Wróć do katalogu

Miasto

Pierwszy rozdział powieści fantasy. Młody giermek, który jest świadkiem walki o władzę w Mieście, spróbuje stanąć po stronie zasad. Czy jednak wie wystarczająco dużo o życiu, by podołać swemu losowi?

netzach, opublikowano , 17 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Miasto

I

Schody, schody, zakręt... znów schody i znowu zakręt, a potem drzwi. Każdy ranek zaczyna się tak samo. No, może nie tak samo, ale i tak wszystko sprowadza się do wspinaczki na Wieżę. A tego dnia dla Nyama było stanowczo za wcześnie i za wysoko. Nie lubił tych porannych wspinaczek, zwłaszcza, że Lysias odsyłał go zaraz z powrotem. Oczywiście robił to tylko wtedy, gdy go zauważył, a z tym miewał czasem kłopoty. Najczęściej po prostu stał zamyślony wpatrując się niewiadomo gdzie. Jednak teraz Nyam musiał dostarczyć do Wieży ważne listy, więc przynajmniej wspinał się po coś. Wreszcie komnata Dowódcy. Eon Lysias czekał jak zwykle przy oknie, milczący niczym posąg, ciągle też wpatrzony w dal. Jego ciężkie spojrzenie badało wnikliwie odległy horyzont. Na jaśniejącym już niebie migotały coraz bledsze gwiazdy Północy. Morze za oknem było spokojne, tak samo jak kamienna twarz Lysiasa. Nyam zastanawiał się nieraz czy Dowódca czerpie ten spokój wprost z oceanu czy to raczej wody cichną pod jego pewnym spojrzeniem? Chyba nic nie mogło zburzyć spokoju eona, a na pewno nie było to wejście Nyama.Giermek zostawił więc listy na stole, chcąc – jak zwykle – opuścić już Wieżę Dowódcy. Zatrzymał go niski, grobowy wręcz głos eona. – Zbiera się na burzę, chłopcze. Czas jej wyjść na spotkanie... Nyam odruchowo spojrzał za okno. Na zewnątrz jednak wstawał rześki, pogodny dzień. Znów zapadła cisza. Tym razem jednak wydawała się nieznośnie ciężka. – O czym ludzie rozmawiają w Mieście? – Dodał niespodziewanie, już zupełnie innym tonem Lysias. Zaskoczenie Nyama przeszło w stan chwiejnego zakłopotania. Właściwie to nie wiedział czy w ogóle ma odpowiadać. Był giermkiem eona Lysiasa od trzech ledwie miesięcy, ale zdążył się już przyzwyczaić do nielicznych obowiązków i milczenia swego pana. – A o czym chcesz wiedzieć, panie? – Zdołał wreszcie wykrztusić. Eon stał ciągle nieruchomo wpatrzony w błękit rozpostarty za oknem. – O czym? Ludzie przecież mówią o wszystkim. O poselstwie z Nithregen, wojnie na Wschodnim Przesmyku, zmianie pór morskich... o mojej nieszczęsnej wyprawie?! Muszą coś mówić! – Dodał głośniej. Największa przygoda Nyama Edyanela, „nieszczęsna wyprawa”. Prawdę mówiąc niewiele o niej wiedział, choć sam miał z nią płynąć jako przyboczny eona. To znaczy nie wiedział więcej niż zwykli mieszkańcy Miasta. A na ulicach można było usłyszeć tyle opinii, ile tylko da się na taki temat wygłosić. – Ludzie... w Mieście... – Tak właśnie o to pytam – powtórzył nieco zniecierpliwiony Lysias. – A więc... niektórzy mówią, że to niepotrzebne ryzyko... – zaczął ostrożnie odpowiedź – ale większość cieszy się z niej, radzi są też z twego dowodzenia eonie. – Dodał szybko. W rzeczywistości była to jedynie opinia Tycena, pazia służącego u boku eona rodu Lykkinów. Nyam lubił go głównie za to, że zapoznał go z Imys. A Imys... no cóż, była jedyną osobą, której nie chciał zostawiać samej w tym ogromnym mieście... Tak czy inaczej był zadowolony, ba niemal dumny ze swej odpowiedzi. Przynajmniej do chwili, w której jego pan odwrócił się wreszcie od okna. Lysias spojrzał w stronę giermka, po czym podszedł do stołu. Westchnął ciężko. – Są zadowoleni z mojego wyjazdu. Nic ponadto. – Rzucił z goryczą i otworzył pierwszy z listów przyniesionych przez Nyama. Giermek poczuł się dziwnie i miał ochotę już wyjść. Bał się jednak poruszyć. – Dlaczego ktoś chciałby twego wyjazdu dostojny eonie? – Zapytał nieśmiało. – Dostojny eonie? – Lysias zaśmiał się smutno – może dlatego, że jestem „dostojnym” eonem rodu Tymhów? A może to tylko członkowie Wysokiej Rady mają za krótkie nogi, a zbyt długie ręce? Nie, Nyamie, nikt nie chce bym został w Mieście. Dlatego też spotkał mnie zaszczyt poprowadzenia tej wyprawy. – W jego głosie gorycz walczyła o pierwszeństwo z rezygnacją. – Po tylu latach tułaczki muszę znów opuścić Miasto... – Dodał niemal szeptem. Jego szeroka, poszarzała nieco twarz wyrażała tyle uczuć co granitowy głaz. Ale te szare oczy... ten zmęczony wzrok, którym badał z wolna kartę listu... Lysias nie wyglądał już młodo, o czym przypominały mocno posiwiałe włosy, teraz jednak Nyamowi zdało się, że ma przed sobą starca. Chłopiec poczuł, że robi mu się żal swego pana. Nieraz usiłował sobie wyobrazić jak mogło wyglądać życie Lysiasa w czasie, gdy podróżował po świecie. Nim został eonem swego rodu. Niewiele jednak wiedział o jego przeszłości, choć sam marzył o podobnych podróżach, o przygodach na dalekich morzach... Gdy jednak skończył wiek myqela, to znaczy młodzieńca, bał się sam wyruszyć w świat. Świat o którym tak lubił czytać w pamiętnikach dawnych podróżników i starych atlasach. A ponieważ i tak nie mógł już korzystać z opieki swego rodzinnego tidyum, zaciągnął się na służbę u Dowódcy Floty. – Proszę mi wybaczyć, panie – rzekł zmieszany i cicho otworzył drzwi. Lysias, jakby ocknąwszy się z głębokiego snu, spojrzał z lekkim zdziwieniem w jego stronę. – To nie twoja wina – powiedział ciepło, próbując przybrać bardziej pogodny wyraz twarzy – ale proszę cię, mów mi o wszystkim. Cokolwiek ciekawego usłyszysz na ulicy, w porcie, czy gdzie tam chodzisz. A teraz idź już. Nie będziesz mi na razie potrzebny. – Mówiąc to wykonał ręką niedbały gest, po czym zatopił się w lekturze kolejnego listu.

I I

Niebo było blade i czyste. W ostrym blasku słońca białe ściany Ygit Kaa drażniły oczy Nyama, który już od dłuższej chwili stał w Wysokiej Bramie. W pełnym świetle jego strój był niemal biały, a włosy z koloru kasztanowego przeszły w ciemne złoto. Wokół gęstniejący tłum napierał na bramę coraz bardziej natarczywie. Ostatnie dni pełne były napięcia. Mieszkańcy z niepokojem wyczekiwali nadejścia pory burz. Miasto żyło jednak innymi sprawami. Dziś Wysoka Rada miała wysłuchać skargi kupców z Nithregen. Także dziś – według przewidywań Imys – przewodniczący Rady powtórzy swe wezwanie skierowanie do Dowódcy Floty, eona Lysiasa. Nyam zastanawiał się czasem skąd Imys tyle wiedziała o sprawach Miasta. Była przecież tylko wychowanką tidyum rodu Kazkyetów. Ponadto nie przeżyła nawet piętnastu cyklów! Tak czy inaczej Nyam chciał się sam przekonać co wydarzy się na Placu Głośnych Szeptów. Przed bramą tłoczyli się ludzie, którzy chcieli przedstawić swe sprawy Wysokiej Radzie oraz gawiedź ciekawa przybyszów z Nithregen. Strażnik przepuścił wreszcie Nyama. Giermek przeszedł na prawą stronę placu i stanął w cieniu Błękitnego Gmachu, gdzie mieściły się miejskie archiwa. Po tej samej stronie, tylko w głębi placu, mieściła się nieduża, owalna Świątynia Morza. Naprzeciw zaś na całej długości placu stał stary Gmach Wyllosa – miejsce rezydowania rzeszy urzędników. Koniec placu wieńczył, górujący nad pozostałymi, śnieżnobiały Ygit Kaa – siedziba Wysokiej Rady i Wielkich Skarbników Miasta. Wszyscy patrzyli właśnie w tamtą stronę, gdzie przed białymi schodami, na podwyższeniu znajdowały się honorowe miejsca dla członków Rady. Plac po obu stronach szczelnie wypełniał tłum, gdy Mistrz Słowa ogłosił nadejście długo oczekiwanych przywódców Miasta. Nyam stał zbyt daleko by widzieć wszystko dokładnie. Dostrzegł jednak dwa rzędy ubranych w długie, beżowe szaty ludzi, którzy rozchodząc się w obie strony zajęli miejsca na podwyższeniu. Ostatni z idących, ubrany w błękitno-złote szaty, zasiadł pośrodku podwyższenia. Był to – jak domyślał się Nyam – przewodniczący Rady, eon rodu Brekannów o imieniu Kytios. Patrząc na Radę chłopiec mimowolnie zwrócił uwagę na grube i krótkie nogi niektórych jej członków... – Dzisiejszą audiencję Rady zaczniemy od wysłuchania skargi Thegolia z Nithregen – odezwał się donośnym głosem Mistrz Słowa. Eon Kytios skinął ręką i przed Radą stanęli trzej kupcy z obcego miasta. Nyam przypomniał sobie wczorajszą rozmowę z Imys. – Najpierw, by nie drażnić Nithregen, Rada wysłucha jej posłów – mówiła tym pełnym chytrości tonem – później swe skargi złożą właściciele okrętów i banków. Może pozwolą wysłuchać też jakiejś skargi drobnego kupca czy rzemieślnika. Potem ktoś zapewne wspomni o zbliżającej się porze burz, ktoś inny powie, że na Wschodnim Przesmyku toczy się wojna... – Ale przecież wszyscy o tym wiedzą, – zaprotestował Nyam – po co Rada miałaby słuchać... Imys spojrzała na niego wzrokiem z serii ty-przecież-nic-nie-wiesz. Nyam nie zwrócił na to najmniejszej uwagi.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych