Wróć do katalogu

Michał i wakacyjna przygoda "Ach, te przeprow

Pierwsza część mojej dosyć długiej powieści o tym, że nie należy oceniać sytuacji na pierwszy rzut oka...

michal240390, opublikowano , 18 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Był piękny, bezchmurny dzień na przedmieściach Delta City. Ptaszki ćwierkały, pszczółki bzykały, słoneczko grzało... Dla Michała była to idealna pogoda na naprawę dachu w swoim domu. Taki piękny dzień nie zapowiadał nadchodzącej katastrofy... Ale nie wyprzedzajmy faktów... Ponieważ Michał wchodząc na dach, był w dobrym nastroju, zaczął swoją robotę. - Straszna burza była, ogromną dziurę zrobiła, więc ją załatamy... - w tej chwili zaczął wyjmować narzędzie potrzebne do naprawy dachu - ...młotkiem, gwoździami, piłą, piłą mechaniczną, imadłem, obcęgami, łopatą, kowadłem, kilofem, siekierą... eee... tak na wszelki wypadek. Ale chyba najbardziej przydatny będzie 5 litrowy pojemnik kleju ,,Kropelka”. Mój ty niezbędniku! W tej chwili zaczął przytulać puszkę z klejem jakby to była maskotka z odpustu. Nagle, jakby z zaświatów, odezwał się głos brata Łukasza, który skutecznie przerwał to namiętne obściskiwanie puszki: - Michał! Jak ci idzie robota?! Michał przestraszył się nagłego odzewu braciszka. O mało nie wylał na siebie cały klej jaki był w puszce. Uspokoił swoje wysokie ciśnienie, usiadł na dachu i przybijając dachówki młotkiem, zawołał: - Ekhm... znaczy się... dobrze, dobrze! Jest wszystko OKEJ! - Dobrze to dobrze! A co ugotować na obiad?! - Na obiad?! Eeee... może być... aaaa... cokolwiek, byle szybko! - Cokolwiek? - zapytał się nie pewnie Łukasz, który zastanawiał się co może oznaczać słowo ,,cokolwiek” wypowiedziane przez Michała - Hmmm... jeżeli Michał mówi ,,cokolwiek”, to może oznaczać tylko... Wtedy doznał olśnienia i zadowolony z życia zaczął zjeżdżać balustradą od schodów w dół w kierunku parteru. - No jasne! - wykrzyknął - Barszcz czerwony! A więc let’s go! i wtedy zauważył przeszkodę na drodze zjeżdżalni: wystający słupek kończący balustradę. Jednak Łukasz zanim zaczął reagować lub cokolwiek zrobić, uderzył o słupek, miażdżąc między krocze, wykonał wspaniałe salto do przodu i zakończył jazdę uderzając plecami o podłogę. - Auuuuuuuuu... - zdołał z siebie wyksztusić cienkim głosem cierpiący Łukasz. Tymczasem na zewnątrz do domu podjechał super wypasiony i wyczesany Mercedes klasy CLS z napisem na boku ,,Poczta”. wysiadł z niego listonosz informujący: - Poczta przyjechała! Michał pomyślał: „Co za dusza mi tu jęczy podczas roboty?” Obejrzał się na dół i ujrzał listonosza z jego autem. - Ach! To ty Jasiu! Wchodź śmiało! Jest coś dla mnie dzisiaj? Tylko nie próbuj mi wciskać ulotkę na prenumeratę magazynu CKM albo fałszywy papier o tym, że wygrałem jakieś pieniądze lub wygrałem luksusowa wycieczkę do Karłatek Górnych, bo i tak to wyrzucę do kosza. - Nie… - odparł Jacek. – To nic z tych rzeczy. Mam dzisiaj dla ciebie rachunek telefoniczny z TP SA. - Ostatnio wynosił 179 złotych i 99 groszy, z VAT-em oczywiście. – obliczył Michał. – Ile wynosi teraz? - Nie będziesz zadowolony jak ci powiem ile. – ostrzegał Jacek. - Mów wreszcie ile! – zniecierpliwił się Michał. - Dobra! Sam tego chciałeś! 2699 złotych i 85 groszy. - Że ile?!?! – wykrzyknął zszokowany Michał, przez co przypadkowo uderzył młotkiem w swoją rękę z siłą kilku tysięcy niutonów, podskoczył wysoko z bólu jak startująca rakieta kosmiczna i spadł na ziemie z wielkim hukiem. Potem wstał, otrzepał się z kurzu i zaczął iść w kierunku listonosza z ogromna wściekłością. - Ależ Michale! – próbował go uspokoić Jacek. – Tu nie ma żadnego błędu. Naprawdę tyle wyszło. A tak w ogóle… - Dawaj ten świstek!!! – Michał był wściekły nie na żarty. Wyrwał z ręki listonosza rachunek, żeby sprawdzić czy go nie oszukuje. Jednak się nie przesłyszał. Pisało wyraźnie: 2699 złotych i 85 groszy! - O ludzie!!! Trzymajcie mnie, bo mnie zaraz krew zaleje!!! Ukatrupię, zastrzale, zabije jak psa!!! Gdzie jest taryfa ulgowa?!?! – kierował te słowa do listonosza, aby się wyładować ze złości. - Michał… eeee… nie że cię podpuszczam ,ale… - próbował się bronić przestraszony listonosz opierając się o swój samochód. - A ty, gościu… - kontynuował Michał. – w ogóle zejdź mi z moich oczów zanim Cię uszkodzę, zapakuje i ześle na Sybir!!! Kapujesz czy powtórzyć?!?! - Coś jeszcze? - RUSZ SWÓJ TYŁEK!!! - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! – Jacek zdążył tylko to wykrzyczeć, ponieważ uciekł od Michała z prędkością najszybszego na świecie sprintera w kierunku Delta City (później w Wiadomościach będą mówić, że pan Jacek pobił wszystkie rekordy w biegu na 100 metrów, 200, 500, 1000 itp.). Michał patrząc na to zobaczył stojącego obok niego Mercedesa CLS i zawołał do uciekającego listonosza: - Hej! A samochód? Jednak było już za późno, ponieważ w tym czasie listonosz pokonał ogromny dystans oddzielający Michała od niego. - Mniejsza o to. – palnął. – Muszę rozliczyć się z Łukaszem. – i z ogromną chęcią zemsty na drugiego bliźniego Michał ruszył w kierunku drzwi. Łukasz w tym czasie czekał na Michała z talerzami gorącego barszczu czerwonego, aby mogli zjeść obiad. Nagle ujrzał go, kiedy uderzył w drzwi z taką siłą, że wbiły się w ścianę. Niczego nie podejrzewając Łukasz powiedział do brata: - Michał! Obiad zrobiony. - Michał – takie właśnie mam imię. A czy wiesz może... - przerwał ponieważ drzwi, które wbił w ścianę, spadły na podłogę wzbijając tumany kurzu w powietrze. - …kto nabił tyle impulsów na liczniku telefonicznym? – dokończył swoje pytanie pokazując swojemu braciszkowi rachunek telefoniczny za który trzeba zapłacić… bardzo dużo. Łukasz, gdy zobaczył ile trzeba zapłacić, jego źrenice powiększyły się do rozmiarów pięciozłotówek i tak go zamurowało, że upuścił talerze z gorącym barszczem czerwonym na podłogę, więc podłoga wyglądała jak po „Teksańskiej masakrze piłą mechaniczną”. - Może… - próbował ratować sytuację Łukasz - …eeee…może to białe myszki, co? - Tak się składa że w bajki już nie wierze,… - wymamrotał ze stłumioną złością Michał. - …A i one nie przedzwoniłyby 72 godzin przy telefonie dzwoniąc na 0-700… i nie przesiedziałyby 120 godzin przy Internecie (mieli Internet przez modem). Możesz się z tego wytłumaczyć? - Otóż… no więc… - jąkał się Łukasz – Szukałem dachówek w necie… a przez telefon… - Słuchaj no! – Przerwał mu Michał i mówił do brata z coraz większą złością – Coś mi tu śmierdzi. Jeżeli mi to zaraz nie wytłumaczysz to… Kiedy Michał przygwoździł Łukasza do szafy, ta otworzyła górną szafkę z której wyleciał jeden egzemplarz gazety „Playboy” i wylądował w rękach Michała. Zdziwiony znaleziskiem pokazał okładkę gazety Łukaszowi i spytał: - Co ty! Dom publiczny chcesz zrobić z tego domu, czy co? – Spytał zdziwiony Michał. - A co, nie mogę? - Ależ, jasne… -Serio? - …że nie. – Dokończył Michał. – I wiesz co? Jeżeli nie zapłacisz za ten rachunek swoimi pieniędzmi, to pakuj manatki i wyjazd z mojego domu! - Z twojego domu? – Zaatakował Łukasz. – Od kiedy to twój dom, że się możesz tak rządzić? - Od tej chwili, jasne oszołomie?! - Hej, gościu! Kim jesteś ze możesz mnie nazywać oszołomem, oszołomie? - Dla ciebie jestem Pan Oszołom, oszołomie! - Dosyć!!! Nie zapłacę tego rachunku, bo to też mój dom i mogę z nim robić co mi się podoba, a twoje skarpety śmierdzą zgniłym serem pleśniowym z Afganistanu!!! - Że jak?!?! - A tak! - Ludzie!!! Trzymajcie mnie, bo mnie zaraz krew naprawdę zaleje!!! Wyprowadzam się stąd!!! - No i dobrze!!! Tylko w tym się z tobą zgodzę!!! – Zakończył kłótnie Łukasz. Michał udał się do swojego pokoju i zaczął pakować swoje rzeczy osobiste, aby wyprowadzić się jak najdalej od swojego brata. Łukasz w tym czasie rozmyślał: „A może by się zatrudnić jako komornik? To bardzo ciekawe zajęcie. Tyle uciechy a satysfakcji jeszcze więcej!” Minęło trochę czasu a Michał się jeszcze pakował. Zniecierpliwiony Łukasz zwrócił się do Michała: - Długo się będziesz jeszcze pakował? - A co? Nie podoba ci się moje towarzystwo? – Zadał to pytanie Łukaszowi aby go jeszcze bardziej zdenerwować. I rzeczywiście.. Podziałało. Ale chyba za bardzo. No bo reakcją odruchową Łukasza było rzucenie tasakiem w kierunku Michała. Michał widząc to, uciekł z domu z jedną torbą rzeczy (tylko tyle zdążył wziąć ze sobą). Na ulicy zauważył jadącą do miasta taksówkę, więc co sił w nogach biegł w kierunku taksówki wołając ją by się zatrzymała i go zabrała. Taxi się zatrzymało, rozpędzony Michał wpadł do niej i w pośpiechu powiedział żeby odjechała do miasta. Ta ruszyła z miejsca w pojechała w kierunku miasta. Z domu wybiegł Łukasz który, trzymał w rękach zestaw noży kuchennych ZEPTERA aby się z nimi podzielić ze swoim bratem. Ale kiedy zauważył że on odjechał, zdołał tylko wykrzyknąć zasapanym głosem: - I żebyś tu nigdy więcej nie wracał! Kiedy to wykrzyczał, dach, z powodu wibracji głosu Łukasza, (był delikatnej konstrukcji) zawalił się jeszcze bardziej powiększając dziurę. Łukasz, całkowicie załamany z powodu tych komplikacji niefortunnych zdarzeń, skierował wzrok w kierunku nieba i powiedział: - Boże… za jakie grzechy dach mi się zawalił?

Tymczasem Michał, który…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych