Wróć do katalogu

Natchnienie część druga

Dokończenie opowieści o Natchnieniu, pojawia się wspomniana w pierwszej części postać, a całość kończy się nie dla wszystkich szczęśliwie.

Reinee, opublikowano , 21 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Natchnienie część druga

I upadłam. Delikatnie, niemal bezszelestnie, wprost na miękkie, jedwabne łoże, w stertę puchatych poduszek. Wydałam z siebie krótkie „Hę?”. Luksusowe, małżeńskie łóżko o potężnym zagłówku z grubych, drewnianych kolumienek było zawieszone w przestrzeni, w absolutnej czerni, w nicości. Nie miałam jednak czasu, by głowić się zbyt długo nad tym zjawiskiem. Zdążyłam stwierdzić jeszcze jedną rzecz – jestem całkowicie naga. Chciałam się zasłonić, ale nie zdążyłam – tuż nade mną z ciemności wyłonił się L’ins i opadł na łóżko – a dokładniej – na mnie. Nie miał już skrzydeł. Błyskawicznie chwycił mnie za nadgarstki, rozłożył ręce i przycisnął je do materaca. Swoją nogą nacisnął na moje. Szarpałam się, ale miał niesamowicie mocny uścisk. Nie marnowałam nawet siły na krzyk, wiedziałam, że nikt mnie nie usłyszy. Spojrzałam na jego twarz, w jego fioletowe, hipnotyzujące oczy i wyczytałam z nich pożądanie. Nagle jego krawat zaczął się sam rozluźniać, a guziki koszuli rozpinać.

-Nie pojmuje, jak możesz tak mi się opierać – powiedział, gdy na chwilę udało mi się uwolnić rękę, a on od razu znów ją złapał –Ale teraz już nie masz wyboru. W moim łożu kończyli już nie tacy, jak ty. Znasz ich dobrze, zna ich każdy. Ich utwory są we wszystkich podręcznikach do języków, uczyłaś się ich wierszyków na pamięć w przedszkolu, czytałaś ich opowiadania w podstawówce, ich powieści w gimnazjum, ich eposy w liceum! A czyja to zasługa!? Moja! Ja dałem im siłę!

Czarny krawat L’insa rozwiązał się i jak wąż zaczął pełznąć po jego lewej ręce, aż dotarł do mojej unieruchomionej dłoni i ciasno owinął się wokół nadgarstka. L’ins złączył mi dłonie nad głową, a krawat sam je oplótł, a następnie przywiązał do zagłówka łóżka. Byłam już całkiem unieruchomiona, mogłam co prawda ruszaj palcami, ale nie było szans bym rozwiązała te więzy. Zaczęłam pękać, chciało mi się płakać i krzyczeć na całe gardło, ale uznałam, że muszę zachować resztki godności. Mogłam jeszcze się wiercić, ruszać całym ciałem na boki, ale nic to nie dawało, byłam jak mucha w sieci pająka. Było mi tak przeraźliwie zimno, za to w środki palił mnie ogień, bardzo chciałabym być gdzie indziej, gdziekolwiek. L’ins zaczął czule głaskać mnie po włosach i twarzy. -Kochaj mnie, nic innego ci nie zostało – przemówił –Jam jest L’ins, Natchnienie! Jam jest chęć tworzenia, jam jest popęd twórczy! Kogo najdę, a nie będzie mi posłuszny, nie będzie szczęśliwy! Ale kto mi się podda, zyska wieczne uznanie!

Zszedł dłońmi niżej. Masował moją szyję i uniesione ramiona. Zacisnęłam mocno zęby i oczy, wyobraziłam sobie, że jego palce palą jak pokrzywy, że nie dają przyjemności, a jedynie ból.

-Przychodzę do tych, którzy marnują swój talent – mówił, a w jego oczach tańczył ogień - którzy nie chcą dać światu tego, co mogą! Którzy nie robią tego, co zostało im przykazane! Przychodzę do nich od tysięcy lat, do tych, którzy wypowiedzieli zaklęcie, którzy mnie przywołali! I płodzę z nimi najwspanialsze dzieła!

Ostatni guzik koszuli się rozpiął. L’ins delikatnie opadł w dół, przycisnął swoje ciało do mojego, poczułam ciepło jego skóry, pulsowanie mięśni, bicie serca, wydałam z siebie cichy jęk. Przysunął swoją twarz do mojej, jedną ręką odgarnął mi włosy z oczu, drugą położył mi na udzie.

-Daje światu tyle szczęścia –wyszeptał – to szczęście przepływa przez artystów, wypełnia ich, nim oni przekażą je ludziom. To artyści doznają mojej mocy w najczystszej postaci, to oni przeżywają chwilę uniesienia, którym nie może się równa nic innego na tym świecie. Ty też je przeżyjesz. Będziesz je przeżywać raz po raz, do końca swego życia. Bo ja cię kocham. A ty pokochasz mnie.

Wysunął język i zaczął mnie delikatnie lizać samym jego czubkiem, od obojczyka w górę, po szyi. Załkałam cicho, tak bardzo tego nie chciałam. Ale nie miałam już sił walczyć, całe moje ciało było jak z waty, coraz większa jego część była po stronie L’insa, pragnęła jego ciepła. Wraz z ruchem języka L’insa zatracała się moja świadomość. A gdy sunął już po mojej twarzy, gdy dotarł do kącika moich ust, gdy nie mogłam już nawet mówić, gdy ciężko mi się oddychało, udało mi się tylko przełknąć głośno ślinę i zebrać resztki świadomości, całą pozostałą mi wolę by jeden, ostatni raz powiedzieć w myślach „Nie uznaję cię”

I to miał być koniec.

I nagle L’ins się zatrzymał. -Hę? –spytał, a potem odleciał w tył.

Świadomość wróciła mi błyskawicznie, poczułam, że krępujące mnie więzy się rozplątały. Natychmiast usiadłam i zasłoniłam całe ciało największą z poduszek, a potem spojrzałam, co się stało z L’insem.

Siedział on w przestrzeni obok łóżka, zupełnie jakby była tam podłoga, i zdziwiony patrzył na trzymającego go za kołnierz mężczyznę. Ten był wysoki, młody, o ciemnej karnacji i krótkich, lekko kręcących się włosach. Nie był brzydki, mimo, że miał na twarzy ślady jak wieloletni marynarze – skórę przeoraną mocnym wiatrem i słoną wodą. Miał na sobie białą koszulę, brązowe spodnie i kamizelkę od garnituru. Pokręcił głową patrząc na L’insa, a potem przeniósł wzrok na mnie. Miał fiołkowe oczy. -Wszystko w porządku? –spytał, a ja po dłuższej chwili pokiwałam głową –To dobrze. Bardzo ci się naprzykrzał? –kiwnął na siedzącego -Raczej tak – bąknęłam –Kim jesteś? –spytałam, mimo, że kazałam sobie czekać na rozwój wypadków -Dobre pytanie –odparł z przekąsem –dobre dla ciebie, niedobre dla mnie. Bo nie cierpię tych wszystkich formułek, które tak ukochał sobie mój brat. Ale odpowiem ci. Jestem Pares i jestem pustką. Jestem lenistwem, jestem niechęcią do pracy. Jestem brakiem pomysłu i otępieniem umysłu. Przychodzę do tych, którzy… a, zresztą nieważne –machnął ręka – No, i jestem bratem tego tutaj.

L’ins, próbował wstać, ale Pares natychmiast znowu ściągnął go w dół. -Jak zwykle przeszkadzasz, bracie –prychnął siedzący -Jak zwykle ratuje ludzi od zapracowania się na śmierć –odparł Pares – Taka ładna dziewczyna, tyle radości przed nią w życiu… Powinna się bawić, nie myśleć o niczym, a ty chcesz z niej zrobić swoją nałożnice, wstydź się. -Nie nałożnice, a oblubienice –L’ins w końcu wyszarpał z ręki brata swój rozciągnięty już kołnierz i wstał na nogi –Jak się nad tym zastanowić, to w sumie dobrze, że się pojawiłeś. Moja pani nieco się opierała, obawiała się nieznanego, przytłaczał ją rozmach świata, do którego chciałem ją zabrać. Ale gdy zobaczy, jaki ty jesteś, i co ty chcesz jej dać, przybiegnie do mnie z otwartymi ramionami.

Pares westchnął ciężko i pokręcił głowa, rozłożył ręce. -Oj, L’ins, L’ins, L’ins… L’ins. Ile razy można ci powtarzać, że ja nie chce ludziom nic dawać? Chce tylko, by byli szczęśliwi i by się nie przejmowali. I by nie zawracali sobie głowy takimi głupimi pytaniami, jakie ty przed nimi stawiasz. Ani ta dziewczyna, ani nikt inny nie musi wybierać między żadnym z nas.

-Przepraszam, ale… -zaczęłam -Nie bój się, najdroższa, zaraz spławię tego błazna i do ciebie wracam –powiedział łagodnie L’ins -Nie słuchaj go, mów, o co chodzi –Pares zachęcił mnie ruchem dłoni -Chciałabym wiedzieć –posłuchałam się tego, który nie chciał mnie zgwałcić fizycznie i psychicznie – co się teraz stanie?

-Kolejne trafne pytanie – Pares pstryknął palcami –A ja znam doskonałą odpowiedź. Pójdę na obiad, a potem pooglądam jakieś głupoty w telewizji. Tobie polecam uczynić to samo. -A L’ins? –spytałam szybko

Bracia spojrzeli na siebie. -Co, chcesz go zabrać ze sobą? –spytał Pares -Nie! –krzyknęłam, a on pokiwał głową -Więc nie ma sprawy –położył dłoń na czole brata, a ten natychmiast upadł na kolana, ręce schował za plecami, zaczął się szarpać, krępowała go jakąś niewidzialna siła –Jestem dużo silniejszy od brata, o wiele więcej ludzi mnie karmi swoim zachowaniem. Nie będzie cię więcej nachodził.

Odetchnęłam z ulgą. Czy to już naprawdę koniec tego wszystkiego? Bałam się, że może być w tym wszystkim jakiś haczyk, jakieś podwójne dno, ale słowa „nie będzie cię więcej nachodził” były jak balsam dla serca, napełniły mnie niesamowitym szczęściem.

-Nie słuchaj go! –krzyknął nagle L’ins, a ja spojrzałam na niego – Jest ode mnie silniejszy, to fakt! Ale będzie mnie musiał uwolnić, jeśli będziesz tego chciała! Jeśli mnie wybierzesz!

Zaczęłam powoli kręcić głową

-Słuchaj! –krzyknął znowu –Może źle zacząłem! Może powinienem to wszystko rozegrać inaczej! Ale ja tak bardzo nie chciałem cię stracić!

Przyglądałam mu się, słabemu, skrępowanemu, klęczącemu na podłodze. Zupełnie innemu, niż był jeszcze kilka minut temu. Zacisnęłam wargi. -Pamiętasz, co ci powiedziałem!? Że miałem wiele miłości, ale ty jesteś największą! –szarpnął się do przodu - Mój brat zniszczył ich mnóstwo, ale tej jednej nie pozwolę mu zabić! Zacznijmy od nowa, błagam cię! Zrobimy to wszystko inaczej, obiecuję! To ty będziesz panią, a ja sługą! Nie będzie więcej koszmarów, nie będzie pracy do późna! Będziemy pisać tylko wtedy, gdy ty tego zechcesz, a ja będzie ci służył po kres twych dni! Czego ode mnie zapragniesz, dostaniesz, jeśli będziesz chciała mi zadać ból, zadasz, jeśli obdarujesz uśmiechem, przyniosę ci za niego milion róż! Tylko mnie nie odrzucaj!

L’ins mamił mnie już nie raz, nie raz obiecywał i podsuwał obrazy. Ale tym razem było inaczej. Tym razem nie przekonywał mnie, że sytuacja w której się znalazłam jest wspaniała. Teraz błagał mnie, bym mu na coś pozwoliła, na cokolwiek. To nie brzmiało tak źle… Ale jaką miałam gwarancję, że L’ins dotrzyma słowa? Że ktokolwiek to od niego wyegzekwuje? Ale obrazy, jakie mi podsuwał były tak przyjemne… Miałabym to wszystko, plus jeszcze to, co obiecał mi wcześniej – pieniądze, sławę, wszystko, by móc żyć dostatnie, nie robiąc praktycznie nic, poza przelewaniem naszych wspólnych myśli na papier…

-Zatkaj uszy, nie zważaj na słowa tego kłamcy – Pares przybrał groźny wyraz twarzy i kopnął L’insa w plecy, tak że ten upadł na brzuch –Słyszałem to już wiele razy. Każdemu obiecał to wszystko, każdy był dla niego większą miłością od poprzednika. Ten demon nawiedza każdego, kto bez potrzeby go przywoła, zmusza do pracy, a gdy ofiara mu się nie podda, zsyła koszmary. Z tobą było tak samo, prawda? –spytał –A gdy ktoś nadal mu się opiera, zabiera go tutaj, do swojej komnaty, gdzie w jednym ohydnym akcie potrafi na zawszę zawładnąć jego duszą i ciałem. A gdy jedna jego ofiara umiera, wędruje po świecie i czeka, aż ktoś go wezwie. I tak od zarania dziejów. Tak było już setki razy. Czasami udaje mi się go znaleźć i w porę przerwać jego wybryki…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych