Moja wyspa część 2
Rozbiłem namiot „z widokiem” na lagunę, w miejscu, gdzie kończyła się plaża a zaczynał pas ziemi, porośnięty wszelkiego rodzaju zielskiem...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozbiłem namiot „z widokiem” na lagunę, w miejscu, gdzie kończyła się plaża a zaczynał pas ziemi, porośnięty wszelkiego rodzaju zielskiem. Rozłożyłem się w odpowiedniej odległości od drzew, bo śmierć od orzecha kokosowego spadającego na głowę byłaby głupia… Zabezpieczyłem łódź i przeniesione na brzeg pakunki plandekami, po czym nasmarowałem się olejkiem. Słońce przygrzewało, nie chciałem zaczynać nowego życia od poparzeń… Jeśli chodzi o sprzęt – przyznam, że nieźle się wyposażyłem. Wprawdzie do przeżycia wystarczyłyby mi nóż, manierka i krzesiwo – jednak przybyłem tutaj nie po to, by bawić się w survival, lecz by osiąść na stałe. Oczywiście - chciałem żyć jak najbliżej natury, dlatego postanowiłem sobie, że będę korzystał o ile to możliwe z zasobów wyspy. Jednakże jako milioner i mimo wszystko – mieszczuch – nie zamierzałem ścinać drzew nożem czy siekierą, skoro istniało coś takiego jak piła mechaniczna… Aby nie zanudzić się na śmierć - miałem również w bagażach przedmiot absolutnie egzotyczny jak na „rozbitka”: laptop. Uśmiechnąłem się do tych swoich myśli, przytroczyłem do pasa nóż i siekierę, w dłoń ująłem maczetę – i ruszyłem na rekonesans po „swoim” małym tropikalnym lesie. Bardzo szybko znalazłem coś, co mnie ucieszyło: bambusowy „zagajnik”. Bambus to genialna roślina. Rośnie szybko, nadaje się praktycznie do wszystkiego: od oszczepu po tratwę. Puściłem więc maczetę w ruch i naciąłem spory stos. Kiedy zniosłem go w pobliże namiotu (wiele razy kolędowałem tam i z powrotem) – musiałem odpocząć. Wysiłek fizyczny przy tej temperaturze i wilgotności robił swoje… Wypiłem chyba z litr herbaty. To uświadomiło mi, że zamiast czekać, aż skończy mi się zapas płynów – lepiej zatroszczyć się o wodę ze źródełka. Miałem dwie zgrzewki pełnych, dwulitrowych plastikowych butelek z wodą, manierkę, dziesięciolitrowe metalowe wiadro, kociołek do gotowania i dwa kanistry: pięcio- i pięćdziesięcio-litrowy. Zostawiłem butelki z wodą i złapałem za mniejszy kanister. Podróż do źródełka i z powrotem zajęła mi prawie godzinę, więc postanowiłem, że dziś nie napełnię dużego zbiornika. Fakt, nigdzie mi się nie spieszyło – w razie deszczu miałem namiot, nie musiałem więc gnać z budową schronienia, a i żywności mi nie brakowało. Jednakże skoro naciąłem już bambusów – chciałem popracować dalej nad budową. Wody mi póki co nie braknie ani żywności, więc… Tym razem szukałem prawie dwie godziny, nim odnalazłem to, czego szukałem: hibiscus. Jeśli umiejętnie naciąć ten krzew – można ściągać z niego korę pasami, a później wykorzystać łyko jak „sznurek”. Wprawdzie można też użyć lian, te jednak są grubsze i mniej elastyczne – nadają się bardziej na liny. Dużo czasu spędziłem więc na ściąganiu pasami łyka z hibiscusów – i pożałowałem, że nie wziąłem z sobą manierki. Znów chciało mi się pić! Miałem już stos bambusów i stertę zwojów „sznurka”, pora, by użyć siekiery i przynieść grubych gałęzi na szkielet nośny. Musiałem jednak znów odsapnąć. Klimat był super, jednak nie zaaklimatyzowałem się jeszcze i szybko się męczyłem. Postanowiłem zatem zjeść „obiad” w cieniu zarośli. Mój prowiant to były głównie suchary i zupy w proszku, oraz ryż – gdyż inne produkty szybko się psują, jeśli nie ma się pod ręką lodówki. Rozpaliłem ogień (za pomocą zapałek; miałem krzesiwo, potrafiłem też zrobić łuk ogniowy – nie chciało mi się jednak tracić na to czasu.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil SzaryCzłowiek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…