Mory cz.1
Mieszkańcy pradawnej wioski Mory koegzystują z fantastycznymi stworami i dziwnymi stworzeniami. Ich świat jest pełen magii i przesądów. Pewnej zimy stają twarzą w twarz ze straszliwą zarazą...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I. ZIMA
Rozdział 1
Ernst biegł tak szybko, jak jeszcze nigdy dotąd, serce tłukło się w piersiach jak oszalałe, drobne ciało przeszywały podmuchy zimnego wiatru. Tuż za nim podążał Strach. Porzucona kapota leżała daleko w śniegu odcinając się czernią od puszystej bieli, wabiąc wilki i strzygi. Otaczający las nagle przerażał, a wszystko, co dotąd wydawało się przychylne, stało się teraz złowrogie i odpychające. Muszę im powiedzieć, zanim nas dopadnie- kołatało mu w głowie, śliski pot zlepił rozchełstaną i brudną. koszulę, Trach! W ustach poczuł smak świeżej krwi z rozciętej wargi, twarz miał mokrą od śniegu, w który upadł potykając się o wystający z ziemi korzeń. Podniósł się ociężale. Nogi odmawiały mu posłuszeństwa, ale ruszył dalej. Pod stopami wyczuwał uśpione ciałka płonków. Co chwilę rozlegały się ich pełne bólu piski, gdy zataczając się, rozdeptywał twardymi skórzanymi podeszwami drobne kończyny zagrzebane w śniegu,. Ciemny las szumiał złowrogo a w uszach mu dudniło. Nikłe światła wioski były coraz bliżej, widział już zarys niskich chałup, sylwetki krzątających się przed zmrokiem ludzi. Słyszał wrzaski siwej Mele, która podczas ostatniej pełni dostała odmy i spuchła tak, że wyglądała jak wielka ropucha nadmuchana przez słomkę zrobioną z suchej trawy. Pod wpływem ludzkiego głosu w chłopca wstąpiły nowe siły i przyspieszył kroku. W lewej dłoni ściskał jeszcze ciepłe, a już oślizgłe i jakby rozstępujące się pod naciskiem palców ptasie truchło. Po zmarzniętych policzkach płynęły gorące łzy bólu i strachu. Mamo…zakwilił, a z rąk wypadł mu pęk zlepionych żółtą mazią piór. Schylił się, rozpaczliwie zbierał cuchnące resztki, zgarniając je razem ze śniegiem skostniałymi rękami. I już ostatkiem sił biegł dalej, mijając pierwsze zabudowania zasypanej śniegiem wsi. Co tam masz, pieronie? –zaszlochał siedzący na progu swej rozpadającej się rudery brodaty staruszek o rozbieganych oczach. Ernst nie patrząc na niego dowlókł się do krytej strzechą, bielonej chaty i wpadł do kuchni. Przy kominie jego matka, Danike siekała zmarzniętą rzodkiew do „głodowej zupy”, którą jedli raz w tygodniu odkąd pamiętał. Ciepłe powietrze z nagrzanej izby buchnęło mu w twarz. Kobieta sczerniałą od soku dłonią odgarnęła z czoła jasny kosmyk, spojrzała na syna i krzyknęła. W jego drobnych dłoniach spostrzegła zwłoki niewielkiego ptaka. Kilka lepkich piór padło na klepisko. Ernst trzęsąc się patrzył w milczeniu, jak matka porywa z sieni kaptur i wybiega z domu. Rzucił się za nią i trzymał za spódnicę, gdy mijając rozrzucone tu i ówdzie chałupy, Danike pędziła prosto do starej dzwonnicy. Zaciskała zęby, kiedy jej bose stopy brodziły w śniegu. Ernst pochlipywał cicho. Wspięli się po kilku zmurszałych schodkach i chłopiec widział przez łzy, jak matka wprawia w ruch mechanizm nie używany od czasu ostatniego polowania zjaw. Donośny dźwięk alarmowego dzwonu przeszył powietrze i niósł się daleko, aż dotarł nawet do jaskini, gdzie olbrzymi Garuk mościł sobie posłanie z suchych liści i sosnowych igieł. Ernst osunął się na podłogę i stracił przytomność. Pogrążona w mroku wioska ożyła, z domostw zaczęli wychodzić mieszkańcy, niektórzy ubrani już do snu w zgrzebne koszule splecione z włókien rośliny podobnej do lnu, zbieranej w suche letnie dni na łące nieopodal małego potoku. Zapłonęły pochodnie, w oknach pojawiły się świece, zewsząd rozlegało się skrzypienie otwieranych drzwI i okiennic. Jeśli to znów pomylony Leluch robi sobie kawał…Już ja mu pokażę…- burczał gruby Rembak i dysząc gramolił się z żony, odrzuciwszy wygrzaną, puchową pierzynę. Co się dzieje?- spytała półprzytomnie tęga kobieta. Zamknij się i ubierz coś na siebie, ten wariat znów stroi sobie żarty- rzucił Rembak w pośpiechu wciągając spodnie i szukając włochatej kapoty. Wyszedł z chaty i po chwili, niosąc w ogromnej dłoni pochodnię, dołączył do pozostałych. Przypominali widma, gdy szepcząc między sobą zmierzali na plac narad. Tam Rembak zobaczył przytupującą grupkę opatulonych mieszkańców, wsłuchujących się w słowa starego Welika. Wódz przemawiał, potrząsając białą czupryną, w której roiło się od małych ruchliwych pajączków, przędących całun, w którym wiele lat później miał zostać pochowany. Ludzie tłoczyli się dookoła, chcąc jak najlepiej słyszeć i trochę rozgrzać się w tłumie. Jak wiecie, podczas ostatniej wizyty, Dziad przyniósł wieści o niespotykanej dotąd zarazie dziesiątkującej wsie na południu, daleko za Wielkimi Dębami- charczał starzec, a z jego ust wydobywały się kłęby pary, rozpływając się natychmiast w czerni mroźnej nocy. – wszyscy wierzyliśmy, że dzięki codziennym kąpielom w wodzie z dodatkiem ziaren wilczego ziela unikniemy plagi- westchnął- jednak Ernst przyniósł dziś z lasu to… Rembak spojrzał na miejsce, które wskazywał starzec i zobaczył spoczywające na rozłożonej chuście gnijące ścierwo. Żołądek podszedł mu do gardła. Zewsząd rozległy się głosy obrzydzenia, ktoś krzyknął. Wszyscy skierowali wzrok na chłopca, który stał blady, uczepiony maminej spódnicy, usiłując ukryć się przed ich wzrokiem. Na ten widok Gruby Rembak aż zatrząsł się z wściekłości- przywlókł zarazę tutaj?! Kto ci kazał, pętaku, ruszać padlinę? Poza tym co robiłeś w lesie przed zmrokiem? Wiesz, ze dzieciom nie wolno w tym czasie oddalać się od wioski! – dodała jedna z kobiet, potrząsając obfitym biustem rozpierającym nocna koszulę. Wśród zebranych podniosła się wrzawa, każdy chciał przyjrzeć się zwłokom, ludzie napierali na siebie, ktoś upadł, rozległ się płacz niemowlęcia. Spokojnie- odezwał się Welik podnosząc sękaty palec- We wszystkich wsiach, które dotąd dotknęła ta klęska, pierwszą oznaką epidemii były martwe sroki. Nie wiadomo, dlaczego akurat te ptaki choroba upodobała sobie. Nie wpadajcie w panikę. Ptak mógł przecież zdechnąć z innej przyczyny. Zapytamy o radę Człowieka ze Studni. Tłum zafalował. Zapytajmy, rzucił ktoś i w ludzi wstąpiła nowa nadzieja. Co z chłopcem? – krzyknęła żona Rembaka, która ubrana w wielką chustę, stanęła obok niego- dotykał truchła. – Pozostanie w odosobnieniu razem z matką- odparł starzec i zwrócił się do Danike- musicie udać się do opuszczonej chaty na skraju wsi. Rembakz żoną będą przynosić wam strawę. Nie możemy dopuścić, byście pozarażali innych. Spojrzał na zapłakaną twarz Ernsta i podjął- zawiń ptaka w chustę i zanieś na polanę za Wielkimi Dębami. Tam zakop go głęboko. Po czym zwrócił się do zgromadzonych- Zanim pójdziemy po poradę do Człowieka ze Studni, trzeba zalać miejsce, gdzie leżały zwłoki, wywarem z piołunu. To oczyści ziemię.
*
Tysiąc kroków od wioski, w zamieszkałym przez rusałki zagajniku znajdowała się głęboka studnia z kamiennym ocembrowaniem. Nikt nie wiedział, skąd się wzięła, wiadomo było tylko, że gdy Talik zakładał osadę dwa pokolenia temu, studnia już tam była. Od wieków mieszkał w niej Człowiek, który najlepiej znał las i jego sprawy, gdyż siedząc całymi dniami w odosobnieniu tak wyostrzył słuch, że wiedział o wszystkim co działo się w nawet w najodleglejszych jego zakątkach. Nie zawsze jednak chciał mówić-nieliczni, którzy przełamując strach dotarli do studni by wykrzyczeć w głąb swe pytania, odchodzili z niczym. - Być może spotkało nas wielkie nieszczęście- rzekł Welik, wkładając siwą głowę w ziejący czernią otwór. Struchlały tłum stał kilka kroków za nim. Wszyscy czuli się nieswojo w tym zaklętym miejscu. Matki mówiły dzieciom, że mieszkające w gaju rusałki potrafią omamić swym słodkim głosem i zabić jednym dotknięciem…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Emilijenka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…