Wróć do katalogu

Może w Następnym Życiu II

Druga część mojej powieści... Tym razem to nie Bóg stanie na przeszkodzie bohaterów, ale sami oni...

Sitek, opublikowano , 26 min czytania, 3,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pierwszy - Władza

Kto boga ustanowił bogiem ? A może inaczej, kto zastąpiłby boga gdyby ten zginął ? Los wybiera następcę ku każdej pozycji i bezwzględnie rozdziela stare znajomości w jedynym celu ustanowienia swojej racji. Los obdarza nas szczęściem, aby zaraz po chwili obdarować nas nieszczęściem. Czym my tutaj winimy ? Po prostu taka jest wola losu i nikt tutaj w niczym nie zawinił... Ale czy na świecie jest możliwa taka sytuacja aby nikt nie stanął na stanowisku boga ? Los nie pozwala na takie zdarzenia, toteż zaraz po śmierci poprzedniego boga następuje selektywny wybór dzięki któremu w kolejce staje kilku najgodniejszych tego tytułu. A jak dokonywany będzie wybór następnie ? Otóż wybrane osoby stoczą bitwę... Nie w pojedynkę, ale u władzy swego ludu, grupy wojowników i chłopów oddanych swemu władcy. Nastąpi wielka walka i jej zwycięzca stanie się jednym i właściwym władcą, a jego lud władać będzie na tej planecie. Tak i stało się tym razem, gdy grupa dzielnych wojaków pokonała dotychczasowego boga. Przyszedł zatem czas na nowego władcę, a los wybrał tylko czterech kandydatów, jacy spełniali wszelkie tajemnicze wymagania. W tej grupie znaleźli się Nathran, Kruk, Siteku i Laan...

Poprzez puszcze przedzierała się grupka mężczyzn. W okuł było już ciemno a jadowite węże przeskakujące z miejsca na miejsce tylko czyhały na zły krok przechodniów, aby wgryźć się w ich ciało. W tym niemiłosiernym wieczornym skwarze, wśród pełnej zieleni puszczy zarośniętej wszelakimi rodzajami drzew, przedzierali się dumnie Nathran, Siteku, Laan i Kruk. Spoceni i spragnieni wody, co chwila upominając się o koniec wędrówki maszerowali przed siebie, a wyglądali tak, jakby sami dobrze nie wiedzieli gdzie zmierzają... -Walczyć między sobą... Szczyt głupoty jakiej nie możemy się przeciwstawić - zaczął Nathran niezbyt wesoły z ciągłej napiętej sytuacji jaka wynikła między dawnymi przyjaciółmi. -Chyba nie myślicie że stanę do walki z wami ? Naszym zadaniem jest wymyślenie jakiegoś sposobu aby oszukać los, a nie żebyśmy się powybijali ! - ze zdenerwowaniem wyrzucił Siteku, uderzając swą kataną w każdą pobliską roślinę rozcinając ja na różne płaty. Zdenerwowanie w nim poznać można też było w jego hałaśliwym stąpaniu butami po ziemi. Raz po raz robił coraz to cięższe kroki, toteż wyglądało to jakby próbował komuś robić na złość. -Wyraźnie dostaliśmy do wiadomości iż nawet jeśli się nie zgodzimy siłą opanują nasze umysły - z żalem stwierdził nieco spokojniejszy Laan. -Ale nie należy mieć założonych rąk ! Z bogiem nie mieliśmy żadnych szans a jednak wygraliśmy, zatem i w tym wypadku musi być jakieś wyjście ! - dorzucił jeszcze bardziej zdenerwowany Siteku, teraz podnosząc katanę ku niebu - kto odważy się iść na przekór losu ze mną ?! -Ja ! - natychmiast przytaknął Nathran czyniąc to samo ze swoją klingą. -Zatem i ja - również zgodził się Laan, czyniąc to samo co poprzednicy. -Głupcy i prostaki - wyrzucił dosyć spokojnym ale i pełnym przejęcia tonem Kruk - i wy chcecie walczyć z losem... -hę ? - zwrócił się Siteku z niedowierzaniem na przyjaciela. -Z kim chcecie walczyć ? Z losem ? A któż to jest ? To nie jest materialna istota ! To po prostu zasady jakie ciążą nad tym światem i nie jest w stanie ich nikt zmienić ! Nie ma jakiejś osoby do pokonania ! To nie jest zabawa głupcy, to jest przeciwnik w zasadach ! Jedyna szansa jaka jest to nie dać się omotać złym siłą, a wtedy być może czas sam coś wymyśli !! - z wielkim oburzeniem i zdenerwowaniem wykrzyczał Kruk, tym samym uspokajając swoich kompanów. Teraz opuścili już swój oręż i z nieco smutniejszymi minami skierowali się w kierunku jakim podążali, poczym ruszyli dalej w drogę. Kierowali się do miejsca gdzie los miał wybrać dla nich tereny osiedlenia. Znali dobrze zasady wojny jaka ich czeka. Cztery armie i tylko jedna może władać światem, a ich przywódca dostąpi boskiego zaszczytu. Nie z własnej woli, ale z przymusu... Tak brzmi niezmienne prawo ziemi jakie teraz pokazało swoje prawdziwe wady... Coraz bardziej trasa się dłużyła, a zmęczenie dawało się we znaki całej grupie przyszłych wrogów. Co raz zerkali do prawie pustych już pojemników z wodą wlewając do ust ostatnie krople wody. -Ale te zasady ziemi ktoś kiedyś musiał nadać - rzucił obojętnie Nathran. -Bez względu na to kto je nadał i jak bardzo są one ważne dla równowagi tego świata, nie jesteśmy ich zmienić - zaczął Kruk - to zupełnie inny wymiar. Zrozumcie iż nie mamy nawet najmniejszych szans na to, albowiem do tego trzeba łączyć cechy wojownika doskonałego... -Doskonały wojownik - przerwał pełen zaciekawienia Siteku. -Tak... To osoba która włada na mistrzowskim poziomie zarówno magią, bronią białą, jak i wszelkimi łukami czy też kuszami. Po prostu wojownik doskonały - uspokoił jego ciekawość Kruk. -Rozumiem Kruku... Masz zamiar walczyć z nami ? Tak, to świetny pomysł ! Zabijajmy się ! - rzucił sarkastycznie Laan, lecz w tym momencie cała grupa zamilkła... Ich oczom ukazał się wielki monument, przypominający momentami to katedrę, to zbrojownie. Wszelkie okna były zakończone łukami, a że były niezwykle wąskie znakomicie nadawały się do obrony. Na szczycie widniał złamany krzyż, a obrośnięte wielkie wrota, wykonane zapewne z niezwykle drogiego drewna i zdobione przez mistrza w swym fachu, bowiem tak pięknie wyglądały, mimo takiej starości o jaką można było je podejrzewać, tworzyły w tej okolicy niepowtarzalną atmosferę zaciekawienia. Przyjaciele przybliżyli się do wrót. Był wiele większe od nich samym, toteż budowla sprawiała wygląd tak olbrzymiej, że bohaterowie nie kryli na swych twarzach zdziwienia i podekscytowania. -Ma ktoś coś do picia - rzucił nieprzyjęty pięknem tej budowli Siteku. -Ty durniu ! Czy ty nie widzisz tego cudu ? - z wielkim zdenerwowaniem rzucił Nathran, który podobnie jak reszta wpatrzeni byli na ogromną budowlę. -Ach, przepraszam - nieco speszony wyrzucił spragniony wojownik, po czym cała grupa zatrzymała się tuż przy samej bramie, a ta powolnym ruchem samoczynnie otwarła się, tworząc podróżnikom drogę. -Ty Nathran ! Nie masz pietra ? - rzucił z lekkością Siteku. -Ty jesteś kompletnym durniem ? - oburzony odpowiedział Nathran, a że jego powolny chód ustał, Kruk zrozumiał już co się święci. -Ty widzę masz do mnie jakieś problemy ! - teraz już nieco podenerwowany dorzucił Siteku, gdy też w tym momencie pięść Nathrana uderzyła drugiego. Kruk nie namyślając się ani chwili rzucił się na dwójkę mocno zdenerwowanych wojowników i zaczął ich uspokajać. -Oszaleliście ? Macie inne charaktery, ale to nie powód do bójek ! - wykrzyczał, na co Nathran zareagował już spokojem i zaprzestał wymianę obelg. Siteku natomiast początkowo nie chciał dać za wygraną, toteż próbował odepchnąć Kruka, ale także uspokoił się, tym samym dając sobie pierwszy cel przyszłej rywalizacji o tron boski. Ruszyli zatem do wnętrza tej ogromnej budowli. Taka piękna i taka wspaniała. Niemal nie upadł hełm z głowy Nathrana. Takież to ona na nim zrobiła wrażenie. Piękne malowidła na ścianach, które jakby wydawały się namalowane przed paroma minutami, a staranność z jaką zostały one zrobione była niesamowita. Arcytrudna musiała być praca jaką włożył w tutejszy wystrój gospodarz, bo nawet każde okno ozdobione było takim witrażem, jakiego nikt z tutejszej grupki wojaków na oczy jeszcze nie widział. Jedynie Siteku nie zwracał uwagi na okolicę, zasiadając jedynie na jedynej ławce pośrodku sali i jakby wypatrywał jakiejś osoby. Ale dziwił nawet i jego fakt, iż w tak pięknie zrobionym budynku nie ma nic prócz jednej ławki... Co to ma znaczyć ? -Słuchajcie... Jesteśmy tu i co teraz ? Może to nie to miejsce i mieliśmy iść dalej przed siebie ? - powiedział spokojnie pełen niecierpliwości Nathran, ciągle spoglądając na piękne malowidła na ścianach. Nikt nie zwrócił jednak na niego uwagi, a sam Laan przycupnął w najbardziej oddalonym od wyjścia kącie sali i przyglądał się tutejszemu kunsztowi malarskiemu. Widział przed sobą trzy postacie, pięknie odziane, bawiące się na pięknej łące pełnej kwiatów i słonecznych promieni. Widział tam siebie, swoją jedyną Li Nay, swojego kochanego syna, oraz siebie... Leżącego na pięknym kocu i opalającego się przy przepysznych smakołykach. Jego prawa dłoń zbliżyła się do malowidła i delikatnie stykała się z nim raz po razie przesuwając się z góry na dół. W jego oczach pojawiły się i pierwsze łzy, a obie ręce mocno zadrżały. Wiedział iż nigdy już mu nie będzie dane ich zobaczyć. Nie chciał walczyć z przyjaciółmi i wiedział iż nie może zdobyć boskiego tronu, zatem pewne było iż nie on będzie walczył, ale wola panująca nad jego ciałem. Był już pewien że nigdy nie spotka go w życiu radość, toteż łzy na jego twarzy coraz silniej pokapowały na ubrania, a dramat panujący teraz w jego myślach stawał się coraz to okrutniejszy. Na swoim ramieniu poczuł czyjąś dłoń. Nie odwrócił głowy, bo wiedział iż to Siteku. -W sercu ból i pragnienie dobra, lecz woli ziemi nie można oszukać. Nie mam celu w życiu i nie mam gdzie wracać... Gdybym tylko mógł oddałbym życie za twoją słuszną wolność... Dla woli jednak moje życie niewiele znaczy - pełen smutku rzekł Siteku, opuszczając głowę ku ziemi i wciąż trzymając dłoń na ramieniu przyjaciela, który sam teraz odwrócił się w stronę towarzysza. -Nie jesteś po to by mnie żałować. Nie wygram tej bitwy, ale jeśli nawet zginę z twojej ręki... Nie będę mieć ci tego za złe - odparł już troszkę uspokojony Laan. Tutejsze pomieszczenie delikatnie zadrżało. Przyjaciele czym prędzej słysząc opadające kawałki skał a ziemie stanęli koło siebie.

Drugi - Słowa

Przez wiele lat cieszyli się wielkim spokojem... Nikt nie był w stanie go zakłócić, bowiem grupka przyjaciół zawsze była pełna zaufania co do siebie. Siteku... Nathran... Laan... Kruk... Teraz czekali na znak od losu... Jakże złego w tym czasie...

Nawet jeśli nie ma już najmniejszej szansy na spokojne życie, kiedyś ten ktoś nad nami wynagrodzi wszystkie nasze cierpienia... Wystarczy wierzyć w lepsze dni... Nie chodzi o to by one nadeszły dzięki wierze, ale by mieć coś do czego by się dążyło... Bez celu człowiek wygląda pusto i jest kompletnie nie potrzebny... Ja tak wyglądałem przez długi czas i mam nadzieję że to nie spotka już mnie ani razu... Nathran skierował swój wzrok na środek sali, bowiem w tym miejscu już od jakiegoś czasu stała przedziwna postać, wcześniej niezauważona.... Jak ona się tu znalazła ?! Przecież ktoś musiał ją usłyszeć, a ta stała sobie słuchając słów „wybrańców”. Delikatnie falowała jej szara szata, mimo iż w pomieszczeniu nie znajdywało się żadne źródło mocniejszego powiewu powietrza. Wielka szata przysłaniała postać od narzuconego na głowę kaptura, po same stopy, dotykając nawet trochę ziemi, w ten sposób tworząc naprawdę przerażający widok dla czwórki bohaterów. -Jestem waszym przeznaczeniem - rzuciła dziwna postać, co tak przejęło bohaterów, jakby ich oczy ujrzały właśnie śmierć, a ciało dotknęło ognia. Zakapturzony dziwak spojrzał na Nathrana... Przyglądał mu się, a cała grupa nie potrafiła nawet drgnąć z miejsca... Było widać w ich oczach, że tak wielkiego strachu nie czuli jeszcze nigdy. Do budynku wtargnął wiatr, wybijając piękne witraże i otwierając stare wrota. Lekki dreszcz przeszedł po ciałach wybrańców. W tym też momencie oczy bohaterów dojrzały pustkę... Znaleźli się w jednym momencie w całkowicie innym miejscu. Pustym, otoczonym z każdej strony ciemnością i wywołującym jeszcze większe przerażenie. Jedynie Kruka to wszystko nie ruszało... Ciągle spoglądał na wszystko co się działo z żelazną miną, wyczekują tego co jest mu przypisane. Może też w tym momencie zaczął wyczuwać, że nadchodzą ostatnie chwile jego przyjaciela. -Bóg musi być silny - dał się słyszeć głos z nikąd, bardzo podobny do dziwaka z katedry - a z pośród czterech kandydatów, tylko dwóch może wziąć udział w właściwej walce o tron. Pora abyście walczyli ze sobą... Nathran z Siteku, a Kruk z Laanem. Padł rozkaz, jednak nikt z bohaterów nie wyjął broni. Każdy spoglądał na swojego przeciwnika i jakby próbował uniknąć walki. Na twarzy Nathrana pojawiły się pierwsze krople potu, a jego nogi delikatnie się rozsunęły. Przyjął powolnie bojową gardę i wyczekiwał ataku przyjaciela. Siteku spojrzał na niego z niedowierzaniem, po czym wyjął miecz z za pasa i ruszył w stronę zakapturzonej postaci. Nie przebiegł nawet metra gdy ujrzał wielki błysk. Przeszył on tutejszą ciszę tworząc donośny hałas. Pojawiła się krew, a na ziemię zwaliło się ciało Laana. Siteku natychmiast zatrzymał się. Przerażona twarz Nathrana wzbudzała lekkie obawy w Kruku. Spodziewał się on teraz desperackiego ruchu przyjaciela w stronę wroga. I ta też się stało, aczkolwiek Nathran nie ruszył w stronę zakapturzonej postaci, ale Siteku. -Co ty robisz !? - rzucił przygotowany już na obronę Siteku. -Będziecie walczyć gdy zacznę kontrolować jednego z was ! - wykrzyknął bezczelnie dziwak. -Uważaj ! Nie zrań go ! - krzyknął Kruk, teraz gubiący się powoli w własnych…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych