Mroczne niebo - Rozdział 3
Opowiadanie zainspirowane grą "Stalker". Historia ludzi trafiających do miejsca będącego pomnikiem ludzkiej głupoty, będącego zapowiedzą naszego samounicestwienia. Czarnobylskiej Zony.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział III - A więc chcesz jechać do Zony?
-Artefakt tworzący nowe artefakty, tak? - spytała z drwiną w głosie tajemnicza kobieta-stalker - słyszałam różne historyjki, ale ta jest nadzwyczaj głupia... -Głupia, oj głupia... cały czas sobie pluję w brodę, że w niego uwierzyłem. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem o co chodzi Andriejowi. Przyszedł do mnie do koszarów i przedstawił mi wizję wielkiej przygody na której możnaby się bardzo wzbogacić. Tamtej nocy w ogóle nie mogłem usnąć. Cały czas roztrząsałem wszystkie za i przeciw. W sumie co miałem do stracenia? Niewiele. Co jest warte życie szeregowca na obrzeżach stolicy Ukrainy? Niewiele... A tyle mogłem zyskać... Rano od razu udałem się do Andrieja, żeby powiedzieć mu, że wchodzę w to. Ucieszył się, ale im bliżej byliśmy momentu wyruszenia do zamkniętej strefy czarnobylskiej tym trudniej nam było się uśmiechnąć. Kilka dni później umówił nas na spotkanie z kimś, kto miał nas przerzucić do Zony...
Nie wiem, czy powinienem mówić, że spotkanie miało miejsce bardzo późno w nocy, czy już bardzo wcześnie rano. Czekaliśmy w samochodzie pod pewnym mostem nad Dnieprem około 4:30. W pewnym momencie z naprzeciwka nadjechał jakiś czarny suv. Jeśli dobrze kojarzę to było BMW x5. Zatrzymał się, i mrugnął światłami. Odpowiedzieliśmy tym samym, i przesiedliśmy się do niego. -Bankier, prawda? -A wy jesteście chętnymi na skorzystanie z mojego biura podróży? Uprzedzam, że sposób transportu nieco odbiega od standardów klasy biznes w samolotach pasażerskich... Bankier z Andriejem dogadywali szczegóły naszej podróży, a ja mogłem się mu przyjrzeć. Szykownie ubrany mężczyzna w sile wieku, w eleganckim samochodzie. Jego głos był bardzo niski i opanowany, ale jego twarz była całkowitym przeciwieństwem głosu. Był niespokojny, cały czas się rozglądał, nie potrafił utrzymać wzroku w jednym miejscu. Gdyby nie powaga sytuacji, to chyba zacząłbym się z niego śmiać. -A więc tak, zostaniecie zapakowani w skrzynie z zaopatrzeniem dla wojska w Kordonie. Będziecie mieli 3 skrzynie. Po jednej na każdego z was i jedną na sprzęt. Będę osobiście na miejscu rozpakowywał towary tak jak zawsze. Wtedy jestem sam w magazynie i nikt mi nie przeszkadza. Wypuszczę was ze skrzyń, ubierzecie się, a kiedy się ściemni wymkniecie się z bazy. Baza, to bardzo duża nazwa dla tego czegoś. Trzy budynki w tym dwa piętrowe, jeden parterowy i dodatkowo barak na kółkach. Wy będziecie w tym parterowym i wyjdziecie spokojnie drzwiami na północ. Wojskowi są baaardzo odważni, ale tylko w świetle dnia. W nocy jedyni żołnierze obserwujący teren to dwaj żołnierze na dachach piętrowych budynków ze szperaczami obserwującymi okolicę. Ale nie przejmujcie się nimi. To moi znajomi, "nie zauważą" was. W tej okolicy nie powinno być ani anomalii, ani bandytów, mutanty też się tam raczej nie zapuszczają, więc powinniście bez problemu dotrzeć do wioski wolnych stalkerów. Pasuje wam takie coś? -Pewnie. Kiedy to będzie miało miejsce? -Kiedy mi zapłacicie. -A już się łudziłem, że spotkałem ukraińską Matkę Teresę która oprowadzi nas po Czarnobylu za ładne oczy - wyrwało mi się z drwiną w głosie. Obaj panowie spojrzeli na mnie krzywo i wrócili do swojej rozmowy -Wiecie panowie... - rzekł ponownie Bankier dokładnie omiatając nas wzrokiem - doszły mnie słuchy, że sami jesteście wojskowymi, a w tym przypadku pieniądze nie są najważniejszą rzeczą jaką mogę od was dostać... Załatwcie mi skrzynię amunicji do broni maszynowej kaliber 5.45 a ja załatwię wam transport... -Że co? - prawie krzyknąłem wzburzony - a skąd mamy takie coś wytrzasnąć? Myślisz, że naboje rosną na drzewach? -Czasem w jednostkach wojskowych ginie część zapasów i nikt się tym strasznie nie przejmuje... Jeżeli to cię pocieszy, to ja w Was wierzę. A teraz koniec spotkania. - odwrócił się od nas i zapalił silnik dając nam wyraźnie znak, że pora abyśmy opuścili samochód.
BMW odjechało pozostawiając mnie sam na sam z Andriejem i moimi ponurymi myślami. -Andriej, jak ty gościa właścieie znalazłeś? Na takich ludzi się nie wpada pod budkąz kebabem? -Nie było to łatwe tego możesz być pewien. I raczej nie próbuj tego nigdy robić. Opowiem Ci o tym kiedyś ale teraz nie mamy czasu do zmarnowania. Wsiadaj czas zacząć kompletować wyposażenie. W tych gaciach które masz na sobie to możesz co najwyżej poderwać jakieś mewy na plaży, do Zony wujek Andriej załatwi Ci strój wieczorowy, a Ty w tym czasie pokombinuj co z tą przeklętą amunicją...
Kolejna noc podczas której nie mogłem zasnąć. Andriej kombinował cały sprzęt dla nas, ubrania, jakieś chemikalia, apteczki, wykrywacze anomalii, liczniki Giegera i tym podobne, ja miałem skołować uzbrojenie. Przewracałem się z boku na bok roztrząsając kolejne scenariusze, ale tylko jeden wydawał mi się wykonalny, ale jednocześnie nie miałem po jego realizacji po co wracać do świata zewnętrznego jeśli nie udałoby mi się znaleźć w zonie czegoś naprawdę cennego. Zostało mi wrócić obrzydliwie bogatym, lub umrzeć w Zonie próbując nim zostać, bo wojsko mi nie wybaczy tego, co planowałem zrobić.
Piątek po południu. Wszystko było gotowe. Andriej skołował sprzęt, a około dziewiętnastej mieliśmy się stawić w hangarze Bankiera na obrzeżach miasta. Tam mieliśmy zostać "zapakowani i wysłani" do Czarnobyla. Została tylko moja część umowy - zdobycie uzbrojenia dla nas i amunicji w charakterze zapłaty dla Bankiera. Wszystko miało się odbyć właśnie w piątek. Co to ma za znaczenie? Nikt w koszarach za bardzo już nie przestrzega regulaminu. Wszyscy tylko myślą o przepustkach na weekend, a cała reszta poza paroma służbistami była podchmielona. Żal im siedzenie ściskał, że inni spotkają swoich bliskich i znajomych, a oni będą musieli siedzieć w jednostce, więc pili po służbie na umór. Jeśli miało się udać, to tylko dzisiaj.
Około godziny siedemnastej z flaszką schowaną pod ubraniem udałem sie w kierunku arsenału. W piątki siedzi tam Sasza i wszystkiego pilnuje. Nie było żadnej dodatkowej straży bo
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Alvarin
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…