Wróć do katalogu

Mroczna strona Val'ka'dur

Val'ka'dur to dla większości społeczeństwa synonim spokoju i harmonii, jednak dla Willa, głównego bohatera tego opowiadania, to tylko wspomnienie bólu i cierpienia. Historia wolnej jednostki w świecie sztucznego konformizmu.

Hawer, opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Kiedy przybyłem do Val’ka’dur byłem jeszcze bardzo młodym chłopcem. Nie rozumiałem sensu oczyszczenia duszy, modyfikacji ciała i wewnętrznej kontemplacji. Dziś jest inaczej. Dojrzałem, by pojąć co zyskały tymi działaniami władze, ale co dostali w zamian zwykli obywatele? Fikcyjne bezpieczeństwo i życie wolne od wątpliwości. W moim przypadku obiekcje pozostały, a wspomnienia tamtych dni utkwiły w mym umyśle na tyle, że nawet najwięksi kapłani nie byli w stanie ich wymazać. Czy byłem jedynym wyjątkiem od reguły? Trudno powiedzieć. Jeśli dobrze pamiętam, to pierwszą osobą którą poznałem był Bal Cromos, dowódca gwardii. Rudobrody kolos obity w ciężki płytowy pancerz. Gruboskórny cham, ale też wielki wojownik, który wsławił się uduszeniem mantykory gołymi rękami. Jego wielgachny paluch wskazał mi koszary. Bal głośno huknął bym się tam udał. Posłusznie wykonałem polecenie, choć nogi drżały mi jak galarety. Byłem dzieckiem z łapanki. Co to oznaczało? Żyłem na ulicy odkąd pamiętam. Strażnicy miejscy we wszystkich większych miastach mają obowiązek wyłapywać okoliczną bezdomną młodzież. Jeśli dziecko wykaże się sprytem i sprawi problem służbom miejskim, ma szanse przeżyć. W innym wypadku jest zabijane na miejscu lub ląduje w więzieniu na długie lata, jako zbędna cząstka społeczeństwa. Miałem to szczęście, że natura obdarzyła mnie dużą zręcznością i nienaturalną, jak na moją szczupłą budowę ciała, siłą. Nie nazwałbym siebie mocarzem, ale w moim wątłym ciałku drzemała energia mięśni, której pozazdrościć mogli nawet starsi ode mnie. Tak jak wspomniałem Bal Cromos wskazał mi koszary, dwupiętrowy budynek o spiczasto zakończonym dachu. Tam poznałem Yoella Kurta, opiekuna młodzieży, choć to może niezbyt precyzyjne określenie. Bardziej pasowałoby zabójca dzieci. Yoell był mężczyzną niewielkiego wzrostu o kościstej budowie ciała. Ciężko było ocenić jego wiek ze względu na liczne blizny pokrywające całą jego twarz. Miał cechy typowego tyrana, a że dzieci były w jego opinii idealnymi sługami i nie mogły mu zagrozić, korzystał ze swych wrodzonych umiejętności. Wymyślał coraz to bardziej wyrafinowane sposoby zabijania przegranych w pojedynkach. Jego kunsztu pozazdrościłby zapewne nie jeden władca z przeszłości. Ale jeśli mowa o pojedynku to trzeba przyznać, że wygrany opływał w luksusie, przynajmniej na tyle na ile pozwalały warunki. Szkoda, że tylko przez jeden dzień, który polegał głównie na opatrywaniu ran. Czym właściwie były te dziecięce starcia tytanów? Niczym innym jak ucztą dla znużonych monotonnym życiem włodarzy miasta. Dzieci z łapanek, które tak jak ja trafiły do koszar, były dzielone na dwie grupy. Każda z nich liczyła od kilku do kilkunastu osób. Obydwie grupy rywalizowały ze sobą na polecenie Kurta. Jaki był w tym cel? Wytrenowanie idealnego wojownika, niosącego z dumą ciemne barwy Val’ka’dur. Tak nam to tłumaczono, ale prawda była taka, iż niewielu udało się wydostać z tego zapomnianego przez bogów padołu. No chyba, że pewnego rodzaju wyjściem nazwiemy śmierć. Pamiętam kilku takich, którzy umierali na własne życzenie. Sam zabiłem kiedyś Urisa, młodszego ode mnie kilka lat, blondyna z północnych części kraju, którego rodzice zginęli w drodze do Val’ka’dur. To była jego pierwsza i ostatnia walka. Mimo tężyzny fizycznej znacznie przekraczającej moją budowę ciała, nie był w stanie wytrzymać tu psychicznie. Wolał umrzeć. Codzienne poniżanie przez żołnierzy, chłosty, marne żarcie i wszechobecny smród nie były zachęcające, ale dało się z tym żyć. Trzeba było tylko mieć nadzieję, że kiedyś opuści się ten przybytek i wywrze zemstę za lata niedoli. Nic bardziej błędnego, choć tak jak mówię, moje wspomnienia są żywe do dziś mimo wielu prób ich usunięcia. Gdy któremuś z wybrańców udawało się stoczyć tyle walk, by Kurt uznał go za godnego opuszczenia jego królestwa, natychmiast zajmowali się nim kapłani. Jaka była ich rola? Oczyszczenie duszy. Wymazanie złych wspomnień. Pozostawienie tylko tych właściwych, bądź jak kto woli pożądanych. Myśli o zwycięstwie, o konieczności wykonywania poleceń i absolutnie nic o doświadczonym bólu, czy spędzonych latach na ulicy. Po prostu prawie czysta kartka, zapisana strzępami informacji. To była ta część z życia miasta, o której większość ludzi nigdy się nie dowie, a nawet jeśli komuś się to uda to albo zajmą się nim kapłani, albo umrze w niewyjaśnionych okolicznościach. Właśnie dlatego życie w Val’ka’dur wyglądało normalnie. Ludzie pracowali, chodzili do tawern, jedli i pili, wracali do swych domów, a następnego dnia robili dokładnie to samo. Lokalna władza nie lubiła odchyleń od tych standardów, dlatego bardzo nieufnie spoglądano tu na przyjezdnych. Dążono do pełnej harmonii. Ładu, który powstawał w bólu i cierpieniu. Ingerencje kapłanów w ludzki umysł nie należały do najprzyjemniejszych, ale były niczym w porównaniu z tym, co przeszedłem przez te wszystkie lata pod władzą Yoella. Wracając do mojej historii to po opuszczeniu koszar i wymazaniu części wspomnień, przydzielono mnie do straży miejskiej, na praktyki. Nim wysyłało się wojowników na wojnę, chciano mieć pewność, że są posłuszni. Przy okazji pozostawali pod stałą obserwacją kapłanów. Jak nietrudno się domyślić, ze mną był pewien problem. Oczyszczenie duszy nie zadziałało, stąd miałem opory w wykonywaniu niektórych poleceń. Walczono z tym na wszystkie możliwe sposoby, od głębokich medytacji po nienaturalne, a w niektórych częściach świata nawet zakazane, zmiany w mózgu, polegające na wstrzykiwaniu w głowę różnokolorowych płynów. Nie bardzo widziałem sens w tych zabiegach, ale kapłani nadal wierzyli w powodzenie ich metod. Któregoś dnia dali jednak za wygraną. Wydało mi się to podejrzane, dlatego starałem się wykonywać polecenia jak najlepiej, tłumiąc w sobie resztki człowieczeństwa. Kapłani odtrąbili sukces, a w nagrodę wysłano mnie na front. Ja jednak miałem inne plany…”

Odłożył pióro i atrament na miejsce. Zapisaną do połowy kartkę papieru wrzucił do koperty i pozostawił na stole. Powoli wstał z krzesła i niewiele myśląc

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych