Mila
Historia pewnej dziewczynki
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Czy wyobrażałeś sobie kiedykolwiek jak wygląda niebo? A może śniłeś o nim czasami? Jak byłam mała, często śniłam o niebie. Myślałam, że to kawałek chmurki czy coś w tym rodzaju. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Każde niebo jest czymś zupełnie indywidualnym. To jak wygląda zależy od każdego człowieka z osobna. Pewnie zastanawiasz się jak to możliwe, że tak dużo o nim wiem, Odpowiedź jest prosta. Gdybym żyła, miałabym dziesięć lat. Do mojego własnego nieba zabrała mnie białaczka...
Mam na imię Milena. Urodziłam się jako trzecie dziecko w rodzinie. Już jako maleńka dziewczynka stałam się oczkiem w głowie wszystkich domowników, nawet psa. Lubili mnie sąsiedzi, moją drobniutką osobą zachwycały się ekspedientki w sklepach, zawsze kiedy moja mama szła z wózkiem na spacer do osiedlowego parku, wokół wózka robił się tłok, a dzieci wyrastały jak spod ziemii. Pamiętam moją pierwsza lalkę. Dostałam ją od taty na swoje trzecie urodziny, bo teraz niemal każda zabawka jest przeznaczona dla dzieci powyżej trzech lat. Jak więc mówiłam, swoja pierwszą lalkę dostałam od swojego tatusia. Nazwałam ją Mila. Mówili tak do mnie rodzice i rodzeństwo. Tak często słyszałam to słowo, że wypowiedziałam je jako pierwsze. Nic dziwnego, że nazywałam tak każdą nową zabawkę, bez względu na to czy był to chłopczyk, czy dziewczynka. Miała złociste włosy, które na wietrze wyglądały jak łany pszenicy. Ubierałam ją w kolorowe ciuszki i czesałam długie włosy. Była moją najlepszą przyjaciółką. Nie potrafiłam bez niej nawet zasnąć. Każdego wieczora mama czytała mi książeczkę. Słuchałam bardzo uważnie wesołych historyjek i ściskałam w ramionach śliczną Milę. Wieczorne seanse książkowe trwały aż do momentu, kiedy mogłam już to robić sama. Jednak nawet wtedy, gdy ładnie ją poprosiłam, siadała na brzegu łóżka i cichym, spokojnym i pełnym słodyczy głosem opowiadała o przepięknych księżniczkach, walecznych księciach, krasnoludkach i magicznych wróżkach. Bardzo kochałam moją mamę. Była taka jasna i czysta. Nigdy się nie denerwowała. Zawsze potrafiła mi wszystko dokładnie wytłumaczyć i odpowiedzieć na nawet najbardziej banalne, co nie wyklucza, że najtrudniejsze, pytania. Dla mnie była dla mnie uosobieniem anioła, żywym cudem. Niekiedy leżałam w łóżku i marzyłam o tym, kim będę w przyszłości. Zawsze wyobrażałam sobie, że jestem taka sama jak ona, wiecznie uśmiechnięta i wesoła, niesamowicie elegancka i czasami uparta. Odkąd zaczęłam chodzić, ciągle ubierałam jej buty i szperałam w torebce w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego przedmiotu do zabawy. Lecz mama nigdy nic nie mówiła, tylko się cieplutko do mnie uśmiechała i robiła mi zdjęcie. Razem z tatą mieli manię fotografowania każdego interesującego i ważnego wydarzenia rodzinnego. Stworzyli naszą historię. Udokumentowali całe nasze życie. Niestety moja część albumu nie zajęła za wiele miejsca... Nieustannie pokazywali nasze zdjęcia trochę dalszym członkom naszej, nie ma co ukrywać, dużej rodziny. Tato biegał z aparatem i tylko widać było błyskający flesz. A najwięcej było wspólnych fotografii. Miałam dwóch starszych braci: Daniel, między nami było siedem lat różnicy i Krystian, który był starszy ode mnie o cztery lata. Czasami strasznie mnie denerwowali, zaczepiali i dokuczali, ale niekiedy bardzo się o mnie troszczyli. Zawsze bronili mnie przed innymi chłopcami z osiedla, którzy chcieli mi zabrać zabawki. Pamiętam jak pewnego razu bawiłam się w piaskownicy pod naszym blokiem. Miałam wtedy chyba pięć lat. Z drugiego końca podwórka podbiegł do mnie chłopczyk, który mieszkał naprzeciwko. Wszedł do piaskownicy i zabrał mi moje ulubione wiaderko. Zaczęłam płakać o on posypał mnie piaskiem. Całą sytuację widział Daniel i Krystian. Od razu ruszyli mi z pomocą. Złapali niesfornego kolegę i zakopali go aż po szyję w piaskownicy. Od razu przestałam płakać i na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Czułam się wtedy wyjątkowa, jak księżniczka broniona przez szereg po uszy uzbrojonego wojska. Byłam jedyna i niepowtarzalna. W tamtej chwili bracia stali się dla mnie bohaterami. Oczywiście były też sytuacje, kiedy działali mi na nerwy. Kiedyś na przykład bawiliśmy się w chowanego. Mama i tata musieli gdzieś wyjść i została z nami babcia. Wypadła kolej Daniela. Krystian postanowił, że znajdzie dla mnie wspaniałą kryjówkę. Krystek miał zawsze głupie, prawie do granic możliwości, pomysły. Kazał mi się schować w szafce pod zlewem. Przy zamknięciu był taki mały haczyk. Mój trochę starszy braciszek wymyślił, że założy haczyk i Daniel nigdy mnie nie znajdzie. I rzeczywiście długo mnie szukał. W końcu zapomnieli o małej siostrzyczce i poszli się bawić na podwórko. Siedziałam w ciemnej, ciasnej szafeczce i cichutko płakałam. Bardzo się bałam. Zamykałam co chwilę oczy i wyobrażałam sobie, że mama już wróciła i trzyma mnie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil yuka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…