MieSzkańcy
Taka luneta to bardzo fajna sprawa. Kupujesz, instalujesz w oknie i już możesz zatracić się w obserwowaniu wszelkich przejawów egzystencji sąsiadów z naprzeciwka. A ta bywa barwna, nudna, wzruszająca, smutna, wesoła, dziwna, głupia, wreszcie przeraża
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
MieSzkańcy
--------------------------------------- Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach Strasznie mieszkają straszni mieszczanie. Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach Zgroza zimowa, ciemne konanie. ---------------------------------------
Taka luneta to bardzo fajna sprawa. Kupujesz, instalujesz w oknie i już możesz zatracić się w obserwowaniu wszelkich przejawów egzystencji sąsiadów z naprzeciwka. A ta bywa barwna, nudna, wzruszająca, smutna, wesoła, dziwna, głupia, wreszcie przerażająca. Wgryzam się, wchodzę z butami w najbardziej intymne, strzeżone, ukrywane przed światem tajemnice. Poczucie anonimowości podglądacza przyjemnie łechcze płaty mózgowe. Czuję się panem sytuacji. To wciąga jak narkotyk, jak najbardziej ukrywany przed światem podziemny krąg. Kupiłem. Zainstalowałem. Całe najbliższe tygodnie spędzałem wpatrując się z wypiekami na twarzy w prawdziwe, rzeczywiste oblicze ludzi znanych mi tylko z widzenia, a czasem - wydawałoby się - od podszewki. Chcę podzielić się z Wami moją listą Schindlera, moją prywatną lustracyjną kartoteką wspomnień podglądacza. Opowiem Wam o kilku lokatorach zamieszkujących pstrokaty wieżowiec stojący naprzeciwko mego szarawego bloku.
--------------------------------------- Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą Że deszcz, że drogo, że to, że tamto. Trochę pochodzą, trochę posiedzą, I wszystko widmo. I wszystko fantom.
Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie, Krawacik musną, klapy obciągną I godnym krokiem z mieszkań - na ziemię, Taką wiadomą, taką okrągłą. ---------------------------------------
Numer jeden na liście. Lokatorka spod czternastki, numer katalogowy teczki 'ACN 014'. Monika N., lat 32, rozwiedziona. Pielęgniarka, pracuje w hospicjum na alei Wyzwolenia. Lubię obserwować Monikę, kiedy mam coś niezwykle ważnego i nie cierpiącego zwłoki do zrobienia. Już po kilku minutach patrzenia udziela mi się ten jej nieugaszony, trwający do końca i o jeden dzień dłużej, zapał. Bo Monika jest pedantką. Lubi mieć wszystko wysprzątane i ułożone zgodnie z (chyba tylko jej znaną) hierarchią. Gdy tylko wraca z pracy, układa harmonogram zajęć w postaci olbrzymiej tabeli zapisanej na - koniecznie - białym brystolu. Gdy terminy prac wydają się być ustalone, Monika zabiera się za porządki.
Chorobliwa nerwica natręctw, która plugawym nasieniem płodzi jej potrzebę sprzątania ma zapewne genezę w dzieciństwie. W pracy perfekcjonistka. Pacjencji hospicjum podczas jej dyżuru czują się wprawdzie czysto, ale za to nie zaznają tak potrzebnego im, tak drogiego spokoju. Wiecznie zagoniona Monika. 'Na miłość i uczucia jakoś teraz nie pora'. Jej mąż wytrzymał dwa lata, żyjąc wtedy jak w kolonii na Marsie - poddawany ciągłym zabiegom hermetyzacji - utracił w końcu i tak anielską jak na mężczyznę cierpliwość. A przecież ją kochał - wiem, bo mi mówił. Jednak z pozoru niegroźny, z początku zagłuszany miłością nawyk czystości, paradoksalnie co do swojej hermetycznej, abakteryjnej natury przyczynił się do zgnicia tkanek składowych organizmu ich małżeństwa. Powstała zgorzel musiała zostać wycięta skalpelem rozwodu.
Widzę, że Monika właśnie oddaje się swej ulubionej czynności - przecieraniu nasączoną detergentem szmatką starych, pożółkłych, chowanych w pudełku po butach zdjęć. Założę się, że początki nerwicy mają coś wspólnego z tą tajemniczą osobą uwiecznioną na każdym poranionym wspomnieniem skrawku papieru fotograficznego. Czasami Monika tuli te fotosy do siebie, innym razem ze złością targa, by już po kwadransie ze łzami w oczach sklejać je na nowo. Chciałbym jej pomóc - 'wystawić ekran i wyświetlić w nim, coś o mnie i o tobie, leczyć chorych sąsiadów swych'. Przestawiam lunetę, zostawiam Monikę sam z sam z tym największym, nigdy nie podartym, ale za to najbardziej pożółkłym i startym wskutek frekwentywnej pracy szmatki zdjęciem.
--------------------------------------- I oto idą, zapięci szczelnie Patrzą na prawo, patrzą na lewo. A patrząc - widzą wszystko oddzielnie: Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...
Jak ciasto biorą gazety w palce I żują, żują na papkę pulchną, Aż, papierowym wzdęte zakalcem, Wypchane głowy im puchną. ---------------------------------------
Numer dwa na liście. Lokator spod jedenastki, numer katalogowy teczki 'ACN 011'. Marek T., lat 28, szef consultingu w polskim przedstawicielstwie zachodniego koncernu. Zajmuje jedno z tych luksusowych, przestrzennych, czteropokojowych mieszkań. Kawaler. Z akt wywiadowczych wynika, że to nieszczęśliwy człowiek. Bo choć w pracy osiąga ciągłe sukcesy, to nadal czegoś mu brakuje, nadal coś stanowi tą słabo, ale za to bezustannie odczuwaną pustkę. Do domu wraca bardzo późno, ale mimo to po przybyciu jeszcze dłuższą chwilę pracuje. Kończy zwykle około drugiej, trzeciej nad ranem, zasypiając wraz z gazetą, w którą zgwałcił się przed zaśnięciem.
Jest bardzo inteligentny, ma wrodzony, atawistyczny talent do robienia interesów. Myślę, że wywodzi się w prostej linii z jakiejś uczciwej, kupieckiej, najpewniej żydowskiej rodziny. Sporo zarabia. Ale ma swoją Achillesową piętę, swoją szatę Dejaniry, swoje prywatne przekleństwo, które dźwiga jak Syzyf - jest życiowym niedorajdą w sprawach sercowych. Korzysta z biur matrymonialnych, bo na zdobycie, na zrodzenie w bólach przywiązania tej tak upragnionej miłości nie ma po prostu, w tym pracoholicznym pędzie, czasu. Jaka kobieta zdołałaby przetrawić taką ilość czasu, jaką on spędza ze swoją kochanką - pracą?
--------------------------------------- I znowu mówią, ze Ford... że kino... Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna... Warstwami rośnie brednia potworna I w dżungli zdarzeń widmami płyną.
Głowę rozdętą i coraż cięższą Ku wieczorowi ślepo zwieszają Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, Łbem o nocniki chłodne trącając. ---------------------------------------
Numer trzy na liście. Lokatorzy spod siódemki, numer katalogowy teczki 'ACN 007'. Rozalia S., lat 60 - mieszka wraz z mężem Eugeniuszem, lat 62. Oboje na emeryturze. Jedynym sposobem wyrażania siebie jest dla Rozalii plotkowanie, oraz ciągłe przesiadywanie w oknie celem obserwacji i konstruowania anonimów skierowanych przeciwko lokatorom. Powiesz: 'Przyganiał kocioł garnkowi - a ty to niby co teraz robisz, hę?' Wiem, ale uważam że jednak jest między mną a moją zmierzłą sąsiadką pewna znacząca różnica - ja zachowuję rezultaty mojej inwigilacji dla siebie, tudzież moich teczek, a przynajmniej nie używam ich przeciwko osobom, których głowy frekwentywnie podaję pod gilotynę tego kwasi-psychologicznego eksperymentu. Często muszę uważać na tę przesiadującą w oknie kobiętę w czasie gdy podglądam, aby przypadkiem mnie nie przyłapała. Jutro…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil aNomaLy
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…