Wróć do katalogu

Miasto

Co znajduje się za murem

Vercotti, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"O Boże! ja bym mógł być zamknięty w łupinie orzecha i jeszcze bym się sądził panem niezmierzonej przestrzeni, gdybym tylko złych snów nie miewał." William Szekspir, Hamlet (tłum. Józef Paszkowski)

… Coraz częściej nocą wychodził z mieszkania. Nie szukał towarzystwa. Podświadomie wiedział, że inni ludzie nie mogą mu dać tego, czego potrzebował, a co więcej, nie wiedział czego potrzebował. Nie umiał tego znaleźć w Sieci, a rozmowy o wątpliwościach ze znajomymi mogły się skończyć tym, że o wszystkim dowie się jego Anioł Stróż. To byłby zapewne jego koniec. Myślał o tym dużo, a rezultat tych rozważań zadziwiał jego samego, bowiem dochodził do wniosku, że z jednej strony bał się, a z drugiej pojawiła się niezdrowa ciekawość, co by się stało gdyby jednak do tego doszło. To właśnie pchało go do wychodzenia mieszkania po zmroku. Wkrótce jego ciekawość miała zostać zaspokojona, bowiem od kilku dni towarzyszyły mu cienie, znające powód, dla którego błąkał się nocami ulicami Miasta.

*** W Mieście gruchnęła nowina, która przetoczyła się przez ekrany komputerów i od razu skupiła na sobie całą uwagę mieszkańców. Wiadomość brzmiała:

Zarządza się GODZINĘ W w sobotę o ósmej czterdzieści jeden. Wszyscy ci, którzy w tym czasie pracują, dostaną dwie płatne godziny wolne, jeśli zgłoszą wcześniej taką chęć swoim przełożonym. Na stanowiskach pozostaną jedynie pracownicy niezbędni do prawidłowego funkcjonowania Miasta.

Pojawiały się wcześniej głosy, że wiele osób nie mogło być obecnych na tym wydarzeniu, z powodu obowiązków zawodowych. Tym razem postanowiono iść na rękę niezadowolonym obywatelom wszak szczęśliwe społeczeństwo to szczęśliwe Miasto. Jak zwykle GODZINA W wywołała szum, a użytkownicy Sieci chętnie wyrażali swoją opinię dotyczącą nadchodzącego wydarzenia. W świecie wirtualnym wrzało.

… Kilkanaście minut po wyjściu z mieszkania coś zauważył. Właściwie to nie zauważył, wyczuł czyjąś obecność. Przepełniała go niepotwierdzona dowodami pewność, że tym razem nie jest sam. W pewnym momencie każdy nerw jego ciała kazał mu się zatrzymać. Rozejrzał się lecz nie zauważył nikogo, ale wiedział, że w mroku coś się czai. Jego uczucia w tej kwestii trudno było nazwać czystym strachem, chociaż skłamałby gdyby powiedział, że nie czuł lęku. Była w tym jednak jakaś ciekawość, której zawsze towarzyszy niepewność dotycząca tego, co kryje przyszłość. Znowu się rozejrzał, ale nikogo nie zobaczył. Postanowił jednak nie poddawać się panice i iść tą samą trasą co zawsze. Po chwili marszu usłyszał jak ktoś cicho woła: - Mały, poczekaj! Odwrócił się, a kiedy atawistyczny rozkaz umysłu nakazał mu rzucić się natychmiast do ucieczki wpadł wprost w ramiona trzech wysokich mężczyzn, którzy wyrośli jak z podziemi. Napastnicy złapali go tak, że nie miał szans na wyrwanie się. Wołanie o pomoc skutecznie tłumiła silna dłoń zasłaniająca mu usta, a opór zaczął słabnąć z każdą chwilą, która upłynęła od ukłucia igły, kiedy to przyjemne ciepło zaczęło rozlewać się po ciele, a wszystko wokół szybko znikało za parawanem ciemności. Stracił przytomność. Tym samym umarł znany mu świat. Dla niego nie było już powrotu do Miasta.

*** W tym samym czasie Miasto układało się do snu. Stodwudziestotrzyletni organizm, którego początki sięgały lat dwudziestych, dwudziestego pierwszego wieku. Niespokojny początek nowego millenium sprawił, że ludzkość zaczęła się od siebie odgradzać. Powstały ogromne metropolie otoczone murami nie do przebycia, samowystarczalne twierdze, które dawały ludziom to, czego potrzebowali – bezpieczeństwa i spokoju. Początki były trudne, bo nie wszyscy godzili się na życie za murem, jednak błyskawicznie poradzono sobie z tym problemem i skutecznie pozbywano się tych, którzy nie chcieli wieść takiego życia. Kierowano się prostą zasadą – jesteś z nami lub przeciwko nam. Krytycy takiego rozwiązania w tajemnicy lądowali za ogromnym ogrodzeniem i nigdy o nich nie słyszano. Żeby poradzić sobie z ewentualną reakcją powołano do życia funkcję Anioła Stróża. Każdy obywatel miał swojego własnego policjanta, którym mógł być jego sąsiad, a nawet ktoś z rodziny i tenże Anioł Stróż dbał o to, żeby dostarczać władzy informacji, potrzebne do tropienia wrogów nowego porządku. Sprawdzało się to lepiej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Jednak władza znała porażki systemów totalitarnych z przeszłości i dawała społeczeństwu dużą swobodę, jeśli chodzi o krytykę. Miejscem, gdzie obywatele mogli dać upust swoim przemyśleniom była Sieć – portal społecznościowy, który obejmował całe Miasto i gdzie każdy mógł wyrażać swoje opinie do woli. Ktoś mógłby powiedzieć, że to niefrasobliwość władzy, żeby pozwalać na istnienie takiej możliwości, jednak przeszłość internetu jasno pokazywała, że polityczne deklaracje, groźby i krytyka, wyrażane w wirtualnej rzeczywistości, pozwalały obywatelom poczuć trochę swobody, jednak poza siecią ludzie nie byli już tak aktywni. Z biegiem czasu medium to zaczęło służyć jako rozrywka, a rozpolitykowane czasy odeszły w przeszłość. Coraz rzadziej podejmowano poważne tematy, koncentrując się na zabawie i pracy. Mijały dekady, a nowi ludzie Miasta, potomkowie większości zadowolonej z osiągniętego bezpieczeństwa i pokoju przejmowali pałeczkę. Ci nowi ludzie w niczym nie przypominali budowniczych muru, którym przyświecała pewna idea, ci nowi ludzie byli zrośnięci z Miastem, byli jego integralną częścią. No i w końcu była też GODZINA W, coś co zamykało usta tym, którzy mogli być w jakiś sposób niezadowoleni ze świata w jakim przyszło im żyć. GODZINA W pokazywała, że władza trzyma ludność w garści.

Jednak co jakiś czas w pojedynczych mieszkańcach budziło się coś, co nie pozwalało im spokojnie spać, coś nienazwanego, jakiś głos w przeszłości, który sprawiał, że w życie wkradała się szarość, a jasne, rysowane przez władze granice, już nie do końca były tak oczywiste.

… Ocknął się, ale cały czas otaczała go ciemność. Siedział, a na głowie miał naciągnięty jakiś worek, oprócz tego ręce i nogi miał skrępowane. - Gdzie ja jestem? - zapytał i od razu usłyszał jakieś poruszenie w pomieszczeniu. - Obudził się – zauważył ktoś. - Domyślasz się gdzie jesteś, młody? - zapytał kobiecy głos. - Nie – powiedział cicho i pokiwał głową. - Odsłonię ci twarz, a ty będziesz bardzo grzeczny, dobra? - Tak – odpowiedział i poczuł jak ktoś zdejmuje mu worek z głowy. Znajdował się w pomieszczeniu bez okien. Na jednej ze ścian znajdowały się monitory, a pod drugą stało ogromne biurko z jakimiś urządzeniami przypominającymi komputery. W sali znajdowało się dwóch mężczyzn i trzy kobiety, których wcześniej nie widział. - Gdzie ja jestem? - ponowił pytanie, nerwowo rozglądając się po pokoju. - To nie ma znaczenia. Wiesz, czemu się tu znalazłeś? - zapytała jedna z kobiet. - Doniósł na mnie mój Anioł Stróż...? Od dłuższego czasu działo się ze mną coś dziwnego, ale przysięgam, że nie zrobiłem niczego złego, nie jestem wrogiem Miasta. Obecni w pokoju popatrzyli na siebie, a z ich min dało się wywnioskować coś na kształt zadowolenia. - Co masz na myśli, mówiąc „coś dziwnego”? - zapytał jeden z mężczyzn. - Nie wiem. Przestałem widzieć sens w życiu, spałem coraz gorzej i nawiedzały mnie niepraworządne sny... - tu zawiesił głos jakby bał się, że powiedział za dużo. - Niepraworządne sny, powiadasz? A jakież to? - zapytał jeden z mężczyzn. Myślał szybko. Doszedł do wniosku, że kłamstwem niczego nie zyska, bo ci ludzie zdawali się wiedzieć o nim więcej niż on sam. Zresztą, oprócz strachu nie mógł pozbyć się irracjonalnego uczucia podniecenia i ekscytacji, które gdzieś w nim się tliło. - Śniłem o tym jak prowadzę ludzi, żeby rozwalić... - …mur? - dokończyła jedna z kobiet. Kiwnął twierdząco i opuścił głowę, jak oskarżony, który w końcu przyznał się do winy. Trójka obecnych zaczęła szeptać między sobą, a po chwili jedna z kobiet powiedziała: - Mały, jesteś gotowy na śmierć? Naprężył ciało jakby całym sobą chciał powiedzieć, że nie zrobił nic złego, ale poczuł ukłucie i ponownie stracił przytomność.

*** Sobota, godzina ósma. Nie wszystkich ekscytowała GODZINA W, a byli wręcz tacy, którzy kwestionowali organizowanie tego wydarzenia, jednak zawsze znajdowała się duża liczba osób, która przychodziła. Można było odnieść wrażenie, że traktowano to jak jakiś festyn, coś co trzeba, przynajmniej kilka razy w życiu zaliczyć, żeby wiedzieć jak to wygląda, bo taki widok nie zdarzał się zbyt często. Ostatnia GODZINA W była dwa lata wcześniej i od tego czasu wiele osób osiągnęło dorosłość, co uprawniało ich do wzięcia w niej udziału. Przy wszystkich punktach zbiorczych ludzie kłębili się czekając na początek. Byli tu już dużo wcześniej, żeby zobaczyć przedstawienie od samego początku.

… Przed odzyskaniem przytomności śnił o szkole, o lekcjach historii, na…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych