Mojżesz
Młody człowiek, rozpaczliwie usiłujący odnaleźć się w świecie po Katastrofie. Krótkie opowiadanie, bedące moim debiutem. Wystawiam się więc na oceny i krytykę.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Książę stał długo, wpatrując się w niebo z głupim uśmiechem na twarzy. Miał w dupie ludzi przechodzących obok niego. Miał tam również to, że ludzie ci prawdopodobnie gapią się na niego kręcąc głowami. Jego umysł był teraz zawalony najróżniejszymi myślami. Myślał o swojej matce, o ojcu, o Marii, o tym co będzie robił wieczorem, gdy wreszcie wywiąże się z powierzonego mu zadania. Myślał o przepowiedni, powtarzanej przez trzęsących się ze starości ludzi. Powtarzanej już od dobrych kilkunastu lat. Przepowiedni, którą on sam niedawno usłyszał. Ale nie od starców. Od tajemniczego człowieka, widzianego we śnie. W tym nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie to, że tego samego człowieka właśnie dzisiaj musiał zabić. Musiał, chociaż wolałby z nim najpierw porozmawiać. Ale z tym człowiekiem nie dało się już gadać. Mutacje były już w dość zaawansowanym stadium. Zaczął się zastanawiać co on właściwie robi. „Pomagasz tym, którym nie można już pomóc” - wmawiali mu podczas szkolenia. Bzdura! - pomyślał – Zabijam ludzi, którzy sami nie wybrali takiego losu. Bo dopadły ich mutacje. Bo ktoś postanowił zniszczyć dotychczasowy świat, obracając go w ruinę. Naukowcy już powoli dochodzą do przyczyn katastrofy, która Ziemię zamieniła w jedną, wielką pustynię i zabiła jakieś dziewięćdziesiąt pięć procent ludzi. A pozostałych powoli, jednostka po jednostce zamienia w bezmyślne mutanty. W coś gorszego i bardziej prymitywnego od zwierząt. Jak na razie, badacze ustalili tylko, że to było coś kilka tysięcy razy silniejsze od bomby atomowej. Brawo. Na to nie wpadłby przecież nikt. Książę nadal wpatrywał się w niebo, pogrążony w myślach, ale już się nie uśmiechał. Nie było mu do śmiechu. Ktoś położył mu rękę na ramieniu. - Dobra. Zabezpieczyliśmy teren. Zadanie wykonane, możemy wracać. Klaus. Kumpel z ekipy, którą Książę dowodził. Dobry zarówno do „sprzątania” zarażonych jak i do wypicia kilku drinków i wyżalenia się w barze. Lepszego kumpla nie mógłby chcieć. Chociaż oczywiście nie twierdził, że lepszy by się nie przydał. - Skoczymy dzisiaj na drinka? - Klaus w ogóle nie krył chorej nadziei w głosie. - Dzisiaj nie mogę. Umówiłem się z Marią. - Szkoda. Wezmę kogoś innego. Właśnie zjawiła się reszta ekipy, więc wsiedli do dżipa i pojechali zameldować o wykonaniu zadania. Książę postanowił na jakiś czas porzucić swoje filozoficzne wywody i powrócił do rozmyślania o dzisiejszym wieczorze.
***
Kłamstwo i zdrada. Ty to zakończysz! Tak jak Twój ojciec zebrał nas wtedy na wzgórzu, pod jedynym ocalałym drzewem. Nas, zagubionych i rozpaczających. Jak przemówił wtedy do nas. Jak dał nam jedną iskierkę nadziei. Nadziei na odbudowanie tego świata. Ty będziesz jego następcą! Ty nas zbierzesz ponownie i wyprowadzisz z piekła. Ty będziesz nowym Mojżeszem!
***
Następnego dnia Książę nie miał żadnych zleceń więc postanowił dłużej pospać. Maria wyszła już do pracy więc on miał chwilę spokoju. Chwilę na przemyślenie tych wielu myśli, czekających w kolejce do przemyślenia. Kim do cholery jest ten Mojżesz? Albo raczej kim był? Znowu niespokojny sen. Tym razem bez człowieka, którego wczoraj musiał zabić. Ale to ten sam głos. Ta sama kwestia, powtarzana w kółko kilkadziesiąt razy. Jak jakiś dziwny utwór, puszczany z zacinającej się płyty. Przez cały sen to samo. Miał dość. Zapalił papierosa. Ojciec mu mówił, że przed Katastrofą to dopiero były dobre papierosy. Nie to co teraz wyrabiają. Książę zaczął żałować, że nie miał okazji spróbować tamtych. Zadzwonił telefon. Książę niechętnie, ociągając się podniósł słuchawkę. - Czego? - A jak myślisz? Kolega z ekipy. Książę był na niego zły, że dzwoni żeby mu powiedzieć o zleceniu. Nie miał ochoty dalej zabijać zarażonych. Zwolnię się z tej roboty i poszukam innej. Jeszcze nie wiem co powiem ojcu, ale zwolnię się. Niech to będzie ostatnie zlecenie. - Książę ucieszył się w duchu, że taka myśl przyszła mu do głowy. Tak postanowił. Wstał, ubrał się, zabrał sprzęt i broń. Kiedy wyszedł z domu ekipa już na niego czekała w dżipie. Wsiadł bez słowa. Klausa nie było. Jak będę odchodził,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Wielebny Szymon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…