Wróć do katalogu

Na ostrzu noża

Kolejna wprawka w poszukiwaniu weny.

IwonaUrbi, opublikowano , 7 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Miała ścierpnięte ręce. Nie wiedziała już ile czasu minęło odkąd przywiązał ją do krzesła, splótł z tyłu nadgarstki, by nie mogła się poruszyć. Kilka razy traciła przytomność. Krew z rozciętych warg i skroni ściekała stróżkami na białą koszulę, gdzie zastygała, tworząc barwne wzory. Tuż przed nią, na skrzynce z jabłkami przykrytej płótnem, leżał wielki, lśniący nóż. Znała go aż nazbyt dobrze, każde małe wyżłobienie jego ostrza, starannie utrzymywaną w czystości, idealnie pasującą do wnętrza dłoni, rękojeść. Wrażenia, na których próbowała się skupić, te tańczące w przestrzeni pełnej kurzu refleksy światła, przedzierające się przez szpary w suficie promienie słońca, wydawały się czymś natchnionym, cudownym, niosącym nadzieję. Próbowała wyciągać szyję mocno najmocniej jak potrafiła, by życiodajne ciepło delikatnie pieściło jej opuchnięte powieki. Gdzieś tam, nad mroczną piwnicą, nadal trwał jasny i dobry świat, podczas gdy ona przestępowała kolejne kręgi w drodze prowadzącej donikąd. Zamykała oczy, by spróbować przypomnieć sobie cokolwiek, coś z tamtego życia, które okrutnie jej teraz wydzierano. Nie było to łatwe. Jakiś mechanizm obronny nie pozwalał jej na powrót. Mogła jedynie czekać na ten najstraszniejszy odgłos. Nie pomyślałaby wcześniej, że dźwięk kroków może wywoływać tak silne pomieszanie zmysłów, paraliżować całe ciało, wszystkie nerwy, odbierać oddech. Po podłodze walały się białe kości. Kilka brunatnych plam na nieheblowanych deskach, brudne łachmany porzucone w kącie, słoiki ustawione w równych rzędach na prowizorycznych półkach, te z marynowanymi grzybkami, domowymi kompotami oraz te z bladożółtą cieczą, w której pływały kawałki zwierzęcych organów. I duszący zapach – jak mogła go wcześniej nie rozpoznać? – zastanawiała się. Przecież od dawna była tutaj obecna ta słodko-gorzka woń nieumiejętnie zakamuflowanej zgnilizny. Te wszystkie zasuszone bukiety ziół, wiszące u powały domu, nie potrafiły się z nią rozprawić. Za każdym razem, gdy tu przychodziła, wybierała na siedzisko właśnie to stare, odrapane krzesło, pamiętające minioną epokę. Chybotało się i skrzypiało przy każdym ruchu, ale i tak było najsolidniejszym meblem z całego dobytku właściciela. Chata prezentowała się biednie i staromodnie, lecz Julce nigdy to nie przeszkadzało. Pan Roman swoim nielicznym gościom oferował to, co miał najlepszego – konfiturę malinową do herbaty, placki ziemniaczane ze śmietaną, ciepłą i parującą wątróbkę z cebulką, czasem kieliszek wódki. No i oczywiście swoje towarzystwo, może pokryte szorstkością starego samotnika, ale w gruncie rzeczy życzliwe. Tak jej się przynajmniej wydawało. Aż dziw, że staruszek tak umiejętnie radził sobie z prowadzeniem skromnego gospodarstwa. Tylko te noże – cały zestaw wielkich błyszczących noży rzeźniczych wiszących na haczykach tuż obok kaflowej kuchni. Kiedyś ją przerażały, zwłaszcza, gdy Roman, z papierosem w zaciśniętych ustach, ostrzył je i czyścił po zakończonych „obowiązkach”. Miejscowi chętnie korzystali z jego usług. W zamian za poderżnięcie gardła baranowi, cielakowi, świni – odwdzięczali mu się kawałkiem udźca, kilkoma groszami, butelką bimbru. Był precyzyjny i nigdy nie męczył zwierząt niepotrzebnie. Pracował w skupieniu. Gdy patrzył w oczy wykrwawiającego się bydlęcia, na gasnące w jego źrenicach iskry życia, świat wydawał się dla niego nie istnieć. Umiejętnie zabijał, oprawiał,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych