Naszyjnik
dialog między kochankami
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Miała dziewiętnaście lat i iście dziecięcą twarz, która dodawała jej anielskiego, pełnego niewinności wyglądu. W jej dużych, piwnych oczach odbijały się teraz lśniące na nocnym niebie gwiazdy, które niczym perły zasiane ręką Boga na polu ciemnego nieboskłonu, jaśniały w otoczeniu bladej twarzy księżyca, który niczym zagubiony na morzu podróżnik, żegluje pośród bezkresów otaczającej go przestrzeni. Nic nie mówiła. W swym milczeniu oplątywała między palce długi, rudy warkocz, którego nie pozwoliła sobie rozplątać pomimo nalegań chłopaka. Jej lekka sukienka przyozdobiona złocistymi słonecznikami, wciąż jeszcze była podwinięta, a na jej udach nadal pozostawały ślady po strumyku jego ciepłego nasienia. — Bolało? — zapytał głaszcząc palcem wskazującym jej aksamitne ramię. Był krótko ostrzyżony, miał dwadzieścia pięć lat i blado niebieskie oczy, które nawet zdawały się nie mieć żadnego koloru i być zupełnie przeźroczyste. Twarz miał krągłą budzącą zaufanie, pomimo tych kilku śladów pozostałych po już dawno przebytym trądziku. — Nie, nie myśl o tym. Ja nie myślę więc i ty nie powinieneś. Było cudownie i tylko to jest w tej chwili ważne. Chcę byś ty tak samo o tym myślał. — W takim razie co się stało? — Nic. To nieważne – ton jej głosu był wyraźnie wymigujący się od odpowiedzi. Co jeszcze bardziej wyjaskrawiało jej tajemnicze myśli, które widocznie pragnęła zachować wyłącznie dla samej siebie. — Powiedz. Przecież widzę, że coś cię trapi. Chyba możesz mi powiedzieć po tym wszystkim co się stało; chyba już nie wstydzisz się przede mną swoich myśli? — Nie chcę o tym mówić. Czuję się podle, czuję się jak szmata; kurwa, która sprzedała swą ludzkość dla tych kilku chwil egoistycznej przyjemności, rozkoszy, która owładnęła mną tak, iż zapomniałam o cierpieniu bliźnich, o śmierci, o ludzkich łzach; zapomniałam o rozpaczliwym lamencie matek nad zwłokami swych dzieci… — Marta… — podniósł się i oparł na łokciach patrząc na jej twarz i na jej oczy, które podobały mu się w niej najbardziej — Przecież… — Wiem, nie musisz mi nic mówić. Sama też tego chciałam, może nawet bardziej od ciebie. — Więc o co chodzi? Nie rozumiem. — Chodzi o te samoloty, które przelatywały nad nami, kiedy jeszcze byliśmy nad rzeką. To były niemieckie samoloty, bombowce — wiem, bo już do końca życia będę pamięć ich dźwięk; takie same zabiły moją matkę. I teraz też zginęła czyjaś matka, zginął czyjś ojciec, czyjeś niewinne dzieci, które jeszcze nawet nie rozumieją czym tak naprawdę jest wojna. A ja wcale nie chciałam o tym myśleć. Słyszałam tylko dochodzące z daleka odgłosy bombardowania, ale nie potrafiłam myśleć o tych ludziach, o ich chwilach grozy o zapachu śmierci, który jest tak wyraźny, iż nawet tutaj go czuję, pośród tych wszystkich kwitnących drzew. Tylko że ja nie myślałam o tym co się dzieje z tymi ludźmi, bo wtedy już cię przyjmowałam i było mi tak bosko i tak bardzo chciałam zatrzymać tę chwilę, by mogła trwać już do końca świata, i czułam się wspaniale wiedząc, że kocham się z ukochanym chłopakiem i że nasza miłość, nasze pożądanie jest ponad to wszystko; i cieszyłam się z tego, że kiedy jesteśmy razem to przestaje być ważna ta przeklęta wojna i na te kilka chwil w ogóle przestaje istnieć i nie ma już terroru, bo jesteśmy tylko my dwoje. I tak było, tylko że tam ginęli ludzie, tam był strach i były łzy, a ja nie potrafiłam o tym myśleć i nie potrafiłam im współczuć; zostawiłam ich samych, umyślnie o nich zapomniałam, bo liczyła się tylko moja własna rozkosz której nie chciałam przerywać i nie chciałam byś nawet i ty ją przerwał. Dlatego też tak głośno krzyczałam kiedy wchodziłeś we mnie, chciałam zagłuszyć to wszystko co działo się tam daleko. I nawet teraz kiedy już jest po wszystkim nie potrafię się zdobyć na wyrzuty sumienia i wcale nie żałuję, że to zrobiłam, i że było mi dobrze tak jak jeszcze nigdy dotąd, i gdybym mogła cofnąć czas i przeżyć to jeszcze raz to postąpiłabym tak samo. — Marta, proszę cię zapomnij o tym. Pamiętaj tylko o jednym, i nie miej z twego powodu żadnych wyrzutów, pamiętaj, że cię kocham ciebie jedną i jedyną — i tylko to jest tak naprawdę ważne. I pamiętaj o tym, że ta wojna się kiedyś skończy. Nie potrafię ci powiedzieć kiedy; może za miesiąc, może za rok lub za dziesięć lat, ale ona w końcu dobiegnie do swojego kresu i ludzie już przestaną się bać i zapomną o niej, tak jak zapominali o innych wojnach, i będą żyć dalej; będą budować nowe domy, nowe rodziny. Przysięgam ci, że ten dzień któregoś dnia jeszcze przyjdzie. Na razie jednak jest wojna, której my wszyscy nie rozumiemy, a nie tylko dzieci i giną na niej ludzie i jest zło, które nas przerasta i które chce nas zniszczyć, ale pamiętaj, że z drugiej strony jesteśmy my — ty i ja i to co jest między nami, i to jest silniejsze niżli tysiące takich wojen, i silniejsze niżli miliony ofiar, i silniejsze niżli lata głodu i cierpienia. Pamiętaj o tym. Miłość i wojna. Wojna zabija wszystko, a miłość buduje; wojna sieje terror ale boi się miłości, bo jej nie może dobyć, bo jej nie może nakazać swych praw, nie może jej zabić ani straszyć; bo miłość jest wielka i niezmienna i nie zna przeszkód i wybacza egoizm, który jest jej pożywką i bez którego sama nie istnieje. Więc nie miej wyrzutów sumienia, bo i ja ich nie mam, i ja też słyszałem te samoloty i te bombardowania i też nie chciałem przerwać tego co było między nami. Pocałował ją i ona mocno oddała mu pocałunek, śmiało wsuwając język do jego ust. Przez tę chwilę ich jedności nie istniało zupełnie nic; głucha ciemność bez blasku gwiazd i księżyca, bez koncertów świerszczy i odgłosów nocnej strażniczki lasu pohukującej gdzieś w oddali. Ręką dotykał jej ud i powoli nie spiesząc się, jakby jego dłoń była dłonią malarza, który delikatnymi pociągnięciami pędzla dopracowując jakiś detal, przesuwał ją w stronę jej małych lecz sterczących piersi, gdzie ścisnął je pewnym, ale nie brutalnym uściskiem. — Nie — powiedziała. — Proszę daj mi jeszcze chwilę. Jeszcze nie jestem gotowa. On położył się na ziemi, na miękkim poszyciu rosnącej pod nim trawy. Odetchnął głęboko, następnie przywarł dłonie do twarzy i przy zamkniętych oczach przetarł się nimi, tak jakby się właśnie zbudził z głębokiego snu i jeszcze nie do końca uświadomił sobie poczucie otaczającej go rzeczywistości. — Nie chcesz już? — zapytał i choć jego najszczerszych wysiłków nie udało mu się zamaskować tonu nijako o bezczelnym odcieniu. — Nawet tak nie myśl. Kocham cię i chcę to z tobą robić. Chcę cię mieć tylko dla siebie, ciebie całego tak samo jak ja jestem cała jedynie dla ciebie, każdego ranka i każdego wieczora, i w każdym mym śnie i w pragnieniu i w całej mej duszy. — Marta, przecież wiesz co do ciebie czuję. — Wiem, ale boję się. — Czego? — Tego, że jutro pójdziesz na front i już tu nie wrócisz. Chciał jej przerwać, ale ona mu na to nie pozwoliła. — Proszę cię nic nie mów. Wiem, że nie powinnam nawet tak myśleć, nie można kusić losu, ale boję się; naprawdę się boję tego, że dopadnie cię któraś ze zbłąkanych kul i boję się tych chwil, w których będę żyła niepewnością i ciągłym oczekiwaniem na twój powrót. I boję się tego, że nie wrócisz, ale najbardziej boję się tego, że w twoim życiu pojawi się inna; ta która będzie lepsza ode mnie, taka która pięknie pachnie i potrafi mówić uczone słowa — takie których ja ani
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil racjo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…