Najlepszy Kebab w mieście
Żyjący w małym mieście chłopak poznaje Amadeusza - właściciela najlepszego lokalu usługowego w mieście.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Najlepszy kebab w mieście Mieszkałem wtedy w małym mieście, w jednej ze starych kamienic. Na moim piętrze były 4 mieszkania, a w jednym z nich mieszkał mój podstarzały już sąsiad pan Amadeusz. Był on znany na całe miasto z dwóch rzeczy – pierwszą był bimber, który robił, można powiedzieć, że najlepszy w całej gminie, a może i w powiecie. Drugą rzeczą był prowadzony przez niego lokal usługowy, będący jedynym tego typu lokalem w okolicy. Pan Amadeusz prowadził bowiem zakład pogrzebowy „Epitafium”. Klientów miał ogrom, bo przecież w społeczeństwie z tak podupadającą demografią, jak w naszym mieście, co tydzień ktoś umierał (nierzadko więcej niż jedna osoba). Pan Amadeusz miał więc całą masę roboty, zatrudniając przy tym kilku pracowników. Młode i krzepkie chłopaki pchały się do okresowej pracy u niego, bowiem powszechna była wiedza, że bardzo dobrze płaci. Ja pracowałem wtedy w markecie, więc miałem dosyć nieregularne godziny pracy. Czasem spędzałem noce na magazynie, a innym razem obsługiwałem klientów w ciągu dnia. Przez to spałem o dziwnych porach. Tak właśnie zaprzyjaźniłem się z panem Amadeuszem. Pewnej nocy usłyszałem jakieś odgłosy z klatki schodowej mojej kamienicy. Wyjrzałem za drzwi i zobaczyłem wtedy Amadeusza, który robił coś z drzwiami wejściowymi swojego mieszkania. Zapytałem się czy w czymś pomóc, na co on w odpowiedzi zmierzył mnie wzrokiem i zaprosił do siebie. Ot cała historia. Piliśmy bimber i rozmawialiśmy, bo obaj tej nocy cierpieliśmy na bezsenność. Pan Amadeusz narzekał dużo na samotność. Obcowanie z trupami sprawia, że sam chce umrzeć. Próbowałem szukać pozytywów w tej sytuacji, ale trudno było zaproponować cokolwiek pozytywnego człowiekowi, który jest za stary, by gdzieś wyjechać i zbyt ustatkowany, żeby zmienić diametralnie swoje życie. Mówił mi wtedy: „Wie pan, trudno jest znaleźć żonę, kiedy wszyscy ludzie jakich się zna są albo martwi, albo w żałobie”. Tej nocy dowiedziałem się wiele o moim sąsiedzie i szczerze mówiąc był jedyną osobą w całej kamienicy, z którą kiedykolwiek rozmawiałem. Od tamtej nocy bywałem u niego przynajmniej raz w tygodniu. Czasem rozmawialiśmy, czasem piliśmy, a czasem graliśmy w tysiąca. W maju umarł burmistrz, więc całe miasto na chwilę stanęło. Proboszcz lokalnej parafii bał się, że jego ugruntowana pozycja nagle upadnie, ze względu na zmianę władzy. Jak się okazało nie był on jedyną osobą żyjącą w lęku. Tego dnia pan Amadeusz powiedział mi, że on również był dogadany z burmistrzem, dlatego w mieście nie było żadnego innego zakładu pogrzebowego. W każdym razie, wtedy większość miasta przejęta była tragiczną śmiercią burmistrza. Pogrzeb odbył się z należnymi godnościami. Na uroczystości było chyba całe miasto. Pokazała się nawet cała śmietanka potencjalnych następców burmistrza. Wszyscy oczywiście byli zapłakani i w wielkiej żałobie. Na pogrzeb przyjechała również najstarsza mieszkanka naszego miasta – Pani Teresa albo Elżbieta (nie pamiętam, myślę, że ona też nie pamiętała). Szybko jednak zapomina się o smutnych chwilach, kiedy wszyscy zajęci są codziennymi sprawami. Wkrótce więc tok życia miasta wrócił na pierwotne tory. Odbywały się właśnie wybory na kolejnego burmistrza, a wśród kandydatów pojawił się również dosyć młody facet, który promował się na rewolucyjnego burmistrza, który zupełnie odmieni miasto. Był oczywiście z partii, która zupełnie nie lubiła się z kościołem, więc proboszcz stanowczo nagabywał do głosowania na kogokolwiek innego. Nie udało się to jednak i już niedługo Odnowiciel Naszego Miasta został burmistrzem! W ciągu pierwszego miesiąca zupełnie zmieniło…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil TRFL
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…