zatrzasnęła drzwi. Mariola zdębiała. Nie spodziewała się aż tak emocjonalnej reakcji. -Ale ja…- zaczęła.-Nic. Westchnęła i odeszła. Nie kryła złości. Przy wyjściu kopnęła drzwi, wyżyła się. Ruszyła do domu. Przypomniała sobie, że zostawiła w pokoju Tamarę. Ostatnio zaniedbywała przyjaciółkę, która cały czas stała u jej boku. Zachowywała się jak narwana nastolatka, nie myślała o tym, co robi. Kierowała się instynktem- jak zwierze. Teraz musiała pomyśleć. Oczerniono i zraniono jej jedyne dziecko. Nie darowała. Chciała walczyć o sprawiedliwość. Nie mogła odpuścić, pozwolić na dręczenie Patryka, obwinianie go o coś, czego nie zrobił. Musiała być silna, aby przetrwać proces, uratować dziecko przed niesprawiedliwością. Zaczęła wierzyć, że może to zrobić, w końcu nic nie jest niemożliwe. Chciała zawalczyć, zrobić wszystko, co się da, wygrać i odzyskać rodzinny spokój. Usłyszała dźwięk swojej komórki, odczytała sms: ”Za piętnaście minut koło kościoła. Karolina” Uśmiechnęła się. Poczuła, że może wszystko naprawić. Poszła w wyznaczone miejsce i poczekała na Karolinę. Usiadła na murku przed kościołem, gorączkowo ściskała w ręce niewielką torebkę od AVON. Podeszła do niej drobna dziewczynka, niewysoka, o krótkich czarnych włosach, zgrabna. -Pani chciała rozmawiać- odezwała się. -Mów mi Mariolka. Opowiedz o swoim chłopaku. Karolina potaknęła i usiadła obok. Popatrzyła na Mariolę dużymi zielonymi oczami, jakby odważyła się wyznać długo skrywaną tajemnicę. -Patryk był…- urwała.-Delikatny i wyrozumiały. Szanował mnie. -Wiesz coś o sprawie?- spytała Mariola. Nie zamierzała rozbijać się na drobne. -Nie. Patryk zerwał ze mną pół roku temu- wyznała. Spuściła głowę. -Jak to? Przecież często do ciebie chodził. -Niby tak, ale… Nie miał wstępu. Nie wiem czy wiesz jak to jest być pod kontrolą matki, ale nic nie zdziałam. Przykro mi, naprawdę nic nie wiem. Karolina wstała i chciała odejść, ale Mariola złapała ją za rękę. -Czego się boisz? Kogo? Prawdziwych morderców?- zapytała. -Chcesz żeby Patryk pokutował za ich zbrodnię? -To on zabił- powiedziała pewnie, wyrwała się i odeszła. Mariola została na miejscu. Siedziała z głową pomiędzy kolanami. Nie miała siły wstać, przed oczami wszystko zaczęło wirować, zasłabła. Kilka słów, w które nie wierzyła, wywołało w niej coś złego. Jakby zabrakło tchu. Wstała i weszła do pobliskiego sklepu. Kupiła jedynie butelkę niegazowanej wody, jakby wierząc, że zaleczy ona wszystkie smutki. Może pomogła przy pragnieniu, ale nie zrobiła nic więcej. Nie mogła zbić wysokiego poziomu cukru spowodowanego stresem. -Nie teraz…- szepnęła Mariola, oparła się o ścianę i zapłakała. Nigdy nie wiedziała kiedy poczuje się gorzej, z jakiego powodu; nie musiała robić nic specjalnego, by cicha, wręcz niezauważalna choroba dała o sobie znać. Rozumiała tylko tyle, że Patryk nie mógł zabić. Każdy, tylko nie jej mały wesoły chłopczyk, któremu jeszcze niedawno zmieniała pieluszki i kładła spać, czytała bajki, chwaliła się rezolutnym chłopcem przed znajomymi. Czas mijał. Wszystko się zmieniało. Mariola wciąż nie traciła siły. Walczyła dla swojego dziecka. Wszystko inne utraciło na wartości. Postanowiła wrócić do domu. Czuła, że Karolina wie coś jeszcze, ale jest zastraszana. Za cel postawiła sobie: dociec przez kogo. Wróciła do Tamary. -Moja siostra pomoże- stwierdziła. -Tatiana?- spytała Mariola.- Jak? -Znajomy jej córki ma układy w sądzie. Nie boisz się, że Patryk będzie sądzony jak dorosły? -Nie będzie, to jeszcze dziecko. Poczekajmy do rozprawy. Tamara umilkła. Mariola myślała o Karolinie. Chciała skłonić ją do świadkowania w sądzie. Wiedziała, że nie będzie łatwo. Zbliżał się termin rozprawy. Nie pozostało wiele czasu. -Karolinka, proszę- Mariola namawiała po raz kolejny. Codziennie dzwoniła do dziewczyny. Karolina przestała odbierać telefony. Mariola założyła najładniejszą sukienkę i poszła do sądu. Miała nadzieję spotkać tam Karolinę. Marcin znów nie spuszczał żony z oczu. Tamara i jej siostra bliźniaczka, Tatiana, starały się wspierać Mariolę i Marcina. Z różnym skutkiem. Kobieta płakała, nic do niej nie docierało. W sali zobaczyła Patryka. Miał pewną minę, na twarzy nie malowały się żadne uczucia, nawet strach. Nie odrywała wzroku od syna, nie słuchała sędziny i świadków, stała nieruchomo. Słuchała poleceń: usiąść, wstać, milczeć. Czasem po policzku spłynęła łza. Jakby zamieniła się w kamień, który nic nie czuje. Nie potrafiła nawet myśleć. Wydawało jej się, że nie istniała. Traciła wszystko, co kochała i nie potrafiła szlochać. Niczego już nie umiała. Patryk ani przez chwilę nie spojrzał w jej stronę. Nie poznawała chłopaka. Zastanawiała się czy nie był taki wcześniej, tylko nie zwracała uwagi i nie zauważyła. -Mariolka- szepnął Marcin. Szturchnął żonę łokciem. -Dobrze się czujesz?- spytał. Przeniosła wzrok z syna na męża. Przez dłuższą chwilę patrzyli sobie w oczy. W końcu Mariola spuściła głowę i znów znieruchomiała. Myślała o Karolinie. Wyobrażała sobie, że dziewczyna pojawi się na sali i złoży zeznania odciążające Patryka. Nie liczyła godzin. Do jej uszu doszło słowo: winny. Patryka uznano za winnego zarzucanych mu czynów. Kilku kolegów, którzy…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych