Wróć do katalogu

Miecz którego nie było

Taki sobie opis sesji z gry online zwanej Amorion, wyszedł z tego pastisz Prattchetta ale jet tez nieco filozofii grozy i romansu

RomanowRomanow, opublikowano , 18 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Miecz którego nie było...

Po świecie chodził wiedźmin. A ludzie gadali różne rzeczy... Miasto było ciche. Noc rozsnuła nas nim swe ciemne skrzydła tuląc je w swym uścisku jak kochająca matka. Rynsztokiem, jak co wieczór, spływały ciała. Drzwi gospody otworzyły się nagle. Młoda kobieta wybiegła z nich otoczona całunem płomieni. Krzyk rozdarł noc i ucichł jak ucięty brzytwą. W noc potoczyły się przekleństwa, stuk pucharów i trzask zamykanych drzwi. Zwłoki skwierczały cicho Ludzie gadali a gwiazdy były w porządku... Aż do pewnego wieczoru...

****

- Krzywy jakiś.

Głos kobiety dobiegł go z zza pleców. Był to głos łagodny ale czuć w nim było tłumioną pogardę i kpinę.

- O mieczu mówiłam, pokaż jeno cóż to za żelastwo u boku taszczysz, może znajdzie się w zanadrzu coś bardziej godnego profesjonała?

Wiedźmin na był w najlepszym humorze toteż gdy się odwrócił miecz trzymał już mocno w dłoni a bezczelna kobieta miała okazję podziwiać wykonanie klingi z bardzo bliska. Zdumiał się jednak na widok tego co ujrzał przed sobą. Opuścił brzeszczot. Zacięcie z twarzy zniknęło tak szybko jak się pojawiło.

- Faktycznie krzywe.

Opuścił głowę spoglądając na miecz.

- Kiedyś używałem innego.

Rzekł po chwili z irytacją i chyba nawet nutką wstydu w głosie. Zupełnie jakby zapomniał że przy boku nosił coś innego niż zazwyczaj. Uniósł głowę i hardo spojrzał w kobietę która go zaczepiła.

- Wszystko inne jest w porządku.

- Co to i ile warstw stali? jedna, dwie?

Fachowe spojrzenie przesunęło się po wyciągniętym ostrzu, z niejaką nonszalancja zdając się nie zauważać jego właściciela.

- Mogę to poprawić...

Dopiero teraz nieznajoma spojrzała lubieżnie na wypukłość poniżej pasa wojownika.

- ...Może nawet od ręki...

- A skąd mam wiedzieć takie rzeczy? Nie znam się na tym za dobrze. To gówno i tak niebawem wyszczerbię albo połamię. Wiec szkoda Twojego zachodu... ...rzemieślniku.

Ostatnie słowo wycedził, bacznie mierząc kobietę chłodnym spojrzeniem.

- Pokaż...

W głosie nieznajomej była dziwna Zaciętość.

- ...Ty masz swoją pracę a ja swoją; pieniędzy nie chcę... Każdy i tak krwią za brzeszczot zapłaci, prędzej czy później.

- Nie ma co pokazywać.

Parsknął.

- Kupiłem to parę dni temu na na targu. Nie jest to broń godna moich umiejętności ale cóż. Przyjaciel który kiedyś wiernie mi służył przepadł w głębinach pewnego jeziora.

W tym momencie można by sądzić że mężczyzna będzie ubolewał nad taką stratą. On jednak uśmiechał się.

- Dlaczego odnoszę wrażenie że pieczeń którą chce zjeść sama podaje mi widelec? Tak odnośnie mojej i Twojej pracy...

- Śmierć pracował u mnie w kuźni... wylałam go...

- Ale jeśli nie chcesz moich usług nic tu po mnie...

Odwróciła się i najwyraźniej chciała odejść...

Wciąż się uśmiechał. Nie był do końca pewien czy chce wrócić na ścieżkę którą opuścił, gubiąc miecz. Lecz ziarno zostało zasiane. Zawiesił oko na ciele nieznajomej. Obserwował chwilę. Zastanawiał się. W końcu śmiejąc się z własnych słabości, zawołał.

- Musi być lekki jak pióro ze skrzydła archanioła śmierci. Mieć w sobie zaklęty wiatr.

Mówiąc podchodził do niej.

- Jednym cięciem ma swobodnie przecinać człowieka na pół nie grzęznąc w mięśniach czy kręgosłupie. Musi być ostry i nigdy się nie zatrzymywać.

Zatrzymał się tuż przed nią i już bez rozbawienia kontynuował opis.

- Klinga musi być długa. Co najmniej na dwa, dwa i pół łokcia. Prosta i jednosieczna. Najlepiej czarna jak noc. Rękojeść w czerwonej materii. Lubię te kolory. Wiem też że jest stop o takiej barwie i właściwościach które sprostałyby moim wymaganiom. Taki był mój poprzedni miecz. Był taki jak ja. Jeżeli uważasz że podołasz zamówieniu. Oddam Ci całe moje złoto.

Zmrużyła oczy.

- Muszę się z tym przespać...

Wyglądała jakby się zastanawiała.

- I upić... Co najmniej ze dwa razy... Na trzeźwo nawet w kowadło nie trafiam

Uśmiechnęła się filuternie.

- Potraktuję to jako wyzwanie. Przez całą noc tylko ty jeden dałeś mi odpowiedź której oczekiwałam.

Zadowolony z siebie wyszczerzył pożółkłe zęby.

- Bo tylko ja jeden potrafię docenić prawdziwy kunszt. Gdy będziesz gotowa znajdziesz mnie w tawernie. Wystarczy spytać o Storma. Mam nadzieję że wyzwania traktujesz tak samo jak ja.

Skinął głową, patrząc przez chwilę nieznajomej prosto w oczy, po czym odwrócił się aby odejść.

Nacięła sobie nadgarstek małym, lecz ostrym nożykiem i pozwoliła by kilka kropel krwi spadło na jej prawą dłoń.

Po chwili wahania podała ją nieznajomemu, patrząc mu wyczekująco w oczy.

- Nie.

Odwrócił twarz. Głos miał spokojny. Nie było w nim gniewu ani żadnej innej emocji.

- On lubił pić krew... Ja nie.

Po chwili wahania ujął dłoń wampirzycy i zamknął ją.

- Nawet gdybym chciał, nie mogę. Moim przeznaczeniem jest być po drugiej stronie barykady.

Odsunęła się jakby przygnębiona.

– Dotrzymam umowy.

Powiedziała cicho. Widać było że myślami jest gdzieś indziej.

- Wykuję o nowiu... bo rysy będą.... światło księżyca...

Zaczęła mówić szybko, jakby tłumaczyła coś nowemu uczniowi.

- Zresztą nieważne...

Nie patrząc mu w oczy odsunęła się w cień zaułka. Na ulicy pozostało kilka kropel gęstej, smolisto-czerwonej krwi która wolno spływała z deszczem do pobliskiego rynsztoka.

Zacisnął mocno zęby. Odwrócił się i odszedł.

- Gdybyś tylko wiedziała ile ja przelałem takiej krwi.

Pomyślał gorzko.

****

W kuźni było cicho tej nocy. Ogień dawno wygasł. Na podłodze walały się pergaminy upstrzone dziwnymi schematami i diagramami.

- Skrzydła archanioła... Lekki jak...

Mistrzyni wymruczała pod nosem wyjątkowo paskudne przekleństwo poruszające problem pochodzenia pewnych istot do dziesiątego pokolenia wstecz.

Na podłodze leżały sztaby wszelkich znanych metali. Oraz kilku innych, których nazwy były tak rzadkie że niewarte wspomnienia.

- Czerwony... Pal go licho... W nocy wszystkie koty są czarne...

Mistrzyni wyraźnie miała zły dzień.

Butelka po szczególnie śmierdzącym siarką krasnoludzkim spirytusie poturlała się w kierunku stojącej pod ścianą kosy. Dwa centymetry przed tym jak dotknęła jej ostrza, rozpadła się na dwie połówki.

- Tępy złom.

Wampirzyca prychnęła z pogardą i wróciła do swoich szkiców. Noc mijała.

****

...jeśli jednak stal wysokowęglową ogrzejemy do temperatury czerwonego żaru 750 - 800°C a następnie ostudzimy wystarczająco szybko, węgiel rozpuszczony w żelazie nie zdąży się wytrącić i pozostanie w postaci roztworu przesyconego. Kryształy takiego roztworu stałego mają znaczną twardość, tym większą, im więcej węgla zawierają. Tak ogrzana i ostudzona stal jest już mieszaniną czystego żelaza, niewielkiej ilości cementytu, oraz martenzytu. Została więc wzbogacona o igłokształtne, bardzo twarde kryształy. Maksymalną twardość stali uzyskujemy przy całkowitej ilości węgla rzędu 0,7-1,0%...

- To by rozwiązywało problem surowca.

Powiedziała do siebie z pewnym zastanowieniem.

Problem materiału do owinięcia rękojeści pozostawał jednak nierozwiązany...

W oparach alkoholu unoszących się w pracowni pojawiła się nagle myśl. Przebiegła jak spłoszona mysz przez mroczne zakamarki umysłu wampirzycy i utknęła w ciasnej pajęczynie niejasnych wspomnień i skojarzeń.

Mistrzyni podeszła do szafy i wydobyła stamtąd komplet nieco zatęchłej lecz wykonanej z najlepszego perforowanego jedwabiu, bielizny.

- Miała być do polerowania... Ale co tam...

Mruknęła do siebie usatysfakcjonowana swoim niecodziennym pomysłem.

Materiał był idealny - wystarczająco mocny by mógł się na nim powiesić średniego wzrostu krasnolud w pełnej zbroi płytowej i wystarczająco szorstki by nie ślizgały się po nim ręce. [czasami jego szorstkość wykorzystywano do innych celów ale Mistrzyni wolała nie wracać do czasów gdy musiała parać się mniej chwalebnym zajęciem]

- Skrzydła archanioła śmierci... Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal...

Pomyślała z pewnym rozbawieniem.

Resztki czarnego koguta z wczorajszej kolacji powróciły do niej w przebłysku geniuszu jako kolejne rozwiązanie braków materiałowych.

- Pozostaje rozpalić ogień...

Pomyślał najbardziej sfeminizowany kowal w historii Amorionu i beknął donośnie.

****

szelest... blada twarz księżyca w długim, zagiętym ostrzu szelest... rudy błysk ognia z prawie wygasłego paleniska... szelest... delikatny ruch kościstych palców... szelest...

- JEDWAB SIĘ SKOŃCZYŁ.

Wampirzyca siedziała na podłodze kuźni wśród porozrzucanych sztab metalu i myślała nad czymś bardzo intensywnie.

- TĘPA BĘDZIE.

Mimowolny ruch bladych palców przy smukłym, bladym udzie... Czerwona podwiązka rzucona niedbale prze ramię....

- Ta jest ostatnia.

szelest...

Mijały dni.

****

Uderzenie młota. Niski, wibrujący ton, jak dźwięk dzwonu niosący się we mgle. Cisza. Kolejna sztaba zepchnięta wściekle z kowadła ląduje z brzękiem na klepisku.

- Martwa, znowu martwa.

Mistrzyni powoli kończył się zapas metalu. Zapas cierpliwości skończył się dawno temu.

- METAL NIE ŻYJE.

Wtrącił Śmierć.

- Ja też nie.

Logika tego stwierdzenia była niezaprzeczalna.

Uderzenie młota. Cisza. Czas mijał.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych