Między Światami - rozdział drugi
Dalsze losy bohaterki wplątanej w losy zaginionej Księgi Aniołów. Zapraszam do lektury i części pierwszej:)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Amelia nie mogła sobie przypomnieć, kiedy znalazła się w swoim pokoju. Gdy zobaczyła skrzydła anioła, wyszła bez słowa z tamtego mieszkania. Ametin i Daara nie próbowali jej zatrzymywać. Potem musiała szybko biec, aż znalazła się w swoim mieszkaniu. Ostatnie pół godziny z jej życia zostało bezpowrotnie wyrwane. Leżała teraz na łóżku i patrzyła, jak słońce rzuca cień firanki na sufit. Czy to co widziała było prawdą? A może to był tylko sen i teraz się obudziła? Odruchowo sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła z niej białe piórko, które podniosła z dywanu w pokoju porywacza. Skąd się wzięło w jej kieszeni? Nie pamiętała, żeby go tam wkładała... Westchnęła ciężko, wiedząc że to nie mógł być sen. Jeszcze potrafiła odróżnić fikcję od rzeczywistości, a dzisiejsze wydarzenie z pewnością nie było fikcją. Zresztą, to piórko było tego dowodem. Przyłożyła je do ust. Ciągle pachniało męskimi perfumami. Chciała teraz zasnąć i obudzić się, znając odpowiedź na pytanie - co właściwie się dzisiaj stało, ale oczy nie chciały jej się zamknąć, a umysł skoncentrować na śnie. Popatrzyła ponownie w sufit. Ktoś wysłał do niej anioła... Tylko kto i po co? Rozważania Amelii przerwał odgłos otwierających się drzwi wejściowych. Blondynka usłyszała, jak jej współlokatorka ściąga buty i celuje nimi do szafki, jak piłką do kosza. Po chwili Weronika weszła do pokoju. Weronika Wilk była niską szczupłą dziewczyną, o długich czarnych włosach zwykle splecionych w warkocz. Usiadła zmęczona na łóżku naprzeciw Amelii i rzuciła torbę w kąt. - Wykończy mnie niedługo ta anatomia! - była na drugim roku medycyny. - Wiesz, że muszę znać wszystkie kości ręki? I to po łacinie. Wiesz ile ich jest? - Weronika mimo optymistycznego usposobienia, miała skłonność do narzekań na błahe rzeczy. Zdjęła duże, drewniane kolczyki, położyła je na stole i uderzyła plecami o materac, który smętnie zatrzeszczał. Westchnęła ciężko. - Na szczęście, to dopiero na za cztery dni - podniosła głowę, zerkając na blondynkę. - Jadłaś już coś? Dawno wróciłaś? Czarnowłosa była najlepszą przyjaciółką Amelii, ale nawet to nie prowokowało blondynki do zwierzeń z wydarzeń, jakie miały miejsce godzinę temu. - Coś się stało? Dlaczego się nie odzywasz? - Weronika usiadła na łóżku i popatrzyła na Amelię, która leżała jak martwa, nic nie mówiąc. - Nie... Nie wiem. - odpowiedziała cicho. Weronika nic z tego nie rozumiała. - Nie zdałaś czegoś? - dopytywała się, nie dając za wygraną. Amelia przewróciła się na bok i popatrzyła nieprzytomnym spojrzeniem na przyjaciółkę. - Porwali mnie... - bąknęła cicho przez zamknięte usta. - Co!? - Weronika wstała i podeszła do łóżka Amelii. - O czym ty mówisz!? - oparła się o stół i wbiła w blondynkę wzrok, oczekując jasnej odpowiedzi. Amelia usiadła i niepewnie popatrzyła na współlokatorkę. Wiedziała, że Weronika zawsze ją wysłucha i nie będzie jej wyśmiewać. Jednakże zależało jej na tym, żeby przyjaciółka jej uwierzyła, a o to mogło być trudno. Zresztą do niej samej jeszcze nie do końca docierało to co się stało, więc jak mogła tego wymagać od Weroniki? - Obiecaj, że nie będziesz się śmiać - poprosiła. - To co powiem to prawda, choć mnie też trudno w to uwierzyć... - No dobra. Obiecuję. Przecież wiesz, że nigdy się z ciebie nie śmieję - odpowiedziała ze zniecierpliwieniem. Weronika już nie raz wysłuchiwała od Amelii historii o dziwacznych ludziach, których mijała na ulicy. Nie brała tych opowieści na poważnie, mimo że Amelia opowiadała te historie z dużą powagą na twarzy. Wzięła ciastko z talerzyka, leżącego na stoliku i usiadła na łóżku czekając na zwierzenia blondynki. Amelia kiwnęła głową. Musiała komuś się zwierzyć, bo myśli nie dawały jej spokoju. Zaryzykowała i opowiedziała ze szczegółami historię, cały czas uważnie obserwując reakcję Weroniki. Szatynka przełknęła powoli ciastko, które mieliła w ustach od czasu gdy usłyszała o skrzydłach anioła. Nie wiedziała co ma myśleć o absurdalnej opowieści, którą przed chwilą usłyszała. Widziała przejęcie na twarzy Amelii, która nie był w nastroju do opowiadania bajek. Blondynka zacisnęła zęby i popatrzyła z nadzieją na przyjaciółkę. - Wierzysz mi? - zapytała ściszonym głosem. Weronika westchnęła. Znalazła na półce pomiędzy książkami w miarę czystą szklankę i nalała sobie do niej soku pomarańczowego. Zastanawiała się co właściwie ma odpowiedzieć. - Trudno w to uwierzyć.. Rozumiesz? - odparła dyplomatycznie. Amelia spodziewała się takiej odpowiedzi, bo była ona oczywista. Weronika, mówiąc, że wierzy Amelii - skłamałaby. W tą opowieść nie dało się ot tak uwierzyć. Weronika była osobą racjonalną i mówiącą wprost to co myśli. Nie byłoby w jej stylu, zapewnić Amelię, że to co mówi jest dla niej wiarygodne. - Wiem, ale to prawda! - blondynka broniła tego, czego była pewna. - Ja też nie wierzyłam dopóki nie zobaczyłam skrzydeł… To wariactwo, wiem.. - zacisnęła ręce na kolanach. Weronika widziała zmartwienie przyjaciółki, ale znalazła się w sytuacji, w której musiała dobrze wyważyć każde słowo. Odstawiła szklankę po soku na stół i usiadła obok Amelii. - Najlepiej będzie jak zapomnisz o tym wydarzeniu - powiedziała, kładąc jej rękę na ramieniu. To nie było wcale takie proste. Amelia cały czas miała przed oczami obrazy z mieszkania na Grodzkiej. Widziała jednak, że dalsze przekonywanie Weroniki o autentyczności wydarzeń sprzed godziny mija się z celem. Tak jak poradziła jej szatynka, postanowiła już więcej do tego nie wracać, ale na pewno nie wymaże obrazu skrzydeł z pamięci. Weronika chciała zmienić temat w nadziei, że uda się wyciągnąć Amelię ze smutku. Wstała, Podniosła z podłogi swoją torbę i po otrzepaniu jej z kurzu zaczęła ją przeszukiwać. - A tak w ogóle, to chciałam cię dziś wyciągnąć do kina na „Sherlocka Holmesa”. Kupiłam bilety, pójdziesz? - wyjęła z kieszonki dwa bilety i pomachała nimi przed Amelią. Blondynka przetarła oczy palcami. - Ok... możemy iść - uśmiechnęła się, wdzięczna Weronice za wsparcie i za to, że pozwalała jej na chwilę zapomnieć o problemach.
Inael siedział przy biurku w swoim gabinecie. Popijał zieloną herbatę, przeglądając raporty astrologów. Ziewnął przeciągle i leniwie patrzył w okno. Był pochmurny, senny dzień. Ciemne chmury zasnuły niebo i od kilku godzin zapowiadały ulewny deszcz. Książę westchnął głośno, wstał i zaczął spacerować po gabinecie rozprostowując ścierpnięte mięśnie. Sytuacja zaginionej Księgi niepokoiła go coraz bardziej. Rada Aniołów musiała się wreszcie dowiedzieć o kradzieży, a on czuł się za nią odpowiedzialny, słysząc opinie i szepty dużo starszych aniołów z Rady. Dobrze wiedział, że Rada uważała go za niekompetentnego dzieciaka. Był na to wściekły. Nie panował długo i rzeczywiście był najmłodszym księciem w historii Nieba, ale uważał siebie za dobrego władcę. Kierował się radami Gabriela, który go wychował i wpajał wartości traktowania wszystkich na równi bez względu na status społeczny czy rasę. W Radzie na palcach u jednej ręki można było wyliczyć tych co myśleli tak jak Gabriel. Każdy go szanował, ale jego zasady omijano szerokim łukiem. Dużo aniołów uważało je za staroświeckie i chciało zmian. Białowłosy usiadł ponownie za biurkiem, w zamyśleniu rysując piórem po jakimś ważnym liście. Czasami miał wrażenie że jego lud miał go za komika a nie za księcia. Wychylił ostatni łyk herbaty. Zastanawiał się jak radzi sobie dyplomata ludzi. Ciekawe kim jest, jak wygląda... Zarumienił się i zaczął przelewać swoje wyobrażenia na papier, mając dosyć odpowiadania na listy arystokratycznych aniołów, podlizujących się na każdym kroku aby tylko uzyskać pozwolenie na własne zachcianki. Zamyślenie Inaela przerwało rytmiczne pukanie do drzwi. Książę szybko zgniótł kopertę ze szkicem mrużącej do niego oczy blondynki i wrzucił do kosza na śmieci. Odchrząknął i ryknął. - Wejść! Drzwi do holu znajdującego się przed gabinetem otwarły się zatrzasnęły z głośnym hukiem. Inael usłyszał rytmiczne kroki zbliżającej się postaci, która nuciła coś pod nosem, jakby wchodziła do baru, a nie komnat księcia aniołów. Do komnaty wszedł Ametin ubrany w luźną koszulę w zieloną kratkę i nisko się ukłonił. - Przynoszę wieści z Ziemi - przeczesał niezdarnie czerwone włosy stojące na wszystkie strony. Książę wyprostował się na krześle, patrząc jak rudy zdejmuje z uszu słuchawki, zwija je i wkłada do kieszeni w spodniach. - Tak? - zapytał po chwili z nadzieją na dobre wiadomości. - Znalazłem tą dziewczynę - uśmiechnął się z dumą. - Nazywa się Amelia Moon. Fajna jest, ale nie dała się jeszcze przekonać do współpracy... - dodał z mniejszym entuzjazmem. Inael westchnął ciężko. Widać zbyt szybko się ucieszył. - Lepiej by było żeby szybko się do niej przekonała, inaczej Rada nie da mi żyć - burknął zawiedziony słowami posłańca. - Tak wiem - przerwał mu Ametin. - Pracuję nad tym. Ale wiesz książę, dla niej to był szok… - podrapał się po głowie. Widział niepocieszenie Inaela i starał się wytłumaczyć. Inael popatrzył na niego spode łba. - Tak? Ciekawe jaką terapię szokową jej zaoferowałeś żeby ją przekonać do swoich słów - uśmiechnął się szyderczo do rudego. Ametin przypomniał sobie bladą twarz i przerażenie Amelii na widok jego skrzydeł. - Eee… nie robiłem nic takiego, proszę się nie martwić - zapewnił. - Na pewno niedługo ją tu przyprowadzę gotową do akcji! - zaśmiał się nerwowo, o mało nie przewracając dużej wazy, która niechcący trącił ręką. Inael wiedział, że Ametin stosuje dosyć niekonwencjonalne metody przekonywania do swoich racji. Szanował go i darzył ogromnym zaufaniem, jednak nie był pewien, czy w zaistniałej sytuacji „uświadomić” Amelię Moon o jej misji nie powinien posłaniec o mniej szalonym temperamencie. Wstał i zaczął sortować listy, których nie miał ochoty już dziś przeglądać. - Możesz ją tu przyprowadzić. Tylko pamiętaj, że to ma wynikać z jej inicjatywy, a nie dlatego że ty chcesz jej pokazać Królestwo - powiedział książę. - Wiem, wiem - rudy machnął ręką zadowolony z aprobaty Inaela. Białowłosy uśmiechnął się, porządkując biurko. - Chciałbym mimo wszystko żeby jak najszybciej zaczęła nam pomagać - dodał, patrząc na rudego. - Rozumiem, że to dla niej trudne, ale dla mnie sytuacja gdzie nie mam żadnych śladów poza osmolonymi drzwiami od biblioteki też jest krępująca. Zebrania rady i tak są odwlekane przez Gabriela, ale kiedyś muszą się odbyć... Ametin spoważniał na moment, wyczuwając aluzję Inaela. Wiedział że, jak Amelia nie zacznie współpracować, Inael może mieć spore kłopoty. Nie mógł do tego dopuścić. - Dobrze, postaram się popracować nad tą dziewczyną - odparł rudy. - Tylko jej nie wystrasz jeszcze bardziej - Książę posłał rudemu cyniczny uśmiech, rozładowując lekkie zdenerwowanie, jakie zauważył na twarzy posłańca. W tej chwili ktoś zapukał do drzwi i nie czekając na zaproszenie wszedł do środka komnat. Inael z Ametinem usłyszeli stukot obcasów o marmurową posadzkę. Do gabinetu weszła wysoka kobieta, ubrana w elegancki, czerwony mundur armii anielskiej. Krótkie loki koloru blond tworzyły grzywę wokół bladej twarzy i niebieskich oczu. Weszła pewnym krokiem i popatrzyła wyniośle na Inaela, machinalnie kiwając głową na znak powitania. Za oknem w końcu zaczął padać deszcz. Zerwał się mocny wiatr i porwał szare, haftowane kotary wiszące w oknach. Anielica owinęła mocniej szal wokół szyi. - Książę - zwróciła się do Inaela oficjalnym , wyniosłym tonem. - Wniosłam podanie o przyznanie mi…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil CathM
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…