Wróć do katalogu

na razie bez tytułu cz. 3

Nadal nic się nie dzieje, wiem, ale dochodzę d o momentu w którym zacznie. Przepraszam, ale jest naprawdę sporo wyjaśniania...

Synis, opublikowano , 17 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Literówki znajdą się na pewno.

III

Ludzie są nieprzewidywalni. Ich poczynania są często pozbawione logiki. Są rasą, która najbardziej ze wszystkich skupia się na uczuciach i na sobie. Można zawsze obwiniać pierwiastek chaosu, który został dodany podczas procesu tworzenia. Ale przecież to sami ludzie odpowiadają za swoje czyny. Z jednej strony więc Riviln był przygotowany na reakcję Eivona; nie mógł jej do końca przewidzieć, ale z drugiej strony nie to chciał usłyszeć. - To nie nasza sprawa - stanowczy głos uciął dyskusję. Eivon był jednym z najstarszych Opiekunów i członkiem Rady. Pamiętał dzień, w którym została wybrana Anya, choć pamięć o jej poprzedniczce zdążyła się już zatrzeć. Przeżył dziesiątki ludzkich żyć a pomimo to, wyglądał nadal jak w dniu, w którym złożył przysięgę. W zamian za oddanie swojego życia kompletnie w ręce swojej Strażniczki, każdy z Opiekunów otrzymywał dar długowieczności, niezależnie od rasy, z jakiej pochodził. Oznacza to, że Opiekun nie starzeje się, w związku z czym nie może umrzeć ze starości. Jest wyjątkowo odporny na choroby i trucizny, ale to nie oznacza, że nie może umrzeć. Każda rana, która zabiła by zwykłego śmiertelnika zabije również Opiekuna. W związku z tym, nie może nim zostać każdy, na Opiekunów wybierani są najlepsi pośród Walczących i Władających. Tak było zanim Władający odwrócili swoje plecy i zaczęli jakąś dziwną polityczną wojnę z Wykutymi Miastami. W chwili obecnej jest tylko jedna Władająca pośród Opiekunów, i jest ona nazwana zdrajczynią przez Karanel. Obowiązkiem Opiekuna jest odnalezienie i ogólnie mówiąc opiekowanie się swoja Strażniczką; czyli między innymi pomóc odnaleźć się jej w nowej sytuacji i chronić, kiedy ta jest bezbronna. Eivon jest człowiekiem. W jego młodych z pozoru oczach odbija się starcze spojrzenie, zmęczone już ilością Przejść, które widział. Być może zapomniał chwilowo o swojej powinności. Być może ludzie faktycznie nie powinni żyć dłużej niż jest im to pisane. Riviln nie wiedział. - Nawet jej nie widziałeś. - Mój przyjacielu - westchnął Eivon - to naprawdę niczego nie zmienia. Pochodzi z rasy ludzi. Nie wolno jej przebywać w Sul'lasill. To jedna kwestia. Mieszanie się w sprawy Karanelu to druga - w tym momencie podniósł głos. - Nie wolno nam mieszać się w sprawy Władających. Znów westchnął, jakby był bardzo zmęczony i o niczym innym nie marzył, jak tylko ciepłym łóżku i gorącym winie. - Wiesz jakie kłopoty będziemy mieli, jak Karanel się dowie, że siłą zmusiliśmy jedną z Władających do przebywania tutaj? Wiedział doskonale, jakie mogą mieć nieprzyjemności. Ale to tylko jedna strona tej samej monety. - To nic w porównaniu z tym, jakie Karanel będzie miał kłopoty, jak wyjdzie, że Władająca założyła klątwę nakazów na Strażniczkę. - Ona nie jest Strażniczką. Shae tak twierdzi? Oczywiście. "Nie ufaj zihrinowi". Temat powraca jak bumerang. Nawet Riviln zaczyna tracić w tym momencie cierpliwość. - Na Stworzycielkę, Eivon otwórz oczy. Nie wydaje ci się, że coś dziwnego się tu dzieje? - A i owszem. Ty i twój przyjaciel zihirin złamaliście dwa zakazy za jednym zamachem. I nie potrafię zrozumieć dlaczego. Niezależnie od tego, czy ta dziewczyna ma dar czy nie, opuści Sul'lasill, jak tylko będzie w stanie. Władająca Maren jest naszym gościem. Nie więźniem. A twoim i zihirina obowiązkiem będzie przeproszenie jej i dopilnowanie, żeby opuściła miasto w dogodnym dla siebie czasie, cała i zdrowa. Tak zadecydowała Rada. Riviln wstał bez słowa. Niezależnie od tego czego by nie powiedział decyzja zapadła. A on musiał się jej podporządkować. Gdyby choć miał szansę wypowiedzieć się przed całą Radą... - I przekaż to proszę swojemu przyjacielowi, zihirinowi. Nie chcemy, żeby znów sprawił niepotrzebne kłopoty. Riviln zatrzymał się w pół kroku, tuż przed drzwiami. - Ze wzglądu na szacunek, jaki żywię wobec ciebie, Eivon, pragnę ci przypomnieć, że Shae zrobił tyle samo, jeśli nie więcej ile my, żeby zasłużyć sobie na odrobinę zaufania. Jest zihirinem, jest porywczy i nie boi się stosować ostatecznych rozwiązań, ale to nie znaczy, że jego natura mąci jego decyzje i postrzeganie. Jest Opiekunem, tak jak ty i ja. Został w końcu wybrany przez Anye, nie bez powodu. Eivon przez długą chwilę wpatrywał się w iela. Potem uśmiechnął się ponuro. - Nadal twierdzę, że to jeden z nielicznych błędów, jaki popełniła. Pierwszym na pewno był moment, w którym miała możliwość wykończenia go i tego nie zrobiła.- Kiedy wydawało się, że rozmowa jest już zakończona, dodał niby od niechcenia - Aha, i najlepiej, byście ją przeprosili jeszcze dziś. To się chyba nigdy nie zmieni. Niechęć Eivona do Shae. Może wręcz nienawiść. Ma swoje źródło. Kiedy był dzieckiem jego rodzina została wyrżnięta w pień przez zihirinów. Dzieci zostały zabrane do służby niewolniczej. Eivon wyswobodził się dopiero kiedy był już nastolatkiem. Przez długie dziesięć Przejść nie widział światła słonecznego. A to co widział ukrył głęboko w swojej pamięci. Riviln powinien być, ale nie był zaskoczony widząc Shae stojącego za drzwiami, z rękoma skrzyżowanymi na piersi. Uśmiechał sie ironicznie. - Co tu robisz? - Przyszło dwóch strażników. Stwierdzili, że na polecenie Rady będą pilnować dziewczyny. Byłem ciekaw, jak się sprawy mają. - Podsłuchiwałeś? - Ten starzec nigdy się nie zmieni. Nie dlatego, że jest też głupi i uparty, ale dlatego, że nie chce. - Pytam, czy słyszałeś. - O tym, że mamy być mili i potulni jak małe kundelki z bazarowiska? Słyszałem. Shae przestał się uśmiechać. Jego twarz przybrała maskę bezosobowości. - Jeśli kogoś przepraszam, to tylko wtedy, kiedy żałuję, że coś zrobiłem. W przypadku tej wiedźmy żałuję jedynie, że jej jeszcze nie zabiłem - znów się zaczął ironicznie uśmiechać. - Jak chcesz to ją przepraszaj. Przyjdę i popatrzę. Po czym Shae odwrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę. To zachowanie również Rivilna nie zaskoczyło. Shae nikogo za nic nie przeprasza. Bo nigdy nie robi tego, czego mógłby później żałować. Ewentualnie zdarzy się taki dzień. Idąc pustym szerokim korytarzem Riviln zastanawiał się nad całą sytuacją. Nie zależnie od której strony na to wszystko patrzeć, było źle. Władająca była wolna, mogła chodzić gdzie chciała, robić co chciała i opuścić miasto kiedy chciała i z kim chciała. Dziewczyna nie była w stanie chodzić, mówić a tym bardziej bronić się. Przykazanie Eivona, żeby zostawić sprawę nielegalnego użycia klątwy nakazów Władającym było trochę jak próba uczciwego osądzenia jednego podpalacza przez innych podpalaczy. Jego sumienie jako Opiekuna buntowało sie przeciwko temu. Nie zgadzało się i krzyczało coraz głośniej - coś tu jest nie tak. Nawet gdyby Riviln chciał zignorować cała sytuację i zrobić, to co do niego należało to nie mógł. Czuł niepokój, którego do końca nie rozumiał. Wychodząc z budynku postanowił odłożyć sprawę przeprosin Władającej na później i sprawdzić co z dziewczyną. Nadal padało. Ciężkie krople hałaśliwie obijały sie o przeźroczysty dach, zawieszony nad pomostem. Od czasu do czasu usłyszeć można było grzmot gdzieś w oddali. Leniwe błyskawice przemykały pomiędzy granatowymi obłokami, odkrywając przed obserwatorami, że całe niebo jednak nie jest przykryte jednolitą masą chmur, a wieloma poziomami chmur. Podobnie niebo wyglądało w dzień, w którym znaleźli dziewczynę. Na zachodzie pora morka zaczyna się najszybciej. Lało, padało bądź mżyło przez kilka wcześniejszych dni. Spanie pod gołym niebem zmierzło się zarówno Rivilnowi jak i Shae. Był to też sygnał, że czas wracać do domu i skonsultować wyniki poszukiwań z pozostałymi Opiekunami. W sumie jest ich siedmiu. Podzieleni w pary przeszukują przydzielone sobie krainy. Jest to praca mozolna, i jak to Shae lubi mawiać - bezsensowna i głupia strata czasu. Bo jak skutecznie znaleźć igłę w stogu siana? Dlaczego szukać kogoś, kto nie może być z rasy ludzi na tenarach, gdzie w znacznej większość żyją ludzie? Żeby nie było zbyt prosto, Riviln i Shae dostali teren, gdzie żyje najwięcej przedstawicieli tejże właśnie rasy. To wiązało się z pewnymi komplikacjami. Shae był zihirinem, rasą bardzo dobrze rozpoznawalną i tak jak każdy inny zihirin

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych