Wróć do katalogu

"Moje niedokończone opowieści" cz. 7 Bonus

Jest to osobna historia o krasnoludach napisana pod wpływem chwili. Nosi ten sam tytuł co Saga "Kroniki Krain Lhydii" bo dzieje się w tym samym świecie. I tyle ma wspólnego z resztą opowiadań:-) - William de Hammersburgh"

Karol Wredny, opublikowano , 25 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Podobnie jak w części pierwszej nie poprawiam poniższego textu bo... mi się nie chce:-)))

Kroniki Krain Lhydii „William de Hammersburgh” – (nie należy do Sagi!)

I

Niebieskawy dym unosił się ku niebu niemal pionowym słupem z dogasającego ogniska, wokół którego rozsiadła się grupa najemników walczących u boku księcia Rodericka we wczorajszej bitwie pod Hallensgate, gdzie Roderick de Weil pokonał zbuntowane wojska swego przyrodniego brata Edwarda. Trwająca niemal przez całą noc bitwa była niezwykle zacięta i wyrównana. Dopiero oskrzydlająca szarża samego Rodericka na czele ciężko zbrojnej jazdy na umocniony oddział kuszników Edwarda przeważyła szalę tej krwawej bitwy, a otoczony oddział krasnoludzkich najemników ruszył do kontrnatarcia i zepchnął piechotę Edwarda do rzeki Waal. Za wybitne zasługi w boju i wielką odwagę Roderick postanowił ofiarować krasnoludom przygraniczne ziemie w Hammerze. Dowódcę najemników Williama z gór Avanoor uczynił władcą tego obszaru, i nazwał go przyjacielem ludu z Krainy Demanhall. Na koniec poprosił krasnoludów by zostali jeszcze na wielkiej uczcie wydanej w pobliskiej wiosce Klarn, gdzie w obecności całego wojska nadał Williamowi tytuł Barona de Hammersburgh. - Wstawać psie syny! William wrzasnął na śpiących w najlepsze towarzyszy. Sam odczuwał jeszcze działanie wypitego w ciągu nocy wina, jednak nie pozwolił by kac poraził i jego. U pasa przywieszoną miał małą sakiewkę, w której trzymał małą butelczynę przedniego klarniańskiego czarnego wina. Co jakiś czas pociągał kilka łyków i ponownie wprowadzał się w błogi stan. Z wielkim ociąganiem drużyna podnosiła się z miękkiej zielonej trawy, co poniektórzy zataczali się jeszcze. Humor dopisywał. Wśród przekleństw i złorzeczeń słychać było śmiechy i wzajemne prześmiewanie się. Po kilku kolejnych minutach chwiejący się rząd uzbrojonych po zęby krasnoludów stał naprzeciw swojego dowódcy. - Druchowie! Hyps! – zaczął przy akompaniamencie śmiechów Hammersburgh – Nastał czas wesela i radości. Ci którzy odczuwają potrzebę ustatkowania się i porzucenia wojaczki chętnie są widziani w moim nowym domu Hammerze. Ci natomiast, którym nie w smak osiadły tryb życia mogą wyruszyć własną drogą, acz niech wiedzą, że zawsze będą mile widziani w... Hyps! ... w tym, no... - Hammerze – pomógł Aglajcar, stary krasnolud, którego William znał już od wielu lat. - Co? A ttak, w Hammerze. Co to ja chciałem... Acha! Od teraz zwalniam was z przysięgi! Wszystkich bez wyjątku. Czyńcie jaka wasza wola. Rad będę jeśli ruszycie wraz ze mną do Hammerru, lecz nie będę zatrzymywał tych, którzy wybiorą własną drogę. Spojrzał na swoich żołnierzy. Znał ich od lat i wiele razem przeszli, lecz był już stary, nawet jak na krasnoluda, i potrzebował odpoczynku i własnego kąta. Druga taka okazja jak dar księcia Rodericka mogła się już nie powtórzyć. - Łupy podzielimy sprawiedliwie po równo... Hyps! Zajmie się tym Aglajcar. Tymczasem namyślcie się. Za godzinę chcę poznać waszą odpowiedź. - Rozejść się! – wrzasnął Aglajcar. Po godzinie do chrapiącego głośno w cieniu starego dębu Williama podszedł Aglajcar. Zajęło mu trochę czasu dobudzenie dowódcy, który z ociąganiem złorzecząc usiadł w końcu i sięgnął do sakiewki po butelczynę. Pociągnął kilka łyków i z grymasem na twarzy stwierdził, że buteleczka jest już pusta. - Podzieliłem łupy. Oto twoja dola, Willy – rzucił brzęczący worek na ziemię. Hammersburgh nawet nie sprawdził jego zawartości spytał tylko: - Ilu idzie z nami przyjacielu? - Większość. Dziesięciu chłopa od Nyckerberga wraca do domu. Rolfi, Kamuz i Nyliar wzięli co swoje i ruszyli do Neshil. Reszta, przeszło dwudziestu brodatych idzie z nami. - Dobrze, wyruszymy wieczorem. Dopilnuj by wieśniacy zapakowali nam na wozy beczki z tym ich czarnym winem i spróbuj wyciągnąć od nich przepis na przyrządzanie tego diabelstwa. Sięgnął po worek podłożył sobie pod głowę i położył się dalej spać. Zostawiając organizację wyjazdu Aglajcarowi, który oddalił się czym prędzej do wioski. Wokół Klarn stacjonowały wojska księcia Rodericka. O tej porze większość żołnierzy spała po uczcie na cześć władcy i zwycięstwa. Większą część ocalałych wojsk Edwarda, jak i jego samego ujęto i teraz spędzono do dwóch prowizorycznych obozów. Edward otrzymał do swojej dyspozycji namiot, gdzie pod czujnym okiem straży oczekiwał na wymarsz do stolicy Krainy, Malburgha. Tam czekał go sąd i prawdopodobnie śmierć, którą karano wszystkich zdrajców spiskujących przeciwko władcy.

II

Nowy władca Hammeru szybko przystąpił do porządków w swoich włościach. Ustanowił nowych poborców podatkowych, w każdej większej osadzie powołał składającą się z tamtejszych chłopów milicję. Szybko też sprowadził swoich ziomków, którzy z marszu przystąpili do budowy kopalni. Pod górami Hammeru powstawały tunele i szyby, z których krasnoludy uzyskiwały kamienie szlachetne. Odkryto także spore złoża rudy żelaza i srebra. Powstały kuźnie i warsztaty płatnerskie. W ciągu jednego roku gospodarowania William dał się poznać jako dobry organizator i sprawiedliwy władca. By jego wojsko nie narzekało na brak zajęcia dwa razy do roku, na czas przesilenia organizował turnieje, na które ściągali okoliczni wojownicy i rycerze. Ochraniał również kupców, jacy coraz częściej i w coraz większej liczbie przybywali w te strony zwabieni dobrami produkowanymi w Hammerze. Same miasto rozrastało się. Zbudowano trzy banki, w których przedsiębiorczy krasnoludowie gromadzili swoje szybko powiększające się bogactwa. Coraz więcej gild kupieckich zakładało tu swoje siedziby. Rządzone twardą ręką miasto i okolica stały się również atrakcyjnym miejscem dla różnego rodzaju bandytów, którzy zwabieni łatwym łupem ściągali tu z całego księstwa, lecz utrzymywana zbrojna drużyna, składająca się głównie z krasnoludzkich siepaczy, łatwo i szybko tropiła i likwidowała bandy grasujące na bezdrożach. Na odcinku granicznym nie dochodziło do żadnych ekscesów, bowiem William wybudował strażnicę i niewielką warownię w pobliżu szlaku przecinającego góry, toteż bandy orków nie zapuszczały się zbyt blisko granicy z Hammerem. Wieści o nowej krainie mlekiem i miodem płynącej rozeszła się w tempie błyskawicy po ościennych królestwach. Ze stolicy księstwa Malburga zaczęły przybywać pisma pochwalne od księcia Rodericka. William i jego pobratymcy rośli w siłę a skarbiec Hammeru wypełniał się coraz to nowymi bogactwami. Któregoś dnia do miasta przybył posłaniec od księcia Rodericka. Przyniósł list, w którym władca wyraża swoje zadowolenie z postępów jakie poczynił William i jego pomocnicy. W tymże liście była również wiadomość o podniesieniu przez księcia podatków na towary produkowane przez Hammer. - Znowu podnosi podatki!? Skarbnik spurpurowiał jeszcze bardziej na twarzy (choć to mało prawdopodobne u krasnoludów), wściekły nie na żarty, bowiem w naturze krasnoludów nie leży chęć do dzielenia się bogactwami z innymi. - Czwarty raz w ciągu roku! – grzmiał Aglajcar – Zwariował! Czym prędzej odprawił posłańca a sam udał się niezwłocznie do Williama, który o tak wczesnej porze przebywał jeszcze we własnym świeżo odnowionym domku. Nie siląc się na wymianę uprzejmości przeszedł od razu do rzeczy i zreferował problem. - Psia mać, nie trzeba było wykazywać prawdziwych dochodów w sprawozdaniu. Widać jest coraz więcej chętnych na nasze złoto. - Trzeba nam radzić Willy. - Prawda, zwołaj chłopów. U mnie na obiedzie obradzim co i jak. Na obiad pani (świeżo poślubiona) Baronowa Malvina Hammersburgh przyrządziła pieczeń z jagnięcia w jajkach i koperku. Komplementom i pochwałom nie było końca, aż wreszcie nieco zirytowany Aglajcar przypomniał zgromadzonym po co tak naprawdę się tu spotkali. Pięciu pokaźnych rozmiarów mężów zasiadło tego popołudnia przy stole Barona Hammersburgha. Radzili do wieczora, a wraz z wypitym czarnym winem, które sprowadzano z Klarn, dysputa stawała się coraz bardziej zaciekła. Wreszcie zmęczony obradami i ponagleniami małżonki William powiedział: - Dość, bracia! Uradziliśmy już, że nie zgadzamy się na podniesienie podatków. Wiąże się to z reakcją księcia Rodericka. Trudno ją jednak przewidzieć. - Nie damy mu już więcej pić z naszej krwawicy – wtrącił się Hakkalzbarg, krasnolud z północy, który dołączył do drużyny Williama przed dziesięciu laty. - Nie damy! – podjęła reszta i wychyliła toast. - Należy się liczyć z tym, że popadniemy w niełaskę jego wysokości czy jak mu tam – przypomniał mocno już pijany Aglajcar. - Prawda to,- zgodził się William – ale to dzięki nam Roderick czerpie zyski z tej krainy. - Przypomnimy mu, że ta ziemia przed naszym przybyciem, była jałowa i sucha. - Karim, nie przerywaj – upomniał młodszego kamrata Hammersburgh – Wyślemy mu list, w którym wyjaśnię całą sprawę. Aglajcar i Webby mi w tym pomogą. - Nie damy się łupić we własnym domu! – Webby alias Atham Webbsberg sięgnął do pasa gdzie zazwyczaj znajdował się topór. Zamiast tego wzniósł kielich do kolejnego toastu. - Na tym zakończymy naszą naradę – powiedział po chwili William – Prześpijmy się z tym do rana. Rano wyspany krasnolud widzi jaśniej pewne sprawy – zakończył. Pożegnali się wylewnie i udali się na zasłużony spoczynek. Nazajutrz w budynku Rady Miejskiej, gdzie Hammersburgh miał swój gabinet, trzech krasnoludów spotkało się by napisać list. Minęły przeszło cztery godziny nim sekretarz postawił kropkę finalizującą całe pismo. Zadowoleni z siebie nie omieszkali uczcić tego faktu buteleczką wina. William odbił na stygnącym wosku swój pierścień symbolizujący sprawowany urząd i władzę jaką posiadał i rzekł do kamratów: - Czasy są takie, że aby żyć trza kraść – zrobił pauzę na potakiwania przyjaciół – A jak nie kraść to się z nikim nie dzielić. Przeto nie będziemy się więcej dzielić z Roderickiem. Albo przyjmie nasze warunki albo pozostanie bez złóż, które tu odkryliśmy. - Mamy prawo do czerpania zysków z naszej własnej pracy! – odezwał się Aglajcar, podchodząc do kominka, w którym ogień obejmował sporej wielkości belkę. - Pewnie dostanie apopleksji, ale sam wie, że przesadził. - Panowie mamy tu jeszcze dużo pracy – upomniał Webbsberg – To też kończmy tę biesiadę bo południe już blisko. - Webby ma rację. Aglajcarze musisz przypomnieć kupcom z Neshil, że od pierwokupu domu też muszą uiścić opłatę. Ja muszę przyjąć tę zgraję z Altersbergu. Dacie wiarę! Chcą założyć na południowej ścianie gór swoją własną kopalnię. - Jeszcze jedni do koryta. - Tak, podaj im taką cenę, że ich zatka – zaproponował Aglajcar. - Może. Licencje, jeśli takowe wprowadzimy, będą zawierać ustęp o podziale zysku. William wstał dając tym samym ziomkom do zrozumienia, że czas spotkania dobiegł końca. Odprowadził ich do drzwi gabinetu i na odchodnym wręczył Webbsbergowi list mówiąc: - Oddaj go posłańcowi, niech dłużej nie czeka. Popędź go, chcę aby Roderick dostał te pismo jeszcze dzisiaj.

III

„Do Dostojnego Pana, Rodericka de Weil. Na wstępie pozdrawiam Cię Panie i całą Twoją Rodzinę!

W odpowiedzi na Twoją propozycję jestem zmuszony odmówić płacenia jeszcze wyższych podatków, gdyż koszta jakie obecnie ponoszę, nie pozwoliłyby na dalszy rozwój regionu, a co za tym idzie, nie pozwoliłoby na otwarcie trzeciej kopalni kruszcu. Pod naciskiem moich doradców proponuję Ci inne rozwiązanie: 1. Powrót do podatków z jesieni to jest trzecią część naszych dochodów. 2. W zamian zobowiązujemy się do obniżenia ceny na produkowany u nas oręż, czyli 25 Dinarów od mieczy i tarcz oraz 80 Dinarów od pełnej zbroi. 3. Bez zmian pozostają ceny za Wasze wino i sprowadzane przez nas towary (tkaniny, klejnoty i kruszec do książęcej mennicy).

Żywię nadzieję, że niedługo Wasza Dostojność zaszczyci nas Swoją wizytą.

Życzę zdrowia. Sługa i przyjaciel, Baron William de Hammersburgh”

Książę stał tyłem do okna, w drżącej ręce trzymał list od Barona de Hammersburgha. Przez chwilę się nie odzywał. W końcu zwrócił się do swoich doradców siedzących w milczeniu przy rzeźbionym z brązowego drewna stoliku. - Oni normalnie chcą nas wydymać! - Dostojny Panie... - Grube pokraki! Wypierdki! – Roderick zdawał się nie słyszeć swojego doradcy – Gdyby nie ja tułaliby się do dzisiaj po całych Krainach! Psy! Robaki! To jakaś kpina! De Quppert, czy oni drwią sobie ze mnie? De Quppert, niski i chudy doradca jakby jeszcze zmalał szukał odpowiednich słów by nie rozeźlić jeszcze bardziej władcy. - Za pozwoleniem, Waszej Wysokości, uważam, że podnoszenie podatków w takim tempie musiało

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych