Wróć do katalogu

Nadlatują kruki

Typowa fantasy - magia, żołnierze, tajemnica, potwory... uwaga! bez happy endu ;)

jimmy, opublikowano , 34 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

30 maj Tak jak się spodziewaliśmy, przed nami znów była dolina. Później pewnie będzie kolejna, jeszcze jedna i znów następna. Jak długo jeszcze? (...) 4 czerwca (...) Krajobraz się zmienił. Mimo, że kierujemy się ciągle na północ (Haldik upewnia się za pomocą jakiegoś dziwnego przyrządu ze wskazówkami, a magik mu przytakuje) i wchodzimy coraz wyżej w góry, to jakimś cudem znów pojawiły się drzewa liściaste, zastępując sosny. (...) Nie jest tak dobrze jak zakładaliśmy, zapasy szybko się wyczerpują, a mamy poważne problemy z polowaniem. Zwierzyna chyba dobrze się chowa w tym ciemnym i gęstym lesie. 5 czerwca (...) Jeden żołnierz nie wrócił z polowania. Wszyscy są wystraszeni i przez to jednomyślni. Wracamy. 6 czerwca Wszystko stało się tak szybko. Zaatakowali nas błyskawicznie, w wielkiej sile. Zdawało się, że cały las ożył i ruszył na nas. Padł Hugo rozszarpany na strzępy. Nie wiem jak długo uda mi się ukryć na tym drzewie. Żołnierze sieką nieprzyjaciół jak szaleni, lecz rozjuszone bestie z piekła rodem nie dają im szans. Zginiemy. Jedyne co mi pozostaje to dokończyć zapiski. Meneros miota błyskawice jedna za drugą powalając kolejne potwory. Właśnie wykrzyczał jakieś zaklęcie i jeden z napastników, mimo ciepłego poranka, zamienił się w sopel lodu. Wygląda to niesamowicie, ale nie wystarcza. Zauważył mnie jeden z dzikich, obrośniętych futrem ludzi. Wskakuje na najniższą gałąź. Idzie po mnie... * * * Rennar beknął cicho i oddał dzban siedzącemu obok żołnierzowi i najedzony z przyjemnością patrzył na mężczyzn pałaszujących jego zapasy. Podejrzewał, że mimo młodego jeszcze wieku, będzie to najlepsza transakcja w jego życiu. Owszem, cały ten prowiant kosztował astronomiczną sumę, ale stanowisko burmistrza było tego warte. Nawet na takim odludziu jak Temhun. Kupiec z radością dorzucił do zamówienia kilka butelek wina, za co żołnierze byli mu niewymownie wdzięczni. Głośno skwierczały kolejne udźce przypiekane na ognisku. Leniwym wzrokiem Rennar rozejrzał się po obozowisku. Sześć tuzinów ludzi biesiadowało w najlepsze na skraju lasu. Tutaj, na tej polanie, ginęły w leśnych ostępach nawet te wąskie ścieżyny, którymi się często musieli poruszać. O ubitych traktach trzeba już było dawno zapomnieć. Kilka dni temu minęli ostatnią z wsi, gdzie zostali hojnie ugoszczeni, teraz przed nimi była jedynie dziewicza puszcza. Z tego powodu dzisiejszy wieczór był ostatnim spędzonym przez całą kompanię w komplecie. Nazajutrz kapitan Aldem wraz ze swoimi konnymi zawróci – jazda nie może się przecież przedzierać przez las. Wraz z nimi zabierze się Hurz i oczywiście Rennar, który dość już się natrudził i wykosztował, aby zasłużyć na godziwą zapłatę, jaką z pewnością było obiecane stanowisko. Burmistrz, nawet w niewielkiej mieścinie, to znakomity start do dalszej kariery dla młodego obrotnego kupca. Aldem cieszył się z powrotu chyba jeszcze bardziej. Przez cały wieczór, każdemu kto tylko był gotów słuchać, opowiadał o swojej wspaniałej żonie, która leży teraz w połogu i czeka by dać mu wreszcie upragnionego potomka. Jeżeli to będzie syn, dostanie imię Lambert, na cześć legendarnego Lamberta Jednorękiego. Jeżeli córka, co przewidują znachorzy i położne, Aldem będzie nie mniej szczęśliwy, a o męskiego następcę postara się w najbliższym czasie. Reszta była nie mniej rozweselona i co chwila rozlegały się gromkie śmiechy. Jedni zadowoleni z tego, że wracają, inni upojeni obfitością wina, które trzeba było wypić tego wieczora, bo przecież nikt nie będzie takiego obciążenia taszczył na plecach. Jedna tylko osoba nie dalą się ogarnąć nastrojowi powszechnej wesołości. Młody Hurz był wściekły, że zostaje odesłany do domu wtedy, gdy zaczyna się najciekawsze. Jego ojciec Hurimm, Wielki Łowczy Królewski, był jednak nieustępliwy. Myśliwych mieli wystarczająco wielu, żeby nie narażać młodzika. Mężczyźni pili, śmiali się, rozmawiali i śpiewali. Ognisko było na tyle duże, że nawet bez podsycania, zaczęło wygasać dopiero przed wschodem słońca. Kilka godzin później, po śniadaniu, Aldem zabrał kupca, młodego tropiciela, luźne kuce i odjechał na czele swojej kompanii. Pozostali ruszyli pieszo w dalszą drogę. * * * 27 maj Całe dwa dni odpoczywaliśmy w dolinie. Uradowała nas obfitość zwierzyny i piękna rzeczka, o krystalicznie czystej wodzie, wypływająca z rozpadliny po jednej stronie i ginąca pod skałami na północy. Zwierząt było tam chyba aż nadto i to drapieżników, bo nocą słyszeliśmy dziwne odgłosy. Uspokojeni przez myśliwych i ufni w siłę oręża spaliśmy jednak spokojnie pod czujnym okiem wart. (...) 28 maj (...) Przeglądając swoje notatki zauważyłem, ze moja kronika wygląda dziwnie. Patetyczne opisy, jakich pewnie życzyłby sobie hrabia, przeplatają się z osobistymi obserwacjami. Z przestrachem zauważam, że za wiele z zamieszczonych tu uwag mógłbym zostać co najmniej wybatożony, jeżeli nie gorzej. Po powrocie do domu przeredaguję swoje zapiski.(...) 29 maj Straciliśmy dzisiaj obu myśliwych. Po prostu: wyszli jak co rano na polowanie i nie wrócili. Czekaliśmy do wieczora, próbowaliśmy ich szukać, ale dolina jest zbyt duża. Nie zauważyliśmy ani śladu. (...) Hugo miota się wyzywając ich od zdrajców. Także Angus uważa, że zdezerterowali. Stary Meneros milczy, coś go trapi, chyba nie bardzo w to wierzy. Ja zresztą też. Jestem już mocno przestraszony. Jeszcze chyba nikt nie zapuścił się tak daleko na północ. Kto wie co nas tam czeka (...) Postanowiono jutro ruszyć ostrożnie dalej – zapasów mamy w bród, a możemy też próbować polować. (...) Strasznie niewygodne jest pisanie przy blasku ogniska.(...) * * * Wędrówka byłą nużąca i monotonna. Co raz to schodzili w zalesioną dolinę, to wspinali się na ograniczające ją wzgórze. Z rzadka trafiali w tej gęstej puszczy na wolną od drzew polanę. Jeszcze rzadziej udawało im się odnaleźć w leśnej głuszy jakąś rzeczkę czy choćby strumyk, a jeżeli już to czarodziej nakazywał im uważać na rusałki. Trzeciego dnia od rozdzielenia się drużyny, jeden z myśliwych został ranny, kiedy grupa naruszyła spokój niedźwiedziego matecznika. Wystarczył jeden ruch łapy rozwścieczonej samicy aby obalić człowieka na ziemię. Chwile potem cały ciężar kilkusetkilogramowej niedźwiedzicy zwalił się na nogi leżącego, gruchocząc kości. Szybko nadbiegła pomoc z toporami i dzidami, odciągając zwierzę z dala od rannego, gdzie zostało zakłute i zarąbane. Później przez kilka dni nie musieli polować – mięsa było pod dostatkiem. Przez całą noc mag siedział przy rannym tropicielu, mamrocząc zaklęcia i parząc wywary z ziół. Mężczyzna miał szczęście, bo jedna noga była jedynie poobijana, ale na drugą miał utykać do końca życia. Z powodu rannego marsz znacznie się opóźnił. Po kilku dniach, drogę przecięło im nagle niewysokie, ale strome i łyse pasmo górskie. Ludzie bynajmniej nie przyjęli wyjścia z dusznego gąszczu z ulgą, ponieważ teraz byli wystawieni wprost na palące promienie słońca. Trzy dni zajęło im mozolne wspinanie się na szczyt, kiedy to znacznie uszczupliły się zapasy, ponieważ o upolowanie zwierzyny w górach nie było łatwo. Widok roztaczający się ze szczytu zaskoczył ich. Spodziewali się już wyłącznie wysokich, nagich gór, przechodzących dalej w potężne szczyty Białych Gór, a tymczasem mieli przed sobą kolejną lesistą dolinę, tym razem naprawdę dużą, a jeszcze dalej znów niskie wzgórza. Co poniektórzy żołnierze sarkali, że jest to droga donikąd, ale kapitan stanowczo nakazał marsz naprzód. Droga w dół po łagodnych, trawiastych zboczach była już łatwiejsza. * * * 16 maj (...) Ciężki jest los kronikarza. Po trzykroć przeklinam starego Warvicka, że wysłał mnie na tą szaloną wyprawę. Dwóch myśliwych-tropicieli, dziesięciu żołnierzy z kapitanem Angusem na czele, młody paniczyk Hugo, stary magik Meneros i uczony Haldik. No i ja – dodatkowa gęba do wykarmienia, co zresztą nieraz dawano mi dosłownie do zrozumienia. Ostatnio i tak powodzi mi się lepiej. Pięć dni temu zawitaliśmy do niewielkiej wioski rozłożonej na zboczu wzgórza – ostatniej na północ, jak zarzekali się mieszkańcy. Odcięci od świata chłopi byli bardzo zadowoleni, gdy nas zobaczyli. A gdy Meneros puścił nad ich polami kilka fajerwerków, mamrocząc coś o błogosławieństwie bogów i doskonałych zbiorach, wieśniacy oszaleli z radości. Cała drużyna śmiała się w kułak to z ich ciemnoty, to z kuglarskich sztuczek magika, wyraźnie robionych na pokaz, bynajmniej nie świadczących o większym kunszcie. Ale, wracając do mnie, wtedy to właśnie zyskałem uznanie drużyny. Wdzięczni za odprawione czary chłopi, po długich naradach wytoczyli z jednego z domów beczułkę przedniego miodu – zapewniając oczywiście, że to jedyna jaką mieli. Jakże śmieszne miny mieli ci potężni żołnierze, twardzi ludzie, kiedy przepijał ich chuderlawy pisarzyna! Najbardziej podobał mi się kapitan, tuż zanim zwalił się na ziemię, wlepiający we mnie niewidzące już oczęta, gdy wznosiłem ku niemu kolejny toast. (...) 23 maj Od wczoraj wspinamy się po zboczach potężnego grzbietu, który przegrodził nam drogę. Na oko potrzeba by kilku dodatkowych dni, żeby go obejść, więc zdecydowano, że przejdziemy górą. Co prawda zapasów nam nie zbywa, a myśliwi spisują się znakomicie, ale po co kusić los? 24 maj Dzisiaj stanęliśmy na szczycie. Roztaczający się z niego widok wprawił nas w zdumienie. U naszych stóp rozciągała się wielka, szeroka na kilka i długa na kilkanaście mil, zielona kotlina z gatunku tych, przez które przechodziliśmy na początku. Z trzech stron otoczona była grzbietami pasma, na które właśnie weszliśmy, natomiast naprzeciw nas zamknięta była łagodnymi wzgórzami, zwiastującymi kolejne doliny. (...) Daleko w przedzie, tak jak na początku drogi, widniały Białe Góry. Zdawać się mogło, że nie zbliżyliśmy się do nich ani na krok. 25 maj Haldik to tajemniczy i dziwny człowiek. Przypomina w tym swego mistrza i trochę Menerosa. Zresztą to właśnie przez przebiegłego Pittheusa (niech go diabli porwą!) tu się znaleźliśmy. Ogłupił hrabiego Warvicka, przy aprobacie Menerosa zresztą, i wmówił mu, że należy wysłać wyprawę w Góry Białe, w celu rozwoju nauki oraz ekspansji i umacniania królestwa. I takie tam dyrdymały. A stetryczały władyka dał mu się namówić i jeszcze posłał na to szaleństwo swego syna. Dobrze, że chociaż Hugona – mniejsza to strata niż gdyby w tych dzikich ostępach miał zginąć Manfred. Sam cwaniak Pittheus, wymigując się całą masą starczych dolegliwości, “z bólem serca” odmówił udziału w wyprawie, wysyłając swego ucznia Haldika – antypatycznego mruka, który ma podobno zadbać o naukowy charakter wyprawy. * * * - Co o tym sądzisz magu? – kapitan zagadnął stojącego obok. Czarodziej był postawnym, by nie rzec wielkim mężczyzną w sile wieku. Włosy miał długie, z licznymi siwymi pasemkami, ale krótko przystrzyżona broda była wciąż kruczoczarna. Ubrany był w zielone spodnie, białą koszulę z zatoczonymi rękawami i skórzaną kamizelkę. Duży szary płaszcz z kapturem nosił jak pelerynę, spięty jedynie klamrą pod szyją. Postronny obserwator wziąłby go z pewnością za zwykłego myśliwego, tym bardziej z powodu niesionego na plecach łuku i kołczanu, ale bardziej wprawne oko zwróciłoby uwagę na laskę, którą mężczyzna trzymał w dłoni - długa drewniana, z fantazyjnie poskręcanego czerwonobrązowego drewna, niewątpliwa oznaka przynależności do kasty magów. - Miejsce dobre jak każde inne. Możemy tu przenocować – odparł czarodziej odpinając broń, kładąc na ziemi laskę i samemu układając się wygodnie w trawie. Owinął się dokładnie płaszczem i po chwili dało się słyszeć gromkie chrapanie. Kapitan wzruszył ramionami i dał znak ręką. Po chwili całą polana usłana był odpoczywającymi ludźmi. Mimo, że do zachodu słońca wciąż pozostawało jeszcze sporo czasu, to nie było sensu brnąć dalej w las, gdy znaleźli obszerną i wygodną polanę. Myśliwi zrzucili tobołki, sprawdzili broń i już mieli ruszyć w las na polowanie, gdy nagle jeden z nich krzyknął: - Spójrzcie! Tam w górze – mężczyzna wskazywał na jedno z drzew na obrzeżach polany. Wśród soczyście zielonych liści w koronie drzew coś wyraźnie błyszczało odbijając czerwone promienie zachodzącego słońca. Nie czekając na reakcję pozostałych, tropiciel który zauważył zjawisko, w kilku szybkich ruchach znalazł się na drzewie. Chwilę potem, z zadziwiającą jak na tak dużego mężczyznę zwinnością, zeskoczył na ziemię. W ręku trzymał skórzaną torbę zamkniętą dużą, srebrną klamrą. - Była zaczepiona wysoko w gałęziach – powiedział podając ją Łowczemu. Hurimm przyjął ją bez słowa i od razu skierował się do śpiącego maga. Wszyscy podnieśli się z ziemi, ciekawi znaleziska. - Arothisie – Łowczy pochylił się nad magiem, ale ten tylko zachrapał jeszcze głośniej. – Arothisie! – wrzasnął Hurimm prosto w ucho leżącego. Mag otworzył najpierw jedno oko, później drugie, a w końcu usta, z których posypał się potok przekleństw, jakich nie powstydziłby się marynarz z Mórz Południowych. Kiedy Łowczy wyjaśnił zaspanemu magowi o co chodzi, Arothis bez słowa wziął od niego torbę, rozpiął ją jednym ruchem i wyjął ze środka niewielką książeczkę. Upewniwszy się, że to jedyna zawartość, odłożył torbę na bok i otworzył książeczkę. - Pamiętnik... – mruknął wyraźnie zaciekawiony. – Posłuchajcie... * * * 25 kwietnia Przygotowania dobiegły końca i dziś rano nasza niewielka ekspedycja wyruszyła w nieznane. (...) 2 maj Weszliśmy w kolejną zieloną dolinę. Wygląda tak jak wszystkie poprzednie: niezbyt głęboka, o wydłużonym kształcie, duża na kilkaset metrów i o tej porze roku bardzo zielona. Zresztą, rosnące tutaj drzewa należą do gatunku iglastego, więc będą się mienić zielenią nawet spod białej pokrywy śniegu. Ze wschodniego zbocza spływa strumyk – pierwszy na jaki się natknęliśmy od wyruszenia. Doskonała okazja żeby uzupełnić zapas wody, bo strumień zachęca swoją krystaliczną czystością. (...) Któremuś z żołnierzy słońce, wznoszące się na niebie z dnia na dzień coraz wyżej, musiało dać się naprawdę we znaki, bo zaproponował dłuższy postój i odświeżającą kąpiel. Teraz przez tydzień będzie pełnił obowiązki kucharza. (...) 6 maj Zaczynam podejrzewać, że kapitan Angus nie był najlepszym wyborem na dowódcę tej wyprawy. Rygorystyczny służbista. Z szeptów zasłyszanych przy ognisku wnoszę, że więcej niż nielubiany przez swoich żołnierzy. (...) Niby jest najwyższy stopniem, ma największe doświadczenie i tak dalej, ale w rzeczywistości nie sprzeciwi się życzeniom młodego Warvicka – zbyt boi się jego ojca. (...) Wredny wywyższający się paniczyk. Czemuż hrabia nie wysłał swego pierworodnego Manfreda? Angus oficjalnie dowodzi, jego panem, któremu nie śmie się sprzeciwić jest Hugo Warvick, ale i tak wszyscy aż nazbyt dobrze wiemy, że wyprawą kieruje stary Meneros. Słyszałem raz spór o wybór drogi (oczywiście kierujemy się ciągle na północ, ale chodziło o szczegóły), kiedy to starzec sprawnie dobierając słówka, niby przytakując młodemu Hugonowi, w końcu postawił na swoim. Przebiegła bestyja, wyjątkowo źle mu patrzy spod tych krzaczastych brwi. Na zamku hrabiego stugębna plotka głosi, że żaden z niego mag, jeno kuglarz i sprytny polityk, który podstępem wkradł się w łaski naszego pana. 10 maj Wyraźnie przekroczyliśmy pewną granicę i weszliśmy w wyższe partie gór. Nie ma tu już bujnych lasów, dominują pojedyncze zagajniki i kosodrzewina. Spod trawy coraz częściej prześwituje goła ziemia. Mimo, że lato dopiero przed nami, to upały przestały nam doskwierać. Nie wiem, czy to chwilowa zmiana pogody, czy już wpływ wysokości. (...) A daleko przed nami cały czas lśnią bielą najwyższe szczyty. * * * - Co o tym sądzisz magu? - Powtarzasz się kapitanie – Arothis uśmiechnął się i puścił kółko z dymu. Pozostali siedzący wokół ogniska mężczyźni także palili fajki. Oprócz maga i kapitana był tam jeszcze Łowczy, a także sędziwy Nemuel – uczony w wielu naukach, zaufany doradca króla. - To proste, hrabia Warvick wpadł na ten sam pomysł co miłościwie nam panujący i również wysłał ekspedycję w Góry Białe. Tyle, że był szybszy, niewiele co prawda, o jakieś dwa miesiące. - I nieciekawie na tym wyszedł – burknął kapitan. – Z tego dziennika wynika, że wszyscy zostali zabici. - Prawdopodobnie wszyscy, choć nie możemy tego stwierdzić na pewno, bo zapis się urywa. Ale zanim zastanowimy się nad ich losem, zacznijmy od początku. – Łowczy zwrócił się do Nemuela. – Dlaczego nic nie wiedzieliśmy o tej wyprawie? - Nasza wyprawa była planowana od dawna, przypadek sprawił, że wyruszyliśmy właśnie teraz, dość niespodziewanie prawdę mówiąc. – Starzec chrząknął i splunął w ognisko. – Hrabia mógł się dowiedzieć o tym zamiarze i samemu wyprawić ekspedycję. Jeżeli jemu pierwszemu udałoby się znaleźć tu cokolwiek ciekawego, to król nie tylko nie mógłby go ukarać, ale wręcz musiałby go wynagrodzić, umacniając i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych