"Naszyjnik - czyli słowo klucz"
Historia naszyjnika Litosa i tego co wydarzyło się zanim Litos i Tybo spotkali Astesa. Zapraszam wszystkich, do lektury i oceny. Poszczególne części mogą być czytane rozdzielne. (Cz.4)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Żesz! Kolejni! – Tybo wskazał ręką na trakt i dokończył – ta dwójka potrzebna tu teraz jak zdechłemu psu jajka... Po trawie wolno jechało w górę dwóch jeźdźców, zatrzymali się. Tybo spojrzał z przerażeniem na ciała, które wciąż leżały na trakcie. Powinni byli je uprzątnąć. Do tego palą ludzkie ciało na stosie a on sam wygląda jak trzecie dziecko nekromanty, blady i wykręcony. Już chciał zakląć po raz kolejny szukając w głowie dobrego określenia, które sięgnęłoby nowoprzybyłych przynajmniej do trzeciego pokolenia wstecz i wprzód, gdy przerwał mu mocny głos. - Wyście to zrobili? Łowca przygód ani chybi. Tybo poczuł lęk, spojrzał na Astesa, który chyba nie wiedział co zrobić i wstał starając się dorzucać drwa do ognia, tak by przysłonić już zwęglone w większości ciało. - Panie... Chłopaka poniosło. Ojciec mu umierał... Zaatakowali go kiedy o pomoc prosił. Jeśli Panie krzywdę zrobiliśmy to zapłacimy za to... Jakoś... Panie proszę o wyrozumiałość, to dla chłopaka cios straszny. – plutł czując coraz większą obawę, że idzie w złym kierunku i że powinien raczej mówić, że ciała znaleźli i palą je teraz żeby zarazy nie było, albo coś podobnego. - Możemy podejść? – zakrzyczał obcy - Nie – mruknął cicho Astes. Tybo czuł to samo. - Z całym szacunkiem Panie, wolałbym nie... eee sami chcemy pobyć, nie mamy ducha teraz na rozmowy. Przyjaciel umarł. - Wędrowcami jesteśmy, do ognia ciągniemy, coś zjeść, możemy podejść? – znów spokojnie. Nie dobrze - pomyślał Tybo - Wyniuchali krew jak pies sukę z drugiego końca wsi. Co teraz? Tybo wytężył wzrok, milczący jeździec chyba przed chwilą pomagał im zbierać drewno. Rżną głupa, ani chybi! - Jeśli Panie chcecie coś nam zrobić. – zaczął ostro, za ostro. - To naprawdę... Chłopaka poniosło. Pierwszych ludzi zabił w życiu – oby zabił kolejnych -dodał w myślach i mówił dalej - Gdyby jego ojciec żył... Przepraszam Panie. – urwał, czując że to nie ma sensu. Cisza przedłużała się, więc Tybo zaczął jeszcze raz. - Tu niedaleko jest Złoty Konik, bogata wieś. W karczmie jajecznicę dają. Tam Panowie coś zjedzą. – zaproponował. - Nie chce nam się jechać, tu zjemy. Kogo tam palicie? – zapytał z lodowatym spokojem. - Dzielnego Litosa, eee... ojca Raula, wojownika, prawdziwego bohatera. Prosił by po śmierci ciało jego spalić. – dokończył zgrabnie. Jeden temat załatwiony. Cisza.... - Nie odczepi się –mruknął Tybo cicho i wyszeptał do Astesa - Ja nie mogę biec, ale Ty uciekaj jak zobaczysz, że będzie źle. I na ognie Hoda! Nie machaj już mieczami. - Litosa? - podchwycił jeździec. Astes zdenerwował się, wyglądał jak kłębek nerwów i to rozwinięty przez kociaka. - Nie chcę by tu przychodzili – głośno i ze złością powiedział młody i poszedł ostentacyjnie w las. Tybo czuł się przegrany i zmęczony. - Nie mam siły Panie... krzyczeć... Podejdźcie – Tybo myślał szybko, może jak porozmawiają twarzą w twarz jakoś uda się załagodzić sprawę. Ruszyli niemal natychmiast, gdy byli już dobrze oświetleni przez ogień, nie było wątpliwości, że milczący jeździec wrócił. - Jak tam Panie drugi jeździec? Hastor? – udawał troskę Tybo, śledząc uważnie twarz czarnowłosego mężczyzny. - Umarł – odparł spokojnie obcy. - Panie przepraszam za chłopca, nie wiem co Ci zrobił. To naprawdę trudna sytuacja. On zostanie sam. Ja umrę chyba, sami Panowie widzą. Ojca właśnie stracił. Panie sierota nie przeżyje. – Nawet nie zsiedli z koni. Słuchali więc mówił, z doświadczenia wiedział, ze każde słowo zbliża. Mówił więc dalej. - Panie, ten Hastor to złodziej. Jak tylko spuściliśmy go z oka to zaraz chwycił medalion z szyi Litosa i... – oczy zaświeciły im się jakby usłyszeli, że z ognia wyskoczy naga elfia księżniczka, która marzy tylko by wskoczyć w ich łapy. Ich wzrok natychmiast powędrował na stos. Tybo również spojrzał. Medalion było widać. Chesedzie pomórz!!! Mówił dalej już ciszej. - i... chciał ukraść. Wtedy Raul dobiegł do niego i kopnął go... lekko. Mógł zabić... Miał miecz w dłoni – znów go słuchali – ale tego nie zrobił, puściliśmy tego niegodziwca wolno. - A co to za naszyjnik? – zapytał obcy siląc się na obojętny ton. - Rodowy... yyy... do rodu należy ... – myślał gorączkowo - co Ci obcy widzą w tym naszyjniku? Może wysłał ich Hastor? Tylko po co, to nie jest kosztowna rzecz... Tybo był zdezorientowany. - A... Raul też ma naszyjnik rodowy – dodał zanim ugryzł się w język. Potrzebował chwilę pomyśleć. Zmienić temat, czuł że pływa i że nie wie gdzie jest brzeg. - A kim Panowie są? Naszyjnik, naszyjnik, naszyjnik. Słuchał pobieżnie jak się przedstawiali. Historia naszyjnika przypomniała mu się sama.
Był świt. Tybo obudził się. Był pierońsko niewyspany przez to, że Litos nie spał całą noc. To już druga noc, podczas której miał problemy z zaśnięciem. Tybo czuł, że jego towarzysz boi się i szuka jakiegoś rozwiązania. Kilka dni temu do jego ucha dostał się kleszcz, nie udało się go wyjąć i zniknął gdzieś głęboko w głowie. Byli nawet wczoraj u jednej z najlepszych uzdrowicielek. Tybo przypominał sobie teraz jej słowa robiąc śniadanie dla nich obu. - Kleszcz w środku ucha?! – rozdziawiła usta i wytrzeszczyła oczy – Nie, nie, to bardzo nie dobrze. Bardzo! – Patrzyła na nich jakby obawiała się, że zaraz ją uderzą za głupie gadanie. - Mów, co można zrobić? – pytał Tybo - Nic Panie –powiedziała patrząc na nich uważnie – najlepiej nic. - Otworzyć mi czaszkę - powiedział cicho i beznamiętnie Litos. Kobieta skrzywiła się. - Ja się Panie w mózgu nie babram. Jakby się nie udało i waszmość by za przeproszeniem, srał w pantalony, to by mnie na stosie spalili. A najmniej Panie to słuch stracisz, a może być dużo gorzej. - Już nie słyszę. Możemy zaczynać – dorzucił tym samym tonem - O nie! – zaskrzeczała baba i pobiegła w głąb chaty. Litos wyjął sprzęt chirurgiczny i położył na stole rozwijając pas z narzędziami. Popatrzył na bladego Tybo i wyszeptał. - Ty zaczniesz, ona skończy, kierujcie się obrzękiem. – chwycił za stół i przesunął go koło drzwi tak, że był doskonale oświetlony. Uzdrowicielka wróciła za chwilę tachając wielką zakurzoną księgę i małą jasnowłosą dziewczynkę, która w rękach trzymała zasuszony liść łopianu. - Słuchaj waszmość, moja matka to napisała! – zdawała się nie zwracać uwagi na to że goście już utworzyli salę operacyjną. Zaczęła czytać i to o dziwo płynnie. Twarz miała zwróconą do dziewczynki, która wydawała się średnio zainteresowana tematem. Dużo bardziej ciekawili ją goście. - Drugi kleszcz w mózgu – zaczęła głośno jak mnich na ambonie. - To był drugi kleszcz we łbie com go wyjąć miała.... Bezskutecznie, nie robić! Przerwała czytanie. Tybo mało nie posikał się ze śmiechu. Natomiast Litos kompletnie zignorował czytanie i zapytał babę o zioła na wstrzymanie krwotoku. Kładąc się na stole, tak że nogi w kolanach zwisały mu nad ziemią. - Czekaj! Jeszczem nie skończyła! – baba zawyła rozeźlona, wzięła oddech i zaczęła czytać. - Gość czuje się świetnie i jest w dobrym zdrowiu, 25 lat. Upiera się, że kleszcz na pewno wlazł mu do prawego ucha i opowiada o innych kleszczach, po których zostały ślady na ciele. Sam wydłubał. Spał z psem i na niego przelazły. Ze... zewnątrz kleszcza nie widać. Nie próbuję wyciągać ziołami bom pomna na słowa matki, że struć go i owszem, ale i z wątrobą gościa co mu jak rtęć służy. Wyciąć go przeto trzeba z kawałkiem mięsa dokoła, gdy pod skórę czy w mięsień wlezie. Kleszcz we łbie siedzi już dni pięć co oznacza, że nażarł się i odpoczywa. Na pewno wyleźć nie zdoła bo brzuchol za ciężki ma a i obrzęk dokoła. Za tłusty był by sam się wygrzebać, pisała matka kiedyś. Wyglądało na to, że kobiety od pokoleń prowadziły zapisy, doskonaląc swoją wiedzę. Czytała dalej z nabożną czcią. - Ciełam więc jak matka, wzdłuż ucha na kości, trzy ziarna kukurydzy w górę i na trzy czwarte w górę od.... Bla , bla bla... – powiedziała przeskakując fragmenty tekstu, które najwyraźniej przekazywały precyzyjny opis gdzie i jak ciąć. - O tu! Kleszcz był tu. Bo róż i obrzęk pozostał, ale w przestrzenie czaszki polazł, tak jak i u matki zawsze i u mnie wcześniej. Szukać gom ostrzem i językiem zaczęła rozpoczynając od... bla bla bla... Nie było nigdzie, a gdzie matka w trupie szukała za daleko by było, bo matce soki poszły i gość srał pod siebie. Jedno mi pozostało gościa, zapytać czy się do czaszki od góry dostać mogę co by sprawdzić czy w bąbelku pływa jak drugi lub trzeci babki w trupie znaleziony. Gość chciał, tom go otworzyła na bla bla bla... Nie było paskudy, jak zwykle. Soki poszły alem zaszyła. Gość stracił słuch i nudności miał, cheftował co minut kilka przez 4 kolejne dni. Podałam mu bla bla bla i pomogło. Stan się poprawiał na trzy ósme. Poszedł z robalem w głowie. – zakończyła patrząc w tekst. - Tnij – rzucił Litos. Tybo czuł, że jest już chyba bardzo blady. - Głupi! A chętny, jak liny w maju, co je widłami przy brzegu traktują – wycedziła baba. – Czekaj! Jest jeszcze! – zaczęła czytać ponownie wolno
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil geo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…