Wróć do katalogu

Moje drugie ja - ciąg dalszy

Część pierwsza opowiadania o dwóch siostrach ...

promyczek, opublikowano , 9 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Były lata 80-te. Mała dziewczynka, 7-letnia najwyżej siedziała na huśtawce przed wielkim białym domem. Jej dwa jasne warkocze płynęły w rytm nadanej przez huśtawkę piosenki. Dziewczynka śmiała się bardzo głośno, chcąc oznajmić wszystkim wokoło, jak bardzo podoba się jej nowy prezent, który dostała od rodziców. Był środek upalnego lata. Na tyłach domu, w którym mieszkała dziewczynka znajdował się ogromny basen. Pomieściłby on nie tylko szóstkę dzieci, ale także co najmniej ze trzy osoby wzrostu powyżej przeciętnej. Huśtawka poszła więc w zapomnienie. Dziewczynka przebrała się błyskawicznie w różowy strój kąpielowy, który czekał tuż obok na krześle i równie błyskawicznie wskoczyła do wody. Bawiła się, śmiała, wyglądało na to, że nic innego już do szczęścia nie potrzebowała. W pewnej chwili jednak z jej ust wydobył się krzyk : - Mamusiuuuuuuuuu!

Na tarasie, z którego widok rozpościerał się między innymi właśnie na ogród, w którym bawiła się dziewczynka, siedziała, a może raczej leżała na leżaku kobieta. Jej długie blond włosy przewieszone były przez tylne oparcie fotela do opalania. Jej skóra koloru czekolady, długie szczupłe nogi, powiększony biust, smukła talia i obfity makijaż robiły z niej prawdziwe bóstwo. Przynajmniej przez niektórych tak określane. Kobieta ta delektowała się słońcem, które oplątywało swoimi promieniami jej brązowe już ciało. Biały strój kąpielowy, bikini nota bene, podkreślał to nad wyraz wyjątkowo. Na głos dziewczynki nawet nie zwróciła uwagi. Dopiero, gdy poraz drugi rozległo się zawołanie, raczyła odpowiedzieć. - Słucham kochanie? – jej głowa ciągle jednak spoczywała na leżaku, a oczy były zamknięte. - Mamusiu możesz przyjść do mnie? Potrzebuję Cię o coś zapytać – prosiła dziewczynka, która szukając spojrzenia swej mamy omal nie wypadła z basenu. - Kochanie nie teraz dobrze? Poczekaj jeszcze z godzinkę. Porozmawiamy przy obiadku. – odpowiedziała słodkim głosem kobieta, ciągle jednak oddając się rytuałowi opalania. - Ale mamusiu …. – zesmutniała nagle dziewczynka – Ja muszę Cię o coś zapytać. - Zapytaj Joannę, na pewno Ci pomoże – rzuciła na koniec dialogu pseudo prędzej niż matka. Dziewczynka poddała się. Położyła się smutna na kole ratunkowym i zaczęła szlochać.

Joanna, kobieta koło czterdziestki, zatrudniona jako opiekunka dziewczynki siedziała przez cały czas w ogrodzie. Przysłuchiwała się rozmowie. Jej wyraz twarzy wyrażał żal i niezrozumienie, po części także pogardę. Joanna opiekowała się małą od pierwszych dni jej narodzin, kiedy tylko przyjechała ze szpitala do domu. Traktowała ją jak własną córkę, w szczególności dlatego, że nie miała własnej. Kochała ją ponad wszystko. A swojej pracodawczyni nie mogła pojąć. No, ale tak to jest, gdy młoda dziewczyna zachodzi w ciążę w wieku 18 lat i najchętniej pozbyłaby się jej. Wiadomo, że dziecko w takim okresie to jedna wielka przeszkoda. Joanna nie lubiła matki dziewczynki i za żadne skarby nie mogła zrozumieć dlaczego w taki sposób traktowała swoją córkę. Próbowała zastąpić prawdziwą miłość, która powinna być naznaczona bliskością i poczuciem bezpieczeństwa, drogimi prezentami. Na przykrywkę swojej postawy kochającej mamusi przychodziła dać jej buzi na dobranoc, powtarzała że ją kocha, słodko pierdząco rozmawiała z nią przy obiedzie i nawet od czasu do czasu wychodziła z nią na spacer. Do zoo na przykład lub na karuzelę. Nigdy jednak, gdy była mała nie zmieniała jej pieluszki, nie kąpała, nie pomagała wydmuchać nosa. Brzydziła się wszystkiego, nie chciała też złamać sobie paznokci grając z córką w piłkę. Do tego wszystkiego była Joanna. Ale dziewczynka wiedziała, że to nie Joanna jest jej matką.

- Myszko co się stało? – spytała Joanna dziewczynkę. Nazywała ja tak od dawna, odkąd zaczęła udawać w zabawie, że ucieka przed kotem, który goni myszkę. - Nic się nie stało Joanno! – I zaczęła jeszcze bardziej szlochać. - Jak to nic? Przecież widzę. – nie dała się zbić z tropu Joanna. Zaczęła gilgotać Myszkę, wiedziała bowiem, że to działa na nią bardzo przekonywująco. Tym razem jednak się nie udało. O co tu chodzi? – zaniepokoiła się Joanna. – Kochanie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych