Wróć do katalogu

Mroczna Puszcza

Trzeci rozdział przygód Garfa. Nie jest to jeszcze wersja ostateczna.

Czarny, opublikowano , 33 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Garf zbudził się. Nad nim stał Oren i potrząsał go za ramię. - Wstawaj, twoja kolej. Garf przetarł oczy i odrzucił koc. Wzdrygnął się z zimna. W dzień zdarzały się już upały, lecz noce nadal były zimne. Wstał, zarzucił na siebie pelerynę i zaczął przechadzać się wokół obozowiska. Oren ułożył się na jego miejscu i po chwili już chrapał. Wszystko było w porządku. Poszukiwacz przysiadł przy żarzących się resztkach wczorajszego ogniska. Dorzucił do nich kilka gałązek i wzniecił maleńki płomyk. Przez chwilę grzał sobie dłonie, dopóki tlił się ogień. Otulił się szczelniej peleryną i czekał na świt. Popatrzył na śpiących. Właściwie żadnego z nich nie znał zbyt dobrze, jednak czuł że może im ufać. Kaldor spał spokojnie, sprawiał wrażenie, że leży w łóżku we własnym domu, a nie na szlaku, gdzie nie wiadomo co spotka cię za chwilę. Opanowanie i spokój tego doświadczonego wędrowca, kojąco wpływały na nerwy Garfa. To imię znano wszędzie, śpiewano już pieśni o jego przygodach i osiągnięciach. Dokonał wielkich czynów, lecz najwyraźniej sława nie uderzyła mu do głowy, jak innym, których dokonania nijak się miały do stopnia ich samouwielbienia. Kaldor zdawał się być wciąż taki sam, jak podczas pierwszych wypraw. Oczywiście starzał się jak inni, ale mimo upływu lat nadal był w nim ten sam zapał i chęć przygód, który kazał mu podjąć trud życia poszukiwacza. Zamiast pędzić spokojny żywot mieszczucha, utrzymując się z niemałego majątku jaki zdążył zgromadzić, on wciąż był na szlaku, wciąż się narażał, stając się niedościgłym wzorem dla innych, także dla niego. Garf wspomniał moment spotkania. Był pewien, że ze strony Kaldora nie było tam żadnej niechęci, zawiści, coś takiego daje się wyczuć. Nie, wyglądało to raczej na powitanie dwóch braci, którzy długo się nie widzieli. Dez. On także leżał spokojnie, choć z jego postaci biła jakaś niecierpliwość. Może chciał być już w Brewon, bezpieczny, odgrodzony murami od Mrocznej Puszczy i jej zła. Może chodziło o cel wyprawy, o zdobycie klucza do Grobu Reffiego, gdzie zgromadzone miały być magiczne artefakty, księgi zaklęć dawno już zapomnianych. A może po prostu chciał już wrócić do Ronsa i swej nauki. Cóż mógł o nim powiedzieć, wiedział tylko, że Rons ufa mu na tyle, by powierzyć jego zdolnościom magicznym człowieka posiadającego część Mapy i który podobno potrafi zdobyć jej pozostałe kawałki. A może nie ufa mu, lecz rzucił na niego jakieś zaklęcie posłuszeństwa i kontroluje go sobie znanymi sposobami? Nie wiedział tego, lecz przeczuwał, że Dez nie sprawi mu przykrej niespodzianki. Oren rzucał się trochę na posłaniu, chrapiąc przy tym głośno. Jego niespokojny sen nie wzbudzał jednak niepokoju. Wywołany był być może brakiem kamiennego sklepienia nad głową, do którego był przyzwyczajony. Stosunek krasnoludów do ludzi jest raczej obojętny, nie mieszają się w ich wewnętrzne konflikty, jednak można liczyć na ich pomoc podczas wojen z goblinami. Ostatnimi czasy kontakty z nimi nieco oziębły. Mówi się, że doszło do nieporozumień na tle posunięć taktycznych podczas ostatniej wojny z północnymi olbrzymami. Obie ze stron zarzucały sobie błędy, okupione dużymi stratami w szeregach swych armii jak i pośród ludności cywilnej. Wzrok swój skierował na Lamię. Spała źle, co chwila przewracając się z boku na bok. Może we śnie znów przeżywała śmierć swoich krewnych, a może z powodu prowadzenia niebezpiecznego życia i trwania w ciągłej czujności i obawie. Podszedł do niej, chcąc poprawić koc, który się zsunął. Kiedy nachylił się nad nią, stwierdził nagle, że Lamia nie śpi i przygląda mu się spod na wpółprzymkniętych powiek. Był pewien, że jeszcze przed chwilą spała. - Przepraszam - burknął cicho, speszony trochę sytuacją i uśmieszkiem, który, głowę by dał, przemknął po jej wargach. Lamia schowała nóż, poprawiła koc i odwróciwszy się do niego plecami, leżała w ciszy. - Nóż! O mało co nie skończył z długim na stopę kawałkiem stali w trzewiach lub sercu. Na drugi raz niech marznie, nie będę więcej ryzykował. Był zły na nią, a właściwie na siebie, że tak się dał zaskoczyć. Jak dziecko. - Po chwili uśmiechnął się do siebie w myślach. - Dobra jest. Ona da sobie radę i w Puszczy i wszędzie. Strach przed przebyciem Mrocznej Puszczy zmalał. W takim towarzystwie chyba sobie poradzą z tym co ich tam czeka? Jeszcze raz popatrzył na śpiących. Poza tym Rons nie kazałby im przebyć Puszczy, gdyby było to niemożliwe. Ponownie ruszył wokół obozowiska. Ciemności nocy przechodziły w szarość świtu, by w końcu ustąpić światłu dnia. Na trawie pojawiły się kropelki rosy. Przyroda budziła się do życia. Kwiaty zaczęły otwierać swe kielichy, kierując je ku światłu i ciepłu słońca. Gdzieniegdzie słychać było ptaki, śpiewem witające nowy dzień. Z nory niedaleko obozowiska wyjrzał świstak, lecz zaraz zniknął w niej z powrotem, gdy ujrzał Garfa. Garf rozniecił na nowo ogień i zaczął budzić towarzyszy. Uprzątnęli swe posłania, a potem przysiedli wokół ogniska by się posilić przed dalszą podróżą. - Przy najbliższej okazji musimy coś upolować. Nasza grupa rozrosła się i zapasy kurczą się szybciej niż planowaliśmy. - stwierdził Kaldor. - Dziś wcześniej zatrzymamy się na nocleg i poszukam jakiejś zwierzyny. A teraz na koń i w drogę. Ruszyli grzbietem pokonując po drodze doliny i szczyty, niekiedy droga stawała się tak wąska, że musieli iść pieszo prowadząc za sobą wystraszone zwierzęta. Podróż gęsiego nie sprzyjała rozmowom, z tego powodu jedynym odgłosem był stukot kopyt o skały i odgłos zsuwających się potrącanych kamieni. Z braku czasu południowy posiłek spożyli w siodłach. Słońce było jeszcze dość wysoko, gdy wjechali w kolejną dolinę. - Tu zatrzymamy się na noc. - Kaldor wskazał grupę drzew obok której znajdował się mały staw. Napoili wierzchowce, a następnie przywiązali je do drzew. Kaldor wziął łuk i strzały. - Mogę pójść z tobą? - spytała Lamia. - Oczywiście, ale czym będziesz polować? Nie masz przecież łuku. - Używam czegoś innego. Pokażę ci. Podeszła do swego konia i wyjęła coś z sakwy. Był to kawałek liny, który w pewnym momencie przechodził w dwie linki. One też kawałek dalej rozdzielały się, tym razem na trzy każda, a na ich końcach zamocowane były metalowe kulki. - Widziałem już coś takiego. Jednak przydaje się ona tylko do polowań na sarny, jelenie i podobne im zwierzęta, lecz jak chcesz tym upolować zająca, albo jakiegoś ptaka? - spytał. - Mam jeszcze to. - z sakiewki przy pasie wyjęła kolejną linkę. W połowie jej długości znajdował się kawałek skóry. - A co to takiego? - Nazywam to miotacz. Zaraz ci pokażę jak to działa. Podniosła kamień i trzymając miotacz za oba końce położyła kamień na skórze. - Tamten krzak. - wskazała cel oddalony o jakieś 300 kroków. Zakręciła młynka miotaczem i w pewnej chwili puściła jeden z jego końców. Kamień ze świstem poleciał we wskazanym kierunku i trafił w krzak. - Ciekawe urządzenie. Jaki ma zasięg? - zainteresował się Kaldor. - To zależy od prędkości obrotów i wielkości pocisku. Gorzej jest z celnością, dopiero po kilku miesiącach zaczęłam trafiać w ruchome cele. - Mogę spróbować? - Proszę. - podała mu linkę. Reszta podeszła bliżej, by zobaczyć jak sobie poradzi. Ten podniósł kamień i umieścił go na skórze, tak jak to zrobiła przed chwilą Lamia. Zakręcił miotaczem i po chwili puścił jeden z końców linki. Kamień poleciał w stronę koni i uderzył w drzewo tuż przy łbie jednego z nich. - Chyba nie miałeś zamiaru upolować jednego z naszych koni. - powiedział Oren i zaczął się śmiać, pozostali wraz z niefortunnym strzelcem zawtórowali mu. - Niebezpieczna to rzecz, może być groźną bronią w odpowiednim ręku. - rzekł Kaldor oddając miotacz Lamii. - Chodźmy na polowanie, póki jeszcze słońce wisi nad nami. Po ich odejściu reszta drużyny zajęła się przygotowaniem noclegu. Garf z Orenem nazbierali chrustu na ognisko, a Dez zbierał jakieś zioła, uzupełniając ich zapas w swych sakwach. Minęła może godzina, gdy nagle spomiędzy drzew wyjechało sześciu konnych. - Nie róbcie niczego pochopnie - rzekł niski człowieczek jadący na przedzie grupy. - Dla własnego dobra. - dodał ze złym uśmiechem. Wygląd pozostałych wskazywał, co miał na myśli. Wszyscy rośli, szerocy w barach z łatwością poradziliby sobie z jakimkolwiek oporem ze strony Garfa i jego towarzyszy. Jeden z nich celował w maga z kuszy, reszta trzymała w rękach miecze bądź solidne pałki. - Czego od nas chcecie? - spytał Dez. - Nie udawaj głupiego. Chcę Mapę. - odrzekł szef napastników. - Zabłądziliście w górach? - spytał Garf, udając, że nie wie o co chodzi. - Widzę, że się nie dogadamy. Chłopcy. - herszt zwrócił się do osiłków, wycofując się za nich. W tej chwili od strony lasu dał się słyszeć świst i po chwili dwóch z napastników znalazło się na ziemi. Z gardła kusznika wystawała strzała, a drugiemu ciekła krew ze skroni, obok na ziemi leżał zakrwawiony kamień. Niespodziewana pomoc wprowadziła zamęt w szykach drabów, z czego skwapliwie skorzystali Dez, Garf i Oren, sięgając po własną broń i lejce koni, pozostałych przy życiu opryszków. Szef bandy, widząc co się dzieje pochylił się w siodle, spiął konia i ruszył galopem, "chłopcy" stracili chęć do walki i poddali się. Po chwili z lasu wyszli Kaldor i Lamia trzymając broń w pogotowiu. - Dla kogo pracujecie? - Garf zwrócił się do drabów. - Tyn mały nas najoł. - odburknął jeden z pojmanych, wskazując ręką kierunek ucieczki przywódcy. - Godoł, co opadło i ograbiło go trzych drabów. Zapłacił nam, żebych pomogli mu skradzione odebrać. Pozostali potakująco pokiwali głowami. - A skąd wiedzieliście, gdzie nas szukać? - indagował dalej Garf. - My nie wiedzieli, łon prowadził. Mieliśta obozować przy tym jeziorku. Podobno samiście tak godali. - Może. A nie wiecie co on za jeden? Znacie go, albo dla kogo pracuje? - Pirwszy raz na oczy go widzielim, jako i was Panie. Ot przysiadł sie w szynku, piwo postawił. Dał każdymu z nas pitnaście groszów, myślelim co prawdę rzekł i zgodzilim się pomóc. Kazał tego dobrze baczyć, bo to mag. - wskazał przy tym Deza. - Co z nimi zrobimy? - zapytał wskazując napastników. - Zabierzemy broń i puścimy wolno - odrzekł Kaldor. - Chyba, że masz zamiar ich zabić. Na chwilę zapadła cisza. Garf przyglądał się jeźdźcom, rozważając słowa przewodnika. Oczywiście nie miał zamiaru zabijać tych ludzi z zimną krwią, chociaż gdyby sytuacja go do tego zmusiła, zrobiłby to. Przypomniał sobie sytuacje, gdy nie miał innego wyboru. Nie było to miłe wspomnienie. Teraz było inaczej. Ci tutaj dostali już nauczkę i raczej zemszczą się za swoją porażkę na tym małym, który ich w to wpakował. - Zgadzam się z tobą. Puścimy ich. Bez broni nas nie zaatakują, a nim wrócą z posiłkami, my już będziemy daleko. - rzekł Garf przerywając ciszę. - Wszyscy chyba zgadzają się na takie rozwiązanie? - spytał pozostałych towarzyszy. Potwierdzająco skinęli głowami. - Słyszeliście - zwrócił się do jeńców. - Wrzućcie broń do wody i jesteście wolni. I pamiętajcie, jeżeli jeszcze raz spotkamy się w takich okolicznościach nie będziemy już tacy łaskawi. Zabierzcie także te ciała. - dodał wskazując na leżące na ziemi zwłoki. Po chwili ku jezioru poleciały miecze, pałki i noże, także nieżyjących napastników. Opryszki załadowały ciała martwych towarzyszy na ich konie i odjechały w ślad za swym szefem. - Jutro musimy wyruszyć wcześnie rano na wypadek, gdyby jednak szukali zemsty. - rzekł Kaldor. - I tak dziwię się, że był to dopiero pierwszy atak. - Wróciliście w samą porę. Wstyd się przyznać, ale daliśmy się podejść jak żółtodzioby. Od dziś wystawiamy warty na każdym postoju, nawet w dzień. - rzekł Garf zwracając się do Kaldora i Lamii. - Popieram. - odrzekł Kaldor. - Zresztą w Mrocznej Puszczy to nieodzowne, a jutro dotrzemy do jej granic. - Garf, czy moglibyśmy chwilę porozmawiać. Na osobności. - rzekł nagle Dez. - Oczywiście - odparł zdziwiony Garf. - Wybaczcie nam - dodał zwracając się do reszty. Dez ruszył w kierunku koni, a Garf za nim. - Nie myślałem o tym przed dzisiejszym zajściem, ale sądzę, że powinniśmy powiedzieć Orenowi i Lamii o Mapie, albo rozstać się z nimi. Musisz się zdecydować, albo im ufasz, albo nie. Napady takie jak ten zaczną się pewnie mnożyć. W końcu dowiedzą się o jaką stawkę idzie. Mogą zmienić front w najmniej oczekiwanym momencie. Zgadzasz się ze mną ? - spytał Dez. Garf chwilę zastanawiał się nad słowami Deza. Im mniej ludzi wiedziało co znajdowało się w jednej z jego sakw, tym lepiej. Nie ufał zbytnio ludziom. Podczas swych wcześniejszych wędrówek widział nieraz, co żądza bogactwa potrafiła zrobić z człowiekiem. Chciwość była powodem krwawych walk wśród skądinąd dobrych przyjaciół, czy nawet braci. Jednak byli też tacy, dla których od złota wyżej liczyły się przyjaźń i dobro innych. Niestety niewielu takich znał. Przed oczami stanęła mu twarz Swana, karczmarza z Liwont. Kiedyś, gdy nie miał jeszcze dziesięciu lat, przybył do Liwont z jedną z karawan kupieckich. Wtedy jeszcze jako chłopak do wszystkiego. Podczas zamieszania związanego z rozładowywaniem wozów uciekł od kupców, którzy bardzo źle go traktowali, często głodząc i bijąc za byle co. Wtedy właśnie go spotkał, chłopaka niewiele starszego od niego. Swan załatwił mu pracę u swego ojca, który wtedy był właścicielem oberży. Przez dwa lata, które tam spędził, pracując jako stajenny, kuchcik i służący zaprzyjaźnił się z synem karczmarza. Później zawsze odwiedzał go, kiedy tylko droga prowadziła przez Liwont. Potrząsnął głową, odpędzając wspomnienia. Czy mogę zaufać Lamii i Orenowi? Dopiero co ich poznał. Nie wiadomo jak zareagują na wiadomość, że posiada kawałek Mapy. Orena napotkali przypadkowo, a poza tym, gdy krasnolud zdecydował się wyruszyć z nimi, miał wrażenie jak gdyby tak właśnie miało się stać. Coś wewnątrz mówiło mu, że właśnie dopasował dwa kawałki jakiejś wielkiej układanki. Tak, Orenowi można powiedzieć, ale Lamii? Była najemniczką. Kto wie czy nie pracuje teraz na czyjeś zlecenie. Jej historia o wuju była bardzo prawdopodobna, smutek i wściekłość w głosie, gdy o tym opowiadała, zdawały się być prawdziwe. Miał jeszcze wobec niej dług, za pomoc jaką udzieliła mu w Oldwaldzie. Postanowił zaryzykować. - Prawdę mówiąc, nie chciałbym rozstawać się z nimi. Myślę, że możemy zdradzić im cel naszej misji. Dez skinął twierdząco głową. Wrócili do towarzyszy. Kaldor w tym czasie przyniósł do obozu upolowaną kozicę i poszedł się umyć. Lamia przyłączyła się do niego, a Oren rozpalał ognisko. Wszyscy zebrali się wokół ognia. Kaldor z Orenem wykrajali z mięsa kozicy wąskie paski, które Dez nacierał solą i jakimiś ziołami, a Garf i Lamia je piekli. - Nie znamy się za dobrze i może wiele ryzykuję, ale biorąc pod uwagę dzisiejsze zajście i fakt, że jutro wkroczymy na teren, gdzie o śmierć nietrudno. - rzekł Garf. - Chcę powiedzieć, że jeśli powierzamy sobie nawzajem swoje życie, to powinniście znać całą prawdę o naszym zadaniu: wieziemy dla Ronsa, mistrza Deza, jedną z części Mapy Reffiego. Po tych słowach na chwilę zapadła cisza, gdy już dotarło do nich znaczenie tych słów zaczęły padać pytania. - Gdzie ją znalazłeś? Wiesz gdzie jest reszta Mapy? Szukasz grobu Reffiego? To o nią chodziło temu małemu? - Spokojnie, spokojnie wszystko po kolei. - uspakajał Garf. Gdy ucichły pytania, opowiedział pokrótce przebieg wyprawy do chwili spotkania z Lamią. - Tak to wygląda. Dzisiejszy napad raczej nie będzie ostatnim. Musimy być przygotowani na to, że inni magowie lub ich słudzy będą próbowali odebrać nam naszą zdobycz. Zastanówcie się, czy nadal chcecie uczestniczyć w tej wyprawie. - zakończył zwracając się do Lamii i Orena. - Czy chcę? Jak mogłeś choć przez chwilę pomyśleć, że zrezygnuję z takiej przygody? - pierwsza odpowiedziała Lamia. - Może gdybyś nie miał tej pierwszej części Mapy? Może? Ale ty ją masz, a to może oznaczać, że uda się odnaleźć pozostałe, a potem Grób i jego skarby. Jest jeszcze ten zły mag. Jestem najemniczką podobnie jak ty, ale sama wybieram swoje zlecenia. Nie pracuję dla czarnych magów i innych podejrzanych indywiduów. Chętnie przytrę nosa jednemu z nich, biorąc udział w tej wyprawie. Jestem z tobą do samego końca. - Ja też zostaję. - zdecydował krasnolud. - My krasnoludowie nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych