Moja wyspa część 3
Nagrodą za wysiłek była kiść małych, średnio dojrzałych bananów...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Obudziłem się i w pierwszej sekundzie nie wiedziałem gdzie jestem. Wyczołgałem się z namiotu i uśmiechnąłem. Zapowiadał się piękny dzień. Przez noc nawet wypocząłem – spałem jak kamień, wstałem bez bólu mieśni i kręgosłupa. Przeciągnąłem się, po czym wykąpałem w ciepłym morzu. Zaburczało mi w brzuchu, jednak zamiast sięgnąć po swoje zapasy, postanowiłem dotrzymać danego samemu sobie słowa i zacząć przestawiać się na tutejsze menu. Ubrałem spodnie, buty i podkoszulek, nasmarowałem twarz i ręce olejkiem, po czym ruszyłem „na łowy”. Jako pierwsze moim łupem padły młode pędy bambusa. Następnie z niemałym trudem wspiąłem się na bananowca (musiałem użyć linki – zrobiłem pętlę opasującą mnie i pień drzewa). Nagrodą za wysiłek była kiść małych, średnio dojrzałych bananów. Zmęczony wspinaczką, postanowiłem kokosy zdobyć innym sposobem. Wziąłem kilka kamieni i zacząłem nimi ciskać, celując w orzechy. Często pudłowałem, a kiedy trafiałem – nie przynosiło to oczekiwanego rezultatu. Po pół godzinie nieźle się już zmachałem i zirytowałem. Już-już miałem dać za wygraną i zrezygnować, gdy jeden z orzechów zlitował się nade mną i spadł na ziemię. Z radością podniosłem owoc „drzewa, które zaspokaja wszystkie potrzeby życia” i wróciłem do swego „obozowiska”. Zdjąłem łupę z kokosa, po czym ostrożnie wybiłem-nakłułem w nim dziurę. Nie chciałem go rozłupać, bo wtedy rozlałoby się mleczko. A to smakowało wybornie! Potem dobrałem się do miąższu. Nie bez przyczyny już starożytni docenili palmę kokosową: to było naprawdę życiodajne drzewo. Orzechy można było jeść, pić ich sok, ugnieść z miąższu olej chroniący przed słońcem i morską wodą, ze skorup zrobić naczynia… Żywiąc się tylko i wyłącznie kokosami można było przetrwać długie tygodnie, gdyż zawierały one masę niezbędnych substancji odżywczych i witamin. Podobnie genialną rośliną był bambus. Młode pędy były jadalne (właśnie je gryzłem), jako budulec nadawał się na oszczep, szałas, czy tratwę… Swoje śniadanie zakończyłem bananami. Rozejrzałem się po swoich „włościach”. Łodź leżała wyciągnięta na piasku, przykryta plandeką i uwiązana do pnia palmy tak, jak ją wczoraj zostawiłem. Obok siebie stały mój namiot i bambusowe zadaszenie mieszczące pod sobą moje pakunki. Kawałek dalej czerniał ślad po wczorajszym ognisku. Postanowiłem na dzisiejszy dzień: zgromadzić zapas kokosów i bananów, dokończyć i rozbudować szałas, oraz napełnić duży kanister wodą ze źródełka. Wziąłem maczetę i zacząłem ścinać palmowe liście na uszczelnienie bambusowego zadaszenia, jednak już po chwili musiałem przerwać… Pognało mnie w krzaki. Żołądek nie był przyzwyczajony do kokosów i pędów bambusowych… To nieco zmieniło moje plany. Postanowiłem zorganizować sobie ubikację. Wziąłem saperkę i jakieś trzydzieści metrów od obozu wykopałem głęboki dół. Wydobytą ziemię usypałem tuż przy nim w kopczyk – będzie służyć do zasypywania... wiadomo czego. Nad dołem zrobiłem daszek z bambusów i palmowych liści, żeby w trakcie deszczu podczas załatwiania potrzeb fizjologicznych woda nie lała mi na głowę. Jeśli przyjdzie nawałnica to rozwali prowizoryczną konstrukcję w strzępy, ale spokojny deszcz powinno to wytrzymać. Liści mogących służyć za papier toaletowy było wokół pełno. Jeśli chodzi o higienę osobistą – kąpałem się dwa, trzy razy dziennie. Tak minęło mi pół dnia. Zamiast zgromadzić zapas wody, jedzenia i dokończyć szałas – zbudowałem wychodek. „Przegoniony” po roślinach z wyspy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil SzaryCzłowiek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…