Między Światami - prolog + rozdział pierwszy
Amelia Moon od kiedy wyjechała z Londynu do Krakowa, cieszyła się każdą chwilą swojego studenckiego życia. Spokój Amelii zostaje przerwany, gdy zostaje porwana przez... swojego anioła stróża, wyglądającego jak lider zespołu rockowego. Dziewczyna dowi
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Przez rozświetlony słońcem pałacowy korytarz biegł zdenerwowany Nataniel. Anioł zdjął szal owinięty wokół szyi, bo upał popołudnia dawał mu się we znaki. Odetchnął z ulgą, zarzucił szal na ramię poczym skręcił w następny korytarz. W szybkim marszu mijał aniołów i inne istoty, którym wyraźnie udzielił się beztroski, wiosenny nastrój. Parsknął pod nosem, patrząc pogardliwie i z lekką zazdrością na parę, która śmiała się na głos z nieznanego Natanielowi powodu. Jemu wcale nie było do śmiechu. Chciał jak najszybciej dotrzeć do książęcych komnat. W myślach układał wiadomość, którą miał przekazać księciu. Mimo swojego wieloletniego doświadczenia z nagłymi przypadkami docierającymi spoza Nieba, cherubin nie potrafił wytłumaczyć faktów, które miały miejsce ostatniej nocy w pałacowej bibliotece. Wreszcie zatrzymał się przed zdobionymi drzwiami, przeczesał ręką czarne, długie włosy, wziął głęboki oddech i zapukał. Jeszcze raz powtórzył w myślach to, o czym za chwilę w bardzo dyplomatyczny sposób musiał poinformować księcia. - Wejść!- powiedział po chwili stanowczy głos zza drzwi. Nataniel delikatnie uchylił ogromne, szare wrota. Przeszedł przez długi hol prowadzący do książęcych komnat. Cisza, przerywana śpiewem ptaków zza okna nie dodawała mu otuchy. Wszedł do środka białej, barokowej komnaty. Za kamiennym biurkiem zawalonym papierami siedział Inael. Był niewyspany i w złym nastroju, co nie ucieszyło cherubina. Nataniel, patrząc na zmęczonego Inaela wiedział już, że rozmowa którą właśnie miał rozpocząć nie potoczy się tak łatwo jakby on sobie tego życzył. - Coś się stało? Wyglądasz na zdenerwowanego Nat?- Inael przetarł ręką oczy i popatrzył łagodnie na chłopaka. - To chyba nie najlepsza wiadomość, prawda?- westchnął, odsuwając od siebie z wyrazem niesmaku na twarzy część listów, na które nie zdążył przez cały dzień odpisać. Nataniel otworzył usta, obserwując jak paczka żółtych kopert, wydając cichy odgłos spadła z kamiennego biurka na podłogę. - Tak jakby... - burknął pod nosem, miętosząc w rękach swój szal. Inael odnalazł pomiędzy szarymi, zalakowanymi jeszcze kopertami swój kubek z kawą. Jego kąciki ust drgnęły w delikatnym uśmiechu na jego widok. Podniósł brwi i słuchał dalej raportu cherubina z udawanym zaciekawieniem. - Wczoraj, w kronikarium zanotowaliśmy zaginięcie jednej księgi... - czarnowłosy westchnął, czując, że zapomniał skrzętnie układaną przez siebie wersję jaką miał przedstawić Inaelowi. - Jakiej?- białowłosy książę napił się kawy. Opuścił wzrok aby skończyć list, który zaczął pisać zanim Nat mu przerwał. Czekał cierpliwie aż cherubin wyduka o co mu chodzi. Nataniel wiedział, że tak będzie. Był najmłodszy spośród sześciu cherubinów i reszta kronikarzy zawsze się nim wysługiwała w kłopotliwych sytuacjach, a on zawsze dawał się w to wciągnąć, obiecując sobie że „to już ostatni raz”. Przeklinał teraz w duchu swoją naiwność. - Tej napisanej przez pańskiego poprzednika...Samuela... - dodał jednym tchem. - Precyzuj... - Inael zupełnie nie miał nastroju do zgadywanek. Chciał szybko wysłuchać cherubina i wrócić do swoich zajęć, a niespodziewana wizyta Nataniela rozpraszała go, z każdą sekundą coraz bardziej zniechęcając do pracy. Wstał, nie mogąc już patrzeć na stertę niebieskich listów od astrologów. Zaczął chodzić po gabinecie, rozprostowując kości. - Księgi aniołów... Liber Angelorum bodajże... - wyjaśnił Nataniel, obserwując jak Inael z satysfakcją wyrzuca do śmieci listy, na które już odpowiedział. Książę, słysząc nazwę księgi zapomniał o listach i popatrzył na cherubina. - Jak to się mogło stać?- zapytał spokojnie. Opanowanie w kryzysowych sytuacjach było wielką zaletą Inaela. Nataniel bał się tego pytania, bo powinien na nie znać odpowiedź, a tak niestety nie było. - No właśnie nie mamy pojęcia... cały czas przynajmniej troje cherubów było w bibliotece, komputer nie zanotował włamania ale Księgi nie ma... - nie skończył zdania, gdy usłyszał odgłos obcasów w holu. Do komnaty wpadła, nie pukając rudowłosa dziewczyna. Uspokoiła oddech, ukłoniła się niechlujnie i nerwowo poprawiła rozczochrane włosy. - Książę, czip którym znakowana była Księga wykazał jej lokalizację... - wydyszała. Inael oparł się o biurko, zaczynając się niepokoić wieścią przyniesioną przez Nataniela. - Gdzie ją zlokalizowaliście?- zapytał, dopijając resztę kawy i próbując się odnaleźć w zaistniałej sytuacji. - Na Ziemi... - Sourel złapała oddech. Popatrzyła na bladego ze zdenerwowania Nataniela, który spojrzeniem dziękował jej za przyjście i wsparcie. Inael był podirytowany całą sytuacją. Patrzył spode łba na Nataniela i Sourel. Poważnie się zastanawiał nad kompetencjami swoich podwładnych. - No to ją znajdźcie - burknął. - Po co do mnie z tym przychodzicie zamiast jej szukać...!?- cierpliwość księcia powoli się kończyła. Sourel nie ucieszył podniesiony ton Inaela. Wbiła wzrok w posadzkę z czerwonego marmuru i zaczęła wiercić w niej dziurę obcasem. - Niestety straciliśmy sygnał... - starała się uśmiechnąć co nie za bardzo pomogło, gdyż Inael był coraz bardziej zdenerwowany. Białowłosy podszedł do okna i popatrzył na słońce wędrujące leniwie w stronę horyzontu. - Powinien tym się zająć ziemski dyplomata... - odparł przyciszonym głosem, tak że cherubini ledwo mogli te słowa usłyszeć. - Ale oczywiście od śmierci poprzedniego następny nie został wybrany! - krzyknął i huknął pięścią o parapet, płosząc parę szarych gołębi. - Czy w tym burdelu wszystko musi tak funkcjonować!? - Inael przestał się kontrolować. Po nocy odpisywania na nonsensowne listy Rady Aniołów, miał ochotę wziąć gorącą kąpiel i położyć się spać, a nie wysłuchiwać tłumaczeń nieudolnych cherubinów. - Ależ wiemy już kto jest dyplomatą ludzi! - wtrąciła Sourel, poprawiając nerwowo długie włosy. Starała się jak mogła ratować honor bibliotekarzy. Książę aniołów przeszył ją błękitnym, srogim spojrzeniem, oczekując natychmiastowego wytłumaczenia się. - Tak? - syknął. - Tylko, że ona... ta dyplomatka... - cherubin zająknęła się, tracąc pewność siebie, którą miała jedynie przez moment. - No bo ona jeszcze o tym nie wie... - dodała, chowając się za Nataniela, który nie był tym zachwycony. Inael, w którym narastała coraz większa złość, popatrzył na oboje. - Załatwcie jej jakiegoś posłańca, żeby ją delikatnie „uświadomił” - schował nieprzeczytane listy do szuflady. Nie miał zamiaru ich już dzisiaj czytać. - Tylko szybko i cicho. Nie chcę paniki pośród Rady dopóki nie jest ona uzasadniona. Nataniel z Sourel kiwnęli ochoczo głowami, zadowoleni z tego, że Inael przestał krzyczeć. - A. I sprowadźcie tego detektywa... Markiela, niech się zajmie śledztwem Na Górze w sprawie tej Księgi - dodał białowłosy, patrząc na denerwujących go dzisiaj cherubinów. Machnął ręką, z wielką przyjemnością wypraszając ich z komnaty. Cherubini ukłonili się bardzo nisko poczym prędko wyszli w obawie, że Inael postawi ich przed kolejnymi pytaniami, na które i tak pewnie nie znaliby odpowiedzi. Na korytarzu Sourel odetchnęła z ulgą i popatrzyła podejrzanie na Nata. - Wspomniałeś mu o tym, że wczoraj Emanuel miał urodziny i przynajmniej ja byłam trochę eee... niedysponowana? - po raz kolejny nerwowo przeczesała włosy. - W sumie ktoś mógł to wykorzystać i zwinąć Księgę... Nataniel obejrzał się gwałtownie, jakby się bał, że słysząc słowa rudej wściekły Inael wyskoczy za nimi z siekierą. - No pewnie, że nie! - oburzył się Nataniel, chociaż brał pod uwagę, to że huczne przyjęcie wczorajszego wieczora mogło skutecznie osłabić czujność wszystkich cherubów. - Zresztą nawet gdyby nas w ogóle nie było w bibliotece, to system zabezpieczeń musiałby wykryć ślady choć najmniejszej nieproszonej istoty... Poza tym to na pewno jakiś głupi zbieg okoliczności - podsumował, uciszając swoje wyrzuty sumienia. - Po tylu latach jeszcze wierzysz w przypadki? - Sourel popatrzyła z lekką ironią na przyjaciela. - No nic, mam nadzieję że przynajmniej uda się znaleźć porządnego posłańca do tej dziewczyny.
I
Był ciepły poranek, kwietniowego dnia. Przy chyboczącym się na boki, drewnianym, kawiarnianym stoliku na krakowskim rynku siedział zdenerwowany Daara i ze zniecierpliwieniem stukał palcami o blat. Raz po raz popijał gorzką herbatę z porcelanowej filiżanki. Obserwował uważnie spacerujących leniwie ludzi, za którymi zresztą nie przepadał, w poszukiwaniu dziewczyny z fotografii leżącej na stoliku. Westchnął znudzony czekaniem. Wziął do reki kieszonkowe zdjęcie i zaczął obracać je w palcach. - Ładna - powiedział z uśmiechem kelner, przynosząc Daara duże piwo. Daara uniósł brwi i poparzył lekceważąco na zdjęcie krótkowłosej blondynki. Obdarzył kelnera niemiłym spojrzeniem, chcąc zaznaczyć że to nie jego interes. Parsknął cicho, ale nic nie powiedział, żeby nie wzbudzać więcej kontrowersji swoją osobą. Trudno było tego jednak uniknąć, będąc przystojnym, dobrze zbudowanym facetem o długich niebieskich włosach. Widział, jak ludzie przechodząc obok jego stolika zwracali na niego szczególną uwagę. Jedni z zaciekawieniem i uśmiechem, inni zaś z wyrazem dezaprobaty na twarzach. Czuł się jak małpa w zoo. Dawał coraz większy upust swojej zrzędliwej naturze, będąc z każdą chwilą bardziej zły na to, że dał się wciągnąć w sprawę, która jego nie dotyczy. - Głupie anioły - burknął po chwili pod nosem, wychylając kufel - jakby same nie mogły załatwiać własnych spraw... Mijały kwadranse. Słońce świeciło mocno, oświetlając misternie zdobione kamienice Krakowa. Ciepło jakim upajali się ludzie wcale nie cieszyło Daara. Wręcz przeciwnie. Lubił chłodne wody północnego Atlantyku i miejsce, w którym obecnie przebywał nie było mu specjalnie do szczęścia potrzebne. Już dwa dni szukał po Europie śladów Księgi, która zaginęła niezdarnym aniołom. Tak jakby jego rasa miała z tym cokolwiek wspólnego! Parsknął. Popatrzył na spękaną skórę na dłoniach. Wyjął krem nawilżający i nałożył grubą warstwę na zaczerwienienia. Nie cierpiał lądu. Zwłaszcza dzisiaj. Był zły i denerwowało go wszystko dookoła. Patrząc przez przymrużone oczy na hałaśliwą wycieczkę szkolną po raz kolejny utwierdzał się w przekonaniu, że ludzie są nieudanym wybrykiem ewolucji. No bo niby po co kazała im wyjść na ląd? Często wyobrażał sobie moment, gdy lodowce się roztopią, zalewając połowę lądów. Uśmiechnął się do swoich myśli, poczym spoważniał wracając do rzeczywistości. Nadal obserwował wszystkich uważnie. Wiedział, że za chwilę Amelia Moon będzie tędy przechodzić. Nie pomylił się. Wkrótce zauważył szczupłą blondynkę, idącą powolnym krokiem w stronę ulicy Wiślnej.
Amelia zmęczona wracała do mieszkania z nudnego wykładu. Odruchowo poprawiła ręką krótkie włosy, mierzwione przez delikatny wiatr. Przetarła ręką bolące od komputera oczy i zarzuciła mocniej torbę spadającą jej z ramienia. Zastanawiała się jak podoła sesji egzaminacyjnej, która czekała ją już niedługo. Była na drugim roku prawa i choć bardzo lubiła swoje studia, nie ukrywała że było jej czasami ciężko. Westchnęła. W końcu sama tego chciała, więc nie powinna teraz narzekać. Studiowała w Krakowie, bo chciała się wynieść jak najdalej od rodzinnego domu. Jak najdalej od Londynu. Studia były do tego doskonałym pretekstem, a ponadto pozwalały jej się spełnić. Amelia Moon pochodziła z bogatej, angielskiej rodziny, o korzeniach sięgających średniowiecza. Mieszkała w dużej posiadłości pod Londynem z ojcem i bratem Henrym. Właściwie, gdyby nie Henry, już dawno uciekłaby z domu. Miała w nim przyjaciela, czego nie mogła niestety powiedzieć o ojcu, który zapracowany prowadzeniem kilku firm nie miał czasu przeczytać jej bajki do snu gdy była dzieckiem. Nie miała z nim dobrego kontaktu. Krytykował ją przy każdej okazji, wyśmiewając jej własne opinie. Każda dyskusja kończyła się jego ironicznym spojrzeniem i stwierdzeniem, że „gada głupoty”, „nic nie wie o życiu”, „żyje w innym świecie” itp. Po pewnym czasie przestała z nim rozmawiać, aby nie rozpoczynać kłótni, których wynik był z góry przesądzony. Jej matka zmarła gdy Amelia była bardzo mała. Pochodziła z polskiej rodziny, która uciekła podczas wojny do Anglii. Amelia znała od dziadków język polski, co ułatwiało jej rozpoczęcie studiów w Krakowie. Niestety, wybór przez Amelię kierunku studiów, o jakich zresztą marzyła, spotkał się z kolejną dezaprobatą ojca. Amelia jednak nie lubiła rezygnować z marzeń. Wyjechała mimo zakazów, co skutkowało kilkumiesięczną obrazą i wyrzutami, które pozostały do dziś. Nie chciała jednak teraz o tym rozmyślać. Była zmęczona myślą o egzaminach. Nie chciała przywoływać dodatkowych zmartwień. Poprawiła torbę na ramieniu i popatrzyła w błękitne niebo. Dziś nie był jej najlepszy dzień. Zaspała na wykład, za co dostała uwagę od wykładowcy. Poza tym czuła się źle i bolała ją głowa. Teraz chciała jedynie dotrzeć do domu i zjeść obiad, bo obok innych zmartwień dzisiejszego dnia, dokuczał jej okropny głód. Szybkim krokiem przecinała w poprzek krakowski rynek. Przechodząc koło ratusza, nabyła dziwnego wrażenia, że ktoś ją obserwuje. To była pewnego rodzaju obsesja, którą często odczuwała. Nie potrafiła dokładnie wyjaśnić na czym to polegało. Odkąd pamiętała zauważała ludzi, na których tylko ona zdawała się zwracać uwagę, a może to wcale nie byli ludzie? Inni przechodzili obok nich jak przez powietrze, nie zwracając uwagi na niecodzienny kolor włosów czy ubiór. Ale nie Amelia. Niewielu osobom o tym mówiła, a i tak żadna z tych osób jej nie wierzyła. Czasem miała wrażenie, że jak w filmie „Szósty zmysł” widzi duchy, ale to nie były duchy. Nie wierzyła w duchy. Poza tym to, że jedna osoba wyróżnia się z tłumu w XXI wieku nie stanowiło nic dziwnego, prawda? Tym razem jednak to było coś innego. W kawiarni u wylotu Brackiej siedział wysoki mężczyzna i uważnie się jej przyglądał. Wiedziała - stwierdziła to z ulgą - że nie tylko jej uwagę przyciągał. Zresztą trudno było się dziwić, bo miał długie niebieskie włosy splecione w warkocz i głębokie granatowe oczy które patrzyły prosto na nią. Nie miała co do tego wątpliwości. Mężczyzna bezczelnie śledził każdy jej ruch, popijając raz po raz jasne piwo. Lekko zdenerwowana, szybko odwróciła wzrok, aby nie prowokować nieznajomego. Stwierdziła, że najlepiej będzie jak pójdzie w swoją stronę i zaczęła pośpiesznie się oddalać tak, aby to nie wyglądało na ucieczkę. Inne „dziwolągi”, które widywała za bardzo się nią nie interesowały, więc liczyła że tym razem też tak będzie.
Amelia nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo się myliła. Daara podirytowany rozdziawionymi ustami dziewczyny na jego widok, odstawił pusty kufel po piwie i poprosił o rachunek. Zapłacił za piwo, poczym ruszył za dziewczyną. Miał nadzieję, że uda mu się dogonić Amelię. Nie chciałby, żeby jego stracony czas poszedł na marne. I tak miał w zamyśle, wygarnąć aniołom ich obowiązki z, których powinni się wywiązywać. Podczas czekania na dziewczynę ułożył sobie w myślach kompletną wypowiedź, jaką miał zamiar przedstawić księciu aniołów. Pomijając sprawę zakresu obowiązków, Daara kompletnie nie wiedział jak ma Amelię namówić do rozmowy. Rozważał to przez cały ranek. Wiedział, że podejście do dziewczyny i poproszenie o chwilę rozmowy nie przyniosłoby sukcesu. Po za tym, proszenie człowieka o cokolwiek nie było w jego stylu. Ludzie byli dla niego zbyt skomplikowani i nie lubił z nimi rozmawiać. Zwłaszcza, gdy się go do tego zmusza podstępem. Miał tysiące spraw na głowie, a musiał odrabiać pracę domową za anioła, który akurat w tym czasie miał „ważniejszą sprawę”. Myśląc o tym denerwował się coraz bardziej. Podążając za dziewczyną stwierdził, że wprowadzi własne metody działania. Przyspieszył kroku.
Dziewczyna wiedziała już, że „punk” ją śledzi. Zdenerwowana, chwyciła mocniej torbę i przyspieszyła kroku, idąc slalomem pomiędzy ludźmi. Na szczęście tłum był na tyle duży, że bez trudu mogła w nim zgubić śledzącego. Taką miała przynajmniej nadzieję. Wypatrzyła otwartą bramę, jednej z mijanych po drodze kamienic. Schowała się do niej w nadziei, że pościg ją minie. Westchnęła ciężko. Nie miała pojęcia czego niebieskowłosy mężczyzna mógł od niej chcieć. Na pewno za nią szedł. Nie wydawało jej się. Akurat w taki beznadziejny dzień jak dziś, kiedy chciała zasnąć i obudzić się jutro... Wycieczki przeszły dalej i na ulicy zrobiło się cicho. Amelia oparła się o zimną, metalową bramę i popatrzyła na pajęczynę zwisającą z sufitu. Denerwowała się. Czuła szybsze bicie własnego serca, zagryzła wargi, nasłuchując kroków z ulicy, ale niczego nie usłyszała. Chyba już przeszedł? Zaryzykowała i wychyliła głowę za bramę. Rozglądnęła się, ale dziwnego mężczyzny nie zobaczyła. Usłyszała tylko za sobą kilka niezrozumiałych słów. Zaczęło kręcić jej się w głowie i ciemnieć przed oczami. Straciła przytomność.
Delikatny zapach parzonej kawy obudził
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil CathM
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…